Kategorie
Listy top #

Moich siedmiu ulubionych fikcyjnych policjantów

Advertisements

Uwaga! Tekst zawiera małe spoilery.

O tym, że lubię kryminały, zwłaszcza te klasyczne, pewnie już od dawna wiecie. Lubię również seriale o superbohaterach. Siłą rzeczy zwykle w tego typu utworach pojawiają się postaci policjantów – czasami w rolach głównych, czasami tylko jako pomocnicy głównych bohaterów. I też od jakiegoś czasu – a tak dokładnie od października – krążył mi po głowie pomysł na listę, w której opowiedziałabym Wam o moich ulubionych policjantach, bo prawdę mówiąc nazbierało ich się kilku przez te lata.
Tak jak zwykle, przyjmuję zasadę nie pisania o tych postaciach, które już kiedyś omawiałam, dlatego niestety nie pojawi się tutaj ani Cole Phelps z L.A. Noire, ani żaden z jego partnerów; jak również Endeavour Morse, Sam Vimes i Jim Gordon z Gotham (ten ostatni też dlatego, że od dawna zatracił te cechy, za które go lubiłam i w zasadzie w połowie trzeciego sezonu przestałam oglądać Gotham). Starałam się także, aby nie było zbyt dużo Brudnych Harrych.
Wyszła z tego poniższa lista obejmująca policjantów z różnych mediów – od komiksów i seriali po gry komputerowe – i różnych gatunków. Oto oni.


Miejsce siódme: Bigby Wolf (seria Baśnie)
Po raz pierwszy z Bigby’m zetknęłam się nie w oryginalnych komiksach ze stajni Veritgo, tylko w adaptacji Wolf Among Us od TellTale Games. Historia jednak urzekła mnie tak bardzo, że sięgnęłam najpierw po historię, na podstawie której zrobiono grę, a potem po oryginalną, główną serię Fables.
Koncept Baśni opiera się na tym, że dawno, dawno temu postaci z różnych ludzkich opowieści musiały uciekać ze swojego świata do naszego przed tajemniczym Przeciwnikiem. Osiedliły się w Ameryce i utworzyły wspólnotę z własnymi prawami i systemem władzy. Tak więc obecnie w środku Nowego Jorku znajduje się dzielnica o nazwie Fabletown, w której mieszkają między innymi Jaś od Czarodziejskiej Fasoli, Krwawa Mary i Grendel.

Na stanowisku szeryfa tej społeczności stoi Bigby Wolf – czyli Wielki Zły Wilk w postaci człowieka. Jako młodzieniec Bigby lubił sobie powalczyć i poplądrować, a fakt, że był gigantyczną bestią zdolną zdmuchnąć domy swoim oddechem, sprawiał, że trudno go było powstrzymać. Wszystko się jednak zmieniło, kiedy pewnego dnia spotkał na swojej drodze Śnieżkę i z miejsca ją polubił. Śnieżka zaś postanowiła, że za pomocą czarów zamieni Bigby’ego w człowieka, aby pomóc mu uciec przed Przeciwnikiem do naszego świata. Koniec końców, przywódca Fabletown, król Cole, postanowił obsadzić Śnieżkę na stanowisku głównego administratora, a Wielkiego Złego Wilka – w roli szeryfa.

Niemniej jednak, jak można się spodziewać, wielu mieszkańców Fabletown nie zapomniała o tym, czym kiedyś był. Bigby stara się robić swoje i nawet zaprzyjaźnił się z kilkoma postaciami, między innymi z Żabim Księciem i jedną z Trzech Małych Świnek (ba! – nawet z Gajowym dogaduje się całkiem dobrze). Jednakże wielokrotnie czuje się odmieńcem, a to uczucie potęgowane jest też przez to, że na co dzień otaczają go królowie, królewny i książęta.
Nic więc dziwnego, że przez większość czasu Bigby pozostaje cynicznym, palącym jak smok mrukiem rodem z czarnego kryminału, jest jednak całkiem dobry w swojej pracy. Swego czasu walczył w obu wojnach światowych, więc sprawdza się także w przy odpieraniu zmasowanego ataku ze strony nagłej inwazji obcej armii czy podburzanych przez Złotowłosą rewolucjonistów. W ciągu swej długiej kadencji szeryfa Bigby miał okazję być nie tylko detektywem, ale też szpiegiem, generałem i cichociemnym.
Coś, co mnie osobiście zaintrygowało w tym bohaterze to fakt, że pomiędzy Wielkim Złym Wilkiem a szeryfem Wolfem był nieco zagubiony, próbujący jakoś ogarnąć ludzkie prawa Bigby Wolf. Tak mniej więcej od trzynastego zeszytu Fables. Wolf Among Us, poza główną osią fabularną, mamy krótkie historyjki o przeszłości Bigby’ego w Salem, gdzie próbował się jakoś dostosować zarówno do nowej skóry jak i do ludzkich zwyczajów. Ten Bigby z Salem do pewnego stopnia wzbudza w czytelniku instynkty opiekuńcze i aż trudno uwierzyć, że to ten sam potwór z opowieści i ten sam cyniczny facet, sprawujący urząd szeryfa w Fabletown.
 
Miejsce szóste: Policjant Rick (Rick i Morty)
W pierwszym sezonie Ricka i Morty’ego dowiedzieliśmy się, że z powodu licznych wrogów we wszechświecie alternatywne wersje Ricka Sancheza stworzyły nie tylko Radę Ricków, ale też całą społeczność złożoną z Ricków i Mortych. Ta społeczność rezyduje w tak zwanej Cytadeli, a w premierowym odcinku trzeciego sezonu tak się złożyło, że główny bohater zdemolował jej całkiem spory kawałek i zamordował kilku Ricków u władzy.
Tak czy inaczej w odcinku The Ricklantis Mish-Up, zamiast oglądać protagonistów na wyprawie do Atlantydy, mamy wgląd w życie codzienne mieszkańców Cytadeli – od grupki Mortych szkolonych na to, aby zostać pomocnikami Ricków, poprzez pracownika fabryki, który postanowił się zbuntować, a na wyborach nowego przywódcy skończywszy.
Moją ulubioną historią z tego odcinka jest pierwszy dzień pewnego Ricka policjanta z nowym partnerem, którym okazuje się być Morty. I dziwna rzecz, bo w tej parze Morty jest apatycznym, skorumpowanym gliną, który postrzega pozostałych Mortych jako gorszy sort; a Rick jest idealistycznym, trzymającym się przepisów policjantem, który chce postępować słusznie. Towarzyszymy więc tej niedobranej dwójce podczas ich pierwszego wspólnego patrolu, gdzie najpierw odwiedzają szemraną dzielnicę Mortych, potem odkrywają narkotykową melinę, a na końcu trafiają do klubu ze striptizem, gdzie rozmawiają z gangsterami. I podczas całej tej akcji glina Morty co chwila łamie przepisy i próbuje przekonać do tego nowego partnera; a Rick policjant stara się postępować zgodnie z własnym kompasem moralnym. Mamy więc Ricka Sancheza, który – w przeciwieństwie do większości dotychczas pokazanych nam Ricków Sanchezów – postępuje heroicznie.
Jest taka scena w melinie narkotykowej, kiedy Rick odkrywa pokój z wyraźnie wystraszonym Mortym. Wystrój każe nam myśleć, że z młodzieńcem działy się rzeczy co najmniej niepokojące. I też, kiedy Morty odzywa się, pyta policjanta: „Czy ty jesteś moim dziadkiem?” Rick bierze go na ręce jak małe dziecko, po czym zostaje znienacka zaatakowany i uchodzi z życiem tylko dzięki interwencji swojego Morty’ego.
W zasadzie cały ten odcinek ma posmak nieco tragiczny i segment poświęcony Rickowi policjantowi nie jest od niego wolny. Są momenty, w których widzimy rodzącą się między Rickiem i jego partnerem więź; są momenty, kiedy Morty rzeczywiście pokazuje, że zależy mu na Ricku. Jednakże ta przyjaźń zostaje wystawiona na próbę.
Tak czy inaczej, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś zobaczę Ricka policjanta.
 
