Kategorie
Czerwiec z Supermanem Miesiące z...

Czerwiec z Supermanem – Zakończenie

Advertisements

Osiemdziesiąt lat.

Osiemdziesiąt lat rozwoju postaci. Osiemdziesiąt lat wpływania na kulturę amerykańską. Osiemdziesiąt lat kształtowania historii komiksów.

Trudno sobie wyobrazić popkulturę bez Supermana, zważywszy na to, że jest to jedna z tych nielicznych postaci, które pojawiają się, zapoczątkowują nowy gatunek literacki i zmieniają świat. Każdy następny superbohater zapewne nie powstałby, gdyby nie Superman, stworzony dawno temu przez Joe Shustera i Jerry’ego Siegela. Nie mielibyśmy obecnego zasypu filmów i seriali o superbohaterach, gdyby nie przerobione na krótki komiks stripy o supersilnym facecie w rajtuzach, który skacze wysoko i obija mordy przestępcom. Tyle fantastycznych historii nie zostałoby opowiedzianych, gdyby National Comics nie zainteresowało się konceptem Supermana i nie postanowiło wydać jego przygód w pierwszym numerze Action Comics.

Nadczłowiek Jutra. Ostatni Syn Kryptonu. Człowiek ze Stali.

Clark Kent.

Superman.

To wręcz niesamowite jak długą drogę przeszedł.

Zaczęliśmy Czerwiec z Supermanem od filmu Linkary o pierwszym komiksie z Człowiekiem ze Stali. Postanowiłam, że powinniśmy zakończyć obchody osiemdziesiątej rocznicy powstania Supermana krótką animacją zrobioną specjalnie na tę okazję.

Mam nadzieję, że ten miesiąc był dla Was wyjątkowy, tak jak był on wyjątkowy dla mnie. Cieszę się, że mogłam z Wami świętować tę jakże ważną rocznicę.

Kategorie
Artykuły popkulturowe Czerwiec z Supermanem Miesiące z... Superbohaterowie

Czerwiec z Supermanem – Artykuł: Człowieczeństwo Człowieka ze Stali

Advertisements

Dawno, dawno temu, jeszcze kiedy stawiałam swoje pierwsze kroki na blogu, napisałam artykuł W obronie Kapitana Ameryki, czyli dlaczego nie lubimy postaci praworządnych, w którym to artykule próbowałam odpowiedzieć na zadaną tezę w pięciu punktach. Pierwszy z tych punktów głosił, że „postaci praworządne dobre irytują nas, bo czasem przypominają bardzo Mary Sue. Wydają się być bez skazy – nigdy nie kłamią, nigdy się nie boją, zawsze się kontrolują, nie mają fatalnych wad, nie można ich przekupić… Jednym słowem – są w swojej cnocie odrealnieni, przypominają bardziej ideał, do którego trzeba dążyć, niż rzeczywistego człowieka.”

I otóż w tym roku obchodzimy osiemdziesiątą rocznicę powstania Supermana. Obecnie żyjemy w czasach, kiedy bliżej nam do Batmana i kiedy wielu fanów przeciwstawia Batmana Supermanowi, aby pokazać wyższość człowieka nad nadludzką istotą. Ponadto sama sytuacja Supermana jako postaci wydaje się być obca i trudno się z nim utożsamiać. Superman jest ostatnim członkiem swojej rasy, a jednocześnie kimś, kto jest prawie niezwyciężony i ma niezachwiane zasady moralne. Z pozoru nie jest ludzki, więc nie przeżywa tych samych rozterek ani nie ma tych samych bolączek, co my.

To jest, oczywiście, błąd.

Superman jest człowiekiem z wyboru. Może nie krwawić, może i lata i jest potężny, ale to nie znaczy, że nie ma żadnych słabości, że nie targają nim wątpliwości i że nie odczuwa smutku albo bezsilności. Co więcej, jego sytuacja życiowa uniemożliwia mu doświadczenie pewnych rzeczy, jednakże otwiera go na inne, niemniej dramatyczne. Ludzie mają zwyczaj dehumanizacji Supermana, dlatego ostatni tekst na Czerwiec z Supermanem poświęcony jest człowieczeństwu Człowieka ze Stali.

Kategorie
Czerwiec z Supermanem Miesiące z...

Czerwiec z Supermanem – Superman w muzyce

Advertisements

Jest naprawdę, naprawdę sporo piosenek, które nawet jeśli nie są o Supermanie, per se, to chociaż jakoś do niego nawiązują. Co więcej – jeśli przyjrzymy się piosenkom o Człowieku ze Stali, można zauważyć, że obrazują one w pewien sposób jak Superman był i nadal jest postrzegany. Wystarczy porównać radosne i lekkie utwory lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych z tymi tworzonymi na początku lat dwutysięcznych i obecnie.
W tej notce postaram się omówić kilka ciekawszych (moim skromnym zdaniem) piosenek.

Jeszcze będę o tym mówić w nadchodzącym artykule, ale Superman funkcjonuje w naszej kulturze poniekąd jako metafora ideału człowieka – kogoś, kto może podołać każdemu wyzwaniu albo jest spełnieniem marzeń (zwłaszcza kobiet). I poniekąd piosenki o Supermanie odnoszą się do jego symboliki w ten czy inny sposób.
I też pierwsza w historii piosenka o Supermanie – Sunshine Superman z 1968 roku, autorstwa niejakiego Donovana – właściwie nie ma z Supermanem za wiele wspólnego. Ot, chłopak po prostu mówi dziewczynie, że ją zdobędzie i że „Superman czy Zielona Latarnia nie mają nic na niego”. Więc chyba właściwie się chwali, że jest lepszy od obu tych superbohaterów i że ma w sobie tyle czaru osobistego, aby podbić serce dziewczyny swoich marzeń. Do Sunshine Superman zresztą nawiązał Grant Morrison, tworząc właśnie postać Sunshine Supermana, który był Afroamerykaninem i należał do tak zwanego Love Syndicate, opartego o kulturę hipisowską z lat sześćdziesiątych.
Nieco lepszym przykładem jest, być może, Don’t mess around with Jim Jima Croce. Piosenka jest o twardym, wielkim, acz niezbyt bystrym facecie z czterdziestej drugiej ulicy, z którym nikt nie śmie zadzierać, bo byłoby to taka sama głupota, co „ciągnięcie za pelerynę Supermana”, „plucie pod wiatr” i „ściąganie maski Samotnemu Jeźdźcowi”. I te wszystkie porównania malują nam obraz tytułowego Jima, którego wkurzanie jest wręcz aktem samobójczym. No bo co się stanie jak pociągniesz za pelerynę Supermana? Prawdopodobnie zdarzą się dwie rzeczy: albo Superman się od ciebie uwolni jednym ciosem, albo nie poczuje twojego ciężaru i wzniesie się do góry, a ty wraz z nim – tak czy siak, przekonasz się, że nie przemyślałeś dobrze swojego planu…

Rzecz w tym, że potem Jim natrafia na godnego przeciwnika i ginie w pojedynku. I wtedy to właśnie o jego pogromcy mówi się, że nie zadziera się z nim tak samo, jak nie ciągnie się za pelerynę Supermana. Morał jest więc taki, że chwała jest ulotna.

