Świąteczna rozrywka czy świąteczny horror? Takie rzeczy tylko u Bekalskich!
Tym razem mamy bardziej dorosłą animację, ale nie bez rodzinnego ciepła! W tym roku odkryłam Bob’s Burgers i wiedziałam, że w Fandomowym Kalendarzu Adwentowym pojawi się odcinek tej kreskówki. Po niezbyt długim namyśle wybrałam siódmy epizod siódmego sezonu Ostatni domek z piernika po lewej, albowiem ma on dwa ciekawe i nieco upiorne wątki.
W święta Bożego Narodzenia Bekalscy planują chodzić po przedmieściach i kolędować, a Linda liczy na to, że tchnięci duchem świąt sąsiedzi przyłączą się albo chociaż zaproszą kolędników na gorącą czekoladę. Niestety, w ostatniej chwili do baru Boba dzwoni pan Rybismród (bogacz, do którego należy większość miasta, w tym – budynek z mieszkaniem i barem Bekalskich) i zamawia jedzenie do swojej rezydencji. Kiedy Bob przybywa z zamówieniem, pan Rybismród zaprasza go do środka, gdzie czekają już jego starzy, bogaci znajomi, i ogłasza, że Bob jest jego starym przyjacielem i ekscentrycznym bogaczem. Tak się bowiem składa, że co roku koledzy milionerzy organizują świąteczny konkurs budowania domków z piernika, a przegrywa ten, kogo domek runie pierwszy. Rybismród co roku przegrywa, tak więc proponuje układ: Bob będzie udawał bogacza i celowo zrobi beznadziejny domek, a Rybismród odpuści mu czynsz.
Bob przystaje na to, choć nie czuje się zbyt pewnie w towarzystwie przyjaciół Rybiegosmroda, a tymczasem Linda, dzieci i stary przyjaciel rodziny, Teddy, kolędują bez niego. Nie idzie to po ich myśli, bo sąsiedzi słuchają ich od niechcenia i nie zamierzają ani się dołączać, ani częstować ich czekoladą. W dodatku jeden dom jest ciemny i ma zasłonięte płachtami okna, a Teddy twierdzi, że mieszka tam seryjny morderca.
Z kolei u pana Rybiegosmroda powoli zaczyna rosnąć napięcie, bo bogacze podchodzą do wszystkiego bardzo poważnie i wydają się trochę oderwani od rzeczywistości. W pewnym momencie Bob ma już dość szyderstw Rybiegosmroda i postanawia zacząć walczyć na serio, zwłaszcza że wygrana – pogłaskanie niedawno narodzonych misiów polarnych z lokalnego zoo – wydaje mu się idealnym prezentem dla rodziny.
Nawiązujący do horroru Johna Carpentera tytuł tego odcinka wydaje się idealny, bo oba wątki mają w sobie pewien element grozy. Atmosfera z bogaczami powoli robi się gęsta i upiorna, a Linda, dzieci i Teddy w końcu będą musieli zajrzeć do tajemniczego domu. Na szczęście wszystko jakoś się układa, choć nie bez świątecznej rozróby.