Miejsce piąte: Sebastian Castellanos (Evil Within)
Evil Within jest czymś pomiędzy Silent Hill i Resident Evil. Z jednej strony mamy zapełnione zombi miasto (za co odpowiada nawet pewna złowieszcza organizacja), z drugiej – wgląd w psychikę kilku ludzi, z którymi coś jest nie tak; i bardzo malownicze potwory. A wszystko zaczyna się od tego, że detektyw Sebastian Castellanos i jego dwoje współpracowników – Juli Kidman i Joseph Ooda zostają wysłani do Beacon Mental Hospital, aby zbadać, co tam się stało.
Co by nie mówić, Sebastian Castellanos przeżywa w tej (i w następnej) grze piekło. A przecież już wcześniej jego życie nie było usłane różami: nie dość, że jako policjant widział do czego ludzie są zdolni, to jeszcze jego córeczka zginęła w pożarze, a żona (również policjantka) upierała się, że to nie był wypadek i po jakimś czasie zaginęła. A teraz Sebastian musi się mierzyć z rozpadającym się miastem, zombiakami, zmyślnymi pułapkami i psychopatą, Ruvikiem, który serwuje mu tę całą makabrę.
Mimo wszystko jednak detektyw Castellanos radzi sobie całkiem nieźle i z samoobroną, i z ochroną pacjenta, którego chce dorwać Ruvik, i z całą resztą. Co więcej, na różnych etapach rozgrywki Ruvik pokazuje mu swoje smutne dzieciństwo, zapewne mając na celu wzbudzić współczucie u detektywa i przeciągnąć go na swoją stronę. Sebastian jednak nie daje się zmanipulować i nawet wygarnia przeciwnikowi, że jest psychopatą.
W drugiej części zaś Sebastian nie tylko musi się jakoś uporać z tym, co przeżył w pierwszej, ale też jest zmuszony współpracować z ludźmi, którzy niejako go w to wszystko wciągnęli. Niemniej jednak jeśli chce uratować pewną ważną dla siebie osobę, musi to zrobić. Jednocześnie musi też skonfrontować się ze swoją przeszłością.
 
Evil Within 2 niejako domyka historię detektywa Castellanosa, jest jednak pewna sprawa, która każe mi przypuszczać, że to jeszcze nie koniec. I może to i źle, bo facet swoje przeszedł, ale wolałabym, aby następna część gry też miała Sebastiana za protagonistę.
 
Miejsce czwarte: George Crabtree (Detektyw Murdoch)
Jeśli chodzi o współpracowników Williama Murdocha, to z czasem pokochałam dwóch z nich: inspektora Brackenreida i posterunkowego George’a Crabtree. Postanowiłam omówić tego drugiego, bo jest on jak mały promyk słońca w pochmurny dzień.
Crabtree zaczął jako postać poboczna, trochę taki comic relief, który zawsze proponował najbardziej odjechane teorie na temat tego, kto popełnił przestępstwo (szczególnie upodobał sobie rozwiązania nadnaturalne, jak duchy, kosmici czy magia). Do tego często wspomina o ciotkach, które go wychowały (każda z imieniem od kwiatu), a jego powierzchowność sprawia, że robi wrażenie trochę niewinnego i trochę naiwnego (ach te bobrze ząbki…).
Mimo wszystko zawsze służył pomocą interesującemu się kryminalistyką i technologią detektywowi Murdochowi i był o wiele bardziej skory do pomocy, niż jego partner Henry Higgins. I też z czasem jego wątek rozwijał się i powoli, powoli Crabtree stawał się jedną z ważniejszych postaci w serialu. Nagle posterunkowy miał swoje miłości, a do tego gdzieś tak w piątym sezonie postanowił napisać książkę… ale jakby tak prześledzić wszystkie odcinki, w których decyduje się wykorzystać w swojej twórczości różne doświadczenia z prowadzonych przez Murdocha spraw, to nie wiadomo, o czym tak dokładnie ta książka ma być – czy jest to horror, czy romans, czy powieść przygodowa… Na szczęście powstał miniserial internetowy – Murdoch Mysteries: The Curse of the Lost Pharaohs – który właśnie przedstawia fabułę tej nieszczęsnej książki.
Tak czy inaczej Crabtree wprowadza do serialu pewnego rodzaju optymizm, nie mówiąc już o tym, że jest na swój sposób uroczy. Na pewno jest dobrym człowiekiem, który chce postępować dobrze, a do tego jest jednym z najbliższych przyjaciół detektywa Murdocha. Jego związek z doktor Grace był również o wiele sympatyczniejszy i o wiele znośniejszy od znienawidzonego przeze mnie wątku doktor Ogden i Murdocha (dlatego więc scenarzyści musieli go popsuć w najgorszy możliwy sposób… do dziś mnie to wkurza). Crabtree jest po prostu taką postacią, która wnosi powiew świeżości i promyk światła do fabuły, która skupia się za bardzo na wewnętrznych dramatach głównego bohatera.
Co ciekawe, George Crabtree w książkach o detektywie Murdochu był wysokim, muskularnym mężczyzną z żoną i dziećmi. Crabtree w serialu chce, oczywiście, założyć rodzinę, ale z drugiej strony jest w nim też pewnego rodzaju pragnienie przygody, pewien romantyzm i ciekawość świata, i to sprawia, że tym bardziej chciałabym, aby w kryminałach było więcej George’ów Crabtreech.
 
