Meg ogląda Star Trek: TOS – 3×3 „Amnezja”

Ten odcinek nie zestarzał się zbyt dobrze. Nie dość, że korzysta z motywu starego jak świat (amnezja), to jeszcze są w nim stereotypowi Indianie, którzy od razu traktują białego człowieka jak boga. Jeszcze w latach sześćdziesiątych zapewne Amnezja byłaby całkiem niezłym odcinkiem, ale teraz postrzegana jest przez pryzmat niefortunnych implikacji, które ze sobą niesie.

Mimo wszystko jednak ma kilka całkiem niezłych momentów i coś, co mogłoby służyć za wyjaśnienie niektórych nonsensów w serii.

Opis Fabuły:

Enterprise trafia na dziwną planetę, na której rośnie ta sama roślinność, co na Ziemi. Przechadzając się po powierzchni planety Kirk, Spock i McCoy natykają się na dwie ciekawe rzeczy: wielki, zielony obelisk z dziwnym pismem wyrytym na ścianach; oraz populację przypominającą do złudzenia Indian północnoamerykańskich. Tak się składa, że w stronę planety leci asteroida wielkości Księżyca i Enterprise musi coś z nią zrobić, niemniej jednak nastaje pewna komplikacja: kapitan Kirk przez przypadek otwiera właz pod obeliskiem, dotyka niechcący panelu sterowniczego i zostaje rażony jakimś dziwnym promieniem. Podczas gdy po nieudanych poszukiwaniach kapitana Spock decyduje się najpierw zrobić coś z asteroidą i wrócić do poszukiwań potem, Kirk budzi się, wychodzi z obelisku i zostaje wzięty przez dwie kobiety, które go widziały, za boga, którego przybycie głosiła starożytna przepowiednia.

Co Z Tego Pamiętam:

Nic, ale widziałam gifa, na którym Spock tłumaczy McCoyowi kwestię asteroidy.

Wnioski Ogólne:

W oryginale ten odcinek nosi tytuł The Paradise Syndrome (syndrom raju), a doktor McCoy na samym początku, widząc fascynację kapitana spokojem, jaki panuje na planecie, opowiada o syndromie Tahiti – ludzkiej reakcji na idylliczne środowisko naturalne, które mogłoby posłużyć jako miejsce ucieczki od życia pełnego poważnych decyzji. McCoy stwierdza nawet, że to schorzenie było powszechne w XX wieku wśród żyjących pod presją kapitanów statków kosmicznych, i od razu wiadomo, kogo ma na myśli.

Amnezja jest o tym, jak kapitan Kirk zapomina o tym, kim jest i jakie powinności na nim ciążą, i znajduje szczęście w prostym życiu wśród Indian, z młodą żoną i ludźmi, którzy uważają go za boga. W pewnym momencie nawet dowiaduje się, że będzie ojcem. Niemniej jednak zarówno jego podświadomość, jak i czynniki zewnętrzne (lecąca w stronę planety asteroida) przypominają mu, że nie może obrosnąć w piórka; że jego miejsce jest gdzie indziej. Jak już kiedyś powiedzieliśmy, omawiając Wirusa, jest zawsze najpierw kapitanem, a dopiero potem mężczyzną. I poniekąd ten odcinek eksploruje ten element jego osobowości, każąc mu zapomnieć o byciu kapitanem.

Niestety, knowania dawnego szamana (którego pozycję przejął Kirk) oraz asteroida sprawiają, że w przeciągu kilku minut Indianie obracają się przeciwko Kirkowi i zaczynają go kamieniować za to, że ich oszukał. Przy okazji kamieniują również jego żonę, która chciała ich powstrzymać. Ostatecznie ginie ona od wewnętrznego krwotoku i Kirk żegna się z nią, rysując przed nią wizję wspólnej przyszłości, która nie była im dana.

Pod tym względem jest to całkiem porządny odcinek, pełen dramatyzmu i melancholii… niemniej jednak zestrzał się bardzo źle i dzisiaj oglądany jest głównie przez pryzmat rasistowskich stereotypów, które wtedy jeszcze nie raziły, ale teraz rażą amerykańską widownię.

No bo czego tutaj nie ma? Prymitywni, spokojni, żyjący w zgodzie z naturą Indianie, którzy są pod takim wrażeniem białego człowieka, że ogłaszają go bogiem ze swoich świętych przepowiedni. Ten sam biały człowiek od razu zdobywa serce pięknej księżniczki Indian, ratuje dziecko za pomocą resuscytacji krążeniowo-oddechowej, a do tego uczy biednych, prymitywnych Indian o irygacji i budowie lampy. W końcu ci właśnie prymitywni Indianie obracają się przeciwko swemu białemu zbawcy i próbują go zabić. Już chyba tylko brakowało tutaj tańczenia wokół ogniska z Kirkiem przywiązanym do totemu.

I o ile wiele wcześniejszych i późniejszych startrekowych „szlachetnych dzikusów” będzie wzorowanych na Indianach południowo- lub północoamerykańskich, chociażby po to, aby opowiedzieć o złu kolonializmu, o tyle tutaj mamy dosłownie rdzennych Amerykanów z kilku plemion przeniesionych na inną planetę, aby uratować ich kulturę przed zagładą. Nie jest to jednak ostatni raz, kiedy w Star Treku pojawiają się Indianie, bo jeden z odcinków Następnego Pokolenia odnosił się do potomków rdzennych Amerykanów, którzy osiedlili się na pewnej planecie; a na Voyagerze pierwszym oficerem jest Indianin Chakotay. I te dwa przypadki też wyszły dość słabo, bo odcinek z Indianami zasadzał się na tym, że mają oni być przesiedleni z powodu traktatu z Cardassią, a twórcy Voyagera konsultowali się ze specjalistą od kultury rdzennych Amerykanów, który w końcu okazał się takim znowu specjalistą nie być.

Niemniej jednak Amnezja dała nam jedną ciekawą rzecz, a mianowicie – koncept Konserwatorów, którzy biorą liczne kultury i organizmy zagrożone w jakiś sposób i przenoszą je na inne planety, aby ich zachować. Konserwatorzy mogliby być odpowiedzią na wiele dziur fabularnych w Oryginalnej Serii – odpowiedzią na to, jak to się stało, że tak wiele planet, na które natyka się Enterprise, przypomina tak bardzo Ziemię w różnych okresach historycznych. Niestety, ten koncept nie został w pełni wykorzystany, chociaż pojawiał się tu i tam w innych utworach z uniwersum Star Treka.

Amnezja ma jeszcze jedną fajną rzecz – wątek Spocka i McCoya na Enterprise. Uważając powstrzymanie asteroidy przed uderzeniem w planetę za priorytet, Spock podejmuje się ryzykownej próby zniszczenia jej fazerami… przez co poważnie uszkadza statek. Na początku McCoy gani go za jego lekkomyślność, ale z czasem dochodzi do wniosku, że Spockowi trzeba trochę odpuścić, zwłaszcza że po całym zdarzeniu pierwszy oficer ani nie je, ani nie śpi, a tylko gapi się na napisy na obelisku. Jest to jeden z niewielu momentów, w których McCoy okazuje Spockowi troskę i że mu zależy… zwłaszcza że tym większą motywacją do powstrzymania asteroidy jest wciąż przebywający gdzieś na planecie najlepszy przyjaciel obu panów.

Za tydzień będziemy omawiać kolejny kiepski odcinek Oryginalnej Serii, a konkretnie – zobaczymy grupkę morderczych dzieciaków.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.