Dzisiaj chciałabym zacząć nową serię artykułów Suchet kontra…, w której będę zestawić ze sobą adaptacje Agathy Christie w serialu ITV i ich filmowe odpowiedniki z innymi odtwórcami roli małego Belga. Zło, które żyje pod słońcem wydaje się dobrym początkiem i zaraz powiem Wam dlaczego.
Już trzy razy porównywaliśmy ekranizacje książek z Poirotem – Morderstwo w Orient Expressie, ABC i Śmierć na Nilu. Oczywiście Poirot od ITV z Suchetem w roli głównej, zaadaptował cały kanon z małym Belgiem, ale powstało jeszcze kilka ekranizacji z innymi aktorami – Peterem Ustinovem oraz Kennethem Branagh. Artykuł o Śmierci na Nilu obejmował wszystkich trzech panów, jednak nie miałam okazji porównać ze sobą Morderstwa w Orient Expressie z 2017 z pozostałymi trzema wersjami tej historii. Z kolei Ustinov miał jeszcze pięć filmów, do których jeszcze nie doszliśmy. Stąd właśnie pomysł, aby serię Suchet kontra… zacząć właśnie od Zła, które żyje pod słońcem.
Przy czym ten artykuł nie ma na celu ustalić, która adaptacja jest lepsza albo który Herkules Poirot jest lepszy. Nie będę też wgryzać się w samą fabułę i omawiać ją, krok po kroku, ale skupię się tylko na najważniejszych detalach. Chcę po prostu przedstawić podobieństwa i różnice występujące w obu wersjach. Zachęcam do zapoznania się z obiema wersjami, bo będą spoilery.
Zło, które żyje pod słońcem – książka
Tak jak przy poprzednich artykułach, omówmy najpierw literacki pierwowzór.
Zło, które żyje pod słońcem wyszło w 1941 roku. Fabuła zarysowuje się mniej więcej tak: Herkules Poirot przybywa na wakacje do Devon, na małą turystyczną wysepkę z hotelem i licznymi malowniczymi atrakcjami. Na miejscu zastaje licznych ciekawych gości – od starszego, amerykańskiego małżeństwa Gardner, uwielbiającej wioślarstwo Emily Brewster, wielebnego Stephena Lane’a i irytującego Horace’a Blatta poprzez cierpiącą na liczne dolegliwości panią Christine Redfern wraz z mężem, Patrickem, po kapitana Kennetha Marshalla z nastoletnią córką, Lindą, i młodą żoną, sławną aktorką, Arleną Stuart; oraz projektantkę sukien i starą znajomą kapitana, Rosamund Darnley. Poirot szybko dowiaduje się, że Arlena ma długą historię romansowania z mężczyznami, a od jakiegoś czasu interesuje się też Patrickiem Redfernem, który zaczyna coraz bardziej zaniedbywać swoją żonę. Niebawem Arlena zostaje znaleziona martwa w tak zwanej Zatoce Skrzatów i ze śladami uduszenia.
Książka została bardzo dobrze przyjęta, ale da się w niej wyczuć pewne podobieństwa do innych utworów Christie, gdzie pojawia się egzotyczna lokacja i problemy małżeńskie – między innymi opowiadanie Trójkąt na Rodos, a także Śmierć na Nilu. Zło, które żyje pod słońcem zawiera też postać, z którą Poirot już się spotkał – pułkownika Westona z Samotnego Domu.
Zło, które żyje pod słońcem było adaptowane jako słuchowisko radiowe, gra komputerowa, a także jeden z odcinków francuskiego serialu Agatha Christie: Kryminalne zagadki.
Zło czai się wszędzie (1982)
Film z Peterem Ustinovem (którego polski dystrybutor zatytułował dość sztampowo, ale dzięki temu wyróżnimy go od odcinka Poirota) jest sequelem to Śmierci na Nilu i w tym kontekście wygląda dość osobliwie. Nie tylko Maggie Smith i Jane Birkin grają tam zupełnie inne role niż w poprzednim filmie, lecz także jak obejrzy się te dwa filmy jeden po drugim, da się zauważyć podobieństwo między Linnet Ridgeway a Arleną Stuart. Obie są kobietami, które wzbudzają silne emocje wśród pozostałych gości, zwłaszcza że wygląda na to, że wykradły lub wykradają ukochanych innym kobietom (z tym, że Arlena nie tylko flirtuje z panem Redfernem niemalże na oczach jego żony, lecz także sama jest mężatką).
O ile jednak w literackim pierwowzorze Arlena stała się, na swój sposób, postacią tragiczną tylko postrzeganą jako zołza, o tyle tutaj rzeczywiście tą zołzą jest. Widać to chociażby w sposobie, w jaki traktuje swoją pasierbicę Lindę, obrażając ją i wyganiając z pomieszczeń, kiedy akurat chce spędzić trochę czasu z kochankiem. Również państwo Gardner, ze zwykłych gości, nie powiązanych z Arleną, stali się producentami teatralnymi, którzy wyłożyli sporą kasę na sztukę, w której Arlena miała zagrać, ale po ślubie z kapitanem się na nich wypięła; a odpowiednik Emily Brewster, Rex, napisał o Arlenie książkę biograficzną, ale nie może jej opublikować bez zgody Arleny, której ona mu, oczywiście, nie daje (a terminy gonią).
Jak wspominałam przy adaptacjach Śmierci na Nilu, Linnet w filmie z Ustinovem była niejednoznaczna i w zasadzie w pewnym momencie jej zachowania względem większości pasażerów „Karnaku” były w pełni usprawiedliwione. Jest bogata i „ma wszystko”, a przez to jest bardzo samotna. Arlena jest jakby jej przeciwstawiona – również to piękna i popularna kobieta, wzbudzająca skrajne emocje, ale uwielbiająca zwracać na siebie uwagę, zwłaszcza mężczyzn. Wiele męskich postaci uległo kiedyś jej wdziękom i panuje powszechna opinia, że Arlena bawi się nimi i ich wykorzystuje, zanim nie znajdzie sobie następnego adoratora, który da jej więcej (Poirot ma inną interpretację jej charakteru, ale do niej przejdę później).
W tym filmie – poza kapitanem Marshellem i panem Redfernem – przykładem takiego mężczyzny jest sir Horace Blatt, na którego trop Poirot natrafia, prowadząc sprawę fałszerstwa pewnego diamentu. Blatt chciał go ubezpieczyć na sporą sumkę, ale po konfrontacji Poirota z sir Horace’m, wychodzi na jaw, że diament był prezentem dla Arleny w ramach ich zaręczyn. Arlena wkrótce je zerwała i oddała diament, a teraz okazało się, że diament ów jest falsyfikatem. Dlatego Blatt wynajmuje Poirota, aby udał się do kurortu i odnalazł oryginał.
Tak jak wcześniej Śmierć na Nilu, tak i Zło czai się wszędzie skraca trochę obsadę, usuwając niektóre postaci lub łącząc je z innymi. I tak oto nie ma tutaj wielebnego Stephena Lane’a ani majora Barry’ego (nie uświadczymy też większości policyjnych bohaterów, w tym – pułkownika Westona i inspektora o wdzięcznym nazwisku Colgate).
Za to grana przez Maggie Smith właścicielka kurortu, panna Castle, nie tylko dostaje imię – Daphne – ale też zostaje połączona z Rosamund Darnley jako stara znajoma kapitana Marshalla i jego potencjalna przyszła ukochana. Daphne wielokrotnie staje w obronie Lindy, widząc jak dziewczynka jest traktowana przez macochę, i jest między nią a Arleną pewna rywalizacja jako byłych aktorek. Kiedy dochodzi wreszcie do morderstwa Arleny, Daphne Castle błaga Poirota jako „dama w opresji”, aby pierwszy zajął się śledztwem, w dodatku w miarę dyskretnie. Potem wielokrotnie asystuje mu przy pracy, a nawet próbuje chronić Kennetha Marshalla, dając mu alibi (które jednak Poirot szybko podważa, udowadniając, że nie mogła zobaczyć kapitana w lustrze z miejsca, w którym siedział).
Sam kapitan Kenneth Marshall w książce ożenił się z Arleną trochę z poczucia honoru, chcąc ją chronić przed skandalami, które się za nią ciągnęły (również, aby chronić matkę Lindy oświadczył się jej), i przez większość książki ma się wrażenie, że nie obchodziło go zbytnio, co Arlena robi i nawet jak to o nim świadczy (oburza się też, kiedy śledczy sugerują, że go zdradzała). Filmowy Kenneth Marshall, grany przez Denisa Quilley’a, jest radosny i od razu przy zapoznaniu z Poirotem, wyjaśnia mu wiele tajemnic wyspy (w tym – strzał z armaty, który pada raz dziennie w południe). Wydaje się nieporuszony jawnym flirtowaniem Arleny (Daphne sugeruje nawet, że przyciągają go właśnie takie kobiety jak ona) i przez większość czasu pozostaje bierny na to, jak żona traktuje jego córkę, bo nie wyobraża sobie wziąć z Arleną rozwód.
Książkowa Linda nie przepadała za macochą, ale jej niechęć była związana z tym, że od kiedy jej ojciec znów się ożenił, poświęcał nowej żonie większość czasu (poza tym miała trochę kompleksy względem Arleny jako szykownej i pięknej kobiety). W pewnym momencie wychodzi na jaw, że próbowała rzucić na Arlenę urok i po śmierci macochy czuła się tak winna, że dokonała próby samobójczej (a prawdziwy sprawca jej tę próbę nawet ułatwił). W filmie Linda nie próbuje się zabić, za to chodzi naburmuszona jak typowa nastolatka w okresie buntu i prawie sprowadza na Reksa Brewstera kłopoty, kłamiąc, że go nie widziała.
Pan Gardner w książce przeważnie potakiwał swojej żonie, która wygłaszała różne opinie na temat zaistniałej sytuacji i dopiero, kiedy Poirot wziął go na stronę, odkrył, że Gardner ma zmysł obserwacji. W filmie pan Gardner jest tak samo elokwentny jak żona i nawet wygłasza długi monolog o tym, jak to nie ma alibi (nawet do pewnego stopnia chwali się tym faktem, a Poirot rozczarowuje go, twierdząc, że jednak ktoś może potwierdzić, że Gardner czytał w samotności).
Rex Brewster jest o tyle ciekawą postacią, że stanowi odwrotność Emily Brewster, na której jest wzorowany. W tym sensie, że Emily była trochę takim typem atletycznej chłopczycy, podczas gdy on ma przywodzić na myśl nieco zniewieściałego artystę, który jednak nadal spędza czas kąpiąc się i opalając, a w trakcie szacowanego czasu zabójstwa Arleny akurat wybrał się na wycieczkę łódką. Ponadto mieszka w hotelu trochę na kredyt, dlatego tak bardzo zależy mu na zgodzie Arleny – dzięki książce będzie mógł spłacić swoje długi.
Wreszcie pan Redfern wydaje się być (przynajmniej na początku) podobny do Simona Doyle’a (jest pewne podobieństwo między typem urody Nicholasa Claya i Simona MacCorkindale’a – obaj to bruneci z wydatnymi dolnymi szczękami), chociaż o wiele bardziej inteligentny, jako nauczyciel łaciny. Z kolei pani Redfern, w którą wcieliła się Birkin, wydaje się zahukana, w ciszy znosząca niewierność męża i do tego cierpiąca na liczne przypadłości zdrowotne, jak lęk wysokości i wrażliwość na słońce.
Zło czai się wszędzie osadza miejsce akcji w fikcyjnym kraju Tyrania (wzorowanym na Albanii) w przeciwieństwie do książkowego Devonu. W przeciwieństwie też do książkowego pierwowzoru, gdzie nikt nie miał niepodważalnego alibi poza właściwymi sprawcami, film z Ustinovem daje alibi każdemu, choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że niektórzy ich nie mają. Wątek diamentu zaś przemyka się tu i tam, zwłaszcza że Blatt w pewnym momencie przybywa do hotelu, aby obserwować Poirota przy pracy. Sam Ustinov w tej adaptacji ma sceny komediowe (chociażby, jeśli chodzi o wymagania, jakie stawia pani Castle tuż po przyjeździe), ale ma też sceny, w których okazuje współczucie pani Redfern albo Lindzie. Widzieliśmy to już wcześniej, podczas poufnej rozmowy między Poirotem a Jackie Bellefort, ale w Zło czai się wszędzie jest to jakby bardziej wyeksponowane.
(Przy okazji warto wspomnieć, że tę konkretną adaptację z Ustinovem omawiał swego czasu Oscar Readmore.)
Zło, które żyje pod słońcem (2001)
Teraz omówmy sobie adaptację Zła, które żyje pod słońcem, przypadającą na pierwszy odcinek ósmego sezonu Poirota.
