Meg ogląda "Stranger Things" – Rozdział czwarty: "Ciało"

Uwaga! Spoilery!

A więc wygląda na to, że wyciągnięto z rzeki ciało Willa, jednakże pojawiają się przesłanki za tym, że może ono nie być tym, czym jest.
Zacznijmy od tego, że Nastce udaje się (za pomocą swoich mocy) wyłapać sygnał śpiewającego Willa, tak więc Mike, Lucas i Dustin nie tylko przekonują się, że ich przyjaciel żyje, ale postanawiają skorzystać z bardziej zaawansowanego sprzętu radiowego w szkole. Przy okazji przebierają Nastkę, a nauczycielowi mówią, że to kuzynka Mike’a ze Szwecji.
Śmierci Willa nie przyjmuje do wiadomości również jego matka, co szeryf i Jonathan na początku odbierają jako urojenia spowodowane żalem… ale potem przekonują się, że coś w tym jest (szeryf – odkrywając, że jakieś obce typy zajmowały się sekcją Willa; a Jonathan – po tym jak Nancy mówi mu, że widziała to samo, co Joyce) i, koniec końców, coraz więcej ludzi przekonuje się o tym, że w Hawkins dzieje się coś nadnaturalnego.
Pod koniec poprzedniego odcinka zakładałam, że to, co wyłowiono z rzeki jest, istotnie, ciałem Willa Byersa… Jednakże on sam żyje, tylko jego dusza/umysł znajduje się w innym świecie, a kiedy wreszcie Will zostanie uratowany, to ciało ożyje, jakby chłopiec został wybudzony ze śpiączki. Moje założenia okazały się nie do końca trafne – Will jednak uwięziony jest w innym świecie, zarówno ciałem, jak i duszą.
To jednak nie zmienia faktu, że dla większości ludzi w miasteczku chłopiec rzeczywiście nie żyje. Jonathan – który musi radzić sobie nie tylko z (jak mu się wydaje) mającą urojenia matką, ale też stratą młodszego brata – dochodzi już do granic wytrzymałości i krzyczy: „Bądź świadoma, że jak ty będziesz rozmawiać z Willem, ktoś będzie musiał mu wyprawić pogrzeb!” Ale Joyce zdaje sobie sprawę z tego, że jej historia jest niewiarygodna, jednak nie przyjmuje do wiadomości, że wyłowione z rzeki zwłoki mogą należeć do jej dziecka. I nawet podczas wizyty w kostnicy każe sobie pokazać znamię na jego ręce, aby udowodnić swoje przypuszczenia,
Prawdę mówiąc, w tym odcinku już drugi raz szeryf Hopper mówi o swojej zmarłej córeczce jakby była żywa. No cóż, tym razem właściwie można by pomyśleć, że zrobił to tylko po to, aby zdobyć zaufanie gościa, od którego chce wyciągnąć informacje, ale wcześniej, w pierwszym odcinku, wyglądało na to, że przez chwilę rzeczywiście miał wrażenie, że jego dziecko nadal żyje. Zresztą sam zwierzył się Joyce, że przez długi czas po śmierci córki widział ją i słyszał. Tak więc może to taki odruch z czasów przed tragedią, że szeryf chwali się jakie to ma mądre potomstwo, ilekroć spotka kogoś nieznajomego.
Wróćmy do Jonathana, bo wygląda na to, że rzeczywiście zrobił kolegom zdjęcia ze względu na wizję artystyczną. I też Nancy nie ma mu za złe naruszenia prywatności, ale to pewnie dlatego, że przyświeca dziewczynie większy cel: dowiedzieć się, co stało się z Barb i ją odnaleźć. A Jonathan uwiecznił moment tuż przed jej zniknięciem.
Mamy też mały moment, w którym nasi szaleni naukowcy okazują jakieś ludzkie odruchy. Po wysłaniu śmiałka na mały rekonesans wgłąb grzybiastego portalu i odkryciu, że coś poszło nie tak, natychmiast próbują wyciągnąć stamtąd kolegę. Niby to zrozumiałe – to w końcu jeden z nich, a przecież troska o „swoich” występuje nawet w najbardziej zdeprawowanych grupach – ale jednak pamiętajmy, że scenarzyści mogli nam zaserwować motyw z bezwzględnym dowódcą, który poświęca swoich ludzi. Tak więc Bennet to łajza… ale jego łajzowatość ma granice, przez co nie jest karykaturą.
Ale nie obeszło się bez drani w tym odcinku, Nie dość, że przy śledztwie w sprawie zniknięcia Barb Steve dba tylko o to, aby nie wyszło na jaw, że zrobił imprezę z alkoholem; to jeszcze standardowi szkolni brutale, którzy zwykle znęcają się nad Mikeim, Dustinem, Lucasem i Willem, śmiali się z patosu panującego w szkole z powodu „śmierci” tego ostatniego. I też kiedy Mike, Nastka i spółka ich konfrontują w tej sprawie i łobuzy nadal kpią sobie z Willa, wiadomo już, że lada chwila Jedenastka postanowi ich w jakiś sposób ukarać.
To dobrze, że coraz więcej ludzi przekonuje się, że coś jest nie tak. To dobrze, że Mike i spółka  nie są jedynymi, którzy próbują tę zagadkę rozwikłać i biorą pod uwagę, że może to, z czym się mierzą, nie jest z tego świata. Dzięki temu, jak już przyjdzie co do czego, dzieciaki nie będą musiały stawać przeciwko tym stworom same. A to już coś.
Do zobaczenia przy następnym odcinku!

Meg ogląda "Stranger Things" – Rozdział trzeci: "Wśród nocnej ciszy"

Uwaga! Mogą pojawić się spoilery!

Dobra wiadomość: Barb żyje!
Zła wiadomość: Ma przewalone.
A tak poza tym…

Ponieważ Nastka ma ich zaprowadzić do Willa, Mike, Dustin i Lucas szykują się do odbicia przyjaciela, Joyce odkryła sposób na porozumiewanie się z zaginionym synem, szeryf Hopper – po wizycie w laboratorium energetycznym w Hawkins i stwierdzeniu, że ich dyrektor coś ukrywa – postanawia lepiej przyjrzeć się placówce, Nancy martwi się zniknięciem Barb, a widzowie zostają utwierdzeni w przekonaniu, że doktor Bennet, który eksperymentował na Nastce, to skończona łajza.

W tym odcinku zdarza się kilka ważnych rzeczy. Po pierwsze na początku mamy migawkę z miejsca, w którym znajduje się Will (a teraz także Barb). Ja – jak to ja – zaserwowałam sobie wcześniej spoilery i już w scenie z poprzedniego odcinka, w której Nastka odwraca planszę do DnD, żeby powiedzieć chłopcom gdzie jest ich przyjaciel, wiedziałam mniej więcej o co chodzi. Niemniej jednak dostaliśmy tylko przedsmak tego miejsca i nadal wiemy o nim niewiele.

Oto co wiemy:

– wiemy, że jakieś stwory, które mają związek z laboratorium w Hawkins, porywają ludzi

– wiemy, że zanim się pojawiają, zaczynają migotać światła i że potem te stwory tworzą coś na kształt portali

– wiemy, że ofiary porwań żyją, ale są w ciągłym niebezpieczeństwie, potrafią jednak znaleźć sposoby na komunikację z najbliższymi

I tutaj dostajemy wreszcie te słynne lampki choinkowe, które pojawiają się w niemal każdym wideo, omawiającym Stranger Things. Joyce, która jest przekonana, że Will próbuje się z nią porozumieć, kupuje jak najwięcej lampek (ma szczęście – idą święta). Na początku może wykrzesać z syna tylko „tak” i „nie”, ale wkrótce udaje jej się rozwiązać problem pytań otwartych, choć co chwila musi z własnego domu uciekać.

Niestety to, że miejsce, gdzie przebywa Will, jest dość… problematyczne, jeśli chodzi o jego namacalność, dochodzi do pewnych nieporozumień, kiedy Nastka prowadzi wreszcie chłopaków tam, gdzie – jak sądzi – jest ich przyjaciel. Dodatkowo sprawy się komplikują pod sam koniec odcinka, kiedy policja wyławia z jeziora ciało Willa. To bardzo smutna scena, bo tym, który jest na Nastkę najbardziej zły, jest Mike, czyli jej – do tej pory – najbliższy przyjaciel.

A wcześniej mieliśmy sekwencję, w której Nastka szwenda się po pustym domu Mike’a, zagląda do pokoju Nancy, ogląda rodzinne zdjęcia, przeskakuje z kanału w kanał na telewizorze… I tych kilka scen mówi nam o tym, jak wiele straciła Jedenastka, jak wielu normalnych rzeczy pozbawił ją Bennet. W dodatku zwieńczeniem tej całej sekwencji jest flashback, w którym dziewczynce udaje się po raz pierwszy zgnieść puszkę Coca Coli mocą umysłu, ale leci jej przy tym krew z nosa. Uradowani sukcesem eksperymentu naukowcy nie raczą się przejąć tym, że ten szczegół może ją przerażać.

W ogóle dowiadujemy się w tym odcinku, że laboratorium w Hawkins nie tylko zabrało Nastkę matce; nie tylko prowadziło na dziewczynce eksperymenty, aby potem zrobić z niej broń; nie tylko najwyraźniej jest powodem, dla którego stwory porywają ludzi, ale też swego czasu było jednym z wielu instytutów w USA, który zajmował się projektem MKUltra (dla tych, co nie wiedzą, co to – MKUltra była tajnym, nielegalnym projektem rządowym, mającym na celu umożliwić kontrolę umysłów). Bardziej złymi szalonymi naukowcami chyba już być nie mogą, ale kto wie – może uda im się zawyżyć poprzeczkę jeszcze bardziej w późniejszych odcinkach.

We Wśród nocnej ciszy Jonathan zostaje skonfrontowany w kwestii swojego podglądactwa. I nie dość, że sam fakt robienia zdjęć bawiącym się nastolatkom w środku – jak sam twierdzi – szukania braciszka, jest taki bezsensowny, to jeszcze kiedy tylko Nancy odkrywa zdjęcia, nie wygląda na jakoś szczególnie wstrząśniętą czy oburzoną. Być może wynika to z tego, że Steve za dużo gada w tej scenie, a Nancy jest zbyt pochłonięta zamartwianiem się o Barb, więc dlatego tylko gapi się na to jak jej chłopak gnębi jej podglądacza. No a potem dostrzega zdjęcie Barb i chowa je do kieszeni.

W tym odcinku mamy też kolejną scenę budującą umiejętnie napięcie. I straszy ona tak zwanym Dorosłym Lękiem.

Spróbuję coś napisać o następnym odcinku jutro, ale niczego nie obiecuję. Stay tuned!

Meg ogląda "Stranger Things" – Rozdział drugi: "Dziwadło na Maple Street"

Uwaga! Tekst zawiera spoilery do poprzedniego odcinka Stranger Things. (W sumie do drugiego też.)

Wczoraj zapomniałam wspomnieć o tym, że scena, w której nauczyciel pokazuje chłopcom nowy sprzęt radiowy, od razu mówi nam, z jakim typem pedagoga mamy tu do czynienia. Konwencjonalnego, ale mającego ciepłe relacje z uczniami, dzielącego z nimi zainteresowania. Prawdę mówiąc, zastanawiam się też, co by na tę scenę powiedział mój wujek, który w wojsku był radiowcem i do dzisiaj dla zabawy łączy się przez radiostację z ludźmi z różnych krajów.

Ale przejdźmy do dzisiejszego odcinka. Tym razem postaram się powiedzieć coś więcej.


No więc w drugim odcinku mamy taką oto sytuację: Mike, Lucas i Dustin mają problem, bo uciekinierka z laboratorium, Jedenastka, pojawiła się nagle w piwnicy Mike’a, a oni nie wiedzą, co z nią zrobić. Na razie dają jej suche ubranie i postanawiają zachować jej pojawienie się w ukryciu, aby nie dostać szlabanu. Przez cały odcinek Mike opiekuje się Jedenastką, próbuje z nią się porozumieć, jednocześnie starając się, aby jej obecność nie została wykryta przez jego rodziców i Nancy. Tymczasem brat Willa, Jonathan, wyrusza spotkać się z ojcem, Nancy i Barb idą na imprezę do Steve’a, a matka Willa, Joyce, kupuje nowy telefon, bo stary się przepalił.

A tak poza tym – ha! Mówiłam Wam, że po drugim odcinku będę znała ich imiona!

Bardzo się cieszę, że dwie osoby, które napotkały na swojej drodze Jedenastkę, były dla niej miłe i starały się jej pomóc. Tak było z Benny’m, właścicielem dineru, i tak jest z Mikiem. Lucas i Dustin byli, co prawda, nastawieni trochę sceptycznie do Nastki (BTW – bardzo mi się podoba jak tłumacze wybrnęli z tego, że w oryginale Mike skraca „Eleven” do „El”), no bo wiadomo – dziewczyna zachowuje się dziwnie i nie trudno jest dojść do wniosku, że uciekła z zakładu psychiatrycznego; niemniej jednak Mike traktuje ją z wyrozumiałością i troską, dostrzegając, że dziewczynka czegoś się boi i przed kimś ucieka.

Sama Nastka zachowuje się tak, jak zwykle zachowują się w fikcji osoby, które przez całe życie były odosobnione od społeczeństwa i na których eksperymentowano – jest nieśmiała, boi się pewnych rzeczy, które przywodzą jej traumatyczne wspomnienia, na pytania odpowiada częściej jednym słowem, niż całym zdaniem, a czasem nawet przekazuje jakąś myśl gestami albo przy pomocy rekwizytów.

Zalicza również starą jak świat kliszę, czyli: „Co to 'przyjaciel’?” Ja wiem, ja wiem, Jedenastka była całe życie izolowana i może nie znać tego słowa, bo kazali jej przekazywać krótkie komunikaty, jak  „tak”, „nie”, „dobrze”, „źle”. Jednakże można by też zrobić tak, że „przyjaciel” źle jej się kojarzy, bo jakiś dupek-naukowiec próbował ją przekonać do tego, że jest jej przyjacielem, a jednocześnie poddawał ją bolesnym eksperymentom; albo że Jedenastka zna jednak to słowo, bo wśród badaczy była jakaś osoba, która dla odmiany była dla niej miła.

Niemniej jednak już w pierwszym odcinku było widać, że agencja, która przetrzymywała Jedenastkę, jest bezwzględna. Można to zrzucić na karb myślenia o dziewczynce jako stanowiącej niebezpieczeństwo dla otoczenia, ale mimo wszystko to jak załatwili Benny’ego było przesadą (mogli tylko zabrać dziewczynkę tak po prostu, bo przecież są z opieki społecznej; no ale wtedy nie mielibyśmy późniejszej sceny, z której pochodzi powyższy screenshot). A jak już szeryf znalazł jego ciało, upozorowane na samobójstwo, to ja się wręcz spodziewałam tekstu, że Benny był przecież leworęczny. I też fakt, że Jedenastka widziała jak Benny zostaje zastrzelony przez kobietę podającą się za urzędniczkę opieki społecznej, sprawia, że jej niechęć do dzwonienia po pomoc jest tym bardziej zrozumiała.

Natomiast mieliśmy w tym odcinku również mały wgląd w moce Jedenastki, tzn. – dowiedzieliśmy się, że poza telekinezą, widzi także pewne rzeczy, których nie widzą inni, tak więc wie, gdzie jest Will. I dlatego chłopaki mają bardziej praktyczny powód, aby jej pomóc.

Jeśli chodzi o inne wątki, Jonathan przez większość odcinka sprawia wrażenie dobrego brata, który zaczyna szukać Willa na własną rękę… do momentu, w którym nie natyka się na imprezę Steve’a i nie zaczyna robić z ukrycia zdjęć Barb, Nancy i reszcie. Widzę tylko trzy powody, dla których mógłby nagle robić im zdjęcia. Pierwszy i najmniej prawdopodobny – taką ma wizję artystyczną, że fotografuje ludzi z ukrycia. Drugi powód – jest zakochany w Nancy, więc zadowala się rolą podglądacza. W końcu trzeci powód – chce w ten sposób potem szantażować kolegów z klasy – bo to stado łajz i hak na nich zawsze się przyda.

Ogólnie całe to zbiegowisko aż się prosi o to, aby jakiś potwór z taniego slashera ich pozjadał. Prawdopodobnie skojarzenia z typowymi bohaterami takich właśnie horrorów było jak najbardziej zamierzone. No bo wiecie – Jason Vorhees, Micheal Myers i reszta ikonicznych seryjnych morderców atakujących głupawe i napalone nastolatki zaczęła być popularna dzięki Wesowi Cravenowi w latach osiemdziesiątych.

(Tak czy inaczej, to, że ze wszystkich tych tłumoków potwór wybrał Barb, woła o pomstę do Nieba.)

Znalazłam pewne paralele między sceną z początku odcinka, w której Nastka dostaje suche ubrania i od razu chce się rozebrać, dopóki chłopaki jej nie powstrzymują; a sceną na końcu, w której przemoczona Nancy też dostaje strój na zmianę, ale najpierw każe Steve’owi się odwrócić, ale potem i tak go woła i ściąga bluzkę na jego oczach. I uderza różnica zachowań chłopców w obu przypadkach. Dustin i Lucas jeszcze jakiś czas po tej scenie uznają to za jeszcze jeden dowód na to, że Nastka zbiegła z psychiatryka (bo jaka normalna dziewczynka rozbiera się przy obcych chłopcach), tymczasem u Steve’a ewidentnie buzują hormony i prawdopodobnie wrzucił swoją dziewczynę do basenu tylko po to, aby potem mieć okazję widzieć ją nago.

To tyle jeśli chodzi o Dziwadło na Maple Street. Następny odcinek omówię wkrótce, ale niezbyt szybko. Pa!

Meg ogląda "Stranger Things" – Rozdział 1: "Zniknięcie Willa Byersa"

Postanowiłam wprowadzić w życie pomysł, który chodził mi po głowie od wczoraj, a mianowicie – przez ten wrzesień będę oglądać odcinki Stranger Things i dzielić się z Wami wrażeniami i refleksjami na temat tego serialu.
Sama usłyszałam po raz pierwszy o Stranger Things z vloga Count Jackuli i Horror Guru, i mnie zaintrygowało. Wstrzymywałam się jednak z zapoznawaniem się z nowym serialem Netfilxa, bo… no cóż… nie przepadam aż tak bardzo za Goonies i Stephenem Kingiem (którymi, między innymi, Stranger Things się inspiruje) a poza tym czasem tak mam, że słyszę o czymś, co jest uważane za dobre, ale odczuwam dziwne opory przed zapoznawaniem się z tym czymś.
Ale ponieważ mamy okres halloweenowy, a ja nie za bardzo wiem, co przygotować, pomyślałam, że można by połączyć moje zapoznawanie się z tym serialem i pracę na blogu, i tak oto powstał koncept Meg ogląda…
A kto wie – może jeszcze kiedyś zrobię coś takiego.
Nie przedłużając…

