Kategorie
Fanfiction Fantastyczny Kwiecień Miesiące z...

[FF: Przygody Merlina] Rzeczy, o których nie wiedziałem – część 5 (ostatnia)

Advertisements
Dom uzdrowicielki wyglądał jak pracownia Gajusza – było tam mnóstwo półek z miksturami i książkami, na ławach stały różne zioła i przyrządy do robienia lekarstw. Merlin i Artur dostrzegli pojedyncze łóżko po lewej stronie od okna i krzesło po prawej. Najbardziej intrygujące było to, że po środku domostwa stał stół nakryty niebieskim obrusem i z dwoma krzesłami. Kobieta zasiadła na jednym z nich i wskazała otwartą dłonią drugie, przemawiając do Artura:
– Spocznij, młodzieńcze.
Artur zrobił to niepewnie. Z kolei Merlin usiadł na krześle, które stało przy ścianie.
Ta kobieta była czarownicą. Artur miał to dziwne wrażenie i sprawiało ono, że był zdenerwowany. To mogła być pułapka. Właściwie to było wysoce prawdopodobne. Pewnie smok pragnął śmierci Artura, więc wysłał tu księcia. Ale jednak ich otoczenie mówiło mu, że powinien zaufać tej kobiecie, że ona rzeczywiście była uzdrowicielką.
Oparła podbródek na rękach i spojrzała na Artura, uśmiechając się jeszcze szerzej. Na chwilę jej oczy powędrowały na Merlina, a potem powróciły do Artura.
– Zanim uzdrowię twojego sługę, zadam ci kilka pytań, na które musisz odpowiedzieć.
– Wiem – powiedział cicho książę.
– Dobrze. W takim razie zaczynajmy, młody Pendragonie.
Obaj – Artur i Merlin – popatrzyli na nią z rozszerzonymi oczyma. Skąd wiedziała, że Artur był synem Uthera? Ale ona tylko uśmiechnęła się i zadała księciu pierwsze pytanie:
– Kto ci o mnie powiedział?
Artur wahał się, ale tylko przez kilka sekund.
– Wielki Smok.
Merlin wytrzeszczył oczy z niedowierzania.
– Rozmawiałeś ze smokiem? Dlaczego?
– Gajusz powiedział mi, że ktoś chce ze mną mówić. – Artur zwrócił się do przyjaciela. – Zaprowadził mnie do lochu smoka i smok powiedział, że… – przerwał, a potem spojrzał w dół. – Powiedział, że wyjawi mi sposób na wyleczenie cię.
Merlin oniemiał. Artur rozmawiał ze smokiem, aby pomóc jemu – Merlinowi? Mógł się tylko domyślać, co Wielki Smok powiedział księciu i że to miało coś wspólnego z nimi podróżującymi samotnie przez las. To wszystko było takie dziwne. Normalnie to czarownik był tym, który rozmawiał z potworem, aby uratować Artura. Lecz zanim mógł pomyśleć nad tym głębiej, uzdrowicielka przemówiła znów.
– Jak zachorował twój sługa?
– No cóż, to zaczęło się od przeziębienia… – zaczął wyjaśniać Merlin, ale kobieta popatrzyła na niego chłodno i powiedziała:
– Nie pytam ciebie. To on ma odpowiedzieć. A więc – odwróciła się do drugiego mężczyzny – powiedz mi: Jak nabawił się choroby piersiowej?
Artur przygryzł wargi. To było naprawdę trudne wyznać to obcej osobie, ale wiedział, że musi to powiedzieć. Dla dobra Merlina musiał przyznać przed tą kobietą swoją pomyłkę.
– Merlin był przeziębiony, ale kazałem mu pracować. – Mógł usłyszeć jak jego głos drżał. Jego oczy skierowane były na podłogę, bo nie chciał spojrzeć ani na kobietę, ani na Merlnia. – Nie dostrzegałem tego, że był chory. Dopiero kiedy zemdlał w drodze do mojej komnaty, zdałem sobie sprawę z tego, że nie czuł się dobrze. Nasz medyk powiedział, że to choroba piersiowa. Bardzo się starał, aby wyleczyć Merlina, ale to było na nic.
– A więc jesteś odpowiedzialny za pogorszenie się jego stanu?
– Tak – przyznał, ściskając pięści na kolanach. – Jestem.
– Powiedz mi, młody Pendragonie, czy twój towarzysz jest dobrym sługą?
– Cóż… – Podniósł wzrok. Jego głos był nerwowy. – Nie jestem pewien, czy rozumiem, co masz na myśli.
– Dobrze wypełnia swoje obowiązki?
– Nie za bardzo. Jest niezdarny, leniwy i niegrzeczny, i nie umie zrobić wielu rzeczy dobrze, i…
– Więc jest złym sługą?
Artur zamilkł i zamrugał ze zdziwieniem. Potem jego wzrok znów powędrował na podłogę. Ale wkrótce podniósł go. Oczy jego i Merlina się spotkały. Merlin obserwował go ze smutkiem i zniecierpliwieniem. On także chciał znać odpowiedź, ale Artur był w stanie dojrzeć w jego wyrazie twarzy strach o to, co mógł usłyszeć.
– Niezupełnie… – Książę nareszcie się odezwał, a potem uśmiechnął się. – Właściwie jestem szczęśliwy, mając go jako sługę.
– Rozumiem. Przeszedłeś cały ten szmat drogi, aby mu pomóc. Wygląda na to, że nie jest jakimś zwykłym służącym. Ale powiedz mi, młodzieńcze, oddałbyś za niego cały Camelot?
– Co?! Nie! – krzyknął Artur, a Merlin szybko wstał ze swojego miejsca i powiedział:
– Nie oczekuję od Artura, aby poświecił dla mnie całe królestwo.
– A co z młodą, piękną dziewczyną o imieniu Ginewra? – Kobieta znów się uśmiechnęła. – Gdybyś miał wybierać między jej a jego życiem, kogo byś uratował?
– To niedorzeczne! Nie możesz kazać mu wybierać między jednym przyjacielem a drugim! – powiedział głośniej Merlin. Potem zwrócił się do Artura: – Wolałbym raczej dać się zabić, niż pozwolić Gwen umrzeć.
Uzdrowicielka była niewzruszona. Rozkazała dosadnie:
– Odpowiedz, Arturze Pendragonie. Kogo byś uratował: Ginewrę czy Merlina?
– Podejrzewam, że próbowałabym ocalić ich oboje. Nie poświeciłbym Gwen dla Merlina.
– W takim razie wygląda na to, że nie cenisz swojego sługi aż tak bardzo jak się spodziewałam. Dlaczego tu w ogóle przyszedłeś?
– Bo chcę, aby został wyleczony – odpowiedział spokojnie Artur.
– Czemu? Sam powiedziałeś, że nie jest zbyt dobrym sługą.
– Jest beznadziejny w wykonywaniu swoich obowiązków, ale nie chcę innego. I nie chcę, aby umarł przez moją głupotę.
