Site icon Planeta Kapeluszy

Artykuł: Suchet i Ustinov – Śmierć lorda Edgware’a

Reklamy

I wracamy znów do serii Suchet i…, biorąc się za powieść Śmierć lorda Edgware’a oraz jej dwie adaptacje – film z Peterem Ustinovem z 1985 roku oraz odcinek Poirota od ITV z Davidem Suchetem z 2000 roku.

Śmierć lorda Edgeware’a nie jest aż tak znana współczesnej widowni, jak Morderstwo w Orient Expressie, Śmierć na Nilu czy ABC, ale są pewne elementy tej historii i jej adaptacji, które chciałabym omówić. I choć sama pierwszy raz poznałam tę historię poprzez odcinek Poirota, to wersja z Ustinovem ma kilka interesujących szczegółów, które nie tylko czynią ją unikalną, ale też wyznaczają kierunek kolejnych dwóch adaptacji z Ustinovem.

Zauważyliście też może, że zmieniłam nazwę serii z Suchet kontra… na Suchet i… Komentarze pod poprzednią częścią uświadomiły mi, że poprzednia nazwa sugerowała, iż moje porównanie będzie miało charakter wartościujący. Dlatego od teraz będzie to Suchet i…, aby podkreślić, że chodzi bardziej o omówienie różnic bez rozstrzygania, która wersja jest lepsza.

Jak zwykle spodziewajcie się też spoilerów w ostatnim podrozdziale.

Śmierć lorda Edgware’a – książka

Śmierć lorda Edgware’a – pierwsze wydanie

Powieść Śmierć lorda Edgware’a została wydana w 1933 roku. Fabuła zaczyna się od występu znamienitej aktorki amerykańskiej, Carlotty Adams, umiejącej perfekcyjnie naśladować różne słynne osobistości. Na przedstawieniu obecni są też kapitan Hastings i Herkules Poirot, do którego wkrótce podchodzi inna aktorka, Jane Wilkinson. Pani Wilkinson jest żoną lorda George’a Edgware’a, ale nie jest szczęśliwa w małżeństwie i pragnie ponownie wyjść za mąż, tym razem za księcia Merton (znanego ze swoje bogobojności i mniszego stylu życia), nie może jednak tego zrobić, bo jej mąż jest zatwardziałym konserwatystą i nie uznaje rozwodów. Dlatego aktorka prosi Poirota o to, aby wstawił się za nią u męża. Następnego ranka mały Belg wraz z Hastingsem wybierają się do lorda, który informuje ich, że nie tylko zgodził się na rozwód, ale i już dawno powiadomił o tym żonę listownie. Wkrótce jednak zostaje zamordowany scyzorykiem w kark, a sekretarka i lokaj twierdzą, że widzieli Jane Wilkinson wchodzącą w noc morderstwa do domu. Problem polega na tym, że gazety donoszą, iż w tym samym czasie aktorka była widziana na przyjęciu. Poirot pamięta, że Carlotta Adams umiała naśladować Wilkinson, więc przybywa do jej mieszkania, gdzie zastaje ją martwą po przedawkowaniu weronalu. Sprawa wydaje się osobliwa, bo wygląda na to, że Carlotta została namówiona do udawania Jane Wilkinson, ale nie wiadomo przez kogo i czy rzeczywiście brała udział w morderstwie, czy była to tylko zmyłka, aby obciążyć Jane. Poza żoną lorda, podejrzani są też, między innymi, jego spłukany bratanek, kapitan Ronald Marsh i nienawidząca ojca córka, Geraldine Marsh. Innymi osobami dramatu jest gwiazdor filmowy Bryan Martin, przyjaciółka Carlotty, Jenny Driver, sekretarka lorda Edgware’a, pani Carroll i młody aktor, Donald Ross.

Śmierć lorda Edgware’a ma dwa angielskie tytuły – brytyjski Lord Edgware Dies oraz amerykański Thirteen at Dinner (Trzynaścioro przy obiedzie), który odnosi się do przesądu, który głosi, że jeśli trzynaście osób siedzi u stołu, ta, która wstanie pierwsza, zginie. Ponadto książka była jedną z pierwszych filmowych adaptacji Agathy Christie, a konkretnie – ledwie rok po publikacji książki na jej kanwie powstał trzeci film z Austinem Trevorem jako Poirotem. Z kolei w 1992 roku pojawiła się pięcioczęściowa radiowa adaptacja powieści, a w 2012 roku Śmierć lorda Edgware’a została zaadaptowana jako odcinek francuskiego serialu Agatha Christie: Kryminalne Zagadki.

Śmierć lorda Edgware’a (1985) – wersja uwspółcześniona

Adaptacja Śmierci lorda Edgware’a z 1985 roku to pierwszy film z Peterem Ustinovem jako Poirotem, który był robiony dla telewizji. Rozpoczyna on też dwa trendy, które będą się przewijać przez kolejne dwie adaptacje z tym aktorem jako małym Belgiem.

Pierwszy z nich możemy zauważyć już w pierwszej scenie tego filmu (który zachowuje amerykański tytuł), gdzie widzimy nie występ teatralny Carlotty Adams, tylko studio telewizyjne, gdzie Herkules Poirot, Bryan Martin i Carlotta biorą udział w talk show. Tak się bowiem składa, że czas akcji został przeniesiony do lat osiemdziesiątych. I być może słysząc o takim zabiegu, od razu nasuwa się widzowi skojarzenie z Sherlockiem albo przynajmniej z Morderstwem w Orient Expressie z 2001 roku, gdzie wiele szczegółów na temat postaci czy fabuły zostało zmienionych, aby iść z duchem czasu, ale akurat film z 1985 jest zaskakująco wierny literackiemu pierwowzorowi. A wręcz ma się wrażenie, że poza modą, samochodami, scenami w studiu mody Jenny Driver albo zdjęć filmowych Bryana Martina, ten film mógłby się rozgrywać w latach trzydziestych. Nie tylko jest mnóstwo scen, które dzieją się w starych posiadłościach, w otoczeniu zabytkowych mebli i przedmiotów, lecz także trzej mężczyźni prowadzący śledztwo – Herkules Poirot, kapitan Hastings i inspektor Japp – ubrani są w trzyczęściowe garnitury, płaszcze i kapelusze, które bardziej pasują do mody lat trzydziestych niż osiemdziesiątych.

W istocie, oglądając tego przeniesionego w lata osiemdziesiąte Herkulesa Poirota, można zauważyć, czym kierowało się Morderstwo w Orient Expressie z Alfredem Moliną, kiedy ich mały Belg też wydawał się być staruszkiem nie przepadającym za nową technologią i opierającym się głównie na swoich szarych komórkach. Poirot Ustinova w Śmierci lorda Edgware’a niespecjalnie interesuje się kinem czy telewizją, a wręcz sam wspomina, że ostatni film, który widział, to Casablanca.

Jonathan Cecil jako kapitan Hastings.

Drugim trendem, który będzie się przewijał przez kolejne dwa filmy z Ustinovem, jest Jonathan Cecil jako kapitan Hastings. Cecil ma niestety takiego pecha, że z jednej strony musi rywalizować z Hugh Fraiserem; a z drugiej strony jego fizjonomia sprawia, że wygląda trochę jak głupek (i być może nawet był to zamierzony zabieg, bo w Kurtynie Hastings żalił się, że przez te lata przypadała mu rola przygłupiego pomocnika). Hastings Cecila wypowiada wiele kwestii z książki i na początku filmu instruuje Poirota na temat kamer, ale nie jest zbyt wyrazisty.

Generalnie w obsadzie można zauważyć kilka znajomych twarzy. W podwójnej roli Jane Wilkinson i Carlotty Adams występuje legendarna Faye Dunaway, Ronaldem Marshem jest Bill Nighy, fani Flasha mogą kojarzyć Geraldine Marsh jako doktor Tinę McGee, Benedict Taylor grający Rossa przewijał się w wielu filmach i serialach (między innymi w Mrocznym Widmie), a występujący jako Bryan Martin Lee Horsley grał w westernach Tarantino. Przy czym grana przez Diane Keen Jenny Driver ma bardzo mało do roboty, bo głównie fabuła skupia się na Jane, Ronaldzie, Bryanie i Geraldine. Nie uświadczymy też w tym filmie księżnej Merton, która pragnie uchronić syna przed małżeństwem z aktorką i zwraca się w tej sprawie do Poirota, aczkolwiek sam książę występuje, choć tylko w jednej scenie.

Faye Dunaway w podwójnej roli – jako Jane Wilkinson (po lewej) i Carlotta Adams (po prawej).

Dunaway udało się uchwycić jowialność, beztroskę i skupienie na sobie swojej bohaterki. Zwłaszcza kiedy zwraca się do Poirota po raz pierwszy i później, kiedy ze sobą rozmawiają, da się odnieść wrażenie, że ona chce go tak trochę swoją bezpośredniością owinąć wokół palca (nawet mówi do niego po imieniu, co sprawia wrażenie bliskości). Od samego początku widzimy, że jest to typ ekstrawertyczki, lubiącej towarzystwo innych i nie przejmującej się za bardzo tym, co owi inni o niej myślą. Jest jednak jedna zasadnicza różnica między tą Jane a literackim pierwowzorem, o której będę mówić nieco później.

Carlotta Adams jest nieco mniej utalentowana niż w książce, gdzie była w stanie fantastycznie naśladować ogromną gamę ludzi za sprawą głosu i maniery. W filmie z Ustinovem największą sensacją jest to, że jest podobna z twarzy do Jane Wilkinson i jej występ w talk show zasadza się na tym, że przychodzi w blond peruce i wygłasza kilka kwestii, podczas gdy Poirot i Bryan Martin siedzą skonfundowani. Jeszcze podczas późniejszego przyjęcia mamy okazję się jej przyjrzeć, ale potem następuje jej śmierć i główna rzecz, której się o niej dowiadujemy, to to, że miała siostrę w Ameryce, z którą regularnie wymieniała listy.

Bryan Martin jest nam wielokrotnie pokazany podczas kręcenia kolejnego filmu akcji, gdzie gra detektywa. W scenie zawsze występuje kaskader i choć reżyser uważa, że wszystko poszło świetnie, Martin chce powtórzyć ujęcie, bo coś mu w nim nie pasowało. Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że jest on po prostu perfekcjonistą, ale Poirot zaproponuje inną interpretację. Martin też – tak samo jak Jane – zwraca się do detektywa w pewnej sprawie: twierdzi, że ktoś go śledzi i że komentarz Jane, że jeśli lord nie da jej rozwodu, to ona go zabije, nie był żartem; że Jane Wilkinson rzeczywiście jest do tego zdolna. Obie te rzeczy pojawiały się też w literackim pierwowzorze, ale w filmie Poirot już od razu wyczuwa, że cała ta interakcja była nieszczera, a filmowy Martin kończy ją mówiąc: „Kocham pana, panie Poirot”, co ma świadczyć o tym, że aktor się zagalopował.

Ronald Marsh przedstawiany jest jako przyjaciel Carlotty na przyjęciu u Jane Wilkinson. W książce poznajemy go jako pijaka i tutaj też widzimy go z piersiówką. Bill Nighy w dodatku ma wprawę w graniu zblazowanych postaci z nałogami, więc wychodzi mu to bardzo naturalnie. Istotne jest, że śmierć lorda Edgware’a to dla niego wybawienie od długów, tak więc jest on głównym (po Jane Wilkinson) podejrzanym. Z tym, że w książce mieliśmy też wątek jego stosunku do Geraldine (czyli tak powszechny we wczesnych pracach Christie wątek relatywnie dalekich kuzynów mających się ku sobie… co pewnie w Anglii w latach trzydziestych nie było niczym dziwnym), który tutaj nie wykracza poza wzajemną chęć pomocy (ona poszła po perły matki, aby on mógł je zastawić i spłacić długi, a on poprzysiągł, że je odzyska).

W książce najpierw dowiedzieliśmy się, że lord Edgware jest powszechnie uważany za dziwnego i bardzo przywiązanego do tradycji. Dopiero kiedy Poirot ma okazję porozmawiać z jego córką i sekretarką, dowiaduje się, że ofiara lubiła, jak ludzie się jej bali i że albo córkę ignorowała, albo ją terroryzowała. Nigdy nie poznajemy szczegółów tego znęcania się nad Geraldine, ale po jej zahukanej osobowości i wypowiedziach możemy się tego i owego domyślić. Tak jest też w przypadku filmowej wersji granej przez Amandę Pays, którą Poirot i Hastings spotykają po raz pierwszy, kiedy chcą pomówić z lordem Edgware, a ona przemyka się ukradkiem i tylko spogląda na nich nerwowo. W swoich pozostałych scenach Geraldine wydaje się trochę chłodna i nie omieszkuje wspomnieć, że nienawidziła ojca, a teraz się nareszcie od niego uwolniła.

David Suchet jako inspektor Japp (jedzący kiełbaskę).

Najbardziej istotną rolą w tym filmie dla fanów Agathy Christie jest jednak inspektor Japp grany przez Davida Sucheta. Jest to rola, która zwróciła na niego uwagę spadkobierców pisarki, a oni zaproponowali, aby zrobić z niego nowego Poirota. I w kontekście jego najbardziej znanej roli, trochę dziwnie ogląda się go teraz bez wąsów i francuskiego akcentu.

Ale jak sprawia się on w roli Jappa? No cóż, inspektor w książce trochę z niechęcią podchodził do pomysłów Poirota, od razu zakładając, że winna jest osoba najbardziej podejrzana, niemniej jednak korzystał z rad małego Belga przy sprawdzaniu niektórych tropów (Hastings nawet stwierdza w pewnym momencie, że żal mu Poirota, bo Japp będzie miał bezpośredni dostęp do sceny zbrodni, gdy tymczasem detektyw, który postanowił sobie to odpuścić, będzie musiał polegać na niepełnej relacji inspektora). Japp w wykonaniu Sucheta na początku wydaje się być trochę taką postacią komediową, bo w swoich pierwszych dwóch scenach raczy się jedzeniem, najpierw w domu Poirota, a potem na planie filmowym. Tak jak książkowy pierwowzór od razu skupia się na pierwszych z brzegu podejrzanych i podejmuje tropy zaproponowane przez małego Belga, ale robi też wrażenie człowieka zajętego ważną pracą w Scotland Yardzie i nie mającego specjalnie czasu na dramatyzm Poirota przy ostatecznej konfrontacji.

Śmierć lorda Edgware’a (2000) – wersja „rozszerzona”

Adaptacja Śmierci lorda Edgware’a przypada na drugi odcinek siódmego sezonu Poirota (co ciekawe, Zło, które żyje pod słońcem był odcinkiem, który następował po Śmierci lorda Edgware’a, tak więc jest odwrotnie niż przy adaptacjach z Ustinovem). W przeciwieństwie do literackiego pierwowzoru i adaptacji z Ustinovem, odcinek serialu rozwija kilka elementów fabuły i postaci. Na przykład, pojawia się w nim panna Lemon, sekretarka Poirota, która potem sprawdzi u wszystkich jubilerów w Londynie puzderko z weronalem znalezione u Carlotty Adams; a Hastings przyjeżdża w odwiedziny z Argentyny i okazuje się, że ma problemy finansowe związane z nietrafioną inwestycją. Pojawia się też wątek lokaja Altona, który ucieka z miejsca zdarzenia z frankami swojego pana.

Jeśli chodzi o obsadę, to – tak jak zwykle przy Poirocie – są to, przeważnie, brytyjscy aktorzy, którzy potem będą robić karierę w brytyjskich produkcjach (na przykład, Coronation Street czy Ojciec Brown), ale grająca Geraldine Marsh Hannah Yelland występowała w Dinotopii, wcielający się w rolę jej ojca John Castle ma na koncie takie filmy jak Bogowie i generałowie czy trzeciego RoboCopa, a Dominic Guard (Bryan Martin) występował w Pikniku nad Wiszącą Skałą, a teraz jest po psychologii dziecięcej i pisze książki dla dzieci. Na specjalne wspomnienie zasługują Fiona Allen, która nie tylko wciela się w rolę kabarecistki Carlotty Adams, ale jest też stand-uperką w prawdziwym życiu; oraz Fenella Woolgar grająca służącą Jane, Ellis, która po latach grała samą Christie w odcinku Doktora Who oraz wzięła udział w adaptacji Wigilii Wszystkich Świętych (o której też będziemy kiedyś mówić).

