Kategorie
Listy top # Wpisy okolicznościowe

Cztery pairingi, które faktycznie shippuję

Advertisements

Mówiłam o tym już kilka razy – nie należę do osób, które shippują cokolwiek w fandomie, do którego wchodzą… Chociaż zdarzyło się, że ktoś mi na tumblrze zarzucał shippowanie konkretnej pary bohaterów (bo lubiłam jedno z nich albo wyrażałam swoją niechęć do pary „konkurencyjnej”), dlatego właśnie od niedawna widnieje w moim opisie zwrot: „shipper of none”. Jednakże nie jest on do końca prawdziwy, gdyż są pairingi, które jednak shippuję i które wypełniają moje serce miłością. I to z różnych powodów.

Już od jakichś dwóch-trzech lat noszę się z zamiarem napisania niniejszej listy. Prawda jest taka, że w ciągu tak długiego czasu dużo się może zmienić w samym dziele macierzystym i w rezultacie wiele pairingów, które swego czasu shippowałam, już nie shippuję (jak, na przykład, Mon-Ela i Karę Denvers z Supergirl, czy Rosę Diaz i Adriana Pimento z Brooklyn 99). To, jak i fakt, że przyjęłam zasadę „jedna pozycja na fandom”, są naczelnymi powodami, dla których ta lista jest tak krótka.

Nie przedłużając, oto – specjalnie na Walentynki – pairingi, które faktycznie shippuję.

Kategorie
Listy top # Wpisy okolicznościowe

Moich siedem ulubionych gier

Advertisements

Nadeszły znów moje urodziny i zwykle z tej okazji co roku robię listy różnych swoich faworytów – filmów, postaci pobocznych, mało znanych filmów, YouTuberów, guilty pleasures czy kosmitów (a raz nawet napisałam listę swoich najlepszych fanfików!). Prawie zrezygnowałam z tegorocznej listy, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że jeśli nie zrobię jej teraz, to kiedy?

Tak czy inaczej, jak już wspominałam ostatnio, dzięki kontu na Steam obudził się we mnie gracz. Przedtem wolałam raczej patrzeć jak ktoś inny gra (czy to ktoś z rodziny, czy to jakiś zagrajmer), co miało o tyle dobrą stronę, że poznawałam fabułę gry bez stresów związanych z rozgrywką. Z czasem jednak pojawiały się gry, które mnie interesowały i które sama chciałam przejść, a Steam mi to ułatwił. Mimo wszystko nawet w czasach przed Steamem zdarzało mi się grać w kilka gier, o których zamierzam Wam dzisiaj opowiedzieć.

Przyjęłam zasadę, że na tej liście muszą znaleźć się gry, które darzę pewnym sentymentem i które od czasu do czasu lubię sobie przechodzić od początku albo od momentu, w którym ostatnio skończyłam. Tym razem też zrezygnowałam z zasady nie zamieszczania na liście rzeczy, o których już mówiłam, toteż znajdą się tutaj ze dwie-trzy gry, które już swego czasu omawiałam (a jedną pozycję na liście będę omawiać szerzej wkrótce).

Tak więc oto kilka gier, w które lubię sobie pograć.

Kategorie
Listy top # Wpisy okolicznościowe

Sześć halloweenowych speciali, które polecam

Advertisements

Nie mam, co prawda, listy filmów, które lubię oglądać w okresie halloweenowym, ale z własnego doświadczenia wiem, że odcinki lub krótkie filmy z okazji Halloween potrafią być bardzo pomysłowe. Dlatego doszłam do wniosku, że mogę przygotować listę halloweenowych speciali, z którymi chciałabym Was zapoznać. Przy czym żaden z nich nie jest horrorem, per se. Właściwie większość z nich ma raczej lżejszy klimat, tylko z jakimiś mniejszymi lub większymi elementami grozy… ale tak po prawdzie, jest tak z wieloma odcinkami halloweenowymi.

Przyjęłam dwie zasady: Po pierwsze – powinno to być to coś, co wyszło mniej więcej w październiku. Po drugie – nawet jeśli nie jest, to powinno się przynajmniej jakoś odnosić do Halloween. Po długich dywagacjach udało mi się znaleźć sześć pozycji godnych polecenia, chociaż przy niektórych warto zapoznać się z seriami, do których owe halloweenowe speciale należą, aby się orientować kto jest kto i o co chodzi.

Tak więc nie przedłużając, oto sześć halloweenowych speciali, które polecam.

Kategorie
Listy top #

10 najbardziej interesujących (według mnie) ras kosmitów w Star Treku

Advertisements

Rok temu nadrobiłam wszystkie serialowe Star Treki po Następnym Pokoleniu; od jakiegoś czasu powtarzam sobie Oryginalną Serię, sporadycznie gram sobie w Star Trek: Online, a w tym miesiącu wzięłam się wreszcie za nadrabianie nierebootowych filmów… i tak sobie pomyślałam, że podczas poznawania różnych zakamarków tego uniwersum, niektóre przedstawione tam rasy przykuły moją uwagę i im bardziej je poznawałam, tym ciekawsze się dla mnie stawały. Dlatego postanowiłam, że przygotuję listę kilku z nich i trochę Wam o nich opowiem.

Przy czym zaznaczam, że nie ma tutaj żadnych kosmitów, którzy pojawili się tylko w jednym odcinku, a potem prawie do nich nie wracano. Każda rasa, którą zamierzam omówić, pojawiała się kilka razy i grała mniejszą lub większą rolę, a przy okazji można było się przyjrzeć jej kulturze. Czasami jej przedstawiciele byli przeciwnikami protagonistów, czasami ich sojusznikami, a bywało, że byli nawet jednymi z głównych bohaterów. Tak czy inaczej, z chwilą gdy Star Trek zaczął traktować stworzonych kosmitów z większą troską, powstawało z tego coś naprawdę interesującego.

Tak więc zacznijmy naszą podróż po uniwersum Star Treka i zobaczmy jakie bogactwo kulturowe oferuje.

Kategorie
Listy top #

Cztery seriale, które polecam na wakacje

Advertisements

No cóż, wakacje już niebawem się zaczną, ja i Oscar powoli szykujemy się do Wakacyjnego Wyzwania, a mi przyszło do głowy, że mogłabym przygotować listę seriali, które uważam za idealne do zapoznania się z nimi w okresie letnim. No bo po co grzać się na gorącej plaży, wyjeżdżać zagranicę czy chodzić po górach, skoro można siedzieć w domu i oglądać telewizję?
Podczas komponowania tej listy myślałam o tym, jakie seriale uważam za idealne do oglądania w letnie wieczory, kiedy jest parno i męcząco, i chce się zobaczyć coś, co odwróci uwagę od upału. Musiałam też zrezygnować z kandydatów, których planuję omówić w innej, szykowanej w bliżej nieokreślonym czasie liście.
Tak czy inaczej, oto kilka seriali, z którymi polecam Wam się zapoznać na wakacje.


