Kategorie
Artykuły popkulturowe BBC Sherlock

Artykuł: Mizantrop, leń i wcielony Brytyjski Rząd, czyli rzecz o Mycrofcie Holmesie

Advertisements

Uwaga! Tekst zawiera spoilery do Sherlocka All-Consuming Fire.

Dawno, dawno temu napisałam artykuł porównujący postaci z Sherlocka z ich bardziej klasycznymi wersjami[1]. Na sam koniec tegoż artykułu zostawiłam sobie mojego ulubionego bohatera, czyli granego przez Marka Gatissa starszego brata Sherlocka Holmesa, Mycrofta, i wyraziłam stwierdzenie, że mogłabym napisać o nim oddzielny artykuł. Jakieś dwa lata temu ułożyłam listę siedmiu ulubionych postaci pobocznych[2], na której umieściłam również Mycrofta, i powtórzyłam to stwierdzenie. Ponieważ finał czwartego sezonu Sherlocka sprawił, że zaczęłam się zastanawiać nad relacjami między Holmesami, dzisiaj, drodzy czytelnicy, opowiem Wam o starszym z nich.

Mycroft Holmes z ilustracji
Sidneya Edwarda Pageta.

Przypomnijmy to, co wiadomo o Mycrofcie Holmesie z książek Conan Doyle’a. Starszy o siedem lat brat słynnego detektywa miał być od niego o wiele genialniejszy… ale też o wiele bardziej leniwy, a do tego pozbawiony ambicji. Mycroft ma swoje małe przyzwyczajenia, nie przepada za ruchem, dlatego bierze się za pracę w terenie tylko wtedy, kiedy naprawdę musi. Nie lubi też ludzi, dlatego założył dżentelmeński Klub Diogenesa, którego członkowie siedzą całe dnie, czytając gazety i mają zakaz odzywania się do siebie. Mimo to starszemu Holmesowi udało się stworzyć sobie stanowisko w rządzie brytyjskim jako „ekspert od wszystkiego”. Mycroft potrafi bowiem połączyć ze sobą rzeczy, które z pozoru nie wydają się powiązane w żaden sposób, a mają istotne znaczenie dla Imperium. Z wyglądu opisywany jest jako korpulentny, masywny mężczyzna, podobny trochę z twarzy do swojego brata.[3]

Sherlock Holmes już dawno wyrósł z prozy Conan Doyle’a i stał się bohaterem, o którym powstała masa filmów, seriali, komiksów i książek przedstawiających go w nieraz nietypowych scenariuszach. Wraz z detektywem adaptowane są w tych scenariuszach również postaci wspierające w przygodach detektywa. Nie inaczej jest również z jego starszym bratem.
Charles Gray jako Mycroft w serialu Granady.

W adaptacjach, retellingach i spin-offach Mycroft Holmes bywa przedstawiany na różne sposoby. W serialu Granady[4] jest posiwiały, co zapewne miało uwydatnić różnicę wieku między nim a jego młodszym bratem. W Sherlocku Holmesie: Grze Cieni[5] Mycorft jest tym, który ratuje z toni, a potem gości u siebie Mary Morstan-Watson i nie ma oporów, aby paradować przed nią na golasa (przy czym ma to raczej aseksualny charakter). W Sherlocku: Walce ze złem[6],mały Sherlock był świadkiem tego, jak profesor Moriarty wstrzykuje Mycroftowi jakiś narkotyk, i choć na początku starszy Holmes popada w ekstazę, koniec końców przedawkowuje i staje się kaleką; to wydarzenie z kolei odciska na jego młodszym bracie tak wielkie piętno, że postanawia on w dorosłym życiu wytropić Napoleona Zbrodni. W Prywatnym życiu Sherlocka Holmesa[7] (który jest filmem zasadzającym się na koncepcie: „Doktor Watson trochę podkoloryzował opisywanych ludzi z otoczenia przyjaciela.”), Mycorft jest młody, przystojny i szczupły. W serii książek o Enoli Holmes[8] (o której jeszcze będę mówić), jest prawnym opiekunem swojej nastoletniej siostry, chce ją posłać do szkoły z internatem, a kiedy Enola mu ucieka i znajduje schronienie u Sherlocka, on próbuje ją znaleźć. W komiksie Liga Niezwykłych Dżentelmenów Mina Murray podejrzewa, że człowiekiem, który zlecił jej zebranie w tytułowej Ligi i który kryje się za inicjałem „M”, jest właśnie Mycroft Holmes[9] (jej podejrzenia są mylne, ale koniec końców Liga Niezwykłych Dżentelmenów trafia pod jego kuratelę i to jemu przysługuje powierzanie im misji). W opowiadaniu Whitechapel Rose[10], osadzonym w uniwersum Shadowrun, Mycroft okazuje się być hakerem owianym legendą (no i to jest coś, co mogłoby się pojawić w Sherlocku, hehe).

Chciałabym skupić się na dwóch szczególnych interpretacjach Mycrofta – jednej związanej z pewną wizją jego młodości, a drugą – uwspółcześnioną, dobrze znaną niektórym z Was z serialu BBC (przy tym chciałabym poświęcić też trochę miejsca wydarzeniom z ostatniego odcinka, The Final Problem).
Wielu autorów podjęło się uczynić z Mycrofta Holmesa protagonistę swoich książek. Zrobili to między innymi: David Dickinson, Quinn Fawcett (piszący razem Chelsea Quinn Yarboro i Bill Fawcett) oraz Anna Waterhouse i Kareem Abdul-Jabbar.[11] Ten ostatni wraz z pisarzem Reymondem Obstfieldem stworzyli komiks Mycroft Holmes and the Apocalypse Handbook.
 

Mycroft Holmes and the Apocalypse Handbook zasadza się na koncepcie, że Mycroft, jako student, był genialny i oczytany, ale również bezczelny i do pewnego stopnia złośliwy. Ponieważ przewidywalność wszystkich i wszystkiego go nudzi, szuka zatracenia w hazardzie i romansach z żonami swoich przyjaciół i wykładowców. Jego życie zmienia się, kiedy porywa go grupka zamaskowanych mężczyzn i wkrótce jeden z jego wykładowców werbuje go do tajnej misji. Okazuje się bowiem, że ktoś wykradł tajną broń Imperium Brytyjskiego i zabił większość pracujących nad nią naukowców. Jedyny naukowiec, który przeżył, spalił wcześniej większość planów, a jedyną kopię wysłał do znajomej w Ameryce. Mycroft zostaje więc wysłany, aby nie tylko odzyskać plany, ale też znaleźć wykradzioną broń. Po drodze spotyka łowcę nagród, niejaką Lark Adler, oraz braci Jesse’ego i Franka Jamesów.[12]

Ten młody, energiczny Mycroft odbiega od tego, co zostało o nim powiedziane w powieściach Conan Doyle’a. Z jednej strony mamy tę próbę ucieczki od nudy i przewidywalności w niezbyt chwalebne rozrywki, a także gburowatość i, wydawałoby się, brak troski o uczucia innych… Z drugiej jednak tu i tam daje nam się do zrozumienia, że ten bezczelny kobieciarz nie jest tak do końca nieczuły. Jest taka scena w trzecim zeszycie Mycroft Holmes and the Apocalypse Handbook. Przedstawia wspomnienie braci Holmes z ich dzieciństwa, kiedy to wybrali się na polowanie. Sherlock specjalnie wstał wcześnie rano oczekując, że znajdzie dobrą zdobycz. Towarzyszący mu Mycroft co rusz próbuje go odwieźć od łowów, mówiąc, że już poprzedniego dnia udało mu się upolować całkiem sporo zwierzyny, ale Sherlock go nie słucha. W pewnym momencie młodszy z braci zauważa dorodnego jelenia i przymierza się, aby go zastrzelić; starszy z kolei zwraca uwagę na to, że nieopodal pasie się rodzina jelenia, i pyta Sherlocka, czy nie uważa zastrzelenia zwierzęcia na oczach jego partnerki i dzieci za choć trochę nie w porządku. Sherlock odpowiada, że wszystkie zwierzęta, które dotąd jedli, miały jakąś rodzinę. Widząc, że nie przekona chłopca do swoich racji, Mycroft płoszy jelenie, zanim Sherlock zdążyłby strzelić.[13]
Niespokojny młodzian, którego genialny mózg czyni wszystko nudnym. Wydaje się stosowne, że zaczyna swoją karierę, która w przyszłości uczyni go wcielonym Brytyjskim Rządem, od pracy w tajnych służbach, ale człowiek zaczyna się zastanawiać w jaki sposób ktoś taki stał się leniwy i tak aspołeczny, że stworzył Klub Diogenesa. Jedyne, co wizja Abdula-Jabbara ma wspólnego z tym Mycroftem, którego znamy z prozy Conan Doyle’a, to wielki intelekt i brak ambicji.
W książkach, serialach i filmach o Sherlocku Holmesie przeważa jednak interpretacja Mycrofta jako tego starszego, o wiele genialniejszego, lecz zwykle siedzącego z boku Holmesa, pomagającego bratu zza kulis. Ba – to właśnie u niego Sherlock znajduje schronienie po upozorowaniu własnej śmierci przy wodospadzie Reichenbach[14]. A w Sherlocku[15] kreacja Mycrofta jest o tyle ciekawa, że z jednej strony położony został silny nacisk na niechęć Mycrofta do przebywania między ludźmi; a z drugiej odchodzi się od bardziej przyjaznych stosunków między Holmesami na rzecz braterskiej rywalizacji z elementami jakichś dawnych, bliżej nieokreślonych uraz.
Jest pewien fanart na tumblrze[16], który przedstawia trzy pary fikcyjnych braci – Sama i Deana Winchesterów (Nie z tego świata) ściskających się nawzajem we łzach; Sherlocka i Mycrofta Holmesów spoglądających na siebie nawzajem z typowym sobie chłodem (Sherlock); oraz Thora wyciągającego ręce do Lokiego, który odchodzi, mówiąc: „Nie jesteś moim prawdziwym bratem i cię nienawidzę.” (Marvel Cinematic Universe). W pewnym sensie można te trzy obrazki uznać za skalę braterskich relacji w fikcji. Holmesowie z serialu BBC uplasowali się pośrodku tej skali, gdyż nie są specjalnie blisko, ale też nie chcą się nawzajem pozabijać. Do pewnego stopnia ich relacje są dość dziecinne, bo każda ich interakcja opiera się na kąśliwych uwagach i robieniu sobie nawazajem na złość.
Wyobraźcie sobie teraz taką scenę: Sherlock, Mycroft i doktor Watson uczestniczą w chorej grze szalonej siostry Holmesów, Eurus – grze, w której ludzie zmuszani są do sadystycznych wyborów i zabijani dla zabawy Eurus, znęcającej się psychicznie nad swoimi więźniami. I tak oto trzej bohaterowie trafiają do kolejnego pomieszczenia i przeciwniczka wyznacza detektywowi kolejne zadanie: ma zastrzelić albo Johna Watsona albo swojego brata.
Z początku Mycroft naciska na Sherlocka, aby zabił Watsona, a nawet rzuca pod adresem brata i doktora kilka uwag, które są jak najbardziej zgodne z wyrachowanym i cynicznym charakterem starszego z Holmesów… Sherlock szybko jednak orientuje się, że Mycroft mówi te wszystkie rzeczy po to, aby młodszy brat zabił właśnie jego. Bo choć starszy Holmes jest osobnikiem nieprzepadającym za ludźmi i Moriarty nazywa go nawet Człowiekiem-Lodem, przez te cztery sezony uwspółcześnionych przygód najsłynniejszego fikcyjnego detektywa powtarzano nam, wciąż i wciąż, na różne sposoby, że Mycroft ma jedną słabość: Sherlocka; i że jest gotowy zrobić bardzo wiele, aby go chronić. Tak więc w tym momencie chce umrzeć, aby jego brat nie musiał tracić swojego najlepszego przyjaciela. A że detektyw nigdy nie krył się ze swoją niechęcią wobec Mycrofta, wybór wydaje się tym bardziej oczywisty.
Tak więc Sherlock celuje do Mycrofta i wygląda na to, że rzeczywiście przygotowuje się emocjonalnie do pociągnięcia za spust. Mycroft zaś jest pogodzony z losem, mówi o tym jakie kwiaty chce na pogrzebie i w którą część ciała Sherlock powinien strzelić. Na ekranie telewizora pojawia się Eurus, stwierdzając, że podczas jej pięciominutowej rozmowy z Moriarty’m, mężczyzna przewidział taki właśnie obrót zdarzeń. Kobieta puszcza nawet nagranie, na którym Moriarty wygłasza kwestię: „Holmes zabił Holmesa.”, co jest, oczywiście, parafrazą zdania: „Brat zabił brata.” W tym momencie Sherlock zaczyna się wahać, a Mycroft wyznaje, że zezwolił na tę pięciominutową rozmowę między Eurus i Moriarty’m, i że w związku z tym wszystko, co się do tej pory zdarzyło, wszystkie gierki Eurus, to jego wina. Wtedy detektyw z żalem stwierdza: „Wystarczyło pięć minut, aby to nam zrobili.” i postanawia raczej popełnić samobójstwo, niż strzelić do starszego brata.
Odcinek, w którym ta scena ma miejsce, nosi tytuł The Final Problem[17] (w przeciwieństwie jednak do reszty odcinków Sherlockanie jest uwspółcześnioną adaptacją żadnego z dzieł Conan Doyle’a) i pod względem relacji między oboma Holmesami jest o tyle interesujący, że Sherlock wydaje się być o wiele milszy wobec Mycrofta. Chwali jego rolę w szkolnym przedstawieniu, jest skłonny z nim współpracować, pod koniec całej zawieruchy prosi Lestrade’a, aby miał na Mycrofta oko i broni brata, kiedy rodzice konfrontują go w sprawie zamknięcia Eurus. W tym odcinku Sherlock dowiaduje się bardzo wielu dramatycznych rzeczy na temat swojej przeszłości – jego siostra nie tylko od dziecka przejawiała psychopatię i fiksację na jego punkcie; nie tylko porwała jego najlepszego przyjaciela z dzieciństwa i nie powiedziała, gdzie jest, przez co pomoc nie dotarła do niego na czas, ale też całe to zdarzenie sprawiło, że umysł Sherlocka wyparł z pamięci to, że kiedykolwiek miał siostrę. Za to poświęcenie Mycrofta, aby Sherlock nie stracił kolejnego najlepszego przyjaciela, sprawiło, że w rezultacie detektyw musiał inaczej spojrzeć na swojego brata i na jego nadopiekuńczość. Co więcej – Eurus przeraża Mycrofta: jest od niego inteligentniejsza, umie manipulować ludźmi, a przy tym nie ma skrupułów. I właśnie dlatego Sherlock jest dla niego miły i przejawia o niego troskę – bo zobaczył zupełnie inną, bardziej ludzką stronę Mycrofta.
Mycroft w Znaku Trzech.

Dotąd Mycroft był dla Sherlocka z jednej strony utrapieniem, z drugiej – kimś w rodzaju autorytetu. W trzech odcinkach mamy większy wgląd w proces myślowy Sherlocka: Znaku trzech, Jego ostatniej przysiędze i Upiornej pannie młodej; i w każdym z nich pojawia się Mycroft, pełniąc pewną określoną rolę. W Znaku trzech[18], kiedy to podczas wygłaszania toastu na weselu Watsona Sherlock zaczyna się zastanawiać kim jest Człowiek-Jętka, wyobraża sobie, że stoi w sali brytyjskiego parlamentu. W pewnym momencie na miejscu pośrodku pojawia się Mycroft i mówi bratu, co ma robić, aby znaleźć mordercę pośród  weselnych gości. W Jego ostatniej przysiędze[19], kiedy Sherlock zostaje postrzelony i jego umysł próbuje go ratować, Mycroft najpierw przypomina mu (w bardzo złośliwy i pełen wyzwisk sposób) o ważnych szczegółach zaistniałej sytuacji, a potem – kiedy Sherlock wpada we wstrząs – radzi bratu, aby znalazł w Pałacu Pamięci coś, co uspokoi jego umysł. W końcu w Upiornej pannie młodej[20], podczas rozmyślań Sherlocka nad sprawą sprzed dwóch stuleci (w której detektyw wyobraża sobie siebie i wszystkich swoich znajomych w wiktoriańskich wcieleniach), Mycroft nie tylko przypomina swój literacki pierwowzór (zakładający się przy tym, kiedy umrze na atak serca), ale przede wszystkim ciągle zwraca detektywowi uwagę na to, że coś jest nie tak. Czy tego chce czy nie, jego starszy brat jest dla Sherlocka uosobieniem chłodnej kalkulacji i inteligencji… co z kolei mówi nam dużo o dzieciństwie Holmesów. Mycroft był niewątpliwie genialnym dzieckiem i nie ukrywał się z tym, tak więc Sherlock nabawił się kompleksów, a potem żalu do brata. Ten żal i kompleksy widoczne są we wszystkich trzech przytoczonych przypadkach, gdyż Mycroft w umyśle Sherlocka wielokrotnie nazywa go głupcem albo ślepcem, bo nie dostrzegł czegoś, co wydaje się oczywiste, a raz nawet Sherlock staje przed nim jako mały chłopiec.

Tak więc Mycroft – ten wcielony Brytyjski Rząd, ten Człowiek-Lód, ten geniusz, który zawsze wie lepiej, zawsze czuwa, zawsze ma wszystko pod kontrolą – jest przerażony możliwością, że Eurus wyszła na wolność, wzdraga się przed pociągnięciem za spust i zabiciem człowieka i jest gotowy na ostateczne poświęcenie, aby Sherlock nie tracił kolejnego bliskiego przyjaciela. To wszystko – wraz z poznaniem całej prawdy o Eurus – musiało sprawić, że Sherlock zobaczył w Mycrofcie kogoś, kto jest zmuszony podejmować trudne decyzje; i po raz pierwszy zdaje sobie sprawę z tego jak daleko jest w stanie się posunąć, aby chronić młodszego brata.
Fotografia widoczna w filmie Przygody najsprytniejszego
z braci Holmes
. Od lewej do prawej:
Mycroft, Sherlock i Sigerson.

Sama scena, w której Sherlock przygotowuje się do strzelenia do Mycrofta jest interesująca z pewnego szczególnego powodu. Trzeba tu zaznaczyć, że choć Conan Doyle stworzył swojemu bohaterowi tylko jednego brata, różni twórcy na przestrzeni wieków dodawali mu rodzeństwa. Była seria książek o młodszej siostrze obu Holmesów, Enoli, która próbowała swoich sił jako detektyw; i był film komediowy z Gene’m Wilderem pod tytułem Przygody najsprytniejszego z braci Holmes, opowiadający o tym jak najmłodszy Holmes, Sigerson, musi mierzyć się z Moriarty’m. Wśród Sherlockian popularna jest również teoria, że Mycroft nie jest jedynym bratem Sherlocka Holmesa. William S. Baring-Gould, autor biografii detektywa, argumentował, że Sherlock wspomniał, że pochodzi z rodziny wiejskich squire’ów, a co za tym idzie – najstarszy syn jego rodziców musi pozostać w gospodarstwie i nim zarządzać. Skoro tak, to musi być jakiś inny, starszy od Mycrofta brat. Baring-Gould zaproponował nawet imię dla tego brata – Sherringford (jedno z pierwotnych imion dla samego detektywa, zanim Conan Doyle zdecydował się na Sherlocka). Sherringford jako postać pojawia się w przynajmniej jednej książce, jednym komiksie i jednej grze związanych w ten czy inny sposób z Sherlockiem Holmesem.[21]

