Polski tytuł umniejsza znaczenia oryginalnemu The Wicked Day. Zły dzień przydarza się każdemu i może być spowodowany przez całkiem zwyczajne rzeczy. Tymczasem angielskie słowo wicked oznacza, że zdarzyło się coś bardziej złowrogiego.
I otóż tytułowy zły dzień może odnosić się zarówno do urodzin księcia Camelotu, jak i do późniejszych wydarzeń. W tym odcinku zdarzy się też coś, na co zanosiło się w zasadzie już od bardzo dawna i na co wielu ludzi czekało z wytęsknieniem. (Przy okazji jest to drugie wystąpienie artysty znanego jako Dragoon.)
Opis Fabuły:
Na urodziny księcia Camelotu przybywa trupa kuglarzy, którzy jednak są też zabójcami wysłanymi przez króla Odina, aby zabić Artura. Podczas wieczornej uczty, na której obecni są nie tylko rycerze, lecz także osłabiony król Uther, nożownik rzuca Arturowi wezwanie – książę ma zostać przywiązany do obracającego się koła i trzymać w zębach jabłko, podczas gdy nożownik rzuci w niego trzema ostrzami. Artur wychodzi z występu cały i zdrowy, jednak w jabłku znajdował się środek usypiający. Później, kiedy już chwiejący się książę zachodzi do komnaty ojca, aby sprawdzić, co u niego, zostaje zaatakowany przez nożownika i wtedy do walki staje Uther. Król ochrania swojego syna, ale sam zostaje ciężko ranny. Chociaż jego zgon jest już tylko kwestią czasu, Artur nie może się z tym pogodzić i zamierza zrobić wszystko, aby ratować ojca. Teraz Merlin będzie musiał zdecydować, czy dać królowi umrzeć, czy uleczyć go magią.
Co Z Tego Pamiętam:
Kiedy The Wicked Day miało swoją premierę, byłam już niejako zaznajomiona z tumblrem. W zasadzie czwarty sezon śledziłam wraz z blogiem niejakiej Kitty Orleans, która była wielką fanką Uthera Pendragona i która uważała ten odcinek za wspaniałe pożegnanie tej postaci. Ja też – chociaż nie przepadałam aż tak bardzo za Utherem – podzielałam ten pogląd.
Najbardziej pamiętałam z tego odcinka dwie sceny: występ nożownika, który jest pełen napięcia (nawet jeśli wiadomo, że dźgnięcie księcia w tym konkretnym momencie byłoby głupim posunięciem); i Artura trzymającego w ramionach rannego ojca, który powoli się z nim żegna. Po jakimś czasie zdałam sobie też sprawę z tego, że grający nożownika Phil Davies był też złoczyńcą w Sherlocku i kilku innych brytyjskich produkcjach.
Wnioski Ogólne:
Jeszcze w pierwszym sezonie Wielki Smok powiedział Merlinowi, że Uther Pendragon musi umrzeć, aby nastała era Artura i magia wróciła do Camelotu. A że król od razu dał się poznać jako tyran i ludobójca, w zasadzie trudno było się dziwić tym wszystkim ludziom, którzy chcieli jego śmierci. Wielokrotnie w poprzednich seriach Merlin miał okazję po prostu pozwolić królowi zginąć z czyjejś ręki, ale zawsze w końcu pojawił się jakiś argument za tym, aby jednak zainterweniować. A to Gajusz nadal jest wierny swojemu panu i ostatecznie decydował się przeciwstawić Edwinowi Miurdenowi, a to Uther staje do walki z szukającym zemsty nieumarłym szwagrem, a to Artur nie jest jeszcze gotowy, aby rządzić, zaś ten, kto chciałby zabić Uthera, nie byłby od niego lepszy; a to zabicie ojca w szale po odkryciu prawdy o swoim pochodzeniu zniszczyłoby Artura, a to wreszcie śmierć Uthera za sprawą czarów sprawiłaby, że sam Artur by się do magii uprzedził.
Jednocześnie sam Uther przez te trzy sezony dał się poznać również z bardziej sympatycznej strony. Pomimo swojej twardej ręki, bigoterii względem magii i paru naprawdę krzywych akcji (jak spanie z żoną przyjaciela), był królem kierującym się dobrem Camelotu (postrzeganym, wprawdzie, w bardzo konkretny sposób, ale jednak dobrem) oraz troskliwym ojcem, który nieraz był gotów zginąć za swoje dziecko. Merlin zresztą ratował życie królowi nie dla niego samego, ale dlatego, że jego śmierć wpłynęłaby negatywnie na Artura. Tak samo Gwen w tym, i poprzednich dwóch odcinkach, powtarza, że opiekuje się Utherem dla ukochanego.
Pod koniec poprzedniego sezonu i na początku czwartego, Uther jest w stanie prawie że katatonicznym – nie chce jeść, całe dnie tylko siedzi w komnacie i patrzy w okno, i rzadko się odzywa. Zdrada Morgany złamała go i w rezultacie nie może on już sprawować władzy. Jednakże nadchodzące urodziny syna sprawiają, że Uther się ożywia i postanawia brać w nich udział – jest obecny na bankiecie i ogląda w napięciu występ nożownika. Potem, kiedy zamachowcy próbują zabić Artura, Uther dzielnie broni go aż do samego końca i pokonuje nawet nożownika. Można więc powiedzieć, że przez jeden dzień Uther Pendragon odzyskał wigor, w sam raz, aby ocalić syna ten ostatni raz.
W zasadzie od samego początku The Wicked Day wisi takie przeświadczenie, że już nadszedł czas na to, aby Uther odszedł. Gajusz stwierdza, że nic się nie da zrobić, bo król cierpi na krwotok wewnętrzny; po poinformowaniu Artura o sytuacji, Merlin też mówi, że być może nadszedł kres Uthera, ba – nawet sam Uther oznajmia na łożu śmierci, że jego czas przeminął i teraz przyjdzie era Artura. I właściwie tylko książę nie wierzy w to, że nic więcej nie da się zrobić i szuka sposobu na to, aby uratować ojca.
Co prawda, przez pewien czas waha się, czy użyć magii, wierząc, że Uther nie chciałby zostać uratowany od śmierci za sprawą czegoś, z czym walczył przez większość życia (chociaż biorąc pod uwagę wydarzenia z Kryształowej Groty, możliwe, że nie byłby aż tak oporny), ale po namowach Merlina jest skłonny dać szansę tajemniczemu magowi, Dragoonowi, i nawet zgadza się na jego warunki.
Jak wspominałam, w The Wicked Day pojawia się po raz drugi przebranie Merlina, nawiązujące do tradycyjnego wyobrażenia tej postaci. Merlin, choć na początku skłaniający się ku temu, aby pozwolić królowi spokojnie odejść, ostatecznie postanawia użyć magii do uzdrowienia Uthera. Po części kieruje nim troska o przyjaciela, ale w dużej mierze pragnie też wykorzystać tę sytuację, aby pokazać Arturowi, że magia może być wykorzystana w dobrych celach. W zasadzie to przez cały czas spędzony w postaci Dragoona, poucza księcia o tym, że magia sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła – wszystko zależy od tego, jak jest wykorzystywana. Merlin pokłada w tym całym przedsięwzięciu naprawdę spore nadzieje.
Niestety, wszystko szybko trafia szlag. O zamiarach Artura dowiaduje się Agravaine, który z kolei informuje o tym Marganę (warto tutaj zaznaczyć, że Agravaine ma własny powód, aby nienawidzić szwagra – tak samo jak sir Tristan, wuj Artura obwinia króla za śmierć siostry, ale w przeciwieństwie do nieumarłego brata ukrywa się z tym). Morgana z kolei tworzy specjalny naszyjnik, który odwraca działanie leczącego zaklęcia. Agravaine z radością wkłada naszyjnik Utherowi i w rezultacie magia Merlina na nic się nie zdaje.
Następuje więc moment, w którym przez chwilę nawet wydaje się, że Uther będzie żył, ale zaraz potem kona. Artur jest wściekły i jeszcze bardziej przekonuje się, że magia to czyste zło. Merlin cudem ratuje się przed strażnikami i wraca do dawnej postaci, a potem dowiaduje się o sabotażu od Gajusza egzaminującego zwłoki króla. Nie mogąc zrobić nic więcej, sługa czuwa pod komnatą, gdzie spoczywają zwłoki Uthera, aby wesprzeć Artura emocjonalnie w tej smutnej chwili.
Następuje koronacja Artura na nowego króla, rozpoczynająca przepowiadaną przez Wielkiego Smoka nową erę. I choć większość królestwa świętuje to zdarzenie, dla Merlina i dla widowni jest ono naznaczone tragedią. Nie będzie to jednak ostatnia tragedia, która czeka nas w przeciągu tych dwóch sezonów.
Na szczęście następny odcinek jest nieco lżejszy. Bo w następnym odcinku pojawi się smocze jajo, co budzi w Wielkim Smoku nadzieje.