– Tak więc ile jest dla ciebie wart?
Artur nic nie odpowiedział. Pochylił tylko głowę i zaczął powoli oddychać, obserwując podłogę. Był zbyt skrępowany, aby wyartykułować choć jedno słowo. Co powinien powiedzieć? Przez więcej jak trzy dni spędzone z chorym Merlinem miał problemy z wyrażeniem swoich uczuć wobec niego. Chciał to zrobić, ale nie potrafił. Jakaś mentalna blokada nie pozwalała mu wyznać, co myślał o Merlinie, nawet gdy desperacko chciał to z siebie wyrzucić. Zacisnął pięści na spodniach, podczas gdy uzdrowicielka czekała na jego odpowiedź.
Ale wtedy kolejny atak kaszlu doszedł do jego uszu i oczy Artura rozszerzyły się. Książę powoli podniósł wzrok i spojrzał na przyjaciela. Przez chwilę Artur nie słyszał nic poza kaszlem Merlina. Był tak gwałtowny, że chłopak usiadł z powrotem na krześle. I nagle książę poczuł jak jego serce zaciska się. Właśnie. Merlin miał chorobę piersiową i jeśli Artur nie odpowie na pytanie, jego przyjaciel umrze. Poza tym Merlin wciąż nie wiedział, jak wiele znaczył dla swojego pana. Artur miał szansę powiedzieć mu to, uratować go.
Tak więc książę spojrzał na kobietę przed sobą. Jego oczy były  pełne determinacji, kiedy w końcu powiedział:
– On jest wart walki z bazyliszkiem i wielkimi pająkami. – Zwrócił swój wzrok na Merlina. – Wart tego, aby przybyć do jego wioski i pomóc jego rodakom bronić się przeciwko bandytom; wart wypicia zatrutego kielicha, aby ocalić Camelot; wart złamania prawa, by pozwolić mu pożegnać się z jego mentorem; wart tego, aby za niego zginąć, tak jak on jest gotów zginąć za mnie.
– Artur… – Merlin zdawał się nie wierzyć własnym uszom.
– Chcę, abyś wiedział, Merlinie, że mimo iż jesteś tak strasznym sługą, jesteś najlepszy ze wszystkich sług, jakie kiedykolwiek miałem. Wiele razy ocaliłeś mi życie. Zawsze mi pomagasz, kiedy Camelot jest w niebezpieczeństwie. Zawsze jesteś w stanie powiedzieć mi coś rozsądnego, kiedy chcę zrobić coś głupiego. Dla mnie jesteś wart więcej niż moje własne życie. Dla mnie nie jesteś tylko sługą. Jesteś moim przyjacielem. Jednym z niewielu przyjaciół, jakich kiedykolwiek miałem. Jednym z niewielu ludzi, którym ufam bezgranicznie. Przepraszam, że mówię to dopiero teraz. Powinienem mówić ci to częściej.
Merlin wciąż przyglądał się swojemu panu z niedowierzaniem. Oniemiał. Artur właśnie przyznał, że postrzegał go jako przyjaciela. Cóż, czarownik wiedział o tym z jego czynów, ale to usłyszeć to zupełnie inna sprawa. Merlinowi było ciepło, ale po raz pierwszy od pięciu dni to nie było spowodowane gorączką.
– To wszystko, co chciałam wiedzieć – powiedziała uzdrowicielka i wstała. – Odpowiedziałeś szczerze na wszystkie moje pytania, Arturze Pendragonie. Uzdrowię twojego przyjaciela.
Podeszła do Merlina, przyłożyła dwa palce do jego piersi i wyszeptała kilka słów w starożytnym języku. W miejscu, w którym była jej ręka, zaczęło mienić się jasnoniebieskim kolorem, ale nagle, w kilka marnych sekund, światło znikło. Kobieta cofnęła się o krok, podczas gdy Merlin wziął głęboki oddech i rozpromienił się, po raz pierwszy od pięciu dni będąc w stanie oddychać bez problemów. Nie czuł też, że jest rozpalony ani mokry. Podniósł się z krzesła.
– Jak się czujesz, Merlinie? – zapytał nagle Artur. W jego oczach wciąż tliło się zmartwienie.
Merlin odwrócił się do niego. Przez chwilę nic nie mówił. Rzeczy, które przed chwilą usłyszał od Artura wciąż krążyły w jego głowie.
– Czuję się o wiele lepiej – odparł, uśmiechając się.
Ale tak naprawdę czuł się o wiele szczęśliwszy, niż na to wyglądał. Artur właśnie przyznał, że byli przyjaciółmi. Wreszcie potwierdził słowami, co mówiły jego czyny. Dla Merlina to było prawie jak usłyszeć od ukochanej kobiety, że ona go również kocha.
– Dobrze. – Artur uśmiechnął się lekko. – Chodźmy do domu. – Zwrócił się do kobiety, pochylił głowę i powiedział: – Dziękuje. Będę ci wdzięczny na wieki.
Opuścili dom. Kiedy podeszli do koni, Merlin odwiązał uzdy, a potem, nie mówiąc ani słowa, ukląkł przy siodle Artura, gotowy aby pomóc swojemu panu w dostaniu się na konia. Artur obserwował go, lekko zakłopotany, podczas gdy Merlin uśmiechał się wesoło.
– No dalej, Artur. Musimy jechać do domu.
Artur nic nie odpowiedział. Po prostu wsiadł na konia. Wkrótce jego sługa do niego dołączył i ich konie zaczęły kroczyć w stronę, z której tu przybyły. Przez kilka sekund obaj jeźdźcy milczeli, jakby nie mieli o czym rozmawiać. Potem Artur zwrócił się do Merlina i przerwać ciszę:
– Wiesz, to co powiedziałem wcześniej to prawda, ale…
– Powiem komuś i uczynisz z mojego życia piekło? Nie martw się, zatrzymam to dla siebie. – Merlin uśmiechnął się znów i spojrzał na otwartą przestrzeń przed nimi. – Doceniam twoją troskę i w ogóle, ale muszę przyznać, że jesteś przerażający, kiedy nie jesteś ćwokiem przez tak długi okres czasu.
– Osz ty… – Artur uderzył przyjaciela w potylicę.
Merlin zaczął się śmiać. Po nieudanej próbie pozostania poważnym, Artur również wybuchł śmiechem. I śmiali się tak razem w drodze do Camelotu. Wiedzieli, że kiedy się tam dostaną, wciąż będą panem ‘ćwokiem’ i sługą ‘idiotą’, ale wiedzieli też, że wieź między nimi wykraczała daleko poza relacje pan-sługa. Łączyła ich, ni mniej, ni więcej, ale prawdziwa przyjaźń, która zdarza się raz na całe życie. I za to Artur był wdzięczny.
Kategorie
Fantastyczny Kwiecień Miesiące z... Ze wspomnień fana