Z czasem piosenki o Supermanie stawały się coraz bardziej melancholijne. I tak, na przykład, mamy Superman song zespołu Crash Test Dummies. Jakby samo wykonanie nie było dość dosadne, to teledysk nie pozostawia złudzeń – ten utwór to mowa pożegnalna na pogrzebie Supermana (co jest jeszcze o tyle ciekawe, że singiel wyszedł rok przed komiksową śmiercią Człowieka ze Stali). Ten, kto tę mowę wygłasza, z jednej strony wychwala jego poświęcenie i stawia go ponad Tarzana, który całe życie przesiedział w dżungli, izolując się od społeczeństwa; a z drugiej strony ubolewa nad tym, co sam Clark Kent przeżył, nad tym, z czym się musiał zmagać, a przede wszystkim nad tym, że już nie żyje i być może drugi taki się nigdy nie trafi. Padają tam zresztą takie słowa: „Czasem, kiedy Sup powstrzymywał zbrodnię,/Założę się, że kusiło go, aby/Odwrócić się od ludzi, dołączyć do Tarzana/W dżungli.”

Nieco bardziej nad angstem Supermana rozwodzi się zespół Five For Fighting w Superman (It’s Not Easy). Ta piosenka porusza temat dehumanizacji Supermana, który jest czymś więcej niż ładną buzią; który chciałby móc zapłakać za utraconą planetą; który wciąż ma uczucia. „Nawet bohaterowie mają prawo krwawić (…), Nawet bohaterowie mają prawo marzyć”. Można tę piosenkę rozumieć szerzej i powiedzieć, że owym Supermanem jest ktoś, na kogo ludzie spoglądają z podziwem i od kogo oczekują bardzo wiele.

Pozostańmy jeszcze przy Supermanie jako metaforze. Wokalista i bębniarz Three Doors Down, Brad Arnold, napisał kiedyś w liceum piosenkę pod tytułem Kryptonite. Pierwotnie była ona o tym, że niełatwo jest być z kimś na dobre i na złe… jednakże autor miał na myśli coś innego niż może się ludziom wydawać. Z jednej strony Arnold zadaje pytanie: „Jeśli oszaleję, czy nadal będziesz nazywać mnie Supermanem?”… ale z drugiej strony pyta też: „Czy jeśli będę cały i zdrowy, nadal będziesz trzymać mnie za rękę?” Bo widzicie, Kryptonite nie jest o tym, że trudno być z kimś, jak ten ktoś ma się źle; trudno jest być właśnie z kimś, kto odnosi sukcesy, bo wtedy do głosu może dojść zazdrość. A właściwie można też powiedzieć, że zarówno zdrowie, jak i choroba mogą być trudne dla związku.

A skoro już jesteśmy przy kryptonicie, Supermanie i związkach, to Spin Doctors swego czasu napisali piosenkę o… Jimmy’m Olsenie. Jimmy Olsen’s Blues, znane też jako Pocket Full of Kryptonite, opowiada o tym, jak młody przyjaciel Supermana, zakochany jest w Lois Lane i chciałby zacząć z nią chodzić, ale ona marzy tylko o Supermanie. Na szczęście Jimmy ma przy sobie kryptonit…

Taa, Jimmy Olsen jest w tej piosence raczej typem, który jest gotów zrobić krzywdę rywalowi, aby zdobyć dziewczynę (a i jego obsesja na jej punkcie jest niezdrowa). W teledysku to trochę złagodzili, bo choć Jimmy kupuje od Lexa Luthora kryptonit i zmusza Człowieka ze Stali do opuszczenia Metropolis, później zostaje przez niego uratowany i wyrzuca kryptonit do wody.

Tak czy inaczej Jimmy Olsen’s Blues był tak popularny, że później przez wiele lat Jimmy Olsen nosił w komiksach koszulki Spin Doctors.

Mamy też utwór niejakiego Chrisa Daughtry’ego – Waiting for Superman – który wydaje się być, do pewnego stopnia, o kobiecie czekającej na swojego Supermana, który uratuje ją przed nią samą. Ten Superman się spóźnia i kobieta próbuje go usprawiedliwić, mówiąc, że pewnie utknął w pralni z peleryną albo zatrzymała go nagła interwencja. Teledysk zaś przedstawia nam człowieka, który chodzi po mieście, wciąż kogoś ratuje, a i tak przez dłuższy czas nikt mu nie dziękuje, więcej – wszyscy na niego krzyczą. Od czasu do czasu pokazywana jest dziewczyna, nad którą znęcają się rówieśnicy, i kulminacją teledysku jest właśnie to, że tajemniczy wybawca przybywa, odgania jej prześladowców i zabiera ją do domu. I tym razem zostaje doceniony.

