Dwa lata. Avengers: Wojna Bez Granic czekała na to, abym się za nią wreszcie wzięła dwa lata.
Powodów tego stanu rzeczy jest wiele – od mojej osobistej niechęci do poszczególnych wątków i postaci, poprzez ciężki klimat tego filmu, a na skupieniu się na innych, nie-marvelowskich rzeczach skończywszy. Tak czy inaczej, skoro w tym roku wracamy do superbohaterów i Meg ogląda MCU, czas wreszcie wziąć się za ten film.
A Avengers: Wojna Bez Granic to jedna z tych odsłon Filmowego Uniwersum Marvela, która mocno namieszała. W sumie prawidłowo, gdyż jest to prawdziwie kryzysowy crossover, na który czekaliśmy w zasadzie od pierwszych Avengersów.
Opis Fabuły:
Statek z uchodźcami z Asgardu zostaje zaatakowany przez Thanosa, który chce odebrać Tesseract. Giną prawie wszyscy, Thor jest świadkiem tego, jak Thanos zabija nawet jego brata, Lokiego, ale Heimdallowi udaje się przenieść Hulka na Ziemię. Banner trafia do Sanctum Sanctorum i ostrzega Doktora Strange’a i Wonga, że nadchodzi Thanos. Ludzie Szalonego Tytana wkrótce zjawiają się na Ziemi, aby odebrać Kamienie Nieskończoności – będący u Doktora Strange’a Kamień Czasu i napędzający Visiona Kamień Umysłu. Podczas walki Strange zostaje porwany, gdyż chroni Kamień Czasu potężnym zaklęciem, a Iron Man i Spiderman (który widział kosmitów ze szkolnego autobusu i się przyłączył do bitwy) ruszają, aby go ocalić. Tymczasem Strażnicy Galaktyki natykają się na zgliszcza po asgardzkim statku i odratowują Thora; a Wanda i Vision zostają zaatakowani przez ludzi Thanosa w Szkocji.
Wnioski Ogólne:
Tak jak filmy Pierwszej Fazy prowadziły do Avengersów, tak filmy Faz Drugiej i Trzeciej – przedstawiające Kamienie Nieskończoności, ich moce i położenie, oraz co poniektórych bohaterów, którzy odegrają tutaj większą rolę – znalazły swoją kulminację w Wojnie Bez Granic. Przez całe lata Marvel Studios i fani komiksów, którzy znali mniej więcej fabułę Infinity War, mówili nam, że to będzie coś wielkiego i niesamowitego; i że sam Thanos – nazywany przecież Szalonym Tytanem – jest niesamowitym przeciwnikiem, zupełnie innym od tych, z którymi Avengersi, Strażnicy i cała reszta stykała się do tej pory. I być może dla niektórych przeciętnych widzów było to trochę nad wyraz, bo dotąd widzieliśmy Thanosa siedzącego z daleka na wielkim tronie, tylko wysyłającego swoje sługi i „dzieci” za Kamieniami i przyglądającego się wszystkiemu. Musieliśmy bardzo długo czekać na rozwiązanie tego wszystkiego.
A potem przyszła Wojna Bez Granic i wreszcie Thanos się pojawił.
W zasadzie od samego początku trup ścieli się gęsto. Na samym początku, kiedy wchodzi logo Marvel Studios, słyszymy sygnał SOS wysłany przez statek z asgardzkimi uchodźcami, a potem widzimy, że na tym statku jest pełno martwych ciał, Heimdall ledwo zipie, a Thor leży pokonany i może tylko patrzeć. Jedno z „dzieci” Thanosa przedstawia to wszystko, jako radosną chwilę i wielki zaszczyt, bo Asgardczycy umarli właśnie ku wypełnieniu większego celu, jakim kieruje się Thanos. Loki w pewnej chwili staje przed wyborem: nie dawać Tesseractu Thanosowi i patrzeć, jak Szalony Tytan zabija powoli jego brata; albo ocalić Thora i oddać Kamień Nieskończoności. Na początku Bóg Psot udaje, że mu nie zależy na Bogu Piorunów, ale po kilku sekundach jego agonii, pęka i oddaje Kamień, jednak nie bez walki. Jest to też pierwszy moment w filmie, kiedy próby pokonania Thanosa, oszukania czy choćby udaremnienia jego planów zawodzą. Po krótkiej walce z Szalonym Tytanem jedyne, co Thor może zrobić to patrzeć, jak giną jego brat i stary przyjaