Krótka notka o problemach z „Velmą”

Plakat serialu Velma.

Już od tygodnia Velma zbiera kiepskie recenzje i nienawiść fanów. Z ciekawości obejrzałam pierwsze dwa odcinki i musze przyznać, że dla mnie ten serial to syndrom większego problemu.

I problem ten nie leży w zmianach etnicznych czy seksualnych postaci. Ba – nie leży nawet w tym, że serial próbuje nieudolnie dekonstruować Scooby Doo i tak zwane „teen drama”, czy jest po prostu nieśmieszny. Nie, problem polega na tym, że Velma jest kolejnym projektem, który ma jakieś fajne pomysły, ale ponieważ jest doczepiony do rozpoznawalnej franczyzy i (przynajmniej teoretycznie) ma przyciągnąć do siebie jej starych fanów, staje się tylko jednym wielkim rozczarowaniem.

Oto co się dzieje w pierwszym odcinku:

Velma Dinkley nie znosi swojego życia – jest nielubiana, jej dawna przyjaciółka, Daphne Blake, woli trzymać z popularnymi dziewczynami, jej ojciec zapłodnił kelnerkę, która bawi się w influencerkę; a do tego Velma cierpi na halucynacje, kiedy tylko myśli o tajemnicach, bo dawno temu jej matka zaginęła. Na domiar złego w szafce Velmy znaleziono koleżankę z klasy, której usunięto mózg i dziewczyna jest główną podejrzaną. Ponieważ policjantki zajmujące się sprawą wiedzą, że Velma nie jest morderczynią, ale są niekompetentne, dają jej dobę na to, aby znalazła prawdziwego mordercę.

Zanim przejdę do tego, co już wiele osób powiedziało o Velmie, powiem, dlaczego myślę, że to mógłby być… może nie tyle dobry, co ciekawy serial. Wątek Velmy jako dziewczyny, która z powodu poczucia winy za zaginięcie matki cierpi na halucynacje, sam w sobie jest interesujący i wart rozwinięcia. Jej złamana przyjaźń z Daphne przeradzająca się w coś więcej, choć dość kliszowa, mogłaby również być niczego sobie, tak samo zagadka kryminalna rodem z Riverdale. Nawet parodia dramatów dla nastolatków, których ostatnio pełno i które czasami idą w dziwnych kierunkach (i znów – jak Riverdale), mogłaby być czymś wyjątkowym, gdyby twórcy popracowali dłużej nad żartami.

Niestety, Velma była pomyślana jako serial w stylu Ricka i Morty’ego z niegrzecznym humorem i cynicznym podejściem do świata. To samo w sobie może nie byłoby aż tak złe, gdyby nie meta-żarty, które za bardzo opierają się na bohaterach wytykających klisze, czego najbardziej jaskrawym przykładem jest scena pod prysznicem, gdzie nastolatki ganią niepotrzebną nagość w „teen dramach”… same będąc nagie. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda na to, że tego typu „samoświadome” komentarze na temat wytartych schematów, już się ludziom przejadły, zwłaszcza że w Velmie nic poza wytknięciem klisz się nie dzieje. Jako parodia, Velma nie oferuje nic ciekawego, w przeciwieństwie, na przykład, do takich Lower Decksów, gdzie, owszem, Mariner pokusi się od czasu do czasu o meta-komentarz, ale poza tym jest tam jakieś świeże spojrzenie na Star Treka.

(W dodatku niektóre z tych meta-komentarzy, które wyrzucają z siebie Velma i inni, nie wydają się oparte o nic, co ogląda reszta ludzi. Tutaj dobrym przykładem jest chociażby tekst o lesbijkach będących stereotypowo dobrymi detektywami – gdzie niby taki stereotyp się pojawia?)

Poza kiepskimi meta-żartami, ten serial mógłby być nawet dobry, gdyby nie był związany tak silnie ze Scooby’m Doo. Bo nie dość, że jest nieśmieszny; nie dość, że jest miejscami obrzydliwy, próbując być śmiesznym, to jeszcze zmienia Gang Scooby’ego z grupki przyjaciół w karykatury, nawet nie tyle samych siebie, co przypadkowych stereotypów nastolatków.

Fred w Velmie.
Prawdopodobnie najgorzej wypada w Velmie Fred, z którego zrobili małe dziecko.

Lata filmów i seriali o Scooby’m przyzwyczaiły nas do określonych wizji Gangu – Daphne to szykowna dziewczyna z bogatej rodziny, Velma to kujonka, podchodząca do wszystkiego racjonalnie, Fred to uroczy mięśniak, lubiący pułapki, a Kudłaty to żarłok i tchórz, ale kocha swojego psa nad życie. Tymczasem tutaj Velma to niepopularna loserka, która uważa wszystkich za idiotów, Daphne to płytka laska, która porzuciła dawną przyjaciółkę na rzecz bardziej wrednych koleżanek, Fred to bogaty i uprzywilejowany idiota, który nie umie się sobą zająć, a Kudłaty… cóż, Kudłaty jest nudnym love interestem dla Velmy. A Scooby’ego nie ma w ogóle, bo to animacja dla dorosłych, więc nie możemy mieć gadającego, głupkowatego psa, chociaż jest on tytułowym bohaterem franczyzy.

