Świąteczny chaos dziejący się na dwóch płaszczyznach czasowych – mamy rodzinny zjazd Murphych w teraźniejszości i dwóch podróżników w czasie próbujących naprawić swoje relacje w przyszłości.
W tym roku zdarzyło mi się powtarzać Prawo Milo Murphy’ego, bo pamiętam, że lubiłam ten serial bardziej od Fineasza i Ferba, dziejącego się w tym samym uniwersum. Niby założenia są proste – młody Milo Murphy cierpli na rodzinną klątwę, przez którą Prawo Murphy’ego jest wokół niego jakby bardziej aktywne – ale serial ma genialne pomysły na odcinki i kilka odjechanych postaci. A już podróżnicy w czasie Vinnie Dakota i Balthazar Cavendish (oryginalnie oddelegowani do ocalenia od zagłady pistacji, ale potem odkrywający większą aferę) świetnie się na ich tle wybijają, zwłaszcza że (w przeciwieństwie do Fineasza i Ferba) Milo i spółka szybko dowiadują się o tym, że to podróżnicy w czasie i nieraz obie grupy sobie pomagają.
Teraz, kiedy macie już pewien ogólny zarys o co kaman, mogę opowiedzieć o Świątecznym zagrożeniu.
Jak mówiłam we wstępie, mamy dwa wątki dziejące się w dwóch różnych epokach. W XXI wieku Milo i jego siostra, Sara, wpadli na pomysł, aby w tym roku zaprosić na święta dalszą rodzinę Murphych – dziadków, wujostwo i kuzyna Nate’a – ponieważ ich rodzice lubili odwiedziny krewnych, ale takie nagromadzenie Prawa Murphy’ego miało potem swoje konsekwencje, więc zjazdów zaprzestano. Również teraz, kiedy Milo, Sara i dwójka przyjaciół Milo – Melissa i Zack – przybywają odebrać krewnych, nie obywa się bez kuriozalnych zbiegów okoliczności. Przy okazji też Melissa i Zack odkrywają, że kuzyn Nate uparcie twierdzi, że nie cierpi na rodzinną klątwę, dziadkowie mówią jednocześnie, więc trudno ich zrozumieć, a wujostwo jest nadzwyczaj optymistyczne.
Tymczasem w przyszłości starzy już Dakota i Cavendish są od wielu lat pokłóceni i choć Dakota zrobił karierę muzyczną, to żałuje kłótni tak samo, jak Cavendish. Obaj (niezależnie od siebie) wpadają na ten sam pomysł: cofnąć się w czasie do pamiętnej imprezy świątecznej, podczas której doszło do rozłamu, i mu zapobiec. Cavendish próbuje (na początku) bardziej subtelnych sposobów, podczas gdy jego były partner sprowadza dinozaury na przyjęcie, ale obojętnie co robią, to zawsze kończy się tak samo (wręcz zaczęłam się zastanawiać, czy to się nie ociera o koncept fixed pointu, gdzie pewne wydarzenia historyczne muszą pozostać takie same, bo inaczej rzeczywistość się zawali).
Tak szczerze, to w Świątecznym zagrożeniu zawsze wolałam wątek w przyszłości. Nie tylko dlatego, że bardzo lubię Dakotę i Cavendisha, ale też dlatego, że jest to kolejny przykład ich relacji ukształtowanych niejako przez podróże w czasie (kto oglądał Wyspę zaginionych Dakot, ten tym bardziej może spojrzeć na ten odcinek inaczej).
No i jak to często bywa, oba wątki łączą się ze sobą w finale w taki miły i sympatyczny sposób.