Miejsce trzecie: Rosa Diaz (Brooklyn 99)
Właściwie wszyscy policjanci z dziewięćdziesiątego dziewiątego posterunku są wspaniali, ja jednak najbardziej z nich ukochałam Rosę Diaz.
Rosa jest typową ponurą twardzielką, która do tego nie znosi ckliwego sentymentalizmu i zawsze mówi tym samym, beznamiętnym głosem. Lubi też broń, jeździ na motorze i podniecają ja mężczyźni, którzy mają lekko nierówno pod sufitem. Biorąc pod uwagę jej zwykłą chłodną powierzchowność, za każdym razem kiedy raczy widownię promiennym uśmiechem, robi on tym większe wrażenie.
Poznajemy Rosę niejako przez pryzmat zakochanego w niej Charlesa Boyle’a, któremu pani detektyw daje jasno do zrozumienia, że nie lubi go w ten sposób, choć nadal uważa za przyjaciela (koniec końców, Boyle znajduje sobie nową miłość, a on i Rosa pozostają w przyjaznych stosunkach). Z czasem dowiadujemy się o detektyw Diaz coraz więcej – między innymi to, że lubi Kochane kłopoty i że uczyła się baletu. Do Rosy należy też jeden z najbardziej rozpoznawalnych cytatów z Brooklyn 99:

Rosa: I want to say a few words. When Jason died seven days ago, I didn’t give a rat’s ass.
Charles: This is your speech?
Rosa: 'Cause I didn’t understand why people care so much about their dumb dogs till I got a dumb dog myself. I’ve only had Arlo for a day and a half, but if anything happened to him, I would kill everyone in this room and then myself.

A skoro już jesteśmy przy cytatach, oto kompilacja najlepszych tekstów Rosy Diaz.
 
Miejsce drugie: Joe West (The Flash)
Pamiętam jak wchodziły pierwsze zapowiedzi Flasha i jak przeczytałam na Wikipedii o postaciach z serialu. Wtedy Joe West wydawał mi się trochę wtórny, ze względu na to, że był ojcem ukochanej głównego bohatera i do tego policjantem (cechy, które Joe dzielił z detektywem Quentinem Lance’m z Arrow). W pierwszym odcinku serialu dowiedzieliśmy się, że swego czasu prowadził sprawę morderstwa Nory Allen; że przygarnął do siebie kilkuletniego Barry’ego Allena i że jest jednym z wielu ludzi, którzy uważają, że Barry skłamał w sprawie czerwonego tornada, które zabiło mu matkę, aby chronić ojca przed więzieniem. Sympatia do detektywa Westa przychodzi w późniejszych odcinkach, kiedy mamy wreszcie okazję zobaczyć, że jednak traktuje głównego bohatera jak własne dziecko.
Joe West jest przede wszystkim ojcem. Dodajmy do tego, że jest samotnym ojcem, który w momencie przygarnięcia Barry’ego niedawno stracił żonę. Joe kocha zarówno Iris, jak i Barry’ego, a pojawienie się meta-ludzi sprawia, że ma większe powody do zmartwień, bo z jednej strony musi mierzyć się z osobnikami, których w pełni nie pojmuje, a z drugiej – pojawia się problem jego adoptowanego syna, który walczy z przestępczością. Detektyw West jest też tym, który ukrywa tożsamość Flasha nie tylko przed resztą policji Central City, ale też przed swoją własną córką (co ma potem swoje konsekwencje, jak łatwo się domyślić).
Do tego jest w pierwszym sezonie pewnego rodzaju napięcie między Joe a Barry’m, spowodowane przez sytuację Henry’ego Allena, odsiadującego wyrok za zbrodnię, której nie popełnił. Joe postanawia otworzyć sprawę Henry’ego i odnaleźć prawdziwego mordercę, ale fakt, że tak długo Barry musiał czekać, aby przybrany ojciec mu uwierzył; i że śledztwo idzie tak topornie, jest zarzewiem frustracji Flasha i nawet w pierwszym crossoverze z Arrow, Barry będąc pod wpływem meta-człowieka zdolnego do wywoływania agresji u innych, wygrania Joemu, że nie robi dość, aby wyciągnąć Henry’ego z więzienia.
Tak czy inaczej, Joe pełni rolę komisarza Gordona – pomaga chronić tożsamość Flasha, regularnie konsultuje się z Cisco i Caitlin ze STAR Labs i stanowi moralne wsparcie za każdym razem, kiedy Barry’ego przytłacza rola superbohatera. Zresztą jak się popatrzy na relacje między Barry’m a jego przybranym ojcem, widać, że nawet jeśli Barry miał już wcześniej zakorzenione współczucie i poczucie sprawiedliwości, to na pewno wychowanie Joego pomogło kultywować te cechy, bo sam detektyw West jest bardzo ciepłą osobą (a łagodne oczy Jessego L. Martina tylko pogłębiają to wrażenie). Niewątpliwie Barry miał szczęście, że trafił do Joe, a Joe miał szczęście, że w tak ponurym okresie jego życia pojawił się Barry. W pierwszym odcinku trzeciego sezonu, mamy wszak rzeczywistość, w której Nora Allen nie zginęła, i tam Joe jest kompletnym wrakiem człowieka.
A poza Barry’m są jeszcze Iris i Wally West, czyli biologiczny syn Joego, który pojawia się w sezonie drugim. Każde ze swoich dzieci Joe bardzo kocha i każde z nich naraża się na niebezpieczeństwo, aby walczyć z niesprawiedliwością. Joe martwi się o nich, ale wie, że nie wygra z ich uporem, pozostaje mu więc służyć pomocą i wierzyć, że jego pociechy wiedzą, co robią.
 
Miejsce pierwsze: Jim Hopper (Stranger Things)
Szeryf Hopper jest do pewnego stopnia bohaterem pratchettowskim – zaczyna jako stróż prawa, który wkłada minimalny wysiłek w swoją pracę i ma ludzi z podobną etyką pracy; pali jak smok i ma bardzo cyniczne podejście do życia. Potem pojawia się sprawa, za którą kryje się coś większego; sprawa, która zmusza Hoppera, aby się przyłożył i poznał prawdę o tym, co tak naprawdę stało się z Willem Byersem. I tak oto rozpoczyna się droga Jima Hoppera ku odkupieniu.
Nagle odkrywamy, że kiedyś był gliniarzem w wielkim mieście; że jego córeczka zmarła na raka, że jego małżeństwo się rozpadło i że on sam ma poczucie, że jest przeklęty. Sprawa zaginięcia Willa jest dla Hoppera sposobnością do wykorzystania swoich zdolności detektywistycznych… ale też do pogodzenia się ze śmiercią własnego dziecka. Z czasem Hopper staje się głównym sojusznikiem poszukującej synka Joyce Byers i aby ocalić Willa jest gotowy walczyć z rządową konspiracją i demonami z innego wymiaru.
Szybko przekonujemy się, że Hopper jest troskliwszy, odważniejszy, sprytniejszy i bardziej spostrzegawczy niż nam się z początku wydawało. Nie tylko jest w stanie przejrzeć naukowców z Hawkins, ale też udaje mu się ich wielokrotnie przechytrzyć (np. w drugim sezonie udaje mu się przez rok ukrywać przed ludźmi z laboratorium Jedenastkę). Jednocześnie pakuje się w różne niebezpieczne sytuacje, działając na własną rękę (czego przykładem jest np. ta akcja w Willu Roztropnym).
Coś, co jest nieco bardziej widoczne w drugim niż w pierwszym sezonie Stranger Things, to strona ojcowska Hoppera. Po pierwsze – szeryf okazuje troskę o Willa, towarzysząc Joyce w wizytach u doktora Owensa; i próbuje zaopiekować się Nastką. Po drugie – drużyna naszych bohaterów coraz bardziej zaczyna przypominać coś na kształt rodziny. W tej rodzinie Nancy jest starszą siostrą, Steve i Jonathan – starszymi braćmi, Joyce – matką, a Hopper – ojcem. Na jego barkach spoczywa bezpieczeństwo wszystkich innych, zwłaszcza dzieci.
A pamiętajmy, że zagrożenia, które na nich czyhają, są dość osobliwe. Sam Jim Hopper przyjął posadę w Hawkins, bo uważał, że jego rodzinne miasto jest nudne i nic nadzwyczajnego się tam nie dzieje. I nagle musi nie tylko uwierzyć w to, że w miasteczku dzieją się rzeczy rodem z thrillera i horroru, ale też walczyć z rządową konspiracją i istotami nie z tego świata. Dlatego nie przeszkadza mu korzystanie z wiedzy Mike’a, Dustina i Lucasa, czy Jonathana i Nancy. Drużyna ma w Hopperze cennego sprzymierzeńca.
I jeśli miałabym powiedzieć, jaka jest cecha wspólna wszystkich policjantów na tej liście, to powiedziałabym, że mimo wszystko każde z nich – mimo swoich wad i kilku wątpliwych decyzji – jest dobrym gliną. Jedni są idealistyczni, inni zmęczeni światem. Jedni kierują się poczuciem obowiązku wobec społeczności, której służą; inni kochają to, co robią. Jedni mierzą się z rzeczami, które są dla nich codziennością, inni muszą jakoś odnaleźć się w obliczu nowych zagrożeń. Wszyscy jednak ryzykują życie, aby chronić innych.
Kategorie
Meg ogląda... Stranger Things

Meg i Miryoku oglądają Stranger Things – Rozdział 7: Zaginiona siostra

Advertisements
Witajcie!
W tym odcinku poznajemy bliżej rabusiów, od sceny z którymi otwarty został drugi sezon. Tak się bowiem składa, że kiedy Jedenastka uzyskała wgląd we wspomnienia matki, dowiedziała się, że w laboratorium była jeszcze jedna dziewczynka, Hinduska, a co za tym idzie – technicznie rzecz biorąc Nastka ma siostrę. Ciotka naszej bohaterki znajduje w aktach Terry Ives artykuł o zniknięciu hinduskiej dziewczynki. Nastka używa swoich mocy, aby ją znaleźć i wkrótce wyrusza w podróż do Pittsburgha. Okazuje się, że jej „siostra” nazywa siebie Kali, jest przywódczynią gangu wyrzutków i przyświeca jej chęć odwetu na ludziach, którzy skrzywdzili ją i jej przyjaciół. Aha, i ma moc tworzenia iluzji. Kali przyjmuje Jedenastkę do swojej grupy, pomaga jej doskonalić jej dar, a nawet bierze ją nawet na akcję do jednego z pracowników laboratorium.
Tak jak w poprzednim odcinku Jedenastki nie było w ogóle, tak tutaj mamy odcinek skoncentrowany na Jedenastce. Tylko w dwóch scenach dowiadujemy się, że Nastka przeżywa to wszystko, podczas wydarzeń ze Szpiega. Co więcej – wiele osób uważa Zaginioną siostrę za słaby epizod.
A ty jak sądzisz, Miryoku?
Niestety się zgadzam z tymi osobami. Gdyby ktoś mi o nim opowiedział, pomyślałabym “to musi być świetny odcinek”, ale jak się ogląda… nie wiem, nie ma tego klimatu. Niektóre momenty dają radę (O Boże, nowa stylówa Nastki to jest po prostu cudo!), ale to całe poszukiwanie “złych gości” jakoś mi nie pasuje do tego serialu. I tak odcinek, który miał budzić wiele emocji, dla mnie był po prostu nudny, a miejscami irytujący.
Mnie nowy styl Nastki nie porwał. Mimo wszystko wolę ją z loczkami i we flanelach XD.