Miejsce czwarte: Randall i duch Hopikirka
Randalla i ducha Hopkirka można uznać za takiego prekursora dramatów i kryminałów z elementami paranrmalnymi; w których owe elementy paranormalne są bardziej narzędziem fabularnym albo wątkiem pobocznym, a bohaterowie zmagają się z rzeczami jak najbardziej przyziemnymi. Bo też poza tym, że Hopkirk jest duchem i jego umiejętności ułatwiają jemu i jego partnerowi rozwiązywanie spraw kryminalnych, rzadko kiedy te sprawy związane są z zaświatami.
Ale od początku:
Jeff Randall i Marty Hopkirk prowadzą agencję detektywistyczną. Pewnego dnia Hopkirk ginie pod kołami auta i powszechnie uważa się, że był to wypadek samochodowy. Jednak jakiś czas po pogrzebie Jeff odbiera dziwny telefon – to Marty błaga swojego przyjaciela o to, aby zbadał okoliczności jego śmierci, gdyż twierdzi, że został zamordowany. Okazuje się, że Hopkirk został duchem i nie może przejść na drugą stronę, dopóki nie zostanie rozwiązana zagadka jego morderstwa, przy czym mówi też Randallowi, że tylko on może go zobaczyć i że według praw zaświatów Marty musi wrócić do swojego grobu przed świtem. Koniec końców, Randallowi i Hopkirkowi udaje się odkryć, kto stał za śmiercią Marty’ego, ale ponieważ duch nie wrócił do grobu przed świtem, bo nie chciał zostawiać przyjaciela samego, jest skazany na sto lat błąkania się po świecie.
Tak oto narodził się duet żywego detektywa i jego partnera ducha, rozwiązujących zagadki kryminalne. Marty bywa pomocny jako ktoś, kto robi rekonesans, potrafi przekazać Jeffowi cenne informacje, a z czasem zyskuje też możliwość telekinezy… ale z drugiej strony nikt, poza Jeffem i paroma wybranymi osobami, go nie widzi, nie mówiąc o tym, że jako duch, nie może cieszyć się radościami żywych. Poza tym on i Jeff często się kłócą o błahe rzeczy. Nie pomaga też to, że Randall jest kobieciarzem, a Hopkirk to neurotyk; i to, że są momenty, kiedy Randall spogląda bardziej tęsknym wzrokiem na wdowę po przyjacielu.
Właśnie pani Hopkirk jest tutaj najsłabszym członkiem obsady, z tej prostej przyczyny, że jest po prostu nijaka. Zagadki kryminalne, które panowie rozwiązują, nie są też jakoś specjalnie wyrafinowane. Dlatego polecam Randalla i ducha Hopkirka głównie dla postaci obu detektywów, bo mimo wszystko to właśnie oni nadają temu serialowi wyrazu.
 
Miejsce trzecie: Anime Crimes Division
Tym razem przyglądamy się serii internetowej Anime Crimes Division, stworzonej przez RocketJump (grupa ta ma zresztą na koncie wcale niezłe Video Game High School, które doczekało się nawet polskiej wersji językowej).
W mieście Neo Otaku City anime traktowane jest bardzo poważnie, dlatego istnieje Oddział Zbrodni Przeciwko Anime, który zajmuje się… no cóż… zbrodniami przeciwko anime. Naszym głównym bohaterem jest Joe Furuya – zaprawiony w boju, nieco cyniczny z powodu fandomowych doświadczeń, niemniej jednak kochający anime całym swoim otakowym serduszkiem. Pewnego dnia  dostaje nową partnerkę – nowicjuszkę o imieniu Diesel, którą na początku traktuje dość oschle, niemniej jednak szybko się do niej przekonuje i wspólnie rozwiązują zagadki związane ze zbrodniami w Neo Otaku City.
Jak łatwo się domyślić, jest to produkcja, która z jednej strony parodiuje filmy z gatunku buddy cop, a z drugiej żartuje sobie z kultury otaku (w pierwszym odcinku, na przykład, mamy rywalizujące ze sobą gangi ludzi wolących napisy i tych wolących dubbing). Jest w niej też od groma nawiązań do wszelkiego rodzaju anime. W drugim sezonie zaś Joe i Diesel odwiedzają Prestige Television City, gdzie królują „poważne” seriale, i one też zostają sparodiowane (na przykład, pomagierzy głównego złego rozwodzą się nad tym jak bardzo skomplikowaną postacią jest ich szef; a Joe ma swoją „scenę w korytarzu”).
W każdym razie seria jest świetna i wszystkim ją polecam, zwłaszcza, że jest krótka. Można ją obejrzeć tutaj.
 