Ale jak dotąd najlepszą piosenką o Supermanie jaką znalazłam, to No One Likes Superman Anymore zespołu I Fight Dragons.

Pochodzi z 2009 roku, czyli z czasów, kiedy w kinach triumfował Mroczny Rycerz Nolana. A jak pamiętamy, Mroczny Rycerz niejako obudził ponownie fascynację Batmanem, szczególnie tym „mhrocznym” i skonfliktowanym Batmanem. Wtedy też znów zaczęły pojawiać się głosy, że Batman jest lepszy od Supermana, bo Superman to przecież durny harcerzyk i Gary Stu. I właściwie No One Likes Superman Anymore jest odpowiedzią na to, jak się myśli o Supermanie w dzisiejszych czasach; takim wyrazem żalu o to, że staliśmy się cyniczni i że odrzuciliśmy Supermana wraz z jego ideałami i niewinnością. Jeden fragment szczególnie utknął mi w pamięci: „I co z tego, że jest silny?/Jedyne co widzimy to zło,/Które uczyniliśmy,/Odbijające się w jego oczach.” Może chodzi o to, że ludzie spodziewają się, że Superman będzie ich osądzał; być może czują się nieswojo na myśl o tym, że jest ktoś tak idealistyczny i że oni sami zrobili coś złego; a być może siła Supermana nie wprawia ich w taki zachwyt jak dawniej, bo świat naokoło nie jest już tak optymistyczny jak kiedyś.

W każdym razie No One Likes Superman Anymore jest smutnym kawałkiem. Chyba najsmutniejszym ze wszystkich utworów o Supermanie, właśnie dlatego, że opowiada o tym, jak się odwróciliśmy od Człowieka ze Stali i jak nim pomiatamy.

Odejdźmy teraz od depresyjnych tematów. Tak się składa, że Polacy również napisali piosenkę o Supermanie. Na pewno pamiętacie Supermankę z lat dziewięćdziesiątych? Jeden z największych przebojów Kayah opowiada o tym, że gdyby mogła być mężczyzną przez jeden dzień, poświęciłaby ten dzień na uszczęśliwianie kobiet, które czują się nieatrakcyjne czy niekochane. A w tym roku Kayah i niejaki KęKę zrobili… nawet nie cover, ale remix tej piosenki, w którym KęKę pyta Kayah o to, co powinien zrobić, aby być właśnie tym idealnym mężczyzną dla swojej dziewczyny, bo jednak postawiono mu wysokie wymagania, a co zrobi, to i tak źle.

Zaś ostatnimi czasy Superman w muzyce pojawił się w Something Just Like This (gdzie wymieniany był jako jeden z wielu superbohaterów, wobec których podmiot liryczny czuje się mały… ale jego ukochana mówi mu, że nie szuka superbohatera, tylko kogoś, kto przy niej będzie) i w Wonder Woman niejakiej Kacey Musgraves (gdzie podmiot liryczny zarzeka się, że jest zwykłym człowiekiem, a nie Wonder Woman, tak więc nie wymaga, żeby jej ukochany był Supermanem).

Na końcu posłuchajmy sobie motywu przewodniego do filmów o Supermanie, autorstwa Johna Williamsa. Jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych motywów przewodnich w filmach. Doug Walker umieścił go nawet na liście jedenastu najlepszych ścieżek dźwiękowych. Wykorzystano go w Lego Batman: Moc Superbohaterów DC, gdzie był traktowany jak leitmotif Człowieka ze Stali (tak samo jak kompozycja Danny’ego Elfmana z burtonowskich Batmanów, była leitmotifem Mrocznego Rycerza) i jeden z żartów w samym filmie polegał na tym, że motyw przewodni Supermana jest puszczany w windzie Lex Corpu. Superman: The Animated Series też miał fajną czołówkę. Obie melodie starają się być wzniosłe, podnoszące na duchu, ale jednocześnie zostawiają miejsce na takie spokojniejsze, acz znaczące momenty.

Oczywiście, ja tylko musnęłam temat. Jeśli kogoś interesuje spis piosenek, w których pojawia się Superman, Wikipedia służy pomocą. Mnie tymczasem pozostaje praca nad ostatnim dużym tekstem w tym miesiącu – artykułem o człowieczeństwie Człowieka ze Stali, którą to tematykę niektóre z obecnych tu utworów eksplorowały.

Kategorie
Czerwiec z Supermanem Miesiące z...

Czerwiec z Supermanem – Tata Superman

Advertisements

23 czerwca obchodzimy w Polsce Dzień Ojca, toteż jest to świetna okazja, aby poopowiadać sobie o Supermanie jako ojcu, i to zarówno w sensie dosłownym, jak i przenośnym. Bo choć według, na przykład, All-Star Superman, Clark nie może mieć dzieci z ziemską kobietą, to to wcale nie przeszkadzało różnym twórcom na przestrzeni tych osiemdziesięciu lat dać mu biologiczne, przybrane, a czasem nawet wyimaginowane dzieci.

I też jako ojciec albo figura ojcowska Superman spisywał się… różnie. Przyjrzyjmy się jako relacjom z młodzieżą, którą się opiekował.

Kategorie
Czerwiec z Supermanem Miesiące z...

Czerwiec z Supermanem – Krótka notka o "Lego DC Comics Super Heroes: Aquaman: Rage of Atlantis"

Advertisements

No patrzcie państwo, ja tu oglądam sobie pierwszy sezon Lois i Clark: The New Adventures of Superman, a niepostrzeżenie Lego wypuszcza najnowszy film z postaciami z DC. Spodziewałam się, że będę musiała na niego czekać tak mniej więcej do jesieni, a tu proszę…
I w dodatku jest to film o Aquamanie! Aquaman jest troszeczkę niedopieszczony jeśli chodzi o media, w tym sensie, że przez lata ciążył na nim stygmat bycia bezużytecznym i kiepskim superbohaterem, którego jedyną supermocą było to, że porozumiewał się z rybami. Co prawda, seriale animowane takie jak Liga Sprawiedliwych czy Batman: Odważni i bezwzględni przedstawiały króla Atlantydy jako nieco bardziej kompetentnego, ale, na przykład, przez lata nie było go w serialach i filmach aktorskich. I dlatego też cieszę się, że król Atlantydy dostanie niebawem własny film w DCEU, i że najnowszy film Lego też jest o Aquamanie.
Ale, ale – ja tutaj o Aquamanie, a przecież mamy Czerwiec z Supermanem! Możecie potraktować tę notkę jako takie uzupełnienie posta o Lego Supermanie. Postaram się trochę miejsca poświęcić Człowiekowi ze Stali w tym filmie.

Król Atlantydy, Aquaman, rządzi swoim królestwem z miłością i troską, a przy tym stara się być dobrym superbohaterem. Pewnego dnia Liga Sprawiedliwych otrzymuje sygnał alarmowy ze Stefy Nowego 52, do której włamał się międzygalaktyczny łowca nagród, Lobo. Ponieważ Aquaman słyszy o tym, że Strefa Nowego 52 znajduje się w pobliżu rzeki, jak najszybciej rusza na misję, nie zważając na ostrzeżenia Batmana o tym, że owa rzeka dawno wyschła. Koniec końców, Aquaman zostaje pokonany i upokorzony przez Lobo, dopóki Liga nie przybywa wreszcie i nie odpiera ataku łowcy nagród (choć również z niemałym trudem). Aquaman zaprasza Ligę na biesiadę do Atlantydy, a tam jego młodszy brat, Orm Marius Władca Oceanów, dokonuje zamachu stanu z pomocą Czerwonych Latarni. Nieco dobity Aquman musi się pozbierać, aby ocalić nie tylko swoje królestwo, ale i całą Ziemię.
Linkara swego czasu argumentował za tym, że Aquaman nie jest znowu taki żałosny. I widzicie, to, co lubię w filmach Lego o superbohaterach DC, to to, że parodiują te postacie w sposób, który jednak z nich nie szydzi. Aquaman: Atlantis Rage zaś ma na celu pokazać, że król Atlantydy może być zarąbisty – najpierw przedstawiany jest jako troskliwy władca, a potem, kiedy już on i Liga muszą wykonać taktyczny odwrót, prowadzi ich przez tajne tunele. W pewnym momencie superbohaterowie znajdują się na innej, suchej planecie i tam Aquaman: dowiaduje się, co planuje kosmiczny delfin i kot będący w szeregach Czerwonych Latarni; ratuje Ligę z rozgrzewającego się pieca, kieruje ją w stronę wody, z łatwością pokonuje zbieraczy długów w pewnej melinie, a w końcu idzie na układ z Lobo, którego kumpel (wyżej wspomniany kosmiczny delfin) jest pod wpływem Czerwonych Latarni. Również ostateczna wygrana jest (jak można się domyślić) w dużej mierze zasługą Aquamana.
Aquaman jako postać może co poniektórym przypominać Thora – jest buńczuczny, wysławia się wzniośle i ma nawet zdradzieckiego przyrodniego brata. W pewnym momencie musi też wyciągnąć mityczną broń, aby udowodnić, że jest godzien tronu (i nie – nie umknęło mi to, że Aquaman ma na imię Artur). Natomiast okazuje się, że Liga Sprawiedliwych nie wie o nim aż tak wiele. Superman dziwi się, że Aquaman ma żonę, a Batman co chwila musi aktualizować bazę danych, bo dowiaduje się coraz to nowych rzeczy o swoim kompanie. W pewnym momencie Cyborg (który właśnie był świadkiem tego jak król Atlantydy pokonuje dwóch rosłych kosmitów) pyta: „Czy jest coś, czego nie potrafisz?!”, na co Aquaman odpowiada: „Jodłować. Coś związanego z budową moich skrzeli.”
Jak zwykle też w filmach Lego o DC, mamy również postaci mniej znane czy mniej eksponowane w mediach. Wspominałam o Lobo, ale jest jeszcze nowa Zielona Latarnia, Jessica Cruz, która również ma swój (dość durny z punktu widzenia tego, co wiemy o Latarniach) wątek; no i najnowszy Robin, Damien Wayne, którego komiksowa gburowatość została nieco stonowana.
A jak w tym filmie sprawuje się Superman? Jak można by się domyślać, Superman jest pierwszym, który broni Aquamana przed Lois Lane po jego porażce z Lobo (chociaż Supsowi szybko kończą się argumenty). Natomiast planeta, na którą w pewnym momencie trafia Liga Sprawiedliwych, ma czerwone słońce – a to oznacza, że przez cały pobyt poza Ziemią Człowiek ze Stali jest pozbawiony mocy. Również wcześniejsza potyczka z Lobo w Strefie Nowego 52 okazuje się być dla Supermana wyzwaniem, bo Lobo jak Clarka uderzy, to Superman to poczuje. W każdym razie chyba po raz pierwszy w Lego DC mamy sytuację, w której Superman jest nieco słabszy niż zwykle… i to nie jest związane z kryptonitem.
To tyle, jeśli chodzi o Aquaman: Rage of Atlantis i o Supermana w wersji Lego. Następna notka będzie prawdopodobnie w Dzień Ojca. Zgadnijcie o czym będzie?