Sherrinford gra szczególną rolę w powieści osadzonej w uniwersum Doktora WhoAll-Consuming Fire. Fabuła zasadza się na tym, że z tajnej Biblioteki Świętego Jana Ściętego zostają wykradzione księgi umożliwiające utworzenie portalu do innych światów. Śledztwo w tej sprawie zostaje powierzone Sherlockowi Holmesowi i doktorowi Watsonowi. Przemierzając podziemia Londynu natykają się na Szóstego Doktora i postanawiają razem z nim odnaleźć skradzione księgi. Śledztwo prowadzi ich do sekty czczącej telepatycznego kosmitę, który przemienia swoich wyznawców w insekty; zaś przywódcą sekty jest brat detektywa, Sherrinford Holmes. Co więcej, w pewnym momencie Sherlock Holmes musi zastrzelić Sherrinforda, aby ratować doktora Watsona[22]. Być może sadystyczny wybór między Mycroftem a Johnem w The Final Problem został zainspirowany przez All-Consuming Fire (w końcu jednym z producentów Sherlocka jest Steven Moffat).
Tak po prawdzie to w czwartym sezonie serialu BBC próbowano nas przekonać, że Sherrinford się pojawi. Widzieliśmy chociażby zapis w notatniku Mycrofta, w którym pojawia się słowo „Sherrinford” i sam doktor Watson obstawiał, że musi być jakiś trzeci brat. Okazuje się jednak, że Sherlock i Mycroft nie mają brata, tylko siostrę, a Sherrinford to więzienie na wyspie, w którym jest ona przetrzymywana.[23]
Na koniec chciałabym trochę miejsca poświęcić Klubowi Diogenesa. Jako filozofowi, nazwa tego stowarzyszenia wydaje mi się bardzo intrygująca. I choć historia zna wielu różnych Diogenesów (w tym presokratyka Diogenesa z Apollonii i historyka Diogenesa Laertiosa), niewątpliwie założony przez Mycrofta Holmesa klub nawiązuje do najsłynniejszego przedstawiciela filozofii cynickiej, Diogenesa z Synopy. Cynicyzm był jedną ze szkół, która wyrosła z nauk Sokratesa, i zakładał samowolne ograniczanie własnych potrzeb, gdyż jedyną rzeczą, która powinna interesować ludzi, to cnota. Toteż wielu cyników mieszkało na ulicy, publicznie załatwiało swoje potrzeby fizjologicznie i ogólnie zachowywało się w taki sposób, że nazywano ich psimi filozofami (kynos znaczy pies po grecku). Przede wszystkim jednak odrzucali ateńskie społeczeństwo jako takie, uważając je za zepsute, zbyt skupione na przyjemności, bogactwie i zaszczytach. Sam Diogenes z Synopy znany był ze swojego ciętego języka i stanowi bohatera wielu anegdot (Mycroft przytacza nawet jedną z nich w Mycroft Holmes and the Apocalypse Handbook, kiedy mówi do Franka Jamesa: „Przypominasz mi Diogenesa. Greckiego jegomościa, biegającego z latarnią po ulicach w poszukiwaniu uczciwego człowieka.”[24]).
Klub Diogenesa nie podziela raczej poglądu o ograniczeniu własnych potrzeb, bo jednak jego członkowie mogą jeść, co chcą, i siedzą całe dnie w wygodnych fotelach, czytając gazety, jednak został on stworzony z myślą o dżentelmenach, którzy (z powodu nieśmiałości albo mizantropii) preferują samotność i brak konwersacji. Jedynym miejscem w Klubie Diogenesa, w którym można rozmawiać bez obawy o wyrzucenie za drzwi, to tak zwany Pokój Obcych. I tam też przeważnie Sherlock Holmes i doktor Watson zastają Mycrofta[25]. Co więcej, w materiale źródłowym Watson jest zawczasu informowany o zasadach panujących w Klubie Diogenesa, ale w uwspółcześnionej adaptacji doktor o nich nie wie i będąc umówionym na spotkanie ze starszym Holmesem pyta o niego członków klubu, wprawiając ich tym w oburzenie[26]. Kiedy indziej, w serii książek Kima Newmana Anno Dracula (gdzie słynny wampir nie zostaje powstrzymany przez van Helsinga i Jonathana Harkera, przez co Dracula doprowadził do dominacji wampirów w brytyjskim społeczeństwie) i w zbiorze opowiadań poświęconej głównie Klubowi, Klub Diogenesa jest przykrywką dla tajnego stowarzyszenia zajmującego się walką z nadnaturalnymi istotami[27]. W gruncie rzeczy pewne powiązania Klubu z rządem brytyjskim są nieraz sugerowane w różnych utworach powiązanych z Sherlockiem Holmesem.
 
Mycroft Holmes, choć pojawia się tylko w dwóch opowiadaniach, a w innych jest tylko wspominany, fascynuje wielu ludzi. Jest jedną z tych postaci pobocznych, którą fani chcą rozwinąć (i też wielu twórców podjęło się tego zadania w swoich utworach). Moim ulubionym Mycroftem pozostanie na zawsze Mark Gatiss, niemniej jednak chciałabym mieć dostęp do książek, w których starszy z Holmesów jest właściwym protagonistą (a nie tylko postacią poboczną). Bo któż nie chciałby poczytać o genialnym agencie służb specjalnych w wiktoriańskiej Anglii?
————-
[1] Sherlock Klasyczny kontra Sherlock uwspółcześniony: http://planetakapeluszy.blogspot.com/2013/05/artyku-sherlock-klasyczna-kontra.html (22.01.2017)
[2] Moje siedem ulubionych postaci pobocznychhttp://planetakapeluszy.blogspot.com/2014/01/moich-7-ulubionych-postaci-pobocznych.html (22.01.2017)
[3] Wikipedia, hasło: [Mycroft Holmes]: https://en.wikipedia.org/wiki/Mycroft_Holmes
[4] The Adventures of Sherlock Holmes (1984-1994), The Greek Interpreter, Granada.
[5] Sherlock Holmes: Gra Cieni (2011), Warner Bros., Lin Pictures, Silver Pictures.
[6] Sherlock: Walka ze złem (2002), Box TV, Castel Film Romania, Pueblo AG.
[7] Prywatne życie Sherlocka Holmes (1970), Mirisch Production Company, Compton Films.
[8] Nancy Springer, The Mysteries of Enola Holmes.
[9] Alan Moore, Liga Niezwykłych Dżentelmenów, tom 1, (1999), DC Comics, s. 11.
[10] Lorelei Shannon, Whitechapel Rose, za: Wikipediahttps://en.wikipedia.org/wiki/Mycroft_Holmes
[11] Ibidem.
[12] Kareem Abdul-Jabbar, Raymond Obstfeld, Mycroft Holmes and the Apocalypse Handbook (2016), Titan Comics.
[13] Ibidem, zeszyt 3, s. 17-20
[14] The Adventures of Sherlock Holmes (1984-1994), The Empty House. Granada.
[15] Sherlock (2010), BBC Wales, Hartswood Films, Masterpiece Theatre.
[16] http://vastra-silurian.tumblr.com/post/132805478180/at-least-you-still-have-a-brother-sincerily-the
[17] Sherlock (2010), ibidem, The Final Problem.
[18] Ibidem, The Sign of Three
[19] Ibidem, His Last Vow.
[20] Ibidem, The Abominable Bride.
[21] https://en.wikipedia.org/wiki/Minor_Sherlock_Holmes_characters#Sherrinford_Holmes
[22] Ibidem.
[23] Sherlock, ibidem, The Lying Detective.
[24] Kareem Abdul-Jabbar, Raymond Obstfeld, ibidem, zeszyt 4, s. 8
[25] Wikipedia, hasło: [Diogenes Club]: https://en.wikipedia.org/wiki/Diogenes_Club
[26] Sherlock, ibidem, The Riechenbach’s Fall.
[27] Wikipedia, hasło: [Diogenes Club series]: https://en.wikipedia.org/wiki/Diogenes_Club_series
Kategorie
Artykuły popkulturowe BBC Sherlock

Artykuł: Sherlock klasyczny kontra Sherlock uwspółcześniony

Advertisements

Choć pierwszym fikcyjnym detektywem w historii literatury był stworzony przez Edgara Allana Poego Auguste Dupin z Zabójstwa przy Rue Morgue, to nie ulega wątpliwości, że postacią, która przyczyniła się do spopularyzowania i rozwoju powieści detektywistycznej był Sherlock Holmes. Powieści i opowiadania Conan Doyle’a zawierają w sobie wiele motywów i schematów, które są wykorzystywane i stanowią podstawę większości kryminałów. Bez Sherlocka Holmesa nie byłoby wielu ikonicznych detektywów – od Herkulesa Poirota po Adriana Monka. Sam Sherlock Holmes stał się ikoną kultury i nawet jeśli nigdy nie czytałeś żadnego dzieła Conan Doyle’a, wiesz dobrze, kim jest stworzony przez niego detektyw. Masz jako takie pojęcie o jego osobowości, metodach działania i wyglądzie. Masz o nim jakieś wyobrażenie, które zostało wyrobione u ciebie przez kulturę masową.

I tak oto pewnego dnia dwaj scenarzyści BBC – Steven Moffat i Mark Gatiss – wpadli na szalony pomysł. Postanowili przenieść Sherlocka Holmesa i jego przygody w czasy współczesne. Wielu fanów prozy Conan Doyle’a, usłyszawszy o tym pomyśle, wzniosło gromkie okrzyki sprzeciwu, zwłaszcza, że jakiś czas wcześniej w kinach można było obejrzeć Sherlocka Holmesa w klimatach bardziej kina akcji, niż kryminału. Jednak panowie Moffat i Gatiss – sami będąc „Sherlockianami” – odpowiedzieli, że już wcześniej robiono uwspółcześnione wersje klasyków literatury, a wyniki nie zawsze były pożałowania godne; a poza tym Sherlock Holmes w zamierzeniu swojego twórcy miał być właśnie człowiekiem nowoczesnym, korzystającym ze zdobyczy nauki. Kiedy zaś wreszcie pojawił się pierwszy odcinek Sherlocka, wszelki sceptycyzm zniknął. Serial okazał się sukcesem i szybko zdobył rzeszę wiernych fanów.

Jak już wspomniałam przy porównaniu Ostatniej zagadki i Reichenbach’s Fall, po obejrzeniu wszystkich odcinków Sherlockazainteresowałam się wszystkim, co ze słynnym detektywem związane i niejako analiza klasycznej i uwspółcześnionej wizji Holmesa, Watsona, Moriarty’ego etc. nasuwała mi się sama.

Tak jak w pierwszej powieści z Holmesem – Studium w szkarłacie – w pierwszym odcinku Sherlocka (Studium w różu) wszystko zaczyna się od doktora Watsona. Poznajemy pokrótce jego losy i sytuację, która doprowadziła go do spotkania z Holmesem. Na kilku stronach Studium w szkarłacie dowiadujemy się, że doktor skończył medycynę na Uniwersytecie Londyńskim, a potem przeszedł szkolenie na chirurga wojskowego, aby wkrótce wziąć udział w drugiej wojnie afgańskiej. Watson uczestniczył  w bitwie  pod  Maiwand, został postrzelony w ramię i tylko dzięki swojemu ordynansowi Murrayowi, który dostarczył go do szpitala, udało mu się przeżyć. W szpitalu przez jakiś czas dochodził do zdrowia, a potem zapadł na tyfus brzuszny i został przetransportowany wraz z innymi rannymi do Anglii. Jego zdrowie było tak zrujnowane, że nie mógł już powrócić do służby i otrzymał od rządu rentę.

W Anglii nie miałem nikogo bliskiego, byłem więc wolny jak ptak lub raczej jak cowiek z dziennym dochodem jedenastu szylingów i sześciu pensów. W tych warunkach oczywiście ciągnęło mnie do Londynu, tego wielkiego śmietniska, które z nieodpartą siłą cgnie do siebie wszystkich włócgów i nierobów z całego Imperium. Tu czas jakiś mieszkałem w hoteliku na Strandzie, pędząc życie niewygodne i jałowe, i pozwalając sobie na wydatki o wiele większe, niż mogła znić moja kiesz. Wktce więc znalaem się w tak krytycznej sytuacji finansowej, że pozostały mi tylko dwa wyjścia: porzucić stolicę i wynić się na wieś lub gruntownie  zmien swój  styl  życia.  Wybrałem  to  drugie  i  zacząłem zastanawiać się nad opuszczeniem hotelu i urządzeniem się gdzieś skromniej i taniej.

 

Edward Hardwikle jako doktor Watson w serialu Granady.

 

Martin Freeman jako John Watson w serialu BBC.
I tutaj widać jak bardzo czasy się zmieniły. Bo mimo że uwspółcześniony Watson również brał udział w wojnie toczonej w Afganistanie, jego doświadczenia są zupełnie inne. Literatura XIX wieku kładła nacisk na takie sprawy jak nędza, choroby, czy złe warunki sanitarne. Zauważmy, że doktor Watson ani razu nie wspomina słowem o piekle pola walki ani nie ma wątpliwości co do wojny toczonej w Afganistanie przez Brytyjskie Imperium. Dzisiaj – szczególnie po doświadczeniach drugiej wojny światowej i wojny w Wietnamie – patrzymy zupełnie inaczej na konflikty zbrojne. W filmach i książkach zwraca się uwagę na to, co przeżywa żołnierz biorący udział w bitwach – ciągłe obcowanie ze śmiercią, stany lękowe, oglądanie cierpienia przyjaciół i cywili, a nawet postępującą znieczulicę.
Tak więc kiedy spotykamy po raz pierwszy uwspółcześnionego Watsona, właśnie ma on sen o froncie i budzi się zlany potem. Porusza się o lasce, ale ból w jego nodze jest psychosomatyczny. Poza tym, że ma rentę, to jeszcze korzysta z usług terapeutki (co jest dzisiaj powszechną praktyką – psychologowie pomagają byłym żołnierzom przystosować się do cywilnego życia). Owa terapeutka zaleca mu pisanie bloga o tym, co dzieje się w jego życiu, ale – jak stwierdza sam John Watson – w jego życiu nic się nie dzieje. Doktor jest również bardzo samotny.
Tak jak w książce, wszystko się zmienia, kiedy Watson spotyka swojego dawnego znajomego, Stamforda. Zwierza mu się z tego, że szuka tańszego mieszkania i może to być nawet mieszkanie, które dzieliłby z kimś. I tak jak w książce, Stamford przypomina sobie, że inny jego znajomy akurat rozgląda się za współlokatorem. Tak jak w książce, do spotkania Watsona i Holmesa dochodzi w laboratorium chemicznym Barts, gdzie Sherlock Holmes akurat przeprowadza pewne doświadczenie. Tak jak w książce, wystarczy jedno spojrzenie Holmesa na Watsona, aby detektyw mógł wydedukować, że jego gość jest byłym chirurgiem wojskowym i szuka współlokatora. Tak jak w książce, Watson zapoznaje się z publikacjami Holmesa (w SzkarłacieHolmes sam podsunął mu artykuł o sztuce dedukcji, a w Różu doktor wpisuje jego nazwisko w Google i trafia na jego stronę internetową), następnego dnia po pierwszym spotkaniu obaj mężczyźni wybierają się obejrzeć mieszkanie na Baker Street, a jakiś czas potem doktor Watson asystuje detektywowi na miejscu zbrodni.
Jeremy Brett w roli Sherlocka Holmesa w serialu Granady.
Benedict Camberbatch w roli tytułowego Sherlocka w serialu BBC.
Uwspółcześniony Sherlock Holmes posiada większość cech swojego literackiego pierwowzoru – jest przenikliwy, metodyczny, przekonany o swoim nadzwyczajnym intelekcie i ekscentryczny, a do tego nie znosi bezczynności i pali papierosy (z tym, że próbuje rzucić) – różni się jednak znacznie od niego pod względem socjologicznym. Tytułowy bohater Sherlocka sam mówi o sobie, że jest socjopatą. Co rusz kogoś obraża i podkreśla, że odcina się od uczuć. Potrafi bezceremonialnie oznajmić znajomej pani patolog, że jej nowy chłopak jest gejem i cieszy się, kiedy policja znajduje trzecią ofiarę seryjnego mordercy. Klasyczny Holmes był dobrze wychowanym dżentelmenem. Zdarzały mu się kąśliwe uwagi pod czyimś adresem (głównie policji, która była, jego zdaniem, niekompetentna), ale nigdy nikogo nie obrażał, nie był złośliwy ani nie zachowywał się jak palant. Nie można też powiedzieć, że był odcięty od ludzkich uczuć, a na takiego wygląda (i za takiego chce być uważany) Sherlock uwspółcześniony. W zasadzie przez wszystkie sześć odcinków obserwujemy jak Sherlock powoli staje się coraz bardziej ludzki za sprawą swojego współlokatora, którego zaczyna darzyć przyjaźnią.
Sam doktor Watson stał się już archetypem. W większości książek, seriali i filmów detektywistycznych występuje jakiś odpowiednik Watsona – ktoś, kto wyciągałby od genialnego i nieprzeniknionego detektywa odpowiedzi dotyczące tego, co odkrył na miejscu zbrodni, i przeprowadziłby z nim rozmowę na temat okoliczności przestępstwa, a jednocześnie byłby w stanie przyjść mu z pomocą, czy to aktywnie, czy to przypadkiem naprowadzając detektywa na właściwy trop. Klasyczny doktor Watson był narratorem opowiadań i powieści o Holmesie – pełnił rolę jego kronikarza. Mimo że na pewne rzeczy ze strony Holmesa się nie zgadzał (kiedy zauważył strzykawkę na biurku detektywa, od razu zrobił mu awanturę o to, że kokainą niszczy swoje szare komórki), ma go jednak w dużym poważaniu. Uważa go za geniusza i dobrego człowieka, często się też o niego martwi. Tymczasem uwspółcześniony Watson często bywa wobec swojego przyjaciela złośliwy i oburza się jego zachowaniem (zwłaszcza tym, że rzadko obchodzą go inni ludzie).
Poza tym – w przeciwieństwie do literackiego pierwowzoru – doktor Watson i Sherlock mówią do siebie po imieniu, a nie (jak w oryginale) po nazwisku. Serial kładzie zresztą silny nacisk na relacje między oboma mężczyznami. W oryginalnych książkach Holmes i Watson byli wobec siebie raczej powściągliwi, a nawet jeśli okazywali jakieś głębsze uczucia (chociażby troskę) mówili o tym językiem bardzo formalnym, typowym dla języka wyższych sfer czasów wiktoriańskich. Kiedy Sherlock wyznaje Watsonowi, że się o niego troszczy, robi to w sposób spokojny, wręcz nonszalancki, wypowiadając kwestie rodem ze sztuki teatralnej. Watson zaś – jako narrator – często napomyka coś o ekscentrycznych zachowaniach swojego współlokatora, ale przestały go one dziwić, bo już się do nich przyzwyczaił.  Mimo to jednak w twóczości Conan Doyle’a zdarzają się sceny, w których Holmes i Watson są bardziej uczuciowi wobec siebie, ale zwykle ma to miejsce w momencie, kiedy zagrożone jest życie jednego z nich, na przykład, w jednym z opowiadań Watson zostaje postrzelony i Holmes nagle blednie. Nieco później mówi strzelcowi, że gdyby zabił doktora, już by nie żył.
Sherlock Holmes i doktor Watson na oryginalnej ilustracji.