Miejsce drugie: Poirot
Cóż bardziej nastraja wakacyjnie niż kryminał? A jak kryminał, to oczywiście od królowej gatunku.
Oczywiście mogłabym podać Wam multum adaptacji Agathy Christie, w końcu było ich całkiem sporo właściwie od lat pięćdziesiątych. Mimo wszystko jednak lepiej byłoby zdecydować się na jeden serial na podstawie prozy Christie, tak więc padło na Poirota produkcji ITV. To w końcu klasyka i dla większości fanów David Suchet jest jedynie słusznym Herkulesem Poirotem, bo grał tę postać z przerwami od lat osiemdziesiątych aż do 2015 roku.
Serial o Poirocie jest o tyle wakacyjny, że dzieje się nie tylko w Anglii, ale też często w egzotycznych miejscach (niewątpliwie bohaterowie Christie nieraz podróżowali, tak więc zbrodnie działy się nieraz w bardzo malowniczej scenerii). Same intrygi są wciągające, stosunki międzyludzkie i charaktery – ciekawie zarysowane, a detektyw – ujmujący. A wszystko ma taki charakterystyczny klimat klasycznych kryminałów.
Dlatego jeżeli jeszcze nie zapoznaliście się z tym arcydziełem, wakacje to dobry czas, aby to zrobić.
 
Miejsce pierwsze: Avatar: Legenda Aanga
Avatar: Legenda Aanga jest już uważana za jedno z tych „dojrzałych” animacji dla młodszego widza (stawia się go na równi z Batman: The Animated Series)… i nie bez powodu. To kreskówka, która jest nie tylko ładnie narysowana i ma za sobą ciekawy koncept, ale przede wszystkim porusza poważne kwestie, takie jak uprzedzenia, zemsta, pokuta, wojna, równowaga… a przy okazji jest przesiąknięta kulturami Wschodu, ma fantastycznych bohaterów, których da się polubić; ciekawą faunę i architekturę miast, i przy tym nie stroni od humoru.
Ale o czym jest Avatar: Legenda Aanga? Otóż, w tym świecie istnieją magowie, którzy potrafią władać czterema żywiołami. Poniekąd właśnie ze względu na te umiejętności, wyróżnia się cztery podstawowe grupy etniczne: Plemiona Wody, Królestwo Ziemi, Nomadów Powietrza i Naród Ognia. Zawsze odradza się mag, który jest w stanie opanować wszystkie cztery żywioły, i jego zadaniem jest dbać o równowagę na świecie. Jest to właśnie tytułowy Avatar. Jakieś sto lat temu Naród Ognia zaczął podbijać pozostałe ludy, a w związku z tym kilkuletni wtedy Avatar – pochodzący od Powietrznych Nomadów Aang – musiał zostać przysposobiony do swojej roli nieco wcześniej niż planowano. Jednakże nagle zaginął i na sto lat zapanował terror. Pewnego dnia rodzeństwo z Północnego Plemienia Wody – Katara i Sokka – odkrywają zamrożonego w lodowcu chłopca i jego latającego bizona. Udaje im się go odmrozić i tak oto zaczyna się przygoda Aanga, Katary i Sokki, aby pomóc Aangowi opanować magię wody, ziemi i ognia. A Naród Ognia nie śpi i tak się składa, że wygnany syn cesarza, książę Zuko, dostał od ojca zadanie odnalezienia Avatara w celu odzyskania utraconego honoru.
Jak to zwykle bywa w takich opowieściach, bohaterowie podróżują z jednego miejsca na drugie, spotykają po drodze różnych ludzi i przeżywają różne przygody. Każdy z sezonów (nazywanych kolejno Księgami Wody, Ziemi i Ognia) teoretycznie jest o tym jak Aang i spółka szukają ludzi, którzy mogą nauczyć Avatara pozostałych trzech żywiołów, ale jest też wątek walki z Narodem Ognia oraz wątek księcia Zuko, który również przeżywa pewien rozwój postaci.
Nie chcę mówić za dużo, bo mam nadzieję, że kogoś do tego serialu zachęcę. To naprawdę jedna z najlepszych animacji ostatnich dwóch dekad. Poza tym po co oglądać film M. Night Shyamelana, kiedy można zobaczyć oryginał?
I na tym kończy się moja lista seriali, które polecam Wam na wakacje. Dajcie znać, czy kogoś czymś zainteresowałam, a tymczasem ja wracam do przygotowywania się na Wakacyjne Wyzwanie.