Ze wspomnień fana: Harry Potter

Advertisements

Pierwszy raz spotkałam się z Harry’m Potterem, kiedy to szłam z matką i młodszym bratem przez ulicę i zobaczyłam, że jakiś staruszek sprzedaje książki z chłopakiem w okularach, który lata a to na miotle, a to na gryfie, a to trzymając się czegoś czerwonego. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam okładkę Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego, myślałam, że akcja dzieje się gdzieś na Bliskim Wschodzie (zmyliły mnie te kolumny na tle fioletowego nieba… zresztą Azkaban też brzmiał jakoś tak arabsko). Później dowiedziałam się, o czym jest ta seria i poprosiłam mamę, aby kupiła mi pierwszy tom. Po jego przeczytaniu, było mi mało i wkrótce dostałam drugi, a niedługo potem trzeci i czekałam aż wyjdzie w Polsce Harry Potter i Czara Ognia.

Kategorie
Fanfiction Fantastyczny Kwiecień Miesiące z...

[FF:Przygody Merlina] Rzeczy, o których nie wiedziałem – część 4

Advertisements

Smok spojrzał na Gajusza.
– Zostaw nas samych.
Gajusz nic nie powiedział. Po prostu odwrócił się i zniknął w ciemnościach przejścia. Teraz w jaskini byli tylko smok i Artur. Książę był zdenerwowany, i to nie tylko dlatego, że czekał na odpowiedź smoka. Nie wiedział, co mogło się zaraz stać, czego powinien się spodziewać od istoty przed sobą. Oparł rękę na trzonku miecza – tak na wszelki wypadek. Wreszcie smok się odezwał:
– Najpierw musisz mi powiedzieć, dlaczego chcesz pomóc Merlinowi.
Zaskoczony Artur zamrugał. Oniemiał. Co powinien powiedzieć? Czy powinien wyznać obcemu – i do tego smokowi – rozważania, które przeszły mu przez myśl podczas tych niecałych trzech dni?
– To rzecz, która nie powinna cię obchodzić – odpowiedział w końcu.
– Chcę wiedzieć, dlaczego dziedzic Camelotu pragnie lekarstwa na chorobę swojego sługi. Chcę wiedzieć, dlaczego powinienem ci pomóc. Robisz to, bo Gajusz poprosił cie o to? A może to coś głębszego?
Artur spojrzał w dół. Nic nie odpowiedział.
– Rozumiem, dlaczego Merlin miałby to robić. Obowiązkiem sługi jest opieka nad jego panem.
– Ale nie jest jego obowiązkiem umierać za niego. – Oczy Artura świdrowały wściekle smoka. Potem jego wyraz twarzy złagodniał i chłopak znów spojrzał w dół. – A Merlin już raz prawie za mnie umarł.
– A więc robisz to, aby mu się odpłacić?
– Nie. Niezupełnie.
– Więc dlaczego? Im szybciej mi powiesz, tym szybciej ja powiem tobie, jak go uratować.
– Po prostu chcę, aby wszystko było z nim dobrze.
– Dlaczego?
Książę powoli podniósł wzrok. Smok mógł z łatwością wyczytać smutek w jego oczach. Te oczy błagały go, aby przestał pytać Artura. Przez chwilę smok nic nie mówił. Po prostu obserwował chłopaka przed sobą.
– Będziesz miał mnóstwo czasu, aby pomyśleć, dlaczego chcesz, aby wszystko było z nim dobrze. To ważniejsze, niż sobie wyobrażasz, młody Pendragonie. Teraz posłuchaj mnie uważnie.
– Tak więc powiesz mi jak wyleczyć Merlnia? – W jego oczach zalśniła nadzieja.
– Oczywiście, że tak. Aby pomóc swojemu słudze, będziesz musiał udać się w podróż. Niezbyt długą. Zajmie wam ona ledwie pół dnia na koniu.
– Gdzie będę musiał pojechać?
– W lesie, po drugiej stronie jeziora, żyje uzdrowicielka, która jest w stanie wyleczyć wiele chorób, w tym chorobę piersiową. Jednak jeśli chcesz uzdrowienia, jest kilka warunków, które powinieneś spełnić, młody Pendragonie.
– Jakie to warunki? – Głos Artura był spokojny.
– Przede wszystkim…
…ty i Merlin musicie udać się tam sami. Uzdrowicielka otworzy swoje drzwi tylko dwóm osobom…
Artur położył swoją torbę na grzbiecie konia i odwrócił się. Gajusz mówił coś do Merlina, a chłopak przytakiwał od czasu do czasu. W końcu medyk zakończył wykład i z lekkim uśmiechem uściskał swojego podopiecznego. Kiedy przerwali objęcia, Merlin również się rozpromienił i powoli podszedł do swojego konia. Gajusz szedł za nim i stanął przed Arturem. Książę wiedział, co on chciał powiedzieć, więc zbliżył się do Gajusza i szepnął:
– Będę go chronił z narażeniem życia. Obiecuję, że wróci do ciebie cały i zdrowy.
Gajusz popatrzył na niego ze zdumieniem, ale tylko przytaknął. Przemówił do obu chłopców:
– Proszę bądźcie ostrożni. Nie wiecie, co może was spotkać w tym lesie. Arturze – spojrzał jeszcze raz na księcia – pilnuj, aby było mu ciepło. Jeśli się zmęczy, zrób postój i pozwól mu odpocząć. A, i jeszcze nie zapomnij…
– Gajuszu, to tylko pół dnia – przerwał mu Merlin i uśmiechnął.
– Ale nie zapominaj, Merlinie, że powrót zajmie nam również pół dnia – odpowiedział Artur, poprawiając swoją torbę. Następnie zbliżył się do swojego sługi. – Poza tym, pamiętaj po co w ogóle tam idziemy. Długa podróż nie polepszy twojej kondycji.
Pożegnali się z Gajuszem i Artur pomógł Merlinowi wsiąść na konia. Dziwna rzecz. Zwykle było na odwrót. W ogóle podczas tych trzech dni Artur był tym, który służył Merlinowi – przynosił mu jedzenie, dawał koce, dotrzymywał towarzystwa. Może robił to z poczucia winy albo wewnętrznej potrzeby pomocy Merlinowi, ale nie obchodziło go to zbytnio.
Ponieważ wyruszyli przed świtem, było bardzo ciemno. Z rozkazu Artura pewien rycerz miał powiedzieć królowi, że książę wyruszył na jednodniowe polowanie. Gdyby jego ojciec poznał prawdę, próbowałby go powstrzymać przed wyruszeniem na długą wyprawę jedynie z chorym sługą u boku.
Wkrótce ujrzeli słońce wschodzące nieśpiesznie nad lasem. Obaj mężczyźni przez większość czasu nie rozmawiali ze sobą. Jedyne, co Artur mógł usłyszeć od swojego przyjaciela był jego nierówny oddech i kaszel od czasu do czasu. Czasem książę spoglądał za siebie, aby sprawdzić, co z Merlinem. Artur był bardzo zmartwiony, ale dla dobra Merlina starał się tego nie okazywać.
Sam Merlin był zagubiony. Artur przyszedł do niego późno w nocy i oświadczył, że wkrótce wyruszą w podróż do pewnej uzdrowicielki. Przez chwilę Merlin myślał, że Artur żartuje, ale on był poważny, niemal śmiertelnie poważny. Powiedział, że usłyszał o tej uzdrowicielce od wiarygodnego źródła, ale nie wyjaśnił, co to było za źródło. No a teraz byli tu – dwóch samotnych i cichych jeźdźców. Mag miał co do tego złe przeczucia. Kiedy Uther się dowie, że jego syn wyruszył w podróż tylko w towarzystwie osobistego sługi, będzie wściekły. Artur mógł chociaż wziąć ze sobą paru strażników. A co, jeśli ktoś albo coś ich zaatakuje?  Merlin nie wiedział, czy byłby w stanie użyć magii, kiedy miał problemy z oddychaniem i mógł rozkaszleć się podczas wypowiadania zaklęcia.
Ale najbardziej intrygujące w tej podróży było to, że Artur robił to wszystko dla niego. Merlin przyglądał się wciąż swojemu panu, rozmyślając cały czas o tej całej sytuacji. Pewnie, doświadczył już kilka razy troski Artura, ale podróż do jakiejś tajemniczej uzdrowicielki, narażanie się na niebezpieczeństwa czyhające w lesie było ponad pojęcie Merlina. W takich momentach Merlin był jednocześnie szczęśliwy, wiedząc, że ich relacje wykraczały znacznie ponad zwykły związek pan-sługa; i wściekły, bo – do cholery! – czemu Artur musiał pokazywać, że mu na nim zależało, tylko w takich sytuacjach jak zagrożenie życia?
Poza tym troskliwy Artur był jakby nie na miejscu.
…Następna rzecz: nie możecie jeść nic blisko jeziora…
Późnym rankiem Merlin nagle się odezwał.
– Arturze…
Książę odwrócił się do niego.
– Tak, Merlinie?
– Nie czuje się dobrze. I od kiedy opuściliśmy zamek, nie zjedliśmy zbyt dużo. Może zatrzymajmy się na chwilę.
Artur spojrzał na przestrzeń przed sobą. Z łatwością mógł dostrzec wodę na końcu długiej ścieżki biegnącej przez las. To było jezioro. Artur znał ten las bardzo dobrze i z całą pewnością on i Merlin zdołają tam szybko dotrzeć. Tak więc odwrócił się znów do Merlina i powiedział:
– Widzisz to? – Wskazał palcem jezioro. – Dojdziemy tam i zrobimy postój.
– Skoro tak mówisz…
Nad jeziorem obaj stanęli na ziemi i pozwolili swoim koniom napić się wody. Merlin usiadł i oparł się o drzewo. Zaburczało mu w brzuchu. Był rozpalony, zmęczony i głodny. Jedyne, czego pragnął, to coś do jedzenia i krótka drzemka. Jednak chciał też dostać się do tajemniczej uzdrowicielki i zostać wyleczonym, więc ten postój nie powinien trwać zbyt długo.
Nagle jego wzrok dostrzegł po jego lewej stronie jagody. Merlin uśmiechnął się i wyciągnął rękę, aby zebrać ich trochę, ale Artur zobaczył to i podbiegł do niego. Smok wyraził się jasno. Artur nie mógł pozwolić Merlinowi ich zjeść.
– Ty idioto! – krzyknął na Merlina, klękając przed nim i uderzając go w rękę.
– Co?
– Mamy własne zapasy, więc nie zjadaj wszystkiego, co leży na ziemi. Poczekaj tutaj.
Artur podbiegł do swojej torby i wyciągnął z niej dwa czarne chleby. Dał jeden Merlinowi i obaj mężczyźni zaczęli je powoli jeść. Przez chwilę Merlin obserwował wodę z melancholią w oczach. Wspomnienie jego pożegnania z Freyą stanęło przed nim i nagle nie był już aż taki głodny jak na początku. Jedynie dotyk ręki Artura na jego czole przywołał go z powrotem do rzeczywistości.
– Co? – zapytał lekko poirytowany Merlin.
– Nic. Sprawdzam tylko jak z twoją gorączką.
– I…?
– Nie jestem medykiem, ale wygląda na to, że trochę spadła.
Merlin chciał coś powiedzieć, ale nagły atak kaszlu mu to uniemożliwił. Jego płuca były jakby wysuszone i podrażnione od tak gwałtownego kaszlu, ale wkrótce poczuł też czyjeś ręce na swoich ramionach. Wiedział kto to i kiedy tylko atak ustał, Merlin spojrzał na zmartwioną twarz Artura.
– Przepraszam – wyszeptał książę, zabierając ręce z ramion Merlina. Potem popatrzył na ziemię. – Gdybym nie zmusił cię do pracy, kiedy zacząłeś się źle czuć, byłoby z tobą dobrze.
Merlin popatrzył na niego ze zdumieniem. Podejrzewał, że Artur czuł się winny, ale usłyszeć to od niego było raczej dziwnym doświadczeniem. Nie wiedział co powiedzieć. Artur, któremu zależało i który czuł się winny, przerażał Merlina coraz bardziej. Niezręczna cisza się przedłużała, gdy dwaj chłopcy jedli swój chleb. Kiedy skończyli swój posiłek, Artur wstał i powiedział:
– Powinniśmy już iść. Im szybciej dotrzemy do tej uzdrowicielki, tym szybciej zostaniesz uzdrowiony i wrócimy do domu.
Weszli na swoje konie i zaczęli okrążać brzeg jeziora. Zajęło im to trochę czasu, ale wkrótce znaleźli samotną, położoną na cyplu chałupę pokrytą strzechą. Obaj mężczyźni zeszli z koni (Artur znowu pomógł Merlinowi, ponieważ jego słudze kręciło się trochę w głowie) i przywiązali ich uzdy do gałęzi pobliskiego drzewa. Potem Merlin i Artur podeszli do drzwi małego domku i książę powoli zapukał.
…Ale najważniejszą rzeczą jest, abyś odpowiedział na wszystkie pytania, które zada ci uzdrowicielka. Młody Pendragonie, twój sługa nie zostanie wyleczony, zanim nie podasz szczerych odpowiedzi na wszystkie pytania uzdrowicielki. A jeśli spróbujesz skłamać, ona to wyczuje i nic nie osiągniesz. Pamiętaj o tym.
Drzwi się otworzyły i obaj mężczyźni ujrzeli starą, zgarbioną kobietę z białymi, ułożonymi w kok włosami. Była ubrana w długą, brązową tunikę, podobną do tej, którą zwykle nosił Gajusz. Jej małe, paciorkowate oczy miały kolor błękitnego nieba. Kiedy spojrzały na Artura i kobieta uśmiechnęła się w bardzo niepokojący sposób, książę miał co do niej bardzo złe przeczucia. Ale przyjął na twarzy swoją zwyczajną obojętność.
– Dobry wieczór, pani. Mam na imię Artur. Przyszedłem tutaj prosić o uzdrowienie.
– Nie wyglądasz na zbyt chorego, młodzieńcze.
– To nie dla mnie – odpowiedział i wskazał Merlina. – Mój sługa jest chory. Ma chorobę piersiową.
– Rozumem. –Przesunęła się na boku i odpowiedziała: – Wchodźcie. Oczekiwałam was.
Kategorie
Fanfiction Fantastyczny Kwiecień Miesiące z...

