Osiem najlepszych (według mnie) odcinków Kaczych Opowieści 217

Trzy tygodnie temu wyemitowano ostatni odcinek rebootu Kaczych Opowieści. Był to niewątpliwie jeden z najlepszych seriali animowanych Disneya ostatnich lat, nie mówiąc już o tym, że twórcy nie tylko odświeżyli kilka postaci z oryginalnych Kaczych Opowieści, ale też wprowadzili do serialu postaci znane z komiksów.

Od kiedy dowiedziałam się, że trzeci sezon rebootu będzie ostatnim, nosiłam się z zamiarem napisania listy jego najlepszych odcinków… z tym, że jest to lista podobna do tej o najlepszych odcinkach Gotham i Nowych przygód Lucky Luke’a – podszyta trochę moimi subiektywnymi odczuciami (zwłaszcza że większość ludzi pewnie i tak wstawiłaby do takiej listy Whatever Happened to Della Duck, a mnie ten odcinek mało interesował).

Zasada jest prosta: jeśli lubię wracać do danego odcinka, bo swego czasu mnie zachwycił fabułą bardziej od innych, trafia na tę listę. I od razu pewnie zdziwiło Was jednak, że jest tylko osiem pozycji. No cóż pierwotnie chciałam wstawić The Depths of Cousing Fethry! oraz finałowy odcinek serialu, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że pierwszy nie porwał mnie tak jak pozostałe, a drugi najlepiej oglądać jak ma się za sobą wszystkie trzy sezony (ja zaś chcę Was zainteresować kreskówką). Na tej liście nie ma też Last Christmas!, bo omawiałam je w grudniu.

Nie przedłużając, oto osiem najciekawszych (według mnie) odcinków rebootu Kaczych Opowieści!

Czytaj dalej „Osiem najlepszych (według mnie) odcinków Kaczych Opowieści 217”

Siedem seriali, które chciałabym, aby były kontynuowane

Nadeszły moje urodziny, toteż czas na urodzinowy ranking!

Na pewno każdy ma jakiś serial, który został przedwcześnie anulowany albo zakończony w niesatysfakcjonujący sposób… albo którego po prostu chciałoby się więcej, ale los i wytwórnia zadecydowały inaczej.

Pomyślałam, że mogłabym w tym roku opowiedzieć Wam o tym, jakich serii przedwczesną anulację opłakuję i co chciałabym w nich zobaczyć.

Niektóre z nich już trochę znacie, o innych kiedyś coś napomknęłam, ale nie rozwodziłam się nad nimi na blogu. Postaram się też nie spoilerować, w razie gdybyście chcieli zapoznać się bardziej z co poniektórymi seriami. Przy czym nie upieram się, aby takie kontynuacje powstały (bo równie dobrze wyszłoby na to, że twórcy by coś spaprali), ale po prostu myślę, że bym nimi nie pogardziła.

Czytaj dalej „Siedem seriali, które chciałabym, aby były kontynuowane”

Sześć świątecznych speciali, które polecam

Ach, święta… najbardziej magiczny okres w roku. Na tę magię składa się wiele czynników, a jednym z nich są okolicznościowe filmy i odcinki seriali, które opowiadają o tym jaki to ten czas okołobożonarodzeniowy jest niesamowity; i, w mniejszym lub większym stopniu, wprawiają nas w świąteczny nastrój.

Już kilka razy opowiadałam Wam o filmach, które lubię sobie obejrzeć w okresie Bożego Narodzenia, ale pomyślałam, że przygotuję listę odcinków świątecznych, które uważam za najciekawsze – z powodu formy, treści i zabawy świątecznymi motywami. Zastanawiałam się nawet czy by nie zwiększyć tradycyjnej dziesiątki do dwunastki (no bo wiecie – Twelve Days of Christmas i te sprawy), ale doszłam do wniosku, że byłoby to trochę wymuszone. Niemniej jednak w pewnym sensie jest to też nawiązanie do zeszłorocznej listy halloweenowych speciali.

Czytaj dalej „Sześć świątecznych speciali, które polecam”

Krótka notka o pierwszym odcinku „Star Trek: Lower Decks”

Może o tym nie wiecie, ale mój tata jest wojskowym w stanie spoczynku. Za każdym razem, kiedy zdarza nam się obejrzeć razem jakiś odcinek oryginalnego Star Treka (czy choćby wspominam tę serię), mój staruszek rozwodzi się nad tym jak bardzo nie ma sensu to, że Kirk – dysponując obszerną załogą – zawsze wybiera się zbadać jakąś dziką planetę osobiście wraz z pierwszym oficerem, naczelnym oficerem medycznym, naczelnym inżynierem i, być może, jakąś Czerwoną Koszulą, zamiast wysłać kogoś niższego rangą i mniej ważnego dla funkcjonowania statku. Rozumiejąc w pełni logikę za tym rozumowaniem, już dawno doszłam do wniosku, że powinien powstać serial Star Treka, w którym głównymi bohaterami byliby właśnie ci biedni, niżsi rangą chorąży, a kapitan i kadra oficerska pełniliby, w najlepszym razie, role wspierające. (Koncept ten jest o tyle ciekawy, że Następne Pokolenie miało jeden całkiem sympatyczny odcinek właśnie skupiający się na „niższych pokładach” i do dzisiaj uważany jest on za dość dobry.)

