Meg ogląda MCU – Iron Man

No więc jakiś czas temu Marvel Studios wypuściło wideo, w którym z jednej strony celebrowało swoje dotychczasowe dokonania, a z drugiej – zapowiadało hucznie przyszłe premiery Czwartej Fazy. Wideo powstało zresztą w okolicach trzynastej rocznicy premiery Iron Mana, który zaczął to wszystko, i ta okoliczność ostatecznie sprawiła, że postanowiłam wziąć się za Meg ogląda MCU.

Moje uczucia względem Iron Mana jako postaci są… mieszane. Po latach i po tym wszystkim, co Marvel i fani zrobili z tym bohaterem, postrzegam go nieco inaczej niż w czasach, kiedy Avengersi trafili do kin. Niemniej jednak perspektywa tych ponad dziewięciu lat od premiery pierwszego „eventowego” filmu Marvel Cinematic Universe sprawiła, że spojrzałam na ten film świeżym okiem.

Czytaj dalej „Meg ogląda MCU – Iron Man”

Aktualności: A więc postanowione – nowe „Meg ogląda” będzie o…

Jak to zwykle bywa z ankietami na Planecie Kapeluszy frekwencja pośladków nie urywała, niemniej jednak udało się wyłonić jako taki wynik.

Wyszło na to, że przeważyła opcja trzecia, czyli Przygody Merlina co tydzień i film Marvel Cinematic Universe co jakiś czas. I też zamierzam od tego tygodnia wziąć się za omawianie Merlina (tylko że jeszcze nie wiem, który dzień w tygodniu na to poświęcić), ale wiem, że w któryś weekend zrobię Meg ogląda… o Iron Manie.

Tak więc wkrótce pojawi się na Planecie Kapeluszy nowy kontent, na który warto czekać.

Moje sześć ulubionych filmów Marvel Cinematic Universe

Ostatnio złapałam się na tym, że niespecjalnie czekam na Avengers: Endgame. Właściwie to od jakiegoś czasu nie za bardzo interesuje mnie to, co Marvel ma do zaoferowania, po części dlatego, że interesują mnie inne franczyzy, a po części dlatego, że da się wyczuć pewnego rodzaju zmęczenie materiału. Oczywiście, mogę powiedzieć, że ostatnie filmy MCU są, same w sobie, ciekawe, ale jednak nie jaram się nimi tak jak kiedyś.

I to odkrycie sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać nad tymi filmami Marvel Cinematic Universe, które zaliczyłabym do swoich ulubieńców i które nieraz lubię sobie obejrzeć. Były na przestrzeni tych dziesięciu lat takie filmy Marvela, które poruszały moją wyobraźnię. I tak po krótkim namyśle udało mi się znaleźć sześć takich filmów.

Czytaj dalej „Moje sześć ulubionych filmów Marvel Cinematic Universe”

Ze wspomnień fana: Marvel

Przez bardzo długi czas jedynymi superbohaterami, których kojarzyłam, byli Superman i Batman (ewentualnie jeszcze postaci z Kleszcza i Żółwie Ninja). Kiedyś, co prawda, natrafiłam na jeden odcinek Spiderman: The Animated Series na TVP2, ale nie porwał mnie. Minął jakiś czas i na tym samym programie obejrzałam inny odcinek Spidermana, tym razem jeden z ostatnich i właściwie nawet jakaś część mnie chciała wiedzieć, co się działo dalej, ale Dwójka nie raczyła puścić dalszego ciągu. Później, dużo, dużo później pojawił się TVN i w porannej ramówce dla dzieci zaczął emitować Iron Mana: Obrońcę dobra i Fantastyczną Czwórkę, i o ile Iron Mana uważałam za nudnego, o tyle Fantastyczną Czwórkę starałam się oglądać, ale też nie zawsze byłam w stanie.

Tym, co ostatecznie sprawiło, że zainteresowałam się bohaterami Marvela i zapoznałam się z nimi, było Fox Kids. Ta stacja, którą namiętnie oglądałam, kiedy tylko odkryłam jej istnienie, w pewnym momencie zaczęła puszczać i Spiderman: The Animated Series, i Iron Mana: Obrońcę dobra, i X-Menów, i Fantastyczną Czwórkę, i Hulka… Dzięki Fox Kids poznałam Marvela i jego superbohaterów, a także do dzisiaj wiem o bohaterach marvelowskich więcej, niż o tych ze stajni DC Comics. I prawdopodobnie nie jestem jedyna. Ale po kolei…

Czytaj dalej „Ze wspomnień fana: Marvel”

Artykuł: Rocket, Chopper i uczone szczury, czyli rzecz o antropomorfizacji zwierząt

Uwaga! Artykuł zawiera spoilery do Strażników Galaktyki, One Piece i Zadziwiającego Maurycego i jego edukowanych gryzoni.

Obejrzałam już Strażników Galaktyki. Tak jak wielu osobom, ten film bardzo mi się podobał i – tak jak wielu osobom – najbardziej z całej drużyny polubiłam Rocketa – chodzącego, mówiącego szopa o umiejętnościach technicznych. Polubiłam jego sarkastyczną osobowość, jego stosunki z Grootem, design jego postaci i wszystkie sceny, w których występuje. Spodobał mi się także sposób w jaki scenarzyści przedstawili jego tragiczną przeszłość i to, jak wpłynęła ona na jego charakter. I tak się złożyło, że owa tragiczna przeszłość Rocketa kazała mi się zastanowić nad motywem antropomorfizacji zwierząt.

Nadawanie zwierzętom ludzkich cech jest czymś, co ludzie robią od zarania dziejów. Występuje w mitologii, literaturze, heraldyce i sztuce. Zwierzęta są czymś, z czym stykał się regularnie człowiek pierwotny i obojętnie czy była to zwierzyna, którą chciał upolować, czy też drapieżniki, których starał się unikać, po jakimś czasie zaczął je antropomorfizować. Antropomorfizował zwierzęta w swych bajkach Ezop, jeden z Siedmiu Mędrców starożytnej Grecji; lud wiejski w spisanych przez braci Grimm baśniach, Beatrix Potter w swoich książeczkach dla dzieci, George Orwell w Folwarku zwierzęcym i absolutnie każda kultura w historii świata. Czasem ludzkie cechy przypisywane zwierzętom były pozytywne (pracowity jak pszczoła, odważny jak lew, sprytny jak królik, lojalny jak pies), kiedy indziej wręcz przeciwnie – negatywne (podstępny jak wąż, głupi jak owca, tchórzliwy jak szczur). Doszło do tego, że pewne zwierzęta występują jako symbol tych właśnie cech.[1]

Jednakże już od dłuższego czasu można zauważyć, że antropomorfizacja zwierząt w fikcji wykroczyła już dawno poza sferę symboliczną i zaowocowała powstaniem motywu Mówiącego Zwierzęcia, czy też nawet Zwierzęcia Cywilizowanego – zwierzęcia, które (tak jak człowiek) posiada świadomość, inteligencję, zdolność mowy, a nieraz także chodzenia na dwóch nogach. Można wręcz powiedzieć, że antropomorfizacja zwierząt ma kilka stopni.

Czytaj dalej „Artykuł: Rocket, Chopper i uczone szczury, czyli rzecz o antropomorfizacji zwierząt”