Scooby Doo Mystery incorporated.

I wiecie – Scooby Doo zdarzało się być bardziej poważnym i mieć ciągnącą się przez cały sezon historię, która wykraczała poza standardowego przebranego za potwora właściciela ziemskiego. Scooby Doo: Mystery Incorporated było właśnie taką poważniejszą wersją Scooby Doo, z dramatycznymi wątkami i story arkiem, rozwijanym przez dwa sezony, obejmującym skrywające tajemnice miasteczko. Co więcej – do dzisiaj Mystery Incorporated uważa się za ten serial, który wzniósł Scooby Doo na wyższy poziom i został przedwcześnie anulowany. W porównaniu z nim Velma wygląda dziecinnie.

Jeśli chce się coś bardziej krwawego lub sugestywnego, bierze się komiks Scooby Doo: Apocalypse. Jeśli chce się coś wyśmiewającego klisze, ogląda się Szczeniaka zwanego Scooby Doo, a nawet współczesne filmy ze Scooby’m. Jeśli komuś naprawdę bardzo, bardzo zależy na cynicznych wersjach Gangu Scooby’ego, ogląda odcinki Vanture Bros, w których pojawia się Groovy Gang. Dorosła animacja wydaje się po prostu niepotrzebna, biorąc pod uwagę to, że Scooby Doo to franczyza, która ma już prawie sześćdziesiąt lat i przeszła prawie wszystko.

Ale, ale, producentka i odtwórczyni roli Velmy, Mindy Kaling, twierdzi, że serial to „list miłosny, nie tylko do Scooby Doo, ale i do dramatów o nastolatkach i dramatów kryminalnych”. Szkoda tylko, że tego nie widać. Ma się bardziej wrażenie, że na początku miał to być jakiś autorski, oryginalny projekt, tylko Warner Bros. doszło do wniosku, że lepiej powiązać to z jakąś znaną i sprawdzoną marką, która jest już rozpoznawalna, olewając to, co jest w niej najciekawsze i najbardziej unikalne.

I to jest właśnie problem, który widzę w wielu współczesnych serialach i filmach. Wspominałam o tym przy okazji Wednesday, gdzie klimat Rodziny Addamsów był przysłonięty standardową historią o liceum dla potworów i tajemnicą sprzed lat, ale widzę to też w innych utworach. I łatwo zrozumieć, dlaczego powstają takie odnogi od znanych marek, które mogłyby być nawet niezłe jako oryginalne historie – wykorzystanie znanej franczyzy jest o wiele bezpieczniejsze dla hollywodzkiego studia, niż postawienie na coś nowego.

O ile jednak Wednesday – przy całym swoim oderwaniu od Rodziny Addamsów – jednak jakoś się broni (już choćby przez to, że Gomez, Morticia i Fester zachowują się tak jak powinni… przeważnie), o tyle Velma jest tak daleka od Scooby Doo, że wygląda raczej na chwyt marketingowy. No bo co się teraz dzieje? Wszyscy opowiadają o tym, jak bardzo Velma jest okropna, inni chcą sami się przekonać, czy tak jest naprawdę i w rezultacie oglądają serial na własną rękę, legalnie bądź nie. Ba – być może nawet teraz sami będziecie chcieli sprawdzić tę kreskówkę, bo coś, co tu napisałam, Was zainteresowało.

Jestem bardziej niż pewna, że Warner Bros. próbuje Velmą coś ugrać, zwłaszcza po tym, jak pod koniec zeszłego roku masowo skasował produkcję większości swoich oryginalnych animacji tylko po to, aby zaoszczędzić na podatkach. Zła prasa Velmy też jest elementem większego planu, aby utrzymać się na rynku, pomimo kiepskiej reputacji.

Musimy jednak przyznać, że Hollywood i wielkie studia mają problem, bo zamiast inwestować w nowe rzeczy, czepiają się tych starych. Co więcej – coraz częściej to nie ludzie, którzy autentycznie lubią i chcą przełożyć na ekran materiał źródłowy, są brani do takich projektów, tylko ludzie, którzy w najlepszym razie nic o nim nie wiedzą, a w najgorszym – nienawidzą go. I to jest coś, z czym trzeba walczyć.

4 myśli na temat “Krótka notka o problemach z „Velmą”

  1. Dokładnie. Ciężko mówić o liście miłosnym. To nie są postacie które znamy „w krzywym zwierciadle” bo ich charaktery w niczym się nie odbijają od tego co znamy.

    Zmiany w wyglądzie są zrozumiałe (jak i brak psa) – to marka marketingowana dla dzieci, która od dekad doi sporą kasę, więc nie chcą sytuacji słałby pretensje bo zostawił swoje dziecko przed ekranem, więc wizualnie powinna być jasna różnic.a

    Niestety ani postacie nie przypominają w niczym tych, które znamy i lubimy z wyglądu ale też osobowości, charakterystycznego głosu, powiedzonek i manieryzmu. Są zupełnie wymyślone na nowo ale dla tego cały dowcip nie działa.