Kali, jako taka, zaintrygowała mnie w wielu miejscach. Przede wszystkim raz wydaje się naprawdę troszczyć o odnalezioną po latach „siostrę”, kiedy indziej chce ją wykorzystać w swojej zemście przeciwko naukowcom. Właściwie wszystkie jej sceny z Nastką wypadają na tyle szczerze, że ja jestem w stanie uwierzyć, że jej troska jest prawdziwa.
Ja do tej pory nie jestem w stanie tego ocenić. To jest chyba mój problem z tą postacią, że zupełnie nie wiem, jak ją odbierać. Raz wydaje mi się miła i całkiem fajna, a jej moc uważam za świetną, zwłaszcza że te iluzje działają na zasadzie manipulacji umysłem ofiary, a nie tworzenia obrazków w powietrzu. Innym razem odpycha mnie to jej manipulowanie i chęć, by wszyscy się do niej dostosowywali. Przez to wszystko nie polubiłam jej, co nie znaczy, że uważam ją za złą postać. Może po prostu jej wątek został niedobrze poprowadzony, za dużo twórcy chcieli upchnąć w jednym odcinku. Gdybyśmy tę postać poznawali stopniowo w kolejnych odcinkach, lepiej rozumiejąc jej motywy, być może moje odczucia byłyby inne. Zresztą tych przydupasów też ma mało ciekawych.
No właśnie, jej moce niosą za sobą pewne niebezpieczeństwo. Skoro Kali potrafi sprawiać, że człowiek widzi albo nie widzi różnych rzeczy, to znaczy, że przy zapoznaniu się z pewnymi faktami (jak lęki czy tragiczna przeszłość) może w kreatywny sposób znęcać się nad ludźmi. Zresztą w przeciągu tego odcinka używa ich do manipulacji kilka razy, i to nie na ludziach, których chce ukarać, ale na członku swojej “ekipy” i na Nastce.
To prawda. W ogóle jest strasznie bezwzględna. Nie liczy się z innymi, jest na tyle przekonana o swojej racji, że jest gotowa na wszystko, by osiągnąć cel.
Jednocześnie trudno mi ją określić jako jednoznacznie złą. Zwłaszcza, że pod koniec odcinka wygląda jakby przeżywała iluminację – jakby spotkanie z Nastką dało jej nową perspektywę na pewne rzeczy.
W ogóle w pewnym momencie Kali stwierdza, że prawie miała rodzinę, „kogoś takiego jak twój policjant”, ale tego kogoś straciła. I ja się tak zastanawiam, czy to Kali coś zrobiła i przez to jej opiekun się od niej odwrócił, czy może to ludzie Brennera ją odnaleźli i zabili biedaka. Kali wydaje się być pełna nienawiści i gniewu, i właściwie to one ją napędzają do działania. Widać to również w tym, czego uczy Nastkę.
Nastka zaś na początku idzie za jej przykładem i chłonie wszystko, co Kali do niej mówi, ale kiedy okazuje się, że naukowiec, którego wytropiły, ma dzieci, Jedenastka nie tylko odstępuje od tego, aby go zabić, lecz także nie pozwala tego zrobić Kali. I po tej całej akcji Kali wypowiada zdanie, które zapadło mi najbardziej w pamięć: „Możesz okazywać litość, ale nie odbieraj mi wyboru.” Zwykle, kiedy widzimy konflikt ideologiczny, czy zabijać złych ludzi, czy nie, osoba, która stoi na stanowisku, żeby jednak zabijać, wręcz chce zmusić drugą stronę do tego, aby przyznała jej rację. Tutaj zaś nie – tutaj Kali chce tylko, aby Nastka nie wtrącała się do tego, kiedy ona sama chce wymierzyć karę.
Ta scena ostatecznie zniszczyła mi odcinek. To jest tak ograny motyw, że znudził mnie totalnie, nawet biorąc pod uwagę to, co słusznie zauważyłaś, że jest tu jednak odejście od schematu. 
Przy okazji okazuje się, że Brenner może żyć. Jak myślisz, Mir? Jest na to szansa? W końcu Demagorgon go zabrał do Odwróconego Świata.
Wątpię, żeby żył, jakoś sobie nie wyobrażam, jakby to miało wyglądać. Ale kto wie, kto wie…
Z takich jaśniejszych rzeczy – Jedenastka usłyszała przeprosiny Hoppera! I choć szeryf jest widoczny w przykrych wspomnieniach dziewczyny prawie tak często jak Brenner, kiedy skupia ona w sobie cały swój gniew; to później, kiedy Nastka siedzi sama i zaczyna rozmyślać nad miłymi rzeczami, które ją spotkały, to dwa ostatnie przebłyski z przeszłości dotyczą również Hoppera, który dał jej dom. A jego przeprosiny sprawiły, że jej stosunek do niego się ocieplił.
Też miałam z tego radochę! No i cieszę się, że Nastka wraca do domu. Ciekawa jestem też, czy faktycznie na kanwie tego odcinka powstanie spin-off dotyczący Kali i jej ekipy, jak niektórzy przypuszczają. To nie byłaby głupia rzecz.
W ogóle podobała mi się ta ostatnia scena, kiedy pasażerka pyta Nastkę dokąd jedzie, a ona odpowiada: “Do domu.” No bo wraca do ludzi, których kocha i którzy kochają ją, i wprost nie mogę się doczekać, aż się z nimi spotka.
Ja bym jednak wolała, aby pojawili się jeszcze w trzecim sezonie. Przede wszystkim, jest ta rzecz, o której mówiłaś wcześniej – Kali jednak nie dała się zbyt dobrze poznać, więc podejrzewam, że nie byłoby aż tak dużo osób zainteresowanych tym spin-offem.
Choć na pewno historia Kali ma pewien potencjał.
W sumie to dobrze, że mamy różne zdania na temat tego odcinka. Ja uważam, że choć były kliszowe elementy, Zaginiona siostra nie była znowu taka zła.
A tymczasem zostały nam już dwa odcinki do końca. Ciekawe jak przebiegnie spotkanie Jedenastki z jej bliskimi.
Kategorie
Meg ogląda... Stranger Things