No więc jakaż była moja radość, kiedy dowiedziałam się, że poza Picardem w przygotowaniu jest jeszcze inny nowy serial ze startrekowego uniwersum; serial, który właśnie zasadzałby się na tym, że protagonistami są zwykli chorąży i który nosi tytuł Star Trek: Lower Decks. Od razu wiedziałam, na jaką nową serię w uniwersum Star Treka będę czekać najbardziej.

Niemniej jednak wieść o tym, że serial ten będzie animowany, trochę mnie zaskoczył, ponieważ ostatnio Star Trek brał się za animację w 1973 i ta próba raczej wspominana jest średnio. Poza tym zarówno kreska, jak i to, że za serię weźmie się Mike McMahan, który współtworzył Ricka i Morty’ego, świadczyły o tym, że ten Star Trek będzie miał nieco lżejszą i nieco bardziej „niegrzeczną” formę od swoich poprzedników. Potem wyszedł pierwszy trailer i cóż, większości fanom nie podobał się humor „dorosłej animacji”, której ostatnio pełno.

Mnie też trailer nie przypadł do gustu, również dlatego, że nie śmieszyły mnie zawarte w nim żarty (to jednak nie był poziom Ricka i Morty’ego), niemniej jednak postanowiłam najpierw zobaczyć, jak cały koncept będzie wyglądać w pilocie.

No więc jak to wyszło?

Czytaj dalej „Krótka notka o pierwszym odcinku „Star Trek: Lower Decks””

Artykuł: Najbardziej ikoniczny czarny charakter Hanny Barbery… i jego pies

Niedawno miał swoją premierę najnowszy film ze Scooby’m Doo – Scoob! – który z jednej strony stanowił origin story gangu Scooby’ego, a z drugiej widać było, że Warner Brothers próbował nim rozpocząć kolejne łączone filmowe uniwersum, tym razem z postaciami z kreskówek Hanny Barbery. Jednocześnie film miał jednak trochę serducha, zwłaszcza jeśli chodzi o relacje między Scooby’m i Kudłatym. Właściwie to właśnie ta przyjaźń między chłopcem a jego psem jest punktem wyjścia tej historii i Scooby’emu i Kudłatemu przeciwstawione są dwie pary „chłopców i ich psów” z wytwórni Hanny Barbery. Pierwszą parą jest superbohater Blue Falcon i jego partner, cybernetyczny pies Dynomutt, a drugą – Dick Dastardly i jego partner w zbrodni, Muttley.

I też właśnie Dick Dastardly wydaje się być w Scoobie! największym zaskoczeniem. Po pierwsze dlatego, że Scooby Doo i jego gang nigdy wcześniej nie walczyli z Dastardly’m i Muttley’m (co najwyżej Scooby brał udział w Laff-A-Limpics, stając przeciwko ich substytutom). Po drugie – Dick Dastardly jest w tym filmie nadzwyczaj kompetentny, biorąc pod uwagę to, że przez lata należał on do tego typu czarnych charakterów, którego niecne plany mściły się na nim boleśnie ku uciesze (i sympatii) widza. Po trzecie wreszcie – naczelną motywacją Dastadly’ego było nie tyle zdobycie wielkiego bogactwa spoczywającego w greckich Podziemiach, co uratowanie uwięzionego w nich Muttley’a. To właśnie ten ostatni punkt zwrócił moją uwagę najbardziej, ponieważ wychowawszy się na Odlotowych wyścigach i Dastardly’m i Muttley’u, nie myślałam, że mogłoby mu zależeć na swoim psim kompanie, a jednak ich relacja przedstawiona została bardzo wiarygodnie.

Czując pewien niedosyt, postanowiłam przypomnieć sobie Odlotowe wyścigi oraz Dastardly’ego i Muttley’a, a także zapoznać się z innymi kreskówkami Hanny Barbery, w których Dick Dastardly i jego psi kompan grają jakieś większe role. Przy okazji miałam okazję przyjrzeć się temu, jak relacje między Dastardly’m i Muttley’m się rozwijały od lat sześćdziesiątych XX wieku, aż do czasów współczesnych; oraz odkryć te postacie na nowo.

Czytaj dalej „Artykuł: Najbardziej ikoniczny czarny charakter Hanny Barbery… i jego pies”