Tym razem hotel pani Castle pełni również rolę uzdrowiska oferującego diety, a Herkules Poirot zostaje tam wysłany przez pannę Lemon po tym, jak źle się poczuł w nowej, argentyńskiej restauracji Hastingsa i lekarz stwierdził u niego kliniczną otyłość. Ogólnie rzecz biorąc w tej adaptacji Zła, które żyje pod słońcem, pojawiają stałe postaci wspierające małego Belga – nie tylko na samym początku widzimy Hastingsa, pannę Lemon i inspektora Jappa, ale też Hastings towarzyszy przyjacielowi do uzdrowiska, inspektor Japp pomaga w późniejszym śledztwie, a panna Lemon rozmawia ze swoim pracodawcą przez telefon i jedzie tam, gdzie on nie może. Wszyscy troje zaś bardzo niepokoją się o zdrowie przyjaciela.
O dziwo, Zło, które żyje pod słońcem ma trochę więcej żartów z postaci Herkulesa Poirota. Co prawda, w poprzednim filmie zdarzało się małemu Belgowi cierpieć niewygody, tym razem jednak żarty związane są z kuracjami, które Poirot musi znosić (od diety po komorę parową). Ale też serial pokusza się o meta-żarty, bo wiele osób w uzdrowisku spodziewa się, że Poirot akurat prowadzi jakąś sprawę. (Tak jeszcze dodam, że pod koniec okazuje się, że Poirot źle się poczuł, bo w restauracji doszło do zatrucia pokarmowego… a tak w ogóle to Poirot w kwestii otyłości ufa bardziej swojemu krawcowi.)
Niemniej jednak dziwne wypowiedzi gości i ogólna napięta atmosfera sprawiają, że detektyw ma złe przeczucia i chce tym razem zapobiec morderstwu (co mu się, oczywiście, nie udaje).
W poprzedniej adaptacji nie uświadczyliśmy majora Barry’ego i wielebnego Stephena Lane’a. Tutaj zaś obaj panowie się pojawiają (nawet słyszymy kazanie Lane’a o Jezebel na samym początku odcinka), ale nie ma państwa Gardner, za to rolę producentki teatralnej poszkodowanej przez kaprys Arleny przejmuje Emily Brewster.
Stephen Lane stanowi połączenie między śmiercią Arleny a podobną zbrodnią kilka lat temu, która miała miejsce w jego parafii: bogata kobieta została zamordowana w lesie, ale główny podejrzany, czyli jej narzeczony, miał żelazne alibi. Chociaż od początku wielebny odnosi się do Arleny jak do tytułowego zła, które żyje pod słońcem (gdyż, jak Jezebel, uosabia ona perfidię kobiet), szybko odkrywamy, że jego stosunek do niej wynika z jego własnej przeszłości – żona Lane’a porzuciła go dla innego mężczyzny.
W książce major Barry był nudziarzem, którego historii o pobycie w Indiach nikt już nie chciał słuchać. W serialu zaś major przez dłuższy czas zachowuje się podejrzanie, ale okazuje się w końcu, że jest policjantem i przeprowadza tajną operację. Tak się bowiem składa, że odcinek adaptuje też wątek sir Horace’a Blatta szmuglującego narkotyki, a major Barry próbuje rozpracować, gdzie jest miejsce zrzutu towaru. Wątek narkotyków w książce jest tylko muśnięty, natomiast w serialu pojawiają się podejrzanie ubodzy w lornetki ornitolodzy, którzy próbują dostać się na plażę, pomimo prowadzonego śledztwa. Odkrycie kokainy w jaskini na plaży sprawia, że operacja Barry’ego zostaje znacznie przyspieszona.
Teraz przyjrzyjmy się samej ofierze. W przeciwieństwie do Diane Rigg, która grała Arlenę jako osobę nad wyraz nieprzyjemną, Louise Delamere skupia się tylko na byciu beztroską kokietką. Robi co chce i nie zważa na innych (zwłaszcza na męża). Nie widzi nic złego w spędzaniu czasu z innym mężczyzną, nawet jeśli zaniedbuje Kennetha Marshalla. O wielu co mniej chwalebnych czy podejrzanych zachowaniach Arleny dowiadujemy się od osób trzecich – Japp wspomina skandal z milionerem Erskine’m, którego aktorka uwiodła i po którym potem dostała ogromny spadek; a Emily Brewster wyjaśnia, że wyraziła chęć zabicia aktorki, gdyż Arlena kosztowała ją fortunę. Zarazem serial dodaje też wątek niejakiego Nathana Lloyda, który tańczy z Arleną na samym początku i pyta ją o pieniądze; a potem wysyła do niej telegram, który brzmi jak pogróżka. Wydaje się więc, że ofiara miała szantażystę.