Już w pierwszej scenie odcinka poznajemy lorda Edgware’a i przekonujemy się, że jest on wysoce nieprzyjemnym typkiem. Najpierw podczas przedstawienia żony robi jej scenę, jakby nie rozumiał, że Jane obejmuje innego mężczyznę, bo tak jest w scenariuszu; a potem kłóci się z nią w garderobie. W późniejszych scenach też jest dość opryskliwy wobec córki wybierającej się do opery („Idziesz z tymi nuworyszami? Naprawdę powinnaś lepiej dobierać znajomych.”) i wobec sekretarki, która zaproponowała mu, że przyniesie mu coś do picia („Miałbym się z tobą napić? Znaj swoje miejsce.”). W dodatku szybko dowiadujemy się, że lord Edgware porzucił poprzednią żonę (matkę Geraldine), a ona wkrótce umarła z głodu. Tak więc o ile w książce i filmie tylko było zasugerowane, że ofiara jest złym człowiekiem, o tyle tutaj widzimy to na własne oczy i jest o wiele bardziej zrozumiałe, dlaczego większość ludzi z jego otoczenia cieszy się z jego śmierci.

Helen Grace jako Jane Wilkinson.

A przez to, że lord Edgware jest okropny, widzowi żal jest Jane Wilkinson. Zamiast gwiazdki filmowej mamy więc kobietę, która chce po prostu uwolnić się od męża. A że kiedy przedstawia swoją sprawę Poirotowi, nie wspomina o księciu Merton, Hastings od razu widzi w tym okazję, aby jego przyjaciel się wreszcie ustatkował, dlatego co jakiś czas rzuca mu aluzje a propos tego, jaka Jane jest zachwycająca i jak wspaniałe jest życie małżeńskie. Sam Herkules traktuje Jane po prostu jako kogoś, kto potrzebuje jego pomocy, i nie jest nią zainteresowany w zakresie romantycznym (a wkrótce pojawia się sam książę Merton). Po prostu zachowuje się wobec niej jak dżentelmen, tak jak wobec większości kobiet, z którymi ma styczność. Niemniej jednak z zewnątrz jego szarmanckie zachowanie może być odebrane jako flirt i tak mniej więcej ich przechadzkę w parku odczytuje Bryan Martin.

Generalnie nadal – tak jak w książce i filmie – wiele postaci sugeruje, że to właśnie Jane Wilkinson zamordowała lorda Edgware’a i ma się też wrażenie, że mówią to trochę, bo chcą zrzucić na nią winę (panna Carroll, bo była zakochana w swoim pracodawcy, Geraldine, bo nie lubiła macochy itd.). O ile jednak wcześniej Jane nic sobie nie robiła z tego, że jej mąż zginął, tak tutaj robi wrażenie kogoś, kto może i nie rozpacza nad lordem Edgware, ale jednak uważa żarty o jego śmierci za niesmaczne.

Bryan Martin jest na początku odcinka partnerem Jane w Makbecie, ale później ma mnóstwo scen, w których zachowuje się podejrzanie. Ma się wręcz wrażenie, że on i panna Driver spiskują przeciwko Jane z jakiegoś powodu. Penny Driver (bo zmieniono jej imię z Jenny na Penny) zachowała swój salon kapeluszy i gra większą rolę niż jej filmowy odpowiednik. W książce mieliśmy jakby dwie pary, które trzymały się razem – Geraldine i Ronalda oraz właśnie Bryana i pannę Driver – i w obu przypadkach można było zauważyć, że z jednej strony każda z par miała się ku sobie, a z drugiej, ukrywała coś. Odcinek Poirota wraca do tych dynamik, gdzie w filmie jedna była tylko muśnięta, a druga nie istniała wcale.

I tak, mieliśmy sugestie, że kuzyni Ronald i Geraldine mają się ku sobie. Odcinek poświęca też trochę czasu na to, że opuścili podczas antraktu operę, aby zabrać perły i nawet mamy retrospekcję z tego, co widzieli (chociaż Japp nie przesłuchuje ich taksówkarza z tego wieczoru). Ronald jest producentem teatralnym i próbuje jakoś stanąć na nogi, aby spłacić długi, zarazem jednak nie widzimy go aż tak często z flaszką, jak jego literacki i filmowy odpowiednik.

Jak wspomniałam, w książce było ledwie zasugerowane, że Geraldine nienawidziła ojca, bo się nad nią znęcał psychicznie. Tutaj wydaje się, że ta nienawiść pochodzi bardziej z tego, jak lord potraktował jej matkę. Geraldine nie jest też aż tak zahukana jak w książce i filmie, wręcz wydaje się bardziej zbuntowaną córką, która słucha jazzu i robi, co chce, niezależnie od tego, co jej ojciec o tym myśli.

Wreszcie Carlotta Adams jest przedstawiona jako wytrawna parodystka i podczas występu parodiuje między innymi Poirota (co małemu Belgowi się niespecjalnie podoba, ale przełyka to z godnością), nie widzimy jednak, aby odgrywała rolę Jane Wilkinson. Po występie dowiadujemy się, że Carlotta i Jane już się znają, i to właśnie Carlotta żartobliwie proponuje, że można byłoby pozbyć się lorda Edgware’a raz na zawsze. Tak jak w książce, zależy jej na tym, aby zdobyć pieniądze i rozgłos, i dlatego, między innymi, zgadza się udawać Jane (a przynajmniej to wynika z jej listu, gdzie cała maskarada jest ujęta nie tylko jako żart, ale też jako popis aktorskich zdolności Carlotty).

Co ciekawe, poznajemy potem jej siostrę, Lucie, która w książce nie mogła przyjechać do Londynu z powodu swojego słabego zdrowia i Poirot musiał się do niej zwrócić listownie. Tutaj ma się całkiem dobrze, ale kiedy przybywa w odwiedziny, Carlotta dawno nie żyje. Obecność Lucie daje możliwość, aby zapytać ją, czy Carlotta była narkomanką i poprosić o oryginał ostatniego listu od ofiary.

Trzy spojrzenia na jednego potwora

Teraz przejdźmy do zakończenia Śmierci lorda Edgware’a. We wszystkich trzech wersjach historii Poirot zaczyna przedstawienie rozwiązania zagadki od rzucenia podejrzeń na Bryana Martina, który od samego początku chciał pogrążyć Jane Wilkinson. Dowiadujemy się, że na początku chciała wyjść za niego, ale potem zmieniła zdanie na rzecz księcia Mertona, a aktor czuł potrzebę zemszczenia się za swoje krzywdy. Dlatego zasugerował po kolacji, że Jane byłaby w stanie zabić swojego męża.

Zarazem wiemy, że pierwsza osoba, na której Poirot skupia się podczas wielkiego rozwiązania, raczej nie jest prawdziwym sprawcą (choć zdarzały się wyjątki). Detektyw po prostu postanawia zacząć od Bryana Martina, bo aktor próbował się nim posłużyć w swojej zemście na Jane. Poniekąd właśnie sceny z kaskaderem w filmie z 1985 roku są po to, aby pokazać, że aktor wykorzystuje innych do swoich celów, a potem zbija śmietankę, i tak też miało być z Poirotem, ale mały Belg szybko zdał sobie sprawę z jego planów.

Prawdziwego mordercę zdradza jednak na przyjęciu pewna gafa. Otóż podczas rozmowy Donald Ross wspomina o sądzie Parysa, ale Jane Wilkinson komentuje, że Paryż już nie dyktuje trendów w modzie (pomyłka wynika z tego, że i Parys i Paryż to po angielsku Paris). To wzbudza podejrzenia Rossa, bo podczas pamiętnej kolacji w noc morderstwa rozmawiał z Jane Wilkinson i wydawała mu się ona bardzo dobrze zorientowana w kulturze antycznej. Dlatego aktor (a w odcinku Poirota dramatopisarz) prosi Hastingsa o kontakt, bo ma coś ważnego do powiedzenia detektywowi. Niestety morderca też to słyszy i wkrótce Ross ginie.

Śmierć lorda Edgware’a to jedna z tych historii, gdzie osoba najbardziej podejrzana rzeczywiście dokonała morderstwa, ale szybko przestajemy ją podejrzewać. Po części dlatego, że znamy konwencję, ale po części też dlatego, że w miarę rozwoju fabuły okazuje się, że najbardziej podejrzana osoba nie mogła tego zrobić, bo miała żelazne alibi albo nie miała motywu. I tak jest właśnie w przypadku Jane Wilkinson, która głośno ogłasza, że chciałaby się pozbyć męża, jeśli nie da jej rozwodu, a potem nie tylko okazuje się, że lord Edgware był skłonny przystać na rozwód, lecz także w dzień jego śmierci Jane była gdzie indziej. Tylko że właśnie gafa z Parysem wyjawia, iż to nie Carlotta poszła do posiadłości lorda, a Jane była na przyjęciu, tylko było na odwrót (i w odcinku Poirota niepozorna uwaga rzucona przez Hastingsa, że „właściwie było na odwrót” jest tym, co nakierowuje detektywa na właściwy trop).

Powód, dla którego Jane Wilkinson zabiła męża pomimo tego, że ten zgodził się na rozwód, staje się jasny, kiedy zdamy sobie sprawę z tego, kim jest jej wybranek. Lord Edgware zgodził się na rozwód, kiedy Jane planowała wyjść na Bryana Martina, a w tym czasie zdążyła się już zainteresować bogobojnym katolikiem, księciem Mertonem, który nie chce i ze względu na swoją wiarę nie może poślubić rozwódki. Dlatego lord musiał umrzeć, a potem musiała umrzeć Carlotta, która wiedziała o maskaradzie, a w końcu musiał umrzeć Donald Ross, który zaczął coś podejrzewać.

Istotne jest to, że wszystkie trzy wersje – książka, film i odcinek serialu – zupełnie inaczej podchodzą do Jane Wilkinson jako morderczyni.

W książce nie tylko Jane nie jest obecna przy wielkim rozwiązaniu, ale też w ostatnim rozdziale widzimy jej list do Poirota. List, w którym przedstawia swoją wersję wydarzeń i zdradza pełnię swojej dziecinnej socjopatii. Już wcześniej, kiedy mówiła o księciu Merton, dało się wyczuć, że widzi w nim środek do celu, a nie faktycznego partnera, ale w liście widać jej zepsucie w pełnej krasie. Wygląda na to, że Jane Wilkinson nie zdaje sobie sprawy z tego, że zrobiła coś złego; dla niej lord Edgware, Carlotta i Ross stali na drodze do jej szczęścia, więc musiała się ich pozbyć. I to jest też trochę przerażające, że jest ktoś aż tak skoncentrowany na sobie i pozbawiony sumienia.

W filmie z 1985 roku Jane Wilkinson jest nadal skoncentrowana na sobie, ale aktorka wykazuje się większą sympatią i godnością. Wie, że przegrała z wielkim Herkulesem Poirotem i przyjmuje tę przegraną bez większego oporu. Kiedy jest prowadzona przez policję i rozmawia z Poirotem, nie tylko wygląda to bardziej jakby po prostu szła do samochodu otoczona przez fanów; nie tylko stwierdza: „Żal mi moich ofiar.” (przy czym twierdzi, że nie samego lorda, bo dowiedziała się o nim czegoś strasznego), lecz także mówi, że pewnie teraz będzie znana nie ze swoich filmów, tylko ze swoich morderstw. Jane widzi w tym doświadczeniu dwie pozytywne rzeczy: po pierwsze pokazała, że nie jest głupią blondynką, za jaką wszyscy ją mieli, a po drugie, mogła się zmierzyć z godnym siebie przeciwnikiem, czyli Poirotem.

Wreszcie serialowa Jane Wilkinson, która przez większość fabuły kreowana była na kogoś potrzebującego pomocy z upartym mężem i kogoś, kogo nie bawią żarty o jego śmierci, podczas wielkiego rozwiązania porzuca wszelkie pozory i wydaje się bardziej kimś w rodzaju femme fatale. Nie ma w niej dziecinnej socjopatii, za to jest wyrachowanie i inteligencja podczas każdego szczebla planu. Nawet po przyjęciu wypytała Carlottę o szczegóły, na co jej książkowy i filmowy odpowiednik nie wpadły, i tak naprawdę to gafa wynikała z tego, że Carlotta nie wdawała się w szczegóły poza stwierdzeniem, że Donald Ross mówił o wojnie trojańskiej.

Wszystkie trzy wersje Jane Wilkinson mają jednak jedną rzecz wspólną: lubią być w centrum uwagi i dlatego właśnie, jak zostają zdemaskowane jako morderczynie, nie przejmują się tym zbytnio (a wręcz książkowa Jane liczy na to, że dostanie własną rzeźbę u Madam Tussaud).

Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że – przynajmniej jeśli chodzi o filmy z Ustinovem jako Herkulesem Poirotem – mamy pewien ciągnący się motyw przewodni kobiet wzbudzających skrajne emocje i zwracających na siebie uwagę. O ile jednak w przypadku Śmierci na Nilu i Zło czai się wszędzie były to ofiary, o tyle Śmierć lorda Edgware’a prezentuje nam w tej roli sprawczynię morderstwa. Pewnie nie było to zamierzone, ale w kolejnych trzech odsłonach Sucheta i Ustinova zobaczymy, czy ten trend się jeszcze utrzyma.

Exit mobile version