Kategorie
Meg ogląda... Merlin

Meg ogląda Merlina – 2×13 „Ostatni Władca Smoków”

Advertisements

Tak więc nadszedł czas na finałowy odcinek drugiego sezonu. W poprzednim finale mieliśmy groźbę śmierci Artura i Merlina próbującego oddać za niego życie. Tym razem mamy Wielkiego Smoka, który wywiera swoją zemstę na Camelocie i Utherze; a przy okazji Merlina, który dowiaduje się pewnej rzeczy o swoim pochodzeniu.

Mam kilka refleksji na temat Wielkiego Smoka, ale przejdę do nich potem.

Opis Fabuły:

Po tym, jak w ostatnim odcinku Merlin uwolnił Wielkiego Smoka, bestia każdej nocy atakuje Camelot, mszcząc się za swoją długoletnią odsiadkę. Aby zaradzić sytuacji, Gajusz radzi, aby poszukać pomocy u Władcy Smoków – człowieka, który potrafi ujarzmić smoki samymi tylko słowami. Pech chce jednak, że Uther swego czasu wybił większość Władców Smoków, a ostatni z nich, Balinor, znajduje się na wygnaniu w pobliżu królestwa Cenreda (z którym Camelot jest w stanie wojny). Merlin i Artur wyruszają w podróż, aby go odszukać i przekonać do pomocy, Merlin zaś ma powody sądzić, że Balinor to jego ojciec.

Co Z Tego Pamiętam:

Pamiętacie, jak wspominałam, że na początku drugi sezon oglądałam z napisami i na pewnej stronie? Z jakiegoś powodu Ostatni Władca Smoków nie był na niej dostępny, więc musiałam go poszukać w innych miejscach. Na szczęście znalazłam go na YouTubie, chociaż ledwo rozumiałam, co tam mówili.

Tak czy inaczej, to jeden z tych odcinków, które pamiętałam jako-tako, bo mi się podobał i czasami do niego wracałam. Po części ze względu na bardzo sympatyczną scenę między Arturem i Merlinem w karczmie, a po części ze względu na to, że Merlin ma okazję spędzić trochę czasu ze swoim biologicznym ojcem. Ostatnia scena z Wielkim Smokiem też jest niczego sobie.

Wnioski Ogólne:

Merlin w legendach wychowywał się bez ojca i są różne wersje tego, czyim jest synem. Według jednej legendy jego matka zaszła z nim w ciążę, kiedy miała sen o rycerzach, a według innej – jego ojcem był sam Szatan i Merlin postanowił wykorzystać pochodzącą od niego moc magiczną dla dobra ludzkości. Koniec końców, kiedy jeszcze Ostatni Władca Smoków nie został wyemitowany, krążyły różne teorie na temat tego, kto w serialu jest ojcem Merlina i jedna z nich właśnie czerpała z legendy o diable. Balinor mógł się wydawać rozczarowaniem dla niektórych, ale koniec końców okazał się bardzo interesującą postacią.

Tak więc Merlin dowiaduje się od Gajusza, że Balinor ukrył się przed Utherem w Ealdorze – rodzinnej wiosce Merlina. Hunith zwierzyła się potem medykowi, że to właśnie Balinor jest ojcem jej syna, ale prosiła Gajusza, aby nikomu nie mówił. Teraz jednak Merlin miał spotkać się z Balinorem, więc w sumie powinien wiedzieć.

Na pewno czarownik jest na początku podekscytowany samą perspektywą spotkania ojca i wyjawienia mu swojej tożsamości; być może nawet ma pewną nadzieję na to, że kiedy wszystko się skończy, jego rodzina będzie w komplecie. Colin Morgan zresztą świetnie zagrał tę nerwowość, tę chęć powiedzenia: „Jestem twoim synem.”, a także późniejszą radość, kiedy już obaj wiedzą, kim dla siebie są i mogą nadrobić stracony czas. Jest nawet taki moment, kiedy Merlin stwierdza, że Balinor mógł uciec wraz z Hunith i razem by sobie żyli jako rodzina, jednak Władca Smoków dochodzi do wniosku, że to nie byłoby dobre życie. Pod pewnymi względami czuć w tej tragicznej historii Rękę Przeznaczenia – gdyby Balinor nie uciekł do Ealdoru, Merlin by się nigdy nie narodził; a gdyby zabrał ukochaną i syna ze sobą, Merlin nigdy nie trafiłby do Camelotu i nie uratował Artura ze sto razy.

