
Ach, Świat według Ludwiczka… wiadomo, że będzie specyficznie, ale ciepło.
Teoretycznie są dwa odcinki świąteczne Świata według Ludwiczka, ale jednak Rodzinna fotografia jest jakby bardziej skupiona na Bożym Narodzeniu niż odcinek o zakładaniu sąsiadce świątecznych dekoracji.
W rodzinnym miasteczku Ludwiczka Andersona, Cedrowej Górce, rozpoczyna się okres świąteczny, ale radość chłopca gasi ustanowiony przez rodziców limit pięciu dolarów na osobę. Tak więc przygnębiony Ludwiczek szuka wraz z przyjaciółmi odpowiedniego prezentu dla siebie, a przy okazji zaprzyjaźnia się z popularnym dzieciakiem z klasy, Teco, który w dodatku jest jedynakiem. Tymczasem ojciec Ludwiczka, Andy Anderson, próbuje swoich sił jako Mikołaj, ale zniechęca się po katastrofalnym występie w klasie najmłodszego syna i chce zrezygnować… ale nie może, bo jego żona Ora zgłosiła go do roli Mikołaja w pobliskim sierocińcu. W dodatku gdzieś tam majaczy perspektywa przyjazdu brata i matki Andy’ego na święta.
Ten odcinek ma prosty przekaz o tym, że prezenty to nie wszystko, ale podchodzi do niego z pewnym wdziękiem. Z jednej strony Ludwiczek jest sfrustrowany tym, że nie może sobie znaleźć fajnego prezentu i zazdrości Teco, że jest jedynakiem (bo limit pięciu dolców wynika z tego, że Andersonowie mają jedenaścioro dzieci), a z drugiej strony tu i tam Teco też trochę Ludwiczkowi zazdrości. A potem ma miejsce występ Anydy’ego Andersona w sierocińcu (do pomocy z którym zaprzęga dwóch synów – Ludwiczka i Tommy’ego) i zmienia on bardzo wiele rzeczy.
Finałowa scena kolacji u Andersonów jest pełna ciepła i humoru, ale i tak (jak zwykle) to Andy Anderson kradnie całe show fałszując i dorabiając tekst do kolęd.
Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