 

Holmes i Watson w „Sherlocku”.
W Sherlocku zaś jest wiele scen, w których Holmes i Watson okazują sobie przyjaźń (żeby nie powiedzieć: czułość) – począwszy od pierwszego spotkania obu panów z Moriarty’m (zwłaszcza, kiedy Moriarty na chwilę ich opuszcza, a Sherlock podchodzi do doktora i zdziera z niego materiały wybuchowe, pytając, czy wszystko dobrze), poprzez kwestię Sherlocka na cmentarzu w Psach Baskerville („Nie mam przyjaciół. Mam tylko jednego…”), a na upadku detektywa z dachu Barts skończywszy. Jednocześnie Gatiss i Moffat pokazują nam sceny z życia codziennego Baker Street i Johna Watsona odkrywającego co rusz kolejne zadziwiające (niekoniecznie w pozytywnym sensie) cechy swojego przyjaciela.
Pamiętajmy jednak, że wszystkie powieści i opowiadania o Sherlocku Holmesie (oczywiście poza Studium w szkarłacie) dzieją się w momencie, kiedy Holmes i Watson znają się od kilku lat. Conan Doyle nie musiał pokazywać czytelnikom, że jego dwaj bohaterowie są przyjaciółmi, a i oni nie musieli siebie nawzajem o tym zapewniać. Jak dotąd oba sezony Sherlockadzieją się w przeciągu jednego roku, a więc panowie dopiero się poznają; Sherlock dopiero uczy się jak to jest mieć przyjaciela, a Watson dopiero uczy się znosić dziwaczne, czasem wręcz obraźliwe zachowania detektywa.
Ponadto w Studium w różu, kiedy doktor Watson spotyka Mycrofta Holmesa i odrzuca jego ofertę pieniędzy w zamian za informacje o Sherlocku, starszy z braci Holmes wyciąga notes, w którym terapeutka doktora zanotowała, że John Watson ma problemy z zaufaniem. Ale przecież zaufał Sherlockowi Holmesowi. Co więcej, zaufał mu, choć wszyscy wokoło ostrzegali go, że Sherlock jest niebezpieczny. Tak więc dlaczego poszedł z nim na miejsce zbrodni, a teraz stał się ni stąd ni zowąd, lojalny wobec człowieka, którego zna ledwie dwa dni? Według Mycrofta Watson robi to wszystko, bo tak naprawdę brakuje mu wojny; bo potrzebuje silnych wrażeń.
I rzeczywiście – kilka scen później Sherlock i John ruszają w pogoń za taksówką, w której może być morderca, w rezultacie czego doktor zostawia w kawiarni swoją laskę. Wspomniałam wcześniej, że John pisze bloga. Wszystkie powieści i opowiadania Conan Doyle’a są pisane z punktu widzenia doktora Watsona i w oryginalnym uniwersum Sherlocka Holmesa pełnią rolę kronik, czy nawet pamiętników, dzięki którym detektyw zyskuje sławę. O ile w Studium w szkarłacie Watson zaczyna opisywać sprawy Holmesa, aby oddać mu sprawiedliwość (dotąd bowiem cała chwała za rozwiązane zagadki spadała na mało rozgarniętych funkcjonariuszy Scotland Yardu), o tyle uwspółcześniony Watson pisze swojego bloga tak po prostu, żeby opisać swój dzień, poczytać komentarze pod wpisami i na nie odpowiedzieć (można go nawet wyśledzić w internecie i przeczytać, tak jak stronę internetową Holmesa The Art of Deduction i blog Molly Hooper). Po jakimś czasie blog staje się popularny, a Sherlock Holmes wraz z nim.
Ale Baker Street ma jeszcze jednego rezydenta – właścicielkę mieszkania i gospodynię, panią Hudson. Jej charakter nie jest rozwinięty w powieściach (w Studium w szkarłaciejest nazywana po prostu „gospodynią”); pani Hudson wydaje się być staruszką, której rola ogranicza się zwykle do sprzątania, podawania posiłków i narzekania na zwyczaje Holmesa. Holmes chwali jej kuchnię, a w Pustym domu prosi ją o asystę w przyłapaniu Sebastiana Morana, jednak generalnie pani Hudson stoi na uboczu.
Pani Hudson w serialu Granady (Rosalie Williams).
Pani Hudson z „Sherlocka” (Una Stubbs).
Z uwspółcześnioną panią Hudson jest nieco inaczej. Po pierwsze już przy pierwszym spotkaniu dowiadujemy się, że poznała Sherlocka, kiedy prowadził sprawę jej męża i doprowadził do jego egzekucji. Jednak małżonek widocznie na to zasługiwał, bo pani Hudson nie tylko nie ma tego za złe detektywowi, ale i wynajmuje mu mieszkanie po obniżonej scenie. Po drugie – staruszka jest bardzo wygadana. Ciągle przypomina swoim lokatorom, że jest ich gospodynią, a nie sprzątaczką, tak więc o porządek muszą dbać sami. Po trzecie – pomiędzy nią a Watsonem i Holmesem rodzi się specyficzna więź. Pani Hudson traktuje ich trochę jak babcia albo wiekowa matka. Czasem ich gani za niewłaściwe zachowanie, czasem ich pociesza (do znudzonego bezczynnością Sherlocka: „Głowa do góry. Niedługo zdarzy się jakieś miłe morderstwo, które cię na pewno rozweseli.”), a czasem porusza niezobowiązującą rozmowę z ich gośćmi. Po czwarte – mimo że Holmes czasem traktuje ją trochę z góry, to wiele razy mamy okazję zobaczyć, że jest ona kimś, na kim mu zależy. Kiedy w Skandalu w Belgravii do mieszkania na Baker Street przyszli agenci CIA i siłą próbowali wyciągnąć od pani Hudson wiadomości o telefonie Irene Adler, Sherlock karze odpowiedzialnego za krzywdę staruszki agenta kilkurazową defenestracją; a potem, kiedy Watson proponuje pani Hudson wyjazd na podreperowanie nerwów, ona się nagle uspokaja, wyciąga telefon Adler i podaje go Sherlockowi, który mówi: „Wstydź się, Johnie Watson. Gdyby pani Hudson opuściła Baker Street, Anglia by upadła.” Nie zapominajmy też, że pani Hudson jest jedną z trzech osób, których zabiciem grozi Sherlockowi Moriarty na dachu Barts. Pozostałymi dwiema są doktor Watson i Lestrade.
Wspomnieliśmy już, że doktor Watson stał się archetypem postaci występującej w kryminałach. Drugim takim archetypem jest inspektor Lestrade – przedstawiciel policji współpracujący z detektywem-amatorem, najczęściej na wysokim stanowisku i z dostępem do odpowiedniej technologii. Klasyczny Lestrade był na początku dość niezdarny i pewny siebie, w dodatku nie miał zbyt wysokiego mniemania o Holmesie (Holmes o Lestradzie zresztą też nie), ciągle wychodził z jakimiś niedorzecznymi teoriami i dawał się zwieść pozorom. W późniejszych książkach Conan Doyle’a stał się bardziej kompetentny i nauczył się współpracować z Holmesem.
Eddies Marsan jako Lestrade w filmie Universala „Sherlock Holmes”.
Rupert Graves jako Lestrade w serialu BBC.
W zasadzie uwspółcześniony Lestrade przypomina Lestrade’a „późnego” – wie jak postępować z Sherlockiem, podziwia jego intelekt i toleruje jego wady. Natomiast dwoje funkcjonariuszy, z którymi pracuje, przypomina Lestrade’a „wczesnego” – patolog Anderson próbuje popisać się durnymi teoriami, sierżant Sally Donovan nazywa Sherlocka świrem, a oboje nie znoszą go i nie chcą, aby wtrącał się do ich pracy. O ile większość policjantów w powieściach Conan Doyle’a denerwował już sam fakt, że Holmes wie coś, czego oni nie wiedzą, o tyle Donovan i Anderson nie lubią Sherlocka, bo ten się zawsze popisuje i co chwila oskarża Scotland Yard o niekompetencję.
I w porównaniu z nim, rzeczywiście są niekompetentni. Przecież Sherlock posiada szeroką wiedzę na temat kryminalistyki, którą to wiedzę ciągle pogłębia; oraz ma uporządkowany umysł. Zarówno klasyczny, jak i uwspółcześniony Watson dziwi się, że Holmes jest ignorantem w zakresie astronomii i spraw, którymi żyje współczesna im Anglia (w przypadku pierwowzoru chodziło o to, że Holmes nie wie kim jest filozof Thomas Carlyle, w przypadku serialu – kto z kim sypia), a Sherlock tłumaczy mu, że jego mózg to pokój, w którym magazynuje tylko najważniejsze rzeczy, a wyrzuca z nich niepotrzebne graty (Sherlock uwspółcześniony ujmuje to trochę inaczej: jego umysł jest to dysk twardy, na którym kasowane są niepotrzebne dane). Poza tym detektyw posiada zdolność obserwacji bardziej rozwiniętą, niż u zwykłych ludzi i wie czego szukać w internecie. Ponadto – tak jak jego literacki odpowiednik – korzysta z pomocy Nieregularnych (grupki bezdomnych, którzy rozglądają się po mieście i zdobywają dla niego informacje). Serial BBC pokazuje nam wielokrotnie sposób myślenia detektywa poprzez pracę kamery, efekty specjalne i pojawiające się gdzie niegdzie podpisy. Widzimy, na co Sherlock zwraca uwagę i co z tego wnioskuje; widzimy, jakie strony sprawdza w komórce, aby znaleźć odpowiednie dane, a w Psach Baskerville widzimy nawet jak funkcjonuje jego umysł, kiedy Sherlock odwiedza Pałac Myśli, aby na podstawie skojarzeń dowiedzieć się, co oznacza zwrot „Liberty In”. To wszystko sprawia, że możemy przekonać się, co do jego intelektu.
Właśnie ten intelekt przyciągnął uwspółcześnionego Jamesa Moriatry’ego do Sherlocka. W poprzednim artykule już trochę porównałam obie wersje Napoleona Zbrodni, zwracając uwagę na to, że o ile Moriarty klasyczny jest dystyngowanym dżentelmenem, który uznaje intelekt swojego przeciwnika, o tyle Moriarty uwspółcześniony jest psychopatą, który traktuje zbrodnię jak zabawę z Sherlockiem.
Moriarty na oryginalnej ilustracji.
Moriarty z „Sherlocka” (Andrew Scott).