Linda Marshall zmieniła się w Lionela Marshalla, a przez to mam wrażenie, że dynamika między nim a innymi postaciami też trochę uległa zmianie. W książce Linda czuła się zaniedbywana i nieładna, a do tego pozbawiona matczynej opieki, toteż Rosamund Darney oraz Christine Redfern poświęcające jej uwagę, były dla niej jak figury matczyne (Linda nawet przyznawała, że Rosamund jest tak samo szykowna jak Arlena, ale wydaje się bardziej sympatyczna). Lionel również wydaje się zaniedbywany przez Kennetha, ale jest też nieśmiałym okularnikiem, który zagląda do miejskiej biblioteki i słucha programów w radiu. Kiedy Christine zaprasza go pod klify, on po prostu cieszy się, że ktoś zwrócił na niego uwagę.
W przeciwieństwie do Lindy z książki i filmu, Lionel na samym początku oburza się tym, że jego ojciec tak po prostu pozwala się lekceważyć przez nową żonę. Niemniej jednak odcinek Poirota adaptuje „plan” zabicia Arleny przez Lindę. O ile jednak w literackim pierwowzorze Linda wypożyczyła kilka książek o okultyzmie, aby rzucić na macochę czar i po jej morderstwie dziewczynkę zjadało poczucie winy, o tyle Lionel wypożyczył książkę o chemii, niby po to, aby uczyć się do egzaminu, ale w rzeczywistości znaleźć sposób na otrucie macochy. Ostatecznie jednak jego komentarz, że Christine Redfern ma większy powód, aby zabić Arlenę, niż on, ale jednak nie miałaby odwagi, aby to zrobić, zdradza jego własne myśli – to on nie jest zdolny zabić człowieka.
Kenneth Marshall jest w tej adaptacji o wiele młodszy (David Mallison nie ma jeszcze zmarszczek ani siwych włosów, w przeciwieństwie do Denisa Quilley’a), a i wydaje się bardziej aktywny. Nadal nie zamierza rozwodzić się z Arleną i nawet oburza się na sugestie śledczych, że mogła go zdradzać, ale w swojej pierwszej scenie wyraża niezadowolenie tym, że żona przerywa z nim taniec, aby zająć się Nathanem Lloydem (potem zdajemy sobie sprawę z tego, że z innych powodów niż się na początku wydaje).
Rosamund Darney już nie jest właścicielką hotelu (jak w filmie), za to jest kimś, kogo Poirot spotkał w Egipcie podczas wakacji… które zamieniły się w śledztwo (nie do końca wiadomo, czy chodzi o śmierć Linnet Ridgeway-Doyle). W obu adaptacjach Zła, które żyje pod słońcem, nocna rozmowa Rosamund/Daphne z Kennethem Marshallem sugeruje motyw, dla którego kobieta chciałaby zabić Arlenę: dobro ukochanego mężczyzny i jego dziecka. Bo Kenneth Marshall jest zbyt honorowy, aby po prostu rozwieść się z niewierną żoną, nawet jeśli jej wybryki krzywdzą jego i Lindę/Lionela. Gdyby tylko Arlena umarła, Marshallowie byliby wolni.
Tamzin Malleson jako Christine Redfern bardzo przypomina Jane Birkin w tej samej roli, chociaż jest jakby bardziej od niej rumiana i odkrywa trochę więcej dekoltu. Zrezygnowano też z jej lęku wysokości i w zasadzie prawie nie słyszymy o żadnej z jej dolegliwości. W powieści i filmie fakt, że musiała chronić skórę przed słońcem, jest słabowita i ma zawroty głowy przy wysokościach, był istotny dla fabuły. Nie ma też sceny, w której Poirot zastaje płaczącą Christine, za to kobieta przygląda się z góry mężowi, kiedy ten spędza czas z Arleną i przypadkiem słyszy rozmowę aktorki z Nathanem Lloydem.
Wreszcie Patrick Redfern grany przez Michaela Higgsa, jest bardzo przyjacielski wobec Poirota i Hastingsa, których państwo Redfern spotykają w drodze do uzdrowiska. Jak tylko jednak docierają na miejsce, większość czasu spędza z Arleną. Dowiadujemy się przy okazji, że jest z zawodu dziennikarzem.
