Site icon Planeta Kapeluszy

Wakacyjne Wyzwanie – W zakolu rzeki

Reklamy

Na drugą rundę wybraliśmy oboje kategorię pływanie i tak oto przypadł mi… dramat? Kryminał? Thriller psychologiczny? W każdym razie film pod wdzięcznym tytułem W zakolu rzeki, gdzie wszystko się toczy wokół ciała nastolatki.

Przy czym, zadając mi ten film, Oscar napisał mi, że „sam nie wie, co o tym myśleć” i liczy na to, że ja mu powiem (jego słowa, serio). Ja to intepretuję w taki sposób, że kolega Oscar zna moją tendencję do nadmiernego wczytywania się w jego polecanki i postanowił zrobić z tego jakiś użytek.

Tak więc trzymajcie się, bo będą spoilery.

Niejaki Samson Tollet, nazywany Johnem, zostawia nad rzeką ciało koleżanki z klasy, Jaime, a po przyjściu do szkoły tak po prostu opowiada swoim znajomym – Mattowi i Lynnowi – że ją zabił. Na początku chłopaki mu nie wierzą, myśląc, że to kiepski żart, ale on zaprowadza ich na miejsce, gdzie leży jego ofiara. Potem John wspomina o tym jeszcze kilku osobom i im też pokazuje ciało. Przez dłuższy czas dzieciaki nie wiedzą, co z tym robić (jedynie Lynn chce pomóc koledze uniknąć kary), aż w końcu, po dwóch dniach Matt zawiadamia policję o tym, co się stało. Lynn postanawia ukryć Johna u sprzedawcy trawki i i odludka, Fecka, a tymczasem sprawa gmatwa się coraz bardziej.

W zakolu rzeki zostało zainspirowane prawdziwą zbrodnią na czternastolatce Marcy Renee Conrad, która w 1981 roku została zgwałcona i uduszona przez kolegę ze szkoły, Anthony’ego Jacquesa Broussarda. Broussard nie tylko zabił koleżankę, lecz także chwalił się tym w szkole i pokazał ciało Marcy znajomym. Dopiero dwa dni po odkryciu ciała dwoje z nich zawiadomiło policję. Pytani dlaczego nie zadzwonili od razu, pozostali uczniowie odparli, że nie chcieli mieć kłopotów.

Wydaje mi się, że W zakolu rzeki próbuje zrozumieć tamtych uczniów, jak i podobne im dzieciaki, które są świadkami albo nawet uczestnikami takich tragedii, a mimo to wydają się nie tylko być na te tragedie obojętni, lecz także w ogóle nie posiadać empatii. Szybko można odnieść wrażenie, że śmierć Jaime wcale nie obeszła bohaterów, pomimo tego, że znali ją, a dwie dziewczyny – Maggie i Clarissa – się z nią nawet przyjaźniły. W pewnym momencie Clarissa dziwi się, że jeszcze nie zapłakała nad przyjaciółką, chociaż znała ją od przedszkola i często płacze nad postaciami w filmach.

Tak jak w przypadku innej polecanki sprzed lat, która opowiadała o morderstwie dziewczyny, mamy różne postawy wobec całej sytuacji. Samego Johna wydaje się w ogóle nie obchodzić to, czy zostanie złapany, czy nie, podczas gdy Lynn – wiedziony przeświadczeniem, że ich grupa to zgrana paczka i przyjaciołom trzeba pomagać – gotów jest pozbyć się ciała Jaime i ukryć Johna przed policją. Clarissa jest wstrząśnięta, Maggie morderstwo nie obchodzi (a nawet z fałszywym smutkiem udziela potem wywiadu w telewizji), małemu Timowi John imponuje i tylko Matt zdaje się przeżywać jakieś moralne rozterki. (Z kolei niejaki Kevin, który niczego nie widział, wygłasza komunały o bezsensownej przemocy i upadku wartości.) I teraz zachodzi pytanie: na ile bierność tych dzieciaków to mechanizm obronny przed tym, jak zareagują na śmierć Jaime dorośli; na ile presja rówieśników (zwłaszcza Lynna, którego nikt jakoś nie lubi, ale wszyscy wydają się słuchać), na ile solidarność z Johnem, a na ile poczucie odrealnienia całą sytuacją? Na ile są to psychologiczno-socjologiczne mechanizmy, a na ile zepsucie młodzieży, która pali trawkę, pije piwo i wydaje się zafascynowana seksem i przemocą?

Dorośli, którzy potem dowiadują się o morderstwie, spoglądają na tę młodzież z podejrzliwością i odrazą. Policjant, który przesłuchuje Matta traktuje go jak potencjalnego podejrzanego, zwłaszcza że na jego pytania odnośnie tego, co czuł na widok martwej koleżanki, chłopak odpowiada: „Nie wiem.” – Matt nie umie nazwać tego, co czuł, zapewne nigdy wcześniej nie czuł się w taki sposób, więc nie jest w stanie tego określić (do tego praktycznie rzecz biorąc, jest karany za to, że postąpił słusznie). Rodzice i opiekunowie zrzucają winę na złe towarzystwo swoich pociech, a nauczyciel bohaterów gani swoich uczniów za brak empatii wobec ofiary (mówi przy tym też coś bardzo ciekawego na temat społeczeństwa; potem do tego wrócę), i nawet Feck, który sam przyznaje, że zabił swoją ukochaną, ostatecznie nie potrafi zrozumieć Johna.

Na samym początku filmu mały Tim wrzuca ukochaną lalkę młodszej siostry do rzeki (a potem jeszcze bezcześci zrobiony dla niej symboliczny grób). Łatwo znaleźć tutaj pewien symbolizm między lalką a Jaime, która w zasadzie przez większość obsady traktowana jest jak przedmiot. Przemowy Lynna o przyjaźni nie dotyczą Jaime, tylko jej oprawcy; patrząc po raz pierwszy na martwe ciało dziewczyny, kilku jej znajomych rusza je patykiem z ciekawości, a sami uczniowie nie potrafią odpowiedzieć na pytanie nauczyciela jaka była i jak wyglądała. Niby to ona jest tutaj ofiarą, ale ludzie, którzy ją znają, wydają się interesować wszystkim innym, tylko nie nią.

Teraz wrócę do nauczyciela, bo podczas swojej tyrady nad brakiem empatii swoich uczniów, mówi on taką rzecz:

Nikogo w tej klasie jej śmierć nie obeszła! To nam daje okazję, aby z poczuciem wyższości potępić upadek moralny społeczeństwa, ale zupełnie nas nie dotyka! Bo gdyby dotykało, nie bylibyśmy w tej klasie, tylko na ulicy i na wpół przytomni z niewyspania, szukalibyśmy Samsona Tolleta z bronią w ręku!

Pomijając ostatnie zdanie, nawołujące do linczu na młodocianym przestępcy, ta przemowa dotyka kwestii tego, jak nawet dzisiaj patrzymy na tego typu wiadomości. Bardzo łatwo jest w zaciszu swojego domu, słuchając o kolejnym bestialskim morderstwie, powiedzieć: „Co też się dzieje z tym światem? Ta dzisiejsza młodzież to istne potwory!”, ale łatwo jest też podczas tego świętego oburzenia zapomnieć o samej ofierze i skupić się na własnych odczuciach, na politycznej agendzie albo na mordercy.

W moim odczuciu, Oscarze, W zakolu rzeki jest właśnie o tym jak patrzymy na tego typu historie, nawet jeśli dzieją się one tuż obok nas.

Exit mobile version