Jednakże kiedy jeszcze Balinor o niczym nie wie i Artur i Merlin proszą go o pomoc, wielkim zawodem dla chłopaka jest to, że Władca Smoków kategorycznie odmawia. Już wcześniej właściciel karczmy, w której zatrzymali się książę i jego sługa, stwierdza, że Balinor nie lubi ludzi… ale kiedy ranny Artur i Merlin do niego docierają, Władca Smoków leczy księciu rany i ratuje mu życie – czyli jeszcze są w nim pewne odruchy współczucia. Trzeba tylko jakoś go przekonać do tego, aby pomógł Camelotowi. Merlin właściwie zmusza go do zmiany decyzji, wspominając Gajusza – człowieka, który pomógł Balinorowi uciec. Władca Smoków przyznaje, że ma wobec Gajusza dług i dlatego postanawia jednak pomóc Arturowi.

Są pewne paralele między Wielkim Smokiem a Balinorem. Obaj są ostatnimi przedstawicielami swojego rodzaju -ostatnim smokiem i ostatnim Władcą Smoków – ponieważ Uther wybił ich pobratymców w swojej nienawiści do magii. Obaj też bezpośrednio ucierpieli z ręki króla – Wielki Smok był przez całe lata więziony pod zamkiem, a Balinor był przez króla ścigany aż do wioski, w której Władca Smoków się schronił i prawie ułożył sobie życie z Hunith. Obaj też w swojej nienawiści do Uthera pozwalają cierpieć ludowi Camelotu. Podczas rozmowy z Merlinem Balinor stwierdza nawet, że rozumie w pełni to, co czuje Wielki Smok (czy też raczej Kilgharrah, bo tak właśnie Wielki Smok ma na imię), bo sam żyje w grocie z dala od ludzi, których kocha, i to tylko dlatego, że zapalczywość Uthera go do tego zmusiła.

(Swoją drogą, warto zwrócić uwagę na to, że Uther w tym odcinku jest tchórzem – podczas gdy jego syn dowodzi rycerzami, aby odeprzeć ataki Wielkiego Smoka, król siedzi ciągle w bezpiecznej części zamku i ledwo cokolwiek robi. Ponadto zastanawiam się na ile jego niechęć do wysyłania ludzi po Władcę Smoków jest spowodowana sytuacją polityczną, skoro wcześniej nie miał problemów z posyłaniem żołnierzy do Ealdoru – także znajdującego się na terenie Cenreda – aby owego Władcę Smoków ścigać.)

W przeciągu tego odcinka Merlin przeżywa różne stany emocjonalne – najpierw szok na wieść o swoim pochodzeniu, potem poczucie rozdarcia (bo ma stanąć przed ojcem, a jednocześnie ukryć to przed Arturem), następnie nerwowość i zawiedzenie tym, że Balinor okazał się zbyt pochłonięty własną krzywdą, aby pomóc niewinnym ludziom; radość z tego, że jednak zmienił zdanie i dowiedział się o prawdziwym pochodzeniu Merlina; czy wreszcie smutek z powodu jego nagłej śmierci.

Ostatni Władca Smoków ginie, ratując swego syna przed żołnierzami Cenreda; ginie zanim jeszcze zdąży spotkać się z Kilgharrą i nakazać mu zostawienie Camelotu w spokoju. Jest to podwójna tragedia – nie tylko królestwo pozostaje zdane na łaskę i niełaskę smoka, lecz także Merlin znów utracił ojca i musi ten fakt ukrywać przed księciem. Wydaje się, że wszystko jest stracone; że w zasadzie jedyne, co pozostaje Camelotowi, to konfrontacja ze smokiem na otwartej przestrzeni. Wokół księcia zbiera się grono najdzielniejszych rycerzy, którzy potem ruszają wraz z nim do boju.

Ale czy na pewno Władca Smoków nie może im już pomóc? Otóż tak się akurat składa, że dar rozmowy i ujarzmiania smoków przechodzi z ojca na syna. Dotąd nie obudził się w Merlinie, bo zwykle ojciec najpierw musi umrzeć, aby syn przejął jego moc. Tak więc Merlin staje przed Kilgharrą, poskramia go i już prawie ma go zabić… kiedy nagle postanawia tego nie robić. Może dlatego, że wcześniej Wielki Smok mówił, że nie chce „być powodem wymarcia swojej szlachetnej rasy”, a być może dlatego, że między nim a Merlinem (jako Władcą Smoków) jest coś w rodzaju magicznej więzi. Tak czy inaczej, czarownik oszczędza Kilgharrę, ale każe mu odejść i grozi, że jeśli smok kiedykolwiek zaatakuje Camelot, zostanie zabity. Kilgharrah jest pod wrażeniem tego posunięcia i stwierdza nawet, że to „przebłysk mężczyzny, którym Merlin się kiedyś stanie”.