    Jakby to było Mystery Inc. jakie znamy ze Scooby’ego próbująca rozwiązać dla odmiany morderstwo – to by było ciekawe.
    Jakby to były postacie jakie znamy (z głosami, zachowaniem itd.) mówiące zbreźne rzeczny – to było, być może zabawne, bo by nas bawiło, że widzimy Dafne i Shaggy’ego jak rzucają mięsem.
    Tu ta warstwa nie istnieje, więc cały dowcip „Scooby gang dla dorosłych” nie istnieje. Nawet okazyjne „easter eggsy” dla fanów są tu mdłe jakby dodane na ostatnią chwilę, stąd plotka, że autorka chciała zrobić serial o jakiejś swojej bohaterce co jest 15-etnim detektywem, WB uważało, że pomysł nie ma potencjału podczepili pod Scooby’ego ma wiele sensu i z każdym odcinkiem coraz bardziej na to wychodzi.

    Moim zdaniem więc głośny bojkot serialu uzasadniony bo to trochę taka bezwstydna produkcja. Jak mówisz – Wedsnsday można nie lubić (ja lubię) ale widać, gdzie ten list miłosny jest.

    Ostatnią, kontrowersyjną kwestię dodam – serial z jednej strony strasznie próbuje być na pokaz liberalny, podkreślać jacy to scenarzyści za serialem są oświeceni, wrzucać mrugnięcia okiem „patrzcie jakie to wszystko progresywne” (postacie nie mogą mieć innej etniczności, muszą nam to co chwila podkreślać) I nie mówię, że to coś złego ALE gdzieś czarny humor się zgryzie z tym zestawieniem i wypada bardziej jako mało duszny czy okrutny. No bo tak, (w odcinku 3 bodajże) mamy motyw, że problemy psychiczne to coś z czego nie można się śmiać i to poważna sprawa, ale to, że ich wersja Freda jest niedorozwinięta fizycznie w „pewnych aspektach”, to możemy cisnąć bekę, bo jest bogaty i biały więc to ok śmiać się z kogoś bo ma problemy rozwojowe. W jednej scenie Velma mówi, że normalnie by się cieszyła jakby ktoś bogaty i biały szedł do więzienia przez pomyłkę – to jest bohaterka której mamy kibicować? Jakoś ciężko kupić, że jest to jest serial, który ma coś do powiedzenia, jeśli to co próbuje powiedzieć wychodzi jako autoparodia, bardziej działająca na niekorzyść.

    Najlepiej serial podsumował pewien brytyjski yutuber (tłumacząc mniej-więcej) „Velma to serial, którego DVD USA powinno w czasie wojny rozrzucać za linie wroga, bo kompletnie złamie ducha żołnierzy, którzy go obejrzą… Chyba, że uwierzą, że serial naprawdę reprezentuje ideały Amerykanów, to wtedy będą walczyć do ostatniego człowieka, bo ktoś chciałby zostać podbity przez takie państwo?”

    1. Tam miało być „nie chcą sytuacji, gdzie jakiś rodzić słałby pretensje” (przepraszam, usunęło się niechcący)

    2. „Ostatnią, kontrowersyjną kwestię dodam – serial z jednej strony strasznie próbuje być na pokaz liberalny, podkreślać jacy to scenarzyści za serialem są oświeceni, wrzucać mrugnięcia okiem „patrzcie jakie to wszystko progresywne” (postacie nie mogą mieć innej etniczności, muszą nam to co chwila podkreślać) I nie mówię, że to coś złego ALE gdzieś czarny humor się zgryzie z tym zestawieniem i wypada bardziej jako mało duszny czy okrutny.”

      Widziałam dwie recenzje (no może nie do końca – jedną recenzję i kilka reaction videos), które właśnie zwracały uwagę na to, że niby serial jest progresywny, ale jednak okazuje się rasistowski i to na wielu różnych poziomach. Alex Meyers powiedział, że serial chwali się „daltonistycznym castingiem” (color-blind casting), ale nie za bardzo mu ten daltonizm wychodzi, bo ciągle postaci komentują swoją rasę, przyciągając uwagę do tej kwestii (co przy Fredzie wychodzi najbardziej koślawo). Z kolei Britney Reacts w wielu miejscach pokazuje, jak kwestie wypowiadane przez Velmę brzmią rasistowsko.

      1. Dokładnie. Choć jedni się upierają, że tak nie jest, rasizm może jednak działać w dwie strony. Teksty Velmy o tym, że by jej sprawiło radochę jak ktoś niewinny bogaty idzie do więzienia to jedno ale jak podkreśla „bogaty BIAŁY” to już jest nieprzyjemne bo sugeruje, że ludzie zasługują na więzienie ze względu na kolor skóry i takich tekstów są w tym tony. Co do Britney Reacts to cieszę się, że to od niej wychodzi, bo patrząc ilu białych ciągle narzeka na zmiany etniczności postaci (patrz aktorska „Mała Syrenka”) to naprawdę łatwo machnąć ręką jako czepialstwo, więc dobrze, że osoby czarnoskóre też mówią, że to nie jest w porządku.

Leave a Reply