Wciąż jednak jest parę kwestii, które należałoby poruszyć. Zacznijmy od tego, że Moriarty klasyczny jest profesorem matematyki, przeważnie przedstawiany jest jako starzec i zaczyna interesować się Holmesem dopiero, kiedy ten któryś raz z kolei krzyżuje mu szyki. Moriarty z Sherlocka wygląda na trzydziestolatka, nie wiadomo, jakie jest jego wykształcenie, i nie interesuje się głównym bohaterem. O, nie. Uwspółcześniony Napoleon Zbrodni ma na punkcie słynnego detektywa obsesję. Moriarty obecny jest niemal od pierwszego odcinka, kiedy to sprawca morderstw, będąc sam na sam z Holmesem, wspomina, że detektyw ma „fana”. Kiedy zaś w Reichenbach’s Fall Moriarty włamuje się do Londyńskiej Tower, zostawia policji wiadomość: „Sprowadźcie Sherlocka”.
W Wielkiej grze z kolei, przy pierwszym spotkaniu Holmesa z jego nemezis, dowiadujemy się, że James Moriarty jest konsultantem kryminalnym. Pamiętajmy – Sherlock Holmes jest detektywem konsultantem, który pomaga policji, gdy ta sobie nie radzi. Sam wymyślił ten zawód. Analogicznie rzecz biorąc, Moriarty zajmuje się wymyślaniem planów dla każdego, kto potrzebuje pomocy przy różnych ciemnych sprawkach – od ucieczki przed wierzycielami po morderstwo (w oryginale nie świadczy takich usług; jest po prostu geniuszem zbrodni z własną siatką przestępczą). Sherlocka traktuje nie tyle jak zagrożenie dla swoich planów, ale jak kogoś, kto dorównuje mu intelektem i gra rolę bohatera.
Moriarty jest kimś, kto wzbudza w Sherlocku lęk (czego dowiadujemy się w Psach Baskerville), potrafi zapewnić mu intelektualne wyzwanie, a nawet oszukać. W Ostatniej zagadce pani Hudson opisuje Watsonowi profesora Moriarty’ego, jako człowieka, który wygląda jak diabeł. Jim Moriarty uwspółcześniony ma powierzchowność szaleńca – podkrążone oczy, bladą cerę i niepokojący uśmiech. Widzimy, że jest niebezpieczny, że jest zdolny do wszystkiego, a fakt, że ma obsesję na punkcie głównego bohatera, tylko nas w tym utwierdza.
Jest jeszcze jedna osoba, której fascynacja intelektem Sherlocka Holmesa wykracza poza podziw przeciętnego fana. Tą osobą jest Irene Adler, nazywana również Kobietą. Tak jak Moriarty, Adler pojawiła się tylko w jednym opowiadaniu – Królewskim skandalu– ale wyrosła poza jego ramy i dla wielu fanów (i adaptatorów przygód detektywa na duży ekran) stała się love interestemHolmesa. W oryginalnym Królewskim skandalu Irene Adler jest śpiewaczką operową, z którą wdał się w romans książę Bohemii. Ów książę dał się sfotografować z Irene, a po pewnym czasie ich stosunki się nieco ochłodziły. Ponieważ miał się wkrótce żenić i obawiał się, że była kochanka wykorzysta zdjęcia, aby mu zaszkodzić, poprosił Holmesa o odzyskanie fotografii. Klasyczna Irene Adler jest sprytna, do tego stopnia, że Holmes (który dotąd uważał płeć piękną za stworzenia dość głupie) przez resztę życia wspomina ją jako jedyną kobietę, która go przechytrzyła, i mówi o niej z szacunkiem: „Kobieta”.
Gayle Hunnicut jako Irene Adler w serialu Granady.
Lara Pulver jako Irene Adler w serialu BBC.
W Skandalu w Belgravii, który jest uwspółcześnioną wersją Królewskiego skandalu, Irene Adler świadczy usługi seksualne, a „Kobieta” to jej pseudonim. Tak jak w opowiadaniu, Sherlock zostaje zatrudniony przez monarchę (za pośrednictwem Mycrofta), udaje pobitego wikarego, aby przedostać się do domu Adler, i wywołuje pożar, aby znaleźć to, czego szuka. Komórka, na której Irene Adler trzyma dyskredytujące zdjęcia (i wiele innych rzeczy, w tym tajne informacje) ma służyć zabezpieczeniu, a nie szantażowi. Jednak w oryginale Kobieta poślubiła innego człowieka i ucieka z nim z Anglii, a Holmes jest nawet świadkiem na ich ślubie. W Skandalu w Belgravii mamy tę szpiegowską aferę, związaną z telefonem Adler, który chcą dostać w swoje ręce CIA i służby specjalne Anglii. Irene Adler zaś wciąż flirtuje z Sherlockiem Holmesem (który z kolei wciąż próbuje przełamać zabezpieczenia w jej telefonie). Nie mamy wątpliwości, że uważa go za atrakcyjnego, a on uważa ją za atrakcyjną. Kiedy zaś dowiaduje się o jej śmierci (upozorowanej, jak się potem okazuje), niby nic go ona nie obchodzi, ale Watson od razu zauważa, że jego przyjaciel jest tą wiadomością zdruzgotany. A i uczucia Kobiety do detektywa są niejednoznaczne.
Został nam do omówienia Mycorft Holmes, starszy o siedem lat brat Sherlocka. Mogłabym wam napisać oddzielny esej o nim, o jego relacjach z Sherlockiem, o Klubie Diogenesa i o tym jak starszy Holmes bywał postrzegany przez różnych filmowców, ale postaram się ograniczyć do tego, co najważniejsze.
Mycroft Holmes na oryginalnej ilustracji.
Mycroft Holmes grany przez Marka Gatissa.
Mycroft po raz pierwszy pojawił się w Greckim tłumaczu. Najbardziej istotnym faktem, który powinno się wiedzieć o Mycrofcie Holmesie, jest to, że w założeniu miał być o wiele bardziej inteligentny i mieć o wiele bardziej uporządkowany umysł, niż jego młodszy brat. Sherlock klasyczny wręcz mówi Watsonowi: „Mój brat jest o wiele bardziej genialny niż ja.” I w drodze do Klubu Diogenesa dodaje, że gdyby Mycroft chciał, mógłby zostać największym detektywem wszechczasów. W Greckim tłumaczu jest taka scena, kiedy Mycorft zaprasza Sherlocka do okna i obaj urządzają sobie pojedynek na dedukcję (wciąż czekam, aż będzie to miało miejsce w serialu BBC, a tymczasem tak to przedstawił serial Granady). Poza tym starszy z braci Holmes jest to człowiek leniwy i przywiązany do swoich stałych zwyczajów, można by też o nim powiedzieć, że to odludek (Klub Diogenesa, w którym Mycroft ma gabinet i przesiaduje całymi dniami, to miejsce, gdzie przebywają najbardziej aspołeczni osobnicy w Anglii; a trzeba zaznaczyć, że Mycroft był jednym z jego założycieli). Tak więc czym zajmuje się Mycroft Holmes? Można powiedzieć, że pracuje dla rządu, zbierając informacje z różnych departamentów i pełniąc rolę składnicy wiedzy (i tak, jak jego młodszy brat, Mycroft sam stworzył dla siebie zawód). Sam Sherlock mówi Watsonowi, że jego brat jest specjalistą od wszystkiego, tak szeroka jest jego wiedza. Mycorft jest też przez niego nazywany Brytyjskim Rządem.
A jaki jawi się nam uwspółcześniony Mycroft Holmes? Przede wszystkim pojawia się już w pierwszym odcinku i przy pierwszym spotkaniu z doktorem Watsonem myślimy, że jest to ktoś zupełnie inny (co jest bardzo zgrabnym posunięciem ze strony scenarzystów). Pracuje dla rządu i dla służb specjalnych, posiada dostęp do kamer rozmieszczonych w całym Londynie i przepustkę, która gwarantuje mu wejście nawet do tajnych baz wojskowych. Ma konserwatywne poglądy i zwykle jest bardzo poważny. Najciekawsze są jednak jego relacje z młodszym bratem. Z jednej strony łączą ich bardzo chłodne stosunki, przemieszane jeszcze z braterską rywalizacją. Zwykle kiedy ci dwaj się spotykają, Sherlock mówi coś, aby dopiec Mycroftowi, na przykład: „Jak tam dieta? Czyżbyś przytył?” (jest to nawiązanie do klasycznego przedstawiania Mycrofta jako mężczyzny dość postawnego, jeśli chodzi o tuszę). Co więcej, o ile klasyczny Sherlock z radością przyjmuje od brata sprawę planów Bruce-Partingtona, o tyle ten uwspółcześniony mu odmawia, mówiąc, że jest zajęty (wiadomo, że robi to na złość Mycroftowi, bo nie ma od dłuższego czasu żadnych spraw). Z drugiej strony, co rusz widzimy, że starszy z braci Holmes troszczy się o młodszego, choć uważa go za bardzo kłopotliwego. Kilka razy zwraca się widzowi uwagę na to, że coś między nimi było, być może coś związanego z nadopiekuńczością Mycrofta albo z czymś, co wydarzyło się w ich młodości. W każdym razie Sherlock chowa do niego urazę i rzadko cieszy się na jego widok.
Porównanie klasycznego Sherlocka Holmesa z serialem BBC pokazuje nam też zmiany jakie nastąpiły w sferze obyczajowej na przestrzeni tych niemalże dwóch stuleci. Chociażby w Studium w szkarłacie mormoni zostali przedstawieni jako sekta, która w bardzo okrutny sposób karze wszelkie odstępstwa od wiary. Twórcy Sherlocka nie mogli tego zrobić, ze względu na poprawność polityczną i na to, że współcześni mormoni różnią się bardzo od swoich przodków. Poza tym wiele postaci męskich, które pojawiały się w książkach, zostało zmienionych przez scenarzystów w kobiety. Po części dlatego, żeby pokazać, że w dzisiejszych czasach kobiety również mogą być naukowcami, policjantami i politykami, a po części – żeby pokazać, że homoseksualizm i biseksualizm nie jest już wstydliwą tajemnicą. Sami Holmes i Watson są podejrzewani przez wielu ludzi o bycie parą homoseksualną. W czasach wiktoriańskich dwóch mężczyzn mieszkających ze sobą pod jednym dachem nie było posądzanych o bycie gejami (było to nawet uznawane za bardziej obyczajne, niż dwoje niespokrewnionych ze sobą i nie będących ze sobą w związku małżeńskim ludzi mieszkających w jednym domu). Teraz też tak nie jest, ale Sherlock Holmes i doktor Watson są sławni, toteż naturalne jest, że powstają takie plotki. (Jest to też ukłon w stronę co poniektórych fanów, którzy widzieli stosunki między Holmesem i Watsonem właśnie jako coś więcej, niż przyjaźń.) Zaiste świat bardzo się zmienił od czasów Conan Doyle’a.
Kategorie
Artykuły popkulturowe BBC Sherlock

Artykuł: Rzecz o Reichenbach

Advertisements

[Nie, to nie jest trolling! Wiem, że miał być artykuł o hobbitach i uwierzcie mi – pisze się, ale na razie jeszcze nie jest gotowy. Będziecie go mogli podziwiać za tydzień, a na razie: jeden z moich dwóch artykułów o Sherlocku.]

Finał drugiej serii Sherlockapozostawił wielu fanów w depresyjnym nastroju i stał się zaczynem do wielu fanfików opowiadających o tym jak poszczególne postaci – doktor Watson, Mycroft Holmes, Lestrade, pani Hudson… – radzą sobie ze śmiercią Sherlocka Holmesa. Bo nie tylko sama scena upadku z dachu Barts jest bardzo wzruszająca i łamiąca serce, ale również jest to śmierć w niesławie. Mimo że Moriarty także popełnił samobójstwo, zdajemy sobie sprawę z tego, że wygrał – zniszczył reputację Sherlocka i doprowadził go do ostateczności. Lestrade’a czeka zapewne jakaś kara dyscyplinarna (może nawet zwolnienie) za korzystanie z usług przestępcy. John Watson i pani Hudson będą musieli zmierzyć się z żałobą po przyjacielu, a Mycroft Holmes będzie musiał żyć z poczuciem winy. Cliffhanger z pierwszej serii był niczym w porównaniu z tą kopalnią angstu.

Ale jest promyk nadziei – w ostatniej scenie Reichenbach’s Fall, kiedy doktor Watson oddala się powoli od nagrobka swojego najlepszego przyjaciela (zaraz po tym jak poprosił Sherlocka o „jeden, ostatni cud”), kamera przenosi się na obserwującego wszystko z daleka detektywa. Jednak nawet przed tą sceną, wiemy, że Sherlock przeżył. Dlaczego? Bo Reichenbach’s Fall to uwspółcześniona wersja opowiadania Ostatnia zagadka, gdzie Holmes i Moriarty również stają do ostatecznej potyczki i wydaje się, że zginęli razem. W założeniu miała to być ostatnia przygoda Sherlocka Holmesa, jednakże w wyniku stanowczych protestów fanów Conan Doyle zmuszony był wskrzesić swojego detektywa. I tak oto wkrótce ukazał się zbiór opowiadań Powrót Sherlocka Holmesa, gdzie w Pustym domu słynny detektyw powraca znów do życia.

Niejako na fali mojej fazy na Sherlocka porównywałam słynny serial BBC z bardziej tradycyjnymi adaptacjami dzieł Conan Doyle’a, między innymi ze znanym ze swojej dbałości o detale serialem produkcji Granady z Jeremy’m Brettem jako Holmesem. Postanowiłam więc poddać analizie i porównać ze sobą te dwa ujęcia Ostatniej zagadki. Być może kiedyś dokonam porównania bardziej ogólnego, teraz jednak skupmy się na Reichenbach.

Reichenbach’s Fallróżni się drastycznie od Ostatniej zagadki, nie tylko przez to, że dzieje się w czasach współczesnych. Zacznijmy od tego, że Ostatnia zagadkajest opowiadaniem, w którym pierwszy (a zarazem ostatni) raz pojawia się profesor James Moriarty, który dotąd był ewentualnie tylko wspominany. Tymczasem w Sherlocku Moriarty obecny jest niemal od pierwszego odcinka. Wygląda również nieco inaczej niż jego bardziej klasyczny odpowiednik, ale o tym potem.

 

Tak czy inaczej, w Ostatniej zagadce, zanim dochodzi do samej konfrontacji na stokach Reichenbach, Moriarty (po kolejnej zniweczonej przez Holmesa akcji) składa detektywowi wizytę w jego domu. Tak oto dwa wielkie umysły swego pokolenia – jedyny na świecie konsultant detektywistyczny i Napoleon Zbrodni – spotykają się po raz pierwszy. Rozmawiają ze sobą jak dwaj dżentelmeni, którzy uznają swój intelekt, ale i zagrożenie, jakie dla siebie stwarzają. Moriarty na początku zachowuje się jak sąsiad, który przyszedł do Holmesa ze skargą na jakąś uciążliwość. Wyciąga nawet notesik i wylicza daty dni, w których Sherlock pokrzyżował mu plany. W pewnym momencie odwraca się do detektywa i każe mu się wycofać, bo inaczej zostanie zniszczony. Holmes odmawia i mówi mu, że jeśli uwolnienie świata od Moriarty’ego miałoby być jego ostatnim osiągnięciem, uczyniłby to z radością. Od tej pory profesor pragnie zniszczyć Sherlocka Holmesa, a nawet wyrusza za nim aż do Szwajcarii.
Moriarty i Holmes na Baker Street

W Reichenbach’s FallMoriarty również przychodzi na Baker Street i ucina sobie pogawędkę z Sherlockiem, ale nie jest to ich pierwsze spotkanie. Ich pierwsza konfrontacja ma miejsce pod koniec ostatniego odcinka pierwszej serii – Wielkiej gry – a poprzedza ją seria zagadek (każdą z nich Sherlock musi rozwiązać w określonym czasie, inaczej jakaś Bogu ducha winna osoba zostanie wysadzona w powietrze w bardzo ruchliwym miejscu), które Moriarty zostawił dla Sherlocka jako (jak sam to ujął) „przyjacielskie ostrzeżenie”. Spotkanie ma miejsce na basenie (miejsce zbrodni pierwszej sprawy Sherlocka Holmesa), obok stoi obładowany materiałami wybuchowymi John Watson, a gdzieś na górze ukrywa się snajper, który od czasu do czasu celuje to w czoło Sherlocka, to w  bombę na piersi Watsona. Sam Sherlock trzyma Moriarty’ego na muszce, kiedy z nim rozmawia.

Ich rozmowa przebiega nieco inaczej, bo też obaj panowie nie są tymi samymi wiktoriańskimi dżentelmenami, co w oryginale. Przede wszystkim Moriarty w Sherlocku bardziej odpowiada współczesnym interpretacjom tej postaci – przypomina psychopatę, który nie ma w sobie współczucia i wręcz cieszy się, kiedy popełnia zbrodnię (zwłaszcza, jeśli przy okazji wystrychnie na dudka swojego znakomitego wroga). Przez większą część czasu jest wesoły i nonszalancki, i tylko parę razy jego nastrój zmienia się na nieco bardziej poważniejszy i wtedy czujemy, że mamy do czynienia z szaleńcem. Tak jak w Ostatniej zagadce, Moriarty każe Holmesowi się wycofać, jednak na pytanie Sherlocka: „Niech zgadnę: zabijesz mnie?”, odpowiada: „Nie, to zbyt oczywiste. Kiedyś to zrobię, ale nie będę się śpieszył (…) Jeśli nie przestaniesz się wtrącać, spalę cię. Razem z sercem.” To zdanie niejako implikuje, że aby zniszczyć Sherlocka, Moriarty najpierw uderzy w jego przyjaciół, a konkretnie – w Watsona.
Scena w Reichenbach’s Fall, kiedy to obaj siedzą w salonie na Baker Street, ukazuje nam sposób, w jaki Moriarty postrzega swoje relacje z Sherlockiem – obaj są do siebie bardzo podobni, z tym, że Sherlock jest nudny, bo „stoi po stronie aniołów”. Ponadto stwierdza, że detektyw go potrzebuje, bo – jako bohater baśni, którą tworzą w oparciu o jego wyczyny media – jest niczym bez swojego przeciwnika.
Sherlock Holmes gości Jamesa Moriarty’ego, tak jak to przedstawił serial BBC
Tak czy inaczej, teraz już jest za późno na ostrzeżenia. Teraz Jim Moriarty po prostu pogrywa sobie z Sherlockiem przed ostateczną rozgrywką. Przy okazji nawiązuje do tytułu oryginalnego opowiadania, pytając detektywa, czy wie już na czym będzie polegać ich „ostatnia zagadka”.
Upadek z wodospadu Reichenbach na oryginalnej ilustracji.

Właśnie, dlaczego ostatni odcinek drugiej serii Sherlocka nosi tytuł Reichenbach’s Fall? W oryginalnym opowiadaniu Sherlock Holmes i doktor Watson rzucają się do ucieczki w nadziei, że Moriarty podąży za nimi. To zabawa w kotka i myszkę, w rezultacie której detektyw i jego kompan znajdują się nagle poza Londynem i Wielką Brytanią. Wkrótce docierają do Szwajcarii i zatrzymują się w pewnym pensjonacie. Dowiadują się, że tamtejszą atrakcją turystyczną jest wodospad Reichenbach. Mimo że Mycroft informuje brata w listach, że policji udało się ująć większość ludzi profesora, ale sam Napoleon Zbrodni wciąż pozostaje na wolności, Holmes i Watson postanawiają wybrać się na wycieczkę krajoznawczą. I to właśnie przy wodospadzie Reichenbach rozegra się wielka potyczka Holmesa i Moriarty’ego.

Upadek z wodospadu przedstawiony w serialu Granady.
Jednakże w Reichenbach’s Fall Sherlock nie opuszcza Londynu nawet na jeden dzień, a ostateczna rozgrywka ma miejsce na dachu szpitala świętego Bartłomieja, gdzie swego czasu studiował doktor Watson, a Holmes wielokrotnie korzystał z tamtejszej aparatury i z pomocy Molly Hooper. Za to montaż z początku odcinka przedstawia nam nabierającą tempa popularność Sherlocka jako detektywa. A wszystko zaczyna się od odnalezienia zaginionego obrazu Williama Turnera, przedstawiającego właśnie wodospad Reichenbach. Później dowiadujemy się, że Moriarty – aby przekazać Kitty Riley informacje, które miała użyć w artykule – podał się za aktora Richarda Brooka, wynajętego przez Sherlocka Holmesa do roli jego arcywroga. I tylko Sherlock zdaje sobie sprawę z tego, że nazwisko Richard Brook to nawiązanie do Reichenbach – sprawy, która uczyniła detektywa sławnym.
I tak jak w Ostatniej zagadce, Sherlock Holmes i doktor Watson muszą w pewnym momencie uciekać, ale tym razem nie po to, aby wywabić Moriarty’ego z kryjówki, tylko aby zbiec przed policją. Otóż porwana dziewczynka, którą Sherlock pomógł odnaleźć Scotland Yardowi, krzyknęła z przerażeniem na jego widok. W tym momencie sierżant Sally Donovan, która wcześniej była pod wrażeniem, że Sherlock odnalazł dziewczynkę i jej brata na podstawie jednego śladu, zaczyna podejrzewać, że Sherlock nie jest tym, za kogo się podaje. Jej przełożony (a także przełożony Lestrade’a) przyznaje jej rację i wydaje nakaz aresztowania Sherlocka.

W ciągu swojej ucieczki Sherlock Holmes i John Watson składają wizytę Kitty Riley (gdzie spotykają również udającego Richarda Brooka Moriarty’ego), po czym rozdzielają się – Sherlock idzie do Barts pomówić o czymś z Molly, a Watson konfrontuje Mycrofta o tym, skąd Moriarty zna szczegóły z życia Sherlocka. Potem obaj – Sherlock i John – znajdują schronienie w kostnicy Barts.

W Ostatniej zagadce, doktor nie jest obecny przy pojedynku swojego przyjaciela i Moriarty’ego, bo kiedy Holmes i Watson wybierają się obejrzeć wodospad Reichenbach, podbiega do nich posłaniec i przekazuje list, w którym właściciel pensjonatu wspomina, że pewna starsza Angielka złamała nogę i prosi koniecznie o angielskiego lekarza. Watson idzie więc do pensjonatu, a Holmes – nad wodospad. Na miejscu doktor odkrywa, że nie ma żadnej starszej Angielki i natychmiast wyrusza na pomoc przyjacielowi. W Reichenbach’s Fall, kiedy obaj siedzą w Barts, ukrywając się przed policją, do Johna Watsona dzwoni telefon i ktoś informuje go, że pani Hudson została postrzelona. Zezłoszczony tym, że Sherlock nie chce iść i sprawdzić, co ze starszą panią, bo „jest zajęty”, Watson zostawia kompana samego i jedzie na Baker Street. I tak jak w oryginalnym opowiadaniu, orientuje się na miejscu, że tak naprawdę był to podstęp, aby odciągnąć go od Holmesa.
Jako że wszystkie powieści i opowiadania o Sherlocku Holmesie były pisane z punktu widzenia doktora Watsona, w Ostatniej zagadce musimy zdać się na to, co on spotyka na miejscu i co z tego wydedukuje. W pewnym momencie natyka się na wciśniętą pomiędzy skały notatkę, w której Holmes informuje go o tym, że jego kariera znalazła się na zakręcie, a uwolnienie społeczeństwa od Moriarty’ego wydaje się jej idealnym ukoronowaniem. Ten list do Watsona jest poniekąd pożegnaniem Holmesa z przyjacielem. Holmes wie, że prawdopodobnie zginie wraz z Moriarty’m i żałuje tylko, że zostawia wiernego kompana w bólu i żałobie. Po krótkiej chwili Watson odtwarza prawdopodobny przebieg walki, w której Holmes i Moriarty razem spadli w przepaść i zginęli w odmętach wody.
Nawet w Pustym domu, kiedy Holmes tłumaczy Watsonowi jak przeżył, dowiadujemy się, że walka po między nim a Moriarty’m była zwykłą, fizyczną potyczką na pieści i nogi. Tymczasem w Sherlocku jest to bardziej wojna nerwów. Holmes i Moriarty stoją na dachu i rozmawiają, od czasu do czasu chodząc w tę i we wtę.
Sherlock Holmes i James Moriarty na dachu Barts
Wreszcie dochodzimy do momentu, w którym Sherlock ma być „spalony”. Moriarty chce, aby jego wielka baśniowa opowieść zakończyła się samobójczą śmiercią detektywa-oszusta. Oczywiście, na początku Sherlock nie jest skłonny przychylić się do jego prośby, próbuje nawet coś ugrać, ale Moriarty znajduje sposób na to, żeby go przekonać. Otóż trzej płatni zabójcy mają za zadanie zabić przyjaciół Sherlocka – Johna Watsona, inspektora Lestrade’a i panią Hudson – jeśli on nie skoczy. Przez jakiś czas wydaje się, że jest szansa, aby Sherlock nie musiał skakać – wystarczy, że wyciągnie od Moriarty’ego w jaki sposób odwołać zabójców – ale, niestety, Moriarty przechytrza go po raz kolejny, wkłada sobie lufę do ust i strzela, zanim Sherlock zdąży się czegokolwiek dowiedzieć.
Tak więc detektywowi nie pozostaje nic innego, tylko skoczyć. Akurat kiedy staje na krawędzi dachu szpitala, na miejsce przybywa John Watson. Dzwoni do Sherlocka, po czym odwraca się i widzi, że jego przyjaciel stoi na dachu. Teraz właśnie następuje ta bardzo przejmująca i smutna scena. Sherlock nie tylko żegna się ze swoim najlepszym przyjacielem, ale również mówi mu, że jest oszustem. Oczywiście, dobry doktor w to nie wierzy, więc Sherlock przekonuje go dalej. Przy tym głos mu się załamuje, każde następne zdanie jest wypowiadane z coraz większym trudem. A kiedy kamera pokazuje go nam z bliska, widzimy, że Sherlock Holmes – który twierdził, że odcina się od uczuć – płacze. Na ostatek stwierdza, że rozmowa, którą przeprowadza przez telefon z Watsonem, jest jego listem pożegnalnym, i wreszcie rzuca się z dachu na oczach Johna i grupki przechodniów, która ustawiła się pod szpitalem.
Sherlock Holmes skacze z dachu Barts.

I tak, podczas gdy walka Holmesa i Moriarty’ego na stokach Reichenbach nie miała świadków, o tyle upadek Sherlocka z dachu Barts ma ich wielu. Mnóstwo ludzi widziało jak spadał i roztrzaskał się o bruk. Widzieli jak wygląda z bliska jego twarz, a Watson nawet zmierzył mu puls. Wygląda więc na to, że Sherlock Holmes rzeczywiście zginął.

Na uwagę zasługuje jednak sposób w jaki w obu wersjach tej historii ukazano reakcję doktora Watsona na śmierć przyjaciela. W momencie, kiedy w Ostatniej zagadce Watson znajduje list Holmesa i dochodzi do niego, jak przebiegł jego pojedynek z Moriarty’m, roni kilka łez. Watson uwspółcześniony, najpierw rzuca się do ciała Sherlocka, przedziera się przez tłum, mówiąc najpierw: „Przepuśćcie mnie, jestem lekarzem”, a potem: „Przepuśćcie mnie, to mój przyjaciel.”, aż w końcu przygląda się jak zwłoki detektywa są przenoszone do środka. Nie płacze, ale jest w szoku, nawet słania się na nogach i wydaje się, że zaraz zemdleje. W klasycznej adaptacji Granady Ostatnia zagadka kończy się sceną, w której doktor Watson, mówi do widowni: „Z ciężkim sercem chwytam za pióro, aby to wszystko opisać. Po raz ostatni opowiadam o darach mojego przyjaciela, Sherlocka Holmesa. Najlepszego i najmądrzejszego człowieka, jakiego znałem.”, podczas gdy kamera pokazuje rzeczy, które Holmes po sobie pozostawił.
Doktor Watson (w serailu Granady) płacze po stracie przyjaciela.

W Reichenbach’s FallWatson najpierw siedzi w gabinecie swojej terapeutki. Potem widzimy go zamyślonego w salonie na Baker Street, potem jadącego wraz z panią Hudson na cmentarz, gdzie oboje stoją przed nagrobkiem Sherlocka i rozmawiają o tym jak bardzo są na niego wściekli. W pewnym momencie pani Hudson zostawia doktora samego i John mówi do nagrobka: „Powiedziałeś mi kiedyś, że nie jesteś bohaterem. Cóż, bywały chwile, kiedy nie uważałem cię za człowieka, ale chcę ci powiedzieć, że byłeś najlepszym człowiekiem… najbardziej ludzką… istotą ludzką, jaką kiedykolwiek poznałem i nikt nigdy nie przekona mnie, że mnie okłamywałeś. (…) Proszę zrób dla mnie jeszcze jedną rzecz, tylko jedną rzecz, jeszcze jeden cud, Sherlocku, zrób to dla mnie i przestań być… martwym. Możesz to dla mnie zrobić? Po prostu przestań, skończ z tym.”

Doktor Watson (w serialu BBC) odwiedza grób Holmesa.
Sytuacja wyjściowa w Pustym domu wygląda tak: trzy lata po śmierci Sherlocka Holmesa, doktor Watson ma swój własny, mały gabinet, a także zajmuje się medycyną sądową. Wciąż wspomina Holmesa, zwłaszcza kiedy przechodzi koło Baker Street (gdzie już nie mieszka). Pewnego dnia, wychodząc z sądu, gdzie zeznawał jako patolog, potrąca niechcący pewnego starszego księgarza, który potem go odwiedza i okazuje się być Holmesem w przebraniu. Nie wiem ile z oryginalnego opowiadania zostanie przeniesione do pierwszego odcinka trzeciej serii, ale jestem prawie pewna, że reakcja Watsona na zmartwychwstałego Holmesa, nie będzie (tak jak w Pustym domu) omdlenie z nadmiaru wrażeń, ale cios w szczękę. A ponieważ w oryginale Mycroft był tym, który pomagał bratu finansowo i zadbał o to, żeby pani Hudson zachowała pokój Holmesa w stanie nienaruszonym, podejrzewam, że i teraz weźmie pod swoje skrzydła młodszego braciszka (jak również jego niezamierzona zdrada zostanie mu wybaczona).

Tak czy inaczej, zobaczymy co przyniesie przyszłość. Na razie fani czekają ze zniecierpliwieniem na trzecią serię, umilając sobie czas spekulacjami na temat tego jak Sherlock upozorował własną śmierć i dlaczego powiedział Johnowi to co powiedział; a także pisaniem i rysowaniem post-Reichenbachowskich fanfików i fanartów. Niemniej jednak wiemy, że to nie koniec – że Sherlock Holmes w wydaniu BBC powróci do życia tak jak jego klasyczny odpowiednik, oczyści swoje dobre imię i będzie kontynuował rozwiązywanie zagadek u boku swojego starego druha, doktora Watsona.

Ilustracja z „Pustego domu” – Holmes wita Watsona.