I wiecie, pomimo tego, że Kilgharrah robi w tym odcinku straszne rzeczy; pomimo tego, że już wcześniej zwiastowano nam ból i cierpienie, jakie sprowadzi na Camelot, po latach nadal trudno mi mu nie współczuć. Niemal od pierwszego odcinka wiemy, że Wielki Smok jest ostatnim przedstawicielem swojego gatunku i że Uther trzyma go pod zamkiem jako przestrogę dla użytkowników magii. Dlatego zawsze wydawało mi się, że uwolnienie smoka było sprawiedliwe (zwłaszcza że wielokrotnie dawał on Merlinowi wskazówki, jak pokonać Potwora Tygodnia), tylko właśnie trzeba było wymyślić sposób na to, aby nie mógł tknąć Camelotu (i w Ostatnim Władcy Smoków taki sposób się znajduje).

Jednocześnie po latach zdaję sobie sprawę z tego, że atak Kilgharry na Camelot, kiedy smok spędził dwa pierwsze sezony mówiąc Merlinowi o jego świetlanej przyszłości u boku Artura, nie świadczy o nim zbyt dobrze. Do pewnego stopnia Wielki Smok manipulował Merlinem (i wiele z późniejszych dramatów można by było uniknąć, gdyby nie przepowiednie Kilgharry dotyczące Morgany i Mordreda; przepowiednie, które nieraz miały samospełniający się charakter). Są momenty, kiedy Wielki Smok jawnie pragnie śmierci Uthera, ale są też momenty, kiedy zależy mu na tym, aby Merlin i Artur dokonali swojego przeznaczenia, a nawet wydaje się współczujący.

I w sumie finał drugiego sezonu to zadowalające rozwinięcie wątku Wielkiego Smoka – przynajmniej teraz Kilgharrah będzie pomagał Merlinowi nie dlatego, że chce się uwolnić i wywrzeć zemstę, ale dlatego, że łączy ich ta więź między ostatnim smokiem i ostatnim Władcą Smoków. Co więcej, wiele z ich późniejszych interakcji będzie miało bardziej przyjazny charakter. Ale do tego dojdziemy jeszcze w kolejnych odcinkach.

Na koniec wspomnijmy jeszcze o momentach między Merlinem i Arturem. Podczas swojej wspólnej podróży (a także tuż przed ostateczną bitwą) chłopaki mają czas się trochę podroczyć. Artur stwierdza wręcz, że brakuje mu marudzenia Merlina, i kiedy tak leżą w jednym pokoju, szykując się do spania, książę próbuje przekonać swojego sługę do zwierzeń odnośnie tego, co go trapi, mówiąc: „Wyobraź sobie, że nie jestem księciem, a ty nie jesteś sługą.” To jest taki uroczy moment przyjaźni (chociaż ma też w sobie pewien gorzki posmak – gdyby nie czynniki zewnętrze, Merlin mógłby otworzyć się przed Arturem o wiele bardziej). Jest jeszcze całkiem sympatyczna scena, w której Merlin zakłada Arturowi zbroję i mówi księciu, że ma być ostrożnym, a potem nagle chłopaki zaczynają się droczyć w taki sposób, jakby chcieli powiedzieć: „Tak, stary, też będę za tobą tęsknił.”

Tak więc zakończyliśmy drugi sezon. Teraz Przygody Merlina zrobią się mroczniejsze i coraz bliższe legendom – Artur zostanie królem, zostaną ustanowieni Rycerze Okrągłego Stołu itd. (Pojawią się też pewne klicze, od których dwa poprzednie sezony były wolne… Ale to jest historia na kiedy indziej.)

Autor: redhatmeg

Filozof kultury, doszukujący się głębokich odniesień w najbardziej rozrywkowych filmach, książkach i serialach. Lubi analizować to, co czyta i ogląda. Ma nadzieję na wydanie książki. Przez niektórych nazywana Królową Fluffu.

Leave a Reply Cancel reply