[FF: Przygody Merlina] Rzeczy, o których nie wiedziałem – część 3

Advertisements

– Proszę, proszę, a któż to tutaj przybył… – powiedział smok, spoglądając na małą postać Gajusza tuż przed sobą. – Spodziewałem się kogoś innego.
– Merlin jest chory – odparł Gajusz. – Ma chorobę piersiową i jego stan nie poprawił się od dwóch dni. Co więcej, wygląda na to, że się pogarsza. Moje lekarstwa są bezużyteczne.
– A więc przyszedłeś tutaj, aby poprosić mnie o pomoc? – zapytał smok.
– Tak. – Medyk podniósł wzrok. – Wiem, że to nie magia, ale może znasz sposób, aby to wyleczyć.
– Tak, znam. Ale nie mogę ci powiedzieć.
Zaskoczony Gajusz wytrzeszczył oczy.
– Więc pozwolisz Merlinowi umrzeć?!
Smok pochylił nad nim głowę.
– Nie, Gajuszu. Twój drogi podopieczny jest ważny również dla mnie. Merlin nie może umrzeć, zanim nie wypełni swojego przeznaczenia. Tak jak wspomniałem wcześniej, spodziewałem się kogoś innego i tylko ta osoba dowie się o tym, jak uzdrowić Merlina.
– Kto to jest? Kim jest osoba, której oczekiwałeś? – spytał spokojnie Gajusz.
Smok zaśmiał się po cichu.
– Cóż, to bardzo ważna osoba. Powiedziałbym nawet: królewski gość.
Gajusz podniósł brwi.
– Uther? Ale on tutaj nie przyjdzie. Nie dla sługi.
– Nie mówię o Utherze. Nie udawaj, że nie wiesz, kogo mam na myśli.
Wtedy Gajusz sobie coś uświadomił i jego oczy rozszerzyły się.
– Artur – wyszeptał. Jego wzrok powędrował na podłogę. – Ale on też nie przyjdzie.
– Ci dwaj to dwie strony tej samej monety, Gajuszu.
Wyraz twarzy Gajusza zmienił się i teraz zamiast zaskoczenia wyrażała ona złość.
– To wina Artura, że Merlin jest chory! Pozwolił mu pracować, chociaż Merlin zaczął kasłać! Dla niego Merlin jest tylko sługą!
– Myślisz tak, bo powoduje tobą żal. Nie pamiętasz, że Artur ryzykował własne życie, aby zdobyć kwiat morteusa? Sam wtedy powiedziałeś, że Artur jest człowiekiem honoru.
– Ale…
– Artur potrzebuje Merlina. A Merlin potrzebuje Artura. Dokonają wielkich rzeczy, ale tylko razem. Właśnie dlatego tym razem tym, który musi tutaj przybyć, jest Artur. Tym razem to Artur jest tym, który uratuje Merlina.
– Jak?
– Pozostaw to jemu. Twoim zadaniem jest tylko sprawić, aby tutaj przyszedł.
– Rozumiem. Jeśli nie ma innego wyjścia… – Gajusz odwrócił się do wyjścia. – Do widzenia, smoku.
Opuszczając jaskinię, Gajusz był zakłopotany. Wiele myśli kłębiło się w jego głowie, wywołując w nim strach. Musiał przekonać Artura, aby przyszedł do jaskini smoka, ale nie wiedział jak. Artur mógł nie uwierzyć, że miał tam przyjść. Poza tym, jeśli Gajusz powie mu od razu, że smok chce się z nim widzieć, książę może nabrać podejrzeń. Tak więc przez całą drogę do swojego domu, medyk zastanawiał się nad jakimś dobrym planem.
Był późny wieczór. Artur położył przed Merlinem miskę z gorącym gulaszem. Chłopak zanurzył łyżkę w gęstej, jasnobrązowej cieczy, włożył ją do buzi i powoli przeżuł.
– Wiesz, co mi to przypomina? Tę zupę ze szczura, którą kiedyś dla mnie zrobiłeś. – Artur rozpromienił się.
Merlin z uśmiechem spojrzał na niego, nadal przeżuwając. Ale zaraz potem spoważniał.
– Co się stało? – zapytał zmartwiony Artur. Merlin zachichotał.
– Nic. Przypomniało mi się, co było potem, w Labiryncie Gedref.
Oczy Artura rozszerzyły się, kiedy wspomnienia z ostatniej próby Anhory stanęły przed nim – obraz Merlina siedzącego naprzeciw niego i obraz dwóch kielichów. Jeden kielich jest zatruty, jeden nie. Obaj chłopcy próbują wykombinować, co zrobić. Jeśli nie przejdą tej próby, Camelot będzie stracony. Niezwykłe jest to, że obaj są gotowi wypić truciznę, aby uratować tego drugiego. Po paru sekundach głębokiego namysłu Merlin ma pomysł, aby przelać wszystko do jednego naczynia. Nagle Artur odwraca jego uwagę, przelewa ciecz do swojego kielicha. Zanim Merlin jest w stanie zrobić cokolwiek, aby go powstrzymać, książę trzyma zatruty puchar i uśmiecha się triumfalnie. Sługa stara się powstrzymać swojego pana, ale Artur go nie słucha, po prostu wypija truciznę jednym szybkim ruchem. Wygląda na to, że jego los jest przypieczętowany. Wkrótce opada na ziemię i ogarnia go ciemność, podczas gdy przerażony Merlin pochyla się nad nim.
Teraz, kiedy byli już bezpieczni, Merlin podniósł swój smutny wzrok na Artura. Obaj nie zauważyli tego, jak drzwi się lekko uchylają i jedno oko Gajusza zagłada do środka, aby przyjrzeć się dwóm chłopcom.
– Wciąż nie wiem, dlaczego to zrobiłeś. Dlaczego wypiłeś tę truciznę w Labiryncie Gedref?
– Nie mogłem zrobić nic innego, Merlinie. – Artur się uśmiechnął. – Ta klątwa była moją winą, więc było jasne, że to ja musiałem ponieść za nią odpowiedzialność. – Jego oczy posmutniały, kiedy spojrzał na Merlina. – I nie mogłem pozwolić ci umrzeć.
– Dlaczego? – dopytywał się wciąż Merlin.
To była dobra sposobność, aby powiedzieć Merlinowi, co Artur o nim myślał. Ale książę nie mógł tego wymówić. Nie mógł tego z siebie wyrzucić, nawet gdy wzrok Merlina stawał się coraz bardziej intensywny i zniecierpliwiony. Artur spojrzał na swojego sługę. Ponieważ cię potrzebuję, Merlinie… Ponieważ jesteś moim przyjacielem… Ponieważ  jesteś dla mnie tak ważny, że z radością bym za ciebie umarł… Miał te słowa na myśli, ale nie był w stanie wymówić ich na głos, nawet jeśli bardzo tego chciał.
Nagle kolejny atak kaszlu przerwał ciszę. Artur położył rękę na ramieniu Merlina, zanim jego sługa przestał kaszleć. Książę przysunął miskę z gulaszem bliżej Merlina.
– Lepiej to zjedz – powiedział, prawie wyszeptał. – Potem pójdziesz spać. Musisz odpocząć.
– Tak jest, panie – odparł Merlin, salutując żartobliwie. Artur cieszył się, widząc go wesołego.
Gajusz mógł wyczuć troskę w głosie księcia. Kiedy medyk wracał do swojego domu, miał czas na głębszą refleksję na tą całą sprawą z Arturem. Gniew Gajusza na księcia powoli ulatniał się, kiedy myślał o zachowaniach Artura względem Merlina. Czasem Artur brał odpowiedzialność zamiast swego sługi i stawiał czoła Utherowi. Artur pomógł Merlinowi obronić Ealdor, przeciwstawił się swojemu ojcu, aby zdobyć morteusa, pozwolił Merlinowi zobaczyć się z przebywającym w więzieniu Gajuszem, kiedy mężczyzna był oskarżony o czary. I do tego jeszcze ta historia z Labiryntem Gedref…
Poza tym podczas tych dwóch dni Artur praktycznie mieszkał tutaj. Przychodził rano ze śniadaniem, rozmawiał z Merlinem i pytał od czasu do czasu, czy chłopak czegoś potrzebował. Opuszczał dom Gajusza, kiedy był wzywany przez króla, musiał trenować rycerzy albo przynieść coś z kuchni; albo kiedy było tak ciemno, że on lub Merlin musieli iść spać.
Artur potrzebuje Merlina. A Merlin potrzebuje Artura… – słowa smoka wybrzmiały w głowie medyka.
A teraz, kiedy Gajusz przysłuchiwał się rozmowie dwóch chłopców i kiedy usłyszał pytanie Merlina, czekał na odpowiedź Artura. Nie padła, ale Gajusz jakoś wiedział, co Artur chciał powiedzieć. Być może jednak Artur troszczył się o Merilna? Może Merlin rzeczywiście nie był dla niego tylko sługą?
Merlin skończył gulasz. Gajusz otworzył drzwi i obaj chłopcy spojrzeli na niego.
– Wybacz, mój panie, ale Merlin musi już iść spać – powiedział Gajusz.
– Oczywiście. – Artur wstał i odwrócił się do Merlina. – Do widzenia jutro.
– Będę czekał. Dobranoc, Arturze. Dobranoc, Gajuszu.
Merlin poszedł do swojego pokoju, podczas gdy Artur opuścił dom. Gajusz poszedł za nim i kiedy książę skierował się do zamku, medyk złapał jego ramię i zatrzymał go. Zakłopotany Artur popatrzył na niego.
– Wybacz, panie, ale jest ktoś, kto naprawdę musi się z tobą spotkać.
– Ten ktoś może zaczekać do jutra i poprosić o audiencję.
Gajusz wiedział, że Artur coś podejrzewał, i starzec nie dziwił mu się. Też byłby ostrożny. Ale medyk wiedział również, że nie miał zbyt wiele czasu. Smok wyjawi sposób na uzdrowienie Merlina Arturowi i tylko Arturowi.
– Ta osoba jest w posiadaniu pewnych informacji, ale podzieli się z nimi tylko z tobą, mój panie. Jeżeli mi nie ufasz, może zawołać kogoś na pomoc.
– Nie, ufam ci – powiedział Artur. Potem dodał z uśmiechem, opierając rękę na trzonku miecza: – Poza tym mam przyjaciela w swojej pochewce.
Gajusz się uśmiechnął.
– W takim razie, chodźmy.
Przez całą drogę do więzienia smoka, nie odzywali się do siebie. Artur posłusznie szedł za Gajuszem, nawet jeśli niebawem poczuł się zakłopotany faktem, że szli prosto do lochów. Więc osoba, o której mówił Gajusz była więźniem? Niedobrze. Lecz wkrótce starzec zszedł głębiej, do podziemi, tam gdzie był… Artur wiele razy myślał o tym, aby zapytać swojego przewodnika, kto właściwie na niego czekał, jednak coś kazało mu po prostu iść za Gajuszem i samemu sprawdzić.
I dotarli tam. Artur mógł ujrzeć tuż przed sobą Wielkiego Smoka, jedynego smoka żyjącego na tym świecie. Stworzenie spojrzało na niego tymi małymi, żółtymi oczami i pochyliło się nad chłopcem, jakby chciało mu się lepiej przyjrzeć. Artur mógł poczuć oddech smoka, kiedy ciepła, cuchnąca bryza doszła do niego z wielkich nozdrzy. Nagle smok cofnął głowę i w końcu się odezwał:
– Witaj, Arturze Pendragonie. Czekałem na ciebie.
Pierwszą myślą, jaka przeszła przez głowę księcia było to, że został zdradzony, że z powodu Merlina Gajusz przyprowadził go tu na śmierć. Artur musiał coś zrobić, bo inaczej zginie. Najpierw chciał uciec, ale Gajusz całym ciałem zatarasował mu przejście.
– Mój panie, proszę, wysłuchaj go. On zna sposób na uzdrowienie Merlina, ale powie to tylko tobie.
Artur spojrzał jeszcze raz na potwora za sobą. Przez chwilę się wahał, ale potem odwrócił się całkowicie do smoka.
– Dlaczego powinienem ci ufać? Mój ojciec wybił wszystkich twoim pobratymców. Masz powód, aby mnie zabić albo oszukać.
– Uwierz mi, młody Pendragonie, nie mam zamiaru cię zabić, zresztą to by mi nie dało żadnego zysku. Więcej, chcę pomóc twojemu słudze. Możesz mnie wysłuchać i odkryć sposób na uratowanie go albo po prostu odejść i pozwolić mu umrzeć.
Artur milczał przez chwilę. Przed oczami stanęło mu wspomnienie kaszlącego Merlina. Zacisnął uścisk na rękojeści miecza i odwrócił się do Gajsuza. Książę chciał zadać medykowi pytanie, ale starzec od razu zrozumiał o co chciał zapytać.
– Stan Merlina się nie poprawia, mój panie. Wykorzystałem całą swoją medyczną wiedzę, ale to na nic. Teraz smok jest jego jedyną szansą. Ty jesteś jego jedyną szansą. Błagam cię, panie: zrób to dla niego.
Jego spojrzenie było takie smutne i szczere… Artur mógł dojrzeć w nich desperację. Desperację starego człowieka, który chciał chronić swojego przybranego syna. I nagle sam książę był zdeterminowany, aby zrobić wszystko, by uratować Merlina. Nawet jeśli to oznaczało zabicie jakiegoś paskudnego stwora albo wdrapanie się na najwyższy szczyt, Artur był gotów uratować życie swojego służącego. Tak więc odwrócił się do smoka i powiedział zdecydowanie:
– Słucham uważnie.
Kategorie
Fantastyczny Kwiecień Miesiące z... Podręcznik fanfikowca

Podręcznik fanfikowcza cz. 7 – Stworzenia fantastyczne w fanfikach

Advertisements

W zasadzie ta część Podręcznika fanfikowca obejmuje szerszy zakres twórczości fanowskiej. Temat, który dzisiaj omawiamy, można rozpatrywać pod kątem estetyki fanartów, jak również – symboliki, bo też wiele motywów pojawiających się w fanfikach z aniołami, wróżkami, wampirami i innymi istotami nie z tego świata, można odnaleźć w literaturze, filmach i serialach, które także wykorzystują tego rodzaju stworzenia. Niektóre fanfiki i fanarty pojawiają się w okresie październik-listopad, kiedy to świat anglosaski szykuje się do obchodów Wigilii Wszystkich Świętych, bo fani czują potrzebę napisania czegoś z dreszczykiem na Halloween.