Meg i Miryoku oglądają Stranger Things – Rozdział 6: Szpieg

Advertisements
Witajcie, przyjaciele!
Tym razem obsuwa ma związek ze świętami i różnymi naszymi zawirowaniami życiowymi. Przepraszamy.
W tym odcinku ludzie Owensa zabierają, zarówno Hoppera, jak i Willa, do laboratorium, aby ich zbadać. Podczas gdy szeryf wymiotuje, Will (który zaczął krzyczeć i zwijać się z bólu, kiedy naukowcy podpalili tunele) dziwnie się zachowuje. W laboratorium obecni są również Mike, Bob i Joyce. Tymczasem Lucas wreszcie dowiaduje się, że Dustin chciał się z nim skontaktować, i postanawia, że przekona Max o prawdziwości swojej historii, pokazując jej Darta. Steve postanawia zastawić na nowe zwierzątko Dustina pułapkę, przy okazji dając młodemu kilka rad, a z Jonathanem i Nancy też się coś dzieje, ale to nie jest nic ważnego.
Rozwaliłaś mnie końcówką ostatniego zdania. Ale popieram, bo im mniej Jonathana i Nancy, tym lepiej. Zwłaszcza jak zaczynają swoją grę pt: udajemy, że wcale nie chcemy się ze sobą ryćkać (a i tak jak przychodzi co do czego, to przegrywają w tym udawaniu).
Po raz kolejny, zanim przejdziemy do omawiania odcinka, mam do Ciebie, droga Miryoku, pytanie. Jak myślisz: czy zachowanie Billy’ego względem Lucasa można uznać za rasistowskie, czy też może chłopak jest dla niego szczególnie wredny, bo z nim najczęściej widzi swoją przybraną siostrę?
Powiem Ci, że do tej pory nie doszukiwałam się w tym rasizmu i zakładałam raczej ten drugi powód. Ale jak teraz o tym myślę – postawa rasistowska byłaby uzasadnieniem tej niechęci wobec nowych kolegów Max, dla których do tej pory uzasadnienia nie znajdowałam.
W scenie w samochodzie z drugiego odcinka Billy mówi, że są ludzie, z którym Max nie powinna się zadawać i jest niejako zasugerowane, że chodzi o Mike’a, Lucasa, Dustina i Willa. Ja też nie do końca byłam pewna, co on mógłby mieć przeciwko chłopakom i jedyne wytłumaczenie jakie znalazłam to fakt, że są nerdowaci. Ale mogło też chodzić o Lucasa w szczególności.
Dalej – doktor Owens udowadnia raz na zawsze, że jest całkowitym przeciwieństwem Brennera. W ogóle w tym sezonie laboratorium w Hawkins co rusz pokazuje, że zmieniła się warta i że tym razem pracują tam porządni ludzie.
Może w następnym sezonie będziemy mieć jakiegoś bardzo ważnego pozytywnego bohatera-naukowca i dlatego twórcy chcą ocieplić wizerunek laboratorium?
Ja jestem za tym, aby Owens dołączył do Drużyny. Chociażby jako konsultant.
Ach, scena w radiowozie, kiedy Hopper próbuje porozumieć się z Nastką… On jeszcze nie wie o tym, że ona uciekła znowu z domu i jest u matki. Od kiedy się ostatni raz widzieli, minęły tak mniej więcej dwa dni. Przez ten cały czas szeryf nie był w chatce, a w związku z tym – na ile mu wiadomo – Jedenastka była całkiem sama i mogła sobie pomyśleć różne rzeczy (zwłaszcza po tej pamiętnej kłótni).
Cała ta scena jest wspaniała, bo wszystko w Hopperze – od słów, które wypowiada, poprzez mowę ciała, a na ekspresji skończywszy – wskazuje jak bardzo mu przykro. On w tej scenie Nastkę przeprasza za swoje zachowanie i są to przeprosiny, na które niewątpliwie wielu ludzi czekało. Ja, jak ją obejrzałam, to pomyślałam sobie: „Oby Jedenastka to usłyszała. Nie wiem jak, ale niech to usłyszy.”
Zgadzam się, ta scena była super. Widać też po niej, jak Hopper troszczy się o Nastkę, ale tak naprawdę jak o własną córkę.
Trochę mi zaspoilerowano plot twista do tego odcinka, ale w sumie myślę, że nawet gdybym się na ten spoiler nie natknęła, domyśliłabym się, co zaszło. W końcu wszyscy byliśmy świadomi, że coś siedzi w Willu i właściwie naturalne byłoby założenie, że prędzej czy później to coś zechce przejąć nad chłopcem kontrolę. Trzeba jednak przyznać, że sposób, w jaki to opętanie rozegrano, jest interesujący. Szczególnie ta scena, kiedy Will budzi się i na pytania ludzi dookoła, czy ich poznaje, odpowiada albo zdawkowo („Mama”, „kolega”), albo: „Nie wiem”. No i jest jeszcze ten element, który kojarzy mi się z oklumencją w Harry’m Potterze – tak, Will może używać telepatycznej więzi z potworem w sobie, aby go szpiegować, ale to też działa w drugą stronę.
Podróż Steve’a ku zajebistości trwa nadal. W sumie facet nie ma czasu myśleć o swoim zawodzie miłosnym, skoro Dustin zwierza się z własnych rozterek. Muszę jednak przyznać, że rady Steve’a w kwestii podrywu mogą się sprawdzić u niektórych dziewczyn, ale nieraz są też nietrafione. Idąc za radą nastolatka, Dustin zachowuje się wobec Max jak buc.
E tam, od razu jak buc. W sumie dobrze jej powiedział, że jak im nie wierzy, to niech se idzie.
Przejdźmy do Lucasa i Max. Mamy tę scenę, jak siedzą na dachu i dziewczyna zwierza się ze swoich obaw. Właściwie w tym momencie mamy Max pozbawioną swoich zwykłych osłon i otwierającą się przed Lucasem. Już wcześniej pokazała, że nie jest taka twarda, jak się wydaje, ale tutaj mamy coś innego – nie lęk, tylko dobrowolne okazanie słabości, świadczące o tym, że Max ufa Lucasowi.
Na początku tego sezonu obawiałam się trochę, że chłopaki będą między sobą tak strasznie rywalizować o względy Max. Ale wyszło to całkiem spoko i naturalnie. Lucas się zaangażował bardziej, złapał z dziewczyną więź. Dustin był zajęty zwierzaczkiem i innymi rzeczami, więc w sumie odpuścił. Ten wątek pokazuje też, że twórcy bardzo ładnie i wiarygodnie budują relacje między postaciami.
No, prawda. Nic nie jest wymuszone w tej relacji.
To na razie tyle. Następny odcinek nosi tytuł Zaginiona siostra. Ciekawe o czym będzie?
Kategorie
Meg ogląda... Stranger Things

Meg i Miryoku oglądają Stranger Things – Rozdział 5: Dig Dug

Advertisements
Witajcie ponownie!
Uwaga! Mały spoiler w następnym akapicie!
Poprzednim razem nie wspomniałyśmy o tym, że Will zaczął rysować dziwne czarne rzeczy, które widzi dzięki stworowi, który w nim obecnie rezyduje. Otóż pod koniec odcinka czwartego Hopper odkrył, że to, co widnieje na rysunkach Willa, to pnącza i wyruszył na pole dyń z łopatą. Odcinek skończył się tym, że szeryf zapadł się pod ziemię.
Przechodząc do Dig Duga – Will informuje matkę i Mike’a o tym, że Hopper ma kłopoty i tak oto cała trójka próbuje dociec – w oparciu o rysunki Willa – gdzie dokładnie znajduje się szeryf. Nie idzie im to za dobrze, ale nagle przybywa Bob, który przyniósł kilka łamigłówek dla “chorego” Willa. Joyce już zaczyna go spławiać, kiedy Bob rzuca mimochodem, że jest dobry w łamigłówkach, i pani Byers postanawia zaangażować go do pomocy. Tymczasem Nastka odnajduje swoją ciotkę i matkę i dowiaduje się prawdy na temat tego, co wydarzyło się przed laty; Lucas wyjawia przed Max prawdę o wydarzeniach z pierwszego sezonu; Dustin (który w poprzednim odcinku odkrył, że Dart zjadł jego kota… o tym też zapomniałyśmy wspomnieć, sorki), po nieudanych próbach kontaktu z Lucasem, postanawia zaangażować do pomocy Steve’a; a Nancy i Jonathan spotykają się ze zwolennikiem teorii spiskowych z pierwszego odcinka tego sezonu, Baumanem.
Zacznijmy od Terry Ives. W poprzednim sezonie widzieliśmy matkę Jedenastki w stanie katatonii, ale nie było do końca jasne co ten stan spowodowało. W tym sezonie Nastka używa swoich mocy, aby się porozumieć z Terry i odkrywa prawdę. Co więcej – okazuje się, że kobieta od lat wciąż przeżywa w kółko najgorsze momenty swojego życia. Jej stan jest tragiczny nie tylko dlatego, że jest on wynikiem elektrowstrząsów zaaplikowanych przez ludzi Brennera, aby zamknąć Terry Ives usta; ale też dlatego, że kobieta była już tak blisko – odnalazła córeczkę i już miała ją zabrać z laboratorium, kiedy nagle została pochwycona przez ochronę. I przez cały czas przeżywa te chwile w kółko.
Ta scena była przerażająca. Mnie zostawiła w poczuciu, że matka Nastki żyje teraz w strasznym koszmarze i miałam cichą nadzieję, że może Nastce uda się ją z tego stanu wyciągnąć. Ale chyba zbyt cukierkowe i proste by to było.
Ja też tak trochę na to liczyłam. Ale cię pocieszę, że jest fik, w którym Nastka (z małą pomocą) to robi.
Cieszę się, że Lucas wtajemniczył Max w całą aferę. To, że mu nie uwierzyła, właściwie było do przewidzenia, ale to przynajmniej jakiś początek.
W sumie mnie się podobało w Max to, że tak trudno było jej uwierzyć w tę, przyznajmy, nieprawdopodobną historię. Wyszłaby na naiwną, gdyby uwierzyła od razu.
Nie wiem jak ty, Miryoku, ale ja zanim wzięłam się za oglądanie tego sezonu, widziałam mnóstwo postów na temat tego, jak fantastyczną opiekunką jest Steve Harrington. Tutaj mamy właśnie ten zaczątek relacji Steve’a z Dustinem, nad którą fani się rozpływają. Dustin właściwie zmusza nastolatka do pomocy przy poszukiwaniach Darta, kiedy Steve właśnie szedł z kwiatami do Nancy. Dodajmy, że Steve przez pierwsze dwa odcinki starał się jakoś pomóc Nancy w radzeniu sobie z sytuacją z Barb, po czym usłyszał od swojej dziewczyny, że ona go nie kocha. Dodajmy do tego Billy’ego i pozostałych kpiących z niedawnego króla liceum, a rysuje nam się obraz Steve’a, który jest trochę zagubiony i nie wie, co ze sobą zrobić. I nagle ni z tego, ni z owego, Dustin zaciąga go w szukanie Darta.
Ja te memy ze Steve’em będącym opiekunką widziałam już po obejrzeniu odcinków (staram się zwykle unikać spoilerów do rzeczy, które chcę obejrzeć), ale przyznaję, że też zakochałam się w tym motywie. Dustin jest super, ale dodajmy do tego jego “nianię” (choć w sumie to zachowuje się bardziej jak starszy brat) i mamy genialny duet. Ogólnie postać Steve’a była jedną z lepszych w tym sezonie, zwłaszcza że zaszła nam tutaj ładna ewolucja bohatera. Zresztą nie bardzo rozumiem hejty na niego w pierwszym sezonie – no dobra, nie zachował się kilka razy ładnie, ale kto by się nie zirytował, gdyby się dowiedział, że jego dziewczyna ma stalkera? Szczególnie jeśli jest się jeszcze głupim nastolatkiem.
Tzn. w pierwszym sezonie Steve miał kilka bucowatych momentów, chociażby na tym swoim przyjęciu, po zaginięciu Barb i po tym jak zobaczył, że Jonathan i Nancy się obściskują. W ogóle jak ktoś z Was przeczyta moje wrażenia z poprzedniego sezonu, to mówię tam, że Steve miał być typowym chłopakiem-palantem.
Z tym, że tak pod koniec tego sezonu Steve się zreflektował, odciął się od toksycznych kumpli, poszedł pogadać z Nancy i nawet się o nią martwił.
Właściwie ze Steve’m jest jak z Andersonem z Sherlocka. Anderson przez pierwsze dwa sezony był raczej mało lubiany, a potem przyszły Many Happy Returns i The Empty Hearse i ludzie się w nim zakochali. I tutaj też Steve jest pokazany w lepszym świetle, ma więcej momentów, kiedy można go polubić już od pierwszego odcinka.
A skoro już jesteśmy przy nastolatkach ze Stranger Things – co sądzisz o wątku Jonathana i Nancy, Miryoku? I jak ci pasuje Bauman, kiedy już zyskał trochę kolorytu?
Mam mieszane uczucia. Bo w sumie mieli się ku sobie już w pierwszym sezonie, więc nie jest to żadne zaskoczenie. Z drugiej strony podobało mi się, że na końcu bohaterka nie postąpiła schematycznie i nie wybrała “good guy’a” zamiast “bad boya”, tylko dlatego, że ten pierwszy był miły i dobry i w ogóle należy mu się za to dziewczyna w nagrodę. A z trzeciej strony w tym sezonie i Nancy, i Jonathan mnie drażnią, i w sumie uważam, że ona nie zasługuje na Steve’a, więc niech se już będą razem i dadzą Steve’owi spokój (ale niech Steve pozna jakąś fajną dziewuchę, która nie będzie kręcić na boku z innym facetem).
Większość fandomu podziela twoje odczucia XD.
Trzeba przyznać, że Hopper się całkiem nieźle trzyma w tych podziemiach. Wiele z rzeczy, które robi, świadczy o tym, że ma jakieś pojęcie o survivalu. I nie wiem, czy to jest coś, czego uczyli go w akademii policyjnej, czy może fani mają rację i facet rzeczywiście był w wojsku i walczył w Wietnamie.
Niemniej jednak, wybranie się samemu na tę eskapadę to kolejna z wielu złych decyzji szeryfa.
To był ten moment, kiedy miałam ochotę drzeć się do ekranu: “Jezu, po co tam włazisz, idioto?”
Od kiedy zaczął brać podejrzenia Joyce bardziej poważnie w poprzednim sezonie, Hopcio ma tendencję do włażenia w podejrzane i prawdopodobnie niebezpieczne miejsca. Raz jest to tajne laboratorium rządowe, a raz dziura z demonami z innego wymiaru. Jedyne, co mogę powiedzieć na temat tej konkretnej złej decyzji, to to, że pewnie szeryf chciał te pnącza zbadać jak najszybciej, biorąc pod uwagę, że miały jakiś związek z Willem… Co jest dość interesujące, kiedy weźmie się pod uwagę to, że na początku sezonu pierwszego był raczej leniwy.
(Po prostu teraz jest zakochany w Joyce – tylko jeszcze o tym nie wie – i troszczy się bardziej o nią i jej syna 😛 )
(Ja mam pewne spostrzeżenia, ale zachowam je na później.)
Bob poradził sobie całkiem dobrze, biorąc pod uwagę, że nie wiedział tak dokładnie o co kaman. I w sumie ja rozumiem, czemu Joyce i Mike mu nie powiedzieli, że Bob szuka Hoppera wewnątrz nie wiadomo czego, zrobionego przez stwory z innego wymiaru. Za dużo byłoby tłumaczenia, a im zależało na czasie.
Po tej całej akcji pokochałam Boba wielką miłością. Da się go nie kochać?
Nie, to jest fizycznie niemożliwe. Bob Newby to wcielenie wszystkiego, co dobre.
I na Bobie skończymy. Do zobaczenia w następnym odcinku!
Kategorie
Meg ogląda... Stranger Things

Meg i Miryoku oglądają Stranger Things – Rozdział 4: Will Roztropny

Advertisements
Na wstępie chciałabym przeprosić za obsuwę.
To tyle. Nie mam usprawiedliwienia.
No więc w tym odcinku Joyce, Max i chłopcy docierają do Willa, który zachowuje się dziwnie. Pani Byers zabiera syna do domu, a tam Will nie chce powiedzieć, co zaszło, mimo usilnych błagań matki. Z kolei Jedenastka powraca do chatki i zastaje tam Hoppera. Dochodzi między nimi do ostrej, nieprzyjemnej kłótni i szeryf, próbując zdyscyplinować Nastkę, psuje telewizor, ona z kolei krzykiem rozbija wszystkie okna. Następnego dnia Nancy i Jonathan wyruszają na własną tajną misję. Tymczasem Will nadal zaczyna się dziwnie zachowywać, między innymi stara się, aby w jego pokoju panowała niska temperatura, bo „On lubi jak jest zimno.”, co oczywiście wzbudza zaniepokojenie Joyce. W szkole Max, Lucas i Mike nadal szukają Darta, zaś Hopper mówi Jedenastce, że jeśli chce, aby naprawił telewizor, ona powinna posprzątać chatkę. Dziewczynka to robi i przypadkiem znajduje akta ze śledztwa w sprawie Laboratorium w Hawkins. Billy zaczepia Steve’a, Jonathan i Nancy zostają zgarnięci przez ludzi z laboratorium, a Hopper i Mike odwiedzają Byersów i rozmawiają z Willem.
Zanim przejdziemy dalej, powiedz mi taką rzecz, Miryoku: Co na razie sądzisz o doktorze Owensie, zastępcy Brennera? Zwłaszcza po tej scenie, kiedy rozmawia z Nancy i Jonathanem?
Wydaje się sympatyczny i gada z sensem. Ale to serial, więc w takich momentach zwykle zakładam, że się okaże, że bohater nie jest w porządku i tylko udawał dobrego gościa. Nawiasem mówiąc, Nancy trochę zyskała w moich oczach, bo po poprzednim odcinku myślałam, że faktycznie jest taka durna, żeby dzwonić na telefon, który ewidentnie musi być na podsłuchu, i opowiadać o rzeczach, które miała zachować w tajemnicy, bo inaczej jej i jej bliskim mogą zrobić kuku. Dobrze, że to wszystko było częścią większego planu.
Owens jest kreowany na takiego niejednoznacznego. Nie wiadomo tak dokładnie, czy jego jowialność wobec bohaterów jest szczera, czy też może to tylko gra. Jeszcze pewnie do niego potem wrócimy.
Dalej – och, Hopper… Niełatwo się ogląda scenę kłótni między nim a Nastką. On mówi wiele okropnych rzeczy, ona jest na niego wściekła i nawet mówi mu, że „jest jak Papa”, i ogólnie jest to moment, w którym wiele ze złych decyzji szeryfa powraca do niego. Coś, co jednak świadczy na jego korzyść, to to, że następnego dnia widać, że żałuje pewnych swoich słów, tylko jak już zamierza Nastkę przeprosić, ostatecznie decyduje się być twardy.
Może i Hopper się stara, ale popełnia masę karygodnych błędów. Wrzeszczenie na nastolatkę będącą na granicy wytrzymałości psychicznej to nie jest dobry pomysł. Zwłaszcza że Nastka ma rację, że Hopper ją ciągle okłamuje, a on nie potrafi się do tego przyznać. Poza tym z jednej strony oczekuje od niej, że będzie mu całkowicie posłuszna jak małe dziecko, a z drugiej wymaga od niej odpowiedzialności na poziomie dorosłej osoby o stabilnej psychice. Ale w sumie kiedy miał się nauczyć być ojcem, skoro nagle dostał pod opiekę nastolatkę w fazie buntu i po ciężkich przejściach?
Masz rację, zwłaszcza z tym ostatnim. Pamiętajmy, że Sara zmarła na raka jako siedmiolatka, więc Hopper nie miał okazji być ojcem nastoletniego dziecka.
W tym odcinku Max już ma po dziurki w nosie tego, że chłopaki nic jej nie mówią i wygarnia to Lucasowi. I właściwie trudno nie czuć jej frustracji, zwłaszcza, kiedy z jednej strony Lucas i Dustin ciągle zapraszają ją do grupy, a z drugiej ukrywają przed nią informacje, a Mike nie kryje swojej niechęci wobec niej. Tak więc zrozumiałe, że nie chce mieć z nimi nic wspólnego. Na szczęście całe zajście daje potem Lucasowi do myślenia.
A ja się zastanawiam, czemu chłopaki pozwalają Mike’owi tak sobą rządzić.
Nie wiesz? Jest paladynem, więc dowodzi drużyną XD. Czasami tak jest, że najbardziej heroiczni bohaterowie są liderami w Five-Man Bandzie.
Ej, faktycznie XD Teraz mi to uświadomiłaś.
A jak ci się podobała scena między nim a Willem? Bo tutaj widać jakąś jego starą, bardziej sympatyczną stronę.
Mnie się podobają wszystkie przejawy opiekuńczości Mike’a wobec Willa, bo uważam je za bardzo urocze. Zresztą ja dalej bardzo lubię Mike’a, choć niektóre jego zachowania mnie irytują. Nawet tę niechęć do Max rozumiem (choć nie popieram, bo Max jest super!).
Ja, choć uwielbiałam Mike’a w pierwszym sezonie, tak w drugim traktuję go trochę z rezerwą. Są momenty, w których mnie irytuje. Ale sceny z Willem są wspaniałe.
Biedny, biedny Will. Teraz ma w sobie ciało obce i widać, że nie jest do dobre uczucie. Czy ta kawalkada traum się kiedykolwiek skończy?
Na początku drugiego sezonu napalałam na to, że tym razem uda nam się poznać Willa bardziej – tak od strony zwykłego dzieciaka, co ma tam jakieś swoje zainteresowania, jakiś charakter… A tu niestety znowu taki umęczony, wplątany w tragiczną sytuację dzieciak, o którym niewiele wiemy. Nie żebym uważała to za zły motyw, bo takie jego zachowanie w obecnej sytuacji jak najbardziej ma sens, ale trochę mi żal, bo cały serial opiera się na tym, że biednemu Willowi przydarzyło się coś złego, a mnie w sumie tak średnio na tym dzieciaku zależy, bo właściwie dalej go nie znam. Inna sprawa, że scena, w której Will opowiada mamie o momencie, w którym “to coś” w niego wniknęło jest bardzo przejmująca, zwłaszcza że to przecież opowieść o gwałcie.
Też miałam takie skojarzenia. Raczej było to zamierzone.
A co sądzisz o scenie z matką Nastki?
Na pewno w tej scenie zostało nam tak zasugerowane, że albo Terry Ives ma również jakieś zdolności ESP, albo jest między nią a córką parapsychiczna więź. Niemniej jednak na pewno Nastka teraz wybierze się w podróż, aby poznać matkę, co właściwie jest prawidłową koleją rzeczy.
I tym pozytywnym akcentem mówimy Wam: do widzenia w Dig Dugu!