Nie trudno oprzeć się wrażeniu, że Zło, które żyje pod słońcem z 2001 chce być wierne książkowemu oryginałowi, ale chce też być klasycznym odcinkiem Poirota z Hastingsem, Jappem i panną Lemon (którzy w późniejszych sezonach pojawiali się raczej sporadycznie). To samo w sobie nie jest złe, bo interakcje Sucheta z kolegami z planu sprawiają, że jego mały Belg jaśnieje nieco bardziej, a poza tym Hastings, Japp i panna Lemon świetnie sprawdzają się jako pomocnicy.
Złoczyńca czy ofiara, czyli znaczenie zakończenia Zła, które żyje pod słońcem
Teraz, kiedy przeszliśmy do spoilerów, mogę wreszcie omówić szerzej Arlenę Stuart.
Przez całe Zło, które żyje pod słońcem Arlena kreowana jest jako manipulatorka, która bawi się mężczyznami i wprowadza zamęt. Herkules Poirot w każdej wersji historii postrzega Arlenę jako osobę głupią i naiwną, a przez to często wykorzystywaną przez mężczyzn. Aktorka jest piękna i wzbudza sensację, ale też przyciąga ludzi, którzy chcą ją naciągnąć na pieniądze. Jednym słowem: to oni bawią się nią, a nie ona nimi. I być może Kenneth Marshall pozostaje z nią w związku małżeńskim, aby zapewnić Arlenie jakąś stabilność, nawet jeśli będzie ona ciągle skakać w bok do kolejnych drani.
Tak więc Arlena Marshall staje się ofiarą spisku dwojga ludzi, którzy chcą zbić na niej fortunę. Zostaje uwiedziona przez szarmanckiego mężczyznę, który dusi ją na plaży. A wiecznie nieszczęśliwa, zaniedbywana żona jest częścią tego spisku i tak naprawdę liczyła na to, że Arlena wybierze się z jej mężem na schadzkę.
W tym momencie podobieństwo do Śmierci na Nilu wydaje się jeszcze wyraźniejsze. Tak samo, jak Linnet Ridgeway, Arlena Stuart padła ofiarą kogoś, kto tylko udawał, że mu na niej zależy, a tak naprawdę wraz z inną kobietą dybał na jej pieniądze. Tylko że nie kryła się za tym jakaś spaczona fantazja miłosna, tylko wyrachowany plan, który państwo Redfern już kiedyś przeprowadzili.
W filmie z Ustinovem rzeczywiście widać tę manipulację Arleny, a w dodatku odznacza się ona arogancją i traktuje oschle pasierbicę. Ale u Sucheta ten wątek mężczyzn wykorzystujących aktorkę jest bardziej widoczny. Już choćby dlatego, że Nathan Lloyd okazuje się nie być szantażystą, tylko maklerem z Nowego Jorku namawiającym usilnie Arlenę na jakąś inwestycję. Arlena, co prawda, wypłaca z konta całą swoją fortunę, ale za radą Redferna inwestuje ją gdzieś, gdzie na pewno forsa trafi do jego kieszeni. W Poirocie ta naiwność Arleny jest trochę bardziej uwypuklona niż u Ustinova. Arlena Stuart jest postacią zdecydowanie autodestrukcyjną.
Sam Patrick Redfern we wszystkich trzech wersjach rzuca się na Poirota, aby go udusić. W Zło czai się wszędzie Redfernowie tuż po odkryciu ich spisku, jeszcze są pewni siebie i nawet trochę bezczelni, bo przecież detektyw nie ma żadnego dowodu, który łączy ich z poprzednią sprawą; ale Herkules Poirot używa podstępu, dzięki czemu Redfern sam się zdradza. Z kolei w odcinku Poirota Redfern przymierza się do toastu, jakby godził się z porażką, ale zaraz potem atakuje detektywa (ale z pomocą przyjacielowi przychodzi Hastings).
Trochę to smutne, ale niestety śmierć Arleny umożliwia szczęśliwe zakończenie dla kapitana Marshalla i jego dziecka. Wiadomo, Rosamund/Daphne będzie o wiele lepszą żoną dla Kennetha, zwłaszcza że go autentycznie kocha, a on kocha ją; a do tego Linda/Lionel ją lubi. Narkotyki zostają przechwycone, tak samo jak przemytnicy, mordercy wreszcie trafiają w ręce sprawiedliwości, a mały Belg wraca do zdrowia. I być może Arleny ze Zło czai się wszędzie nie jest nam specjalnie żal, ale Arlena z Poirota nie była zła, tylko po prostu naiwna i łaknąca uwagi.
I tak mniej więcej prezentują się dwie adaptacje Zła, które żyje pod słońcem.