Pierwszy odcinek zaczyna się od tego, że najpierw informuje się nas o tym, że rzecz dzieje się w miasteczku Hawkins, w latach osiemdziesiątych. Po wspaniale budującej napięcie scenie w laboratorium energetycznym, przechodzimy do naszych protagonistów – czwórki chłopców grających właśnie w Dungeons & Dragons. Sesja nieco się przedłużyła, więc matka Mistrza Gry każe dzieciakom kończyć zabawę i wracać do domów. Tytułowy Will Byers na swojej drodze napotyka dziwny cień i dlatego szybko przyjeżdża do domu i próbuje się bronić. Niestety dziwna istota dopada chłopca i znika wraz z nim. Wkrótce rozpoczynają się jego poszukiwania, w które angażują się również koledzy Willa.
Tymczasem mamy takie poboczne wątki jak: siostra Mistrza Gry, Nancy, spotykająca się z nastoletnim łamaczem serc; uciekająca dziewczynka z mocami i dziwny grzyb rozrastający się w laboratorium energetycznym.
Trzeba przyznać – Stranger Things potrafi budować atmosferę i udowadnia to już pierwszą sceną. Serio, cała ta sekwencja pokazuje nam czego się mamy spodziewać po głównym „straszaku” i stanowi przykład dobrego straszenia. Nawet jump scare jest dobrze wykorzystany. Od razu widać, że mamy do czynienia z zawodowcami. Czekam na więcej takich scen.
Dalej – postaci są interesująco zarysowane, a zwłaszcza relacje między nimi. Ta czwórka chłopców, to jak dogadują się z nauczycielem, matka Willa i jego starszy brat, próbujący jakoś sobie radzić w trudnej sytuacji, w jakiej się znaleźli; Nancy i Steve (okej, oni są wkurzający; możemy sobie darować tę licealną dramę?), a w końcu mała uciekinierka i właściciel dineru… Aż jestem ciekawa, co będzie dalej. Niestety na razie jeszcze nie nauczyłam się wszystkich imion, ale pewnie po drugim, trzecim odcinku już będę je znała.
Szczególnie przypadli mi do gustu sami protagoniści. Widać, że są to trochę nerdowate dzieciaki i to, co czytają i oglądają wpływa na ich widzenie świata. Jest taka scena, jak szeryf ich przesłuchuje w sprawie zniknięcia Willa i chłopiec, który go widział ostatni, mówi, że ich przyjaciel skręcił w Mirkwood. Od razu wiadomo, że ta konkretna okolica kojarzy im się z mrocznym lasem z Hobbita. Może nawet zdarzyło się, że bawili się w tym właśnie lesie.
Coś co mnie zastanowiło, to to, że sam Will tuż przed zniknięciem idzie do szopy i zaczyna ładować strzelbę. Wciąż się zastanawiam skąd on ma broń i kto nauczył go się nią posługiwać? Matka neurotyczka? Rozwiedziony z nią ojciec? A może starszy brat, na którego spada nawał obowiązków? I dlaczego w ogóle mieli strzelbę? Na wypadek ataku niedźwiedzia? To prawdopodobnie nie jest nic nadzwyczajnego, zwłaszcza w USA, ale jednak mnie zastanawia.
Tak nawiasem mówiąc, podobała mi się jeszcze scena z sesją DnD i ten zwód, który robi Mistrz Gry. Kto wie – może to taki forshadowing sytuacji, która pojawi się potem z prawdziwymi potworami.
Aha – i jeszcze muzyka. Muzyka robi świetny klimat. Te elektroniczne bity z czołówki powtarzają się kilka razy w odcinku i nadają mu takiej aury tajemniczości.
Tak czy inaczej, intryga już się zawiązała, ale następny odcinek obejrzę najprawdopodobniej jutro i – jak znajdę czas – od razu napiszę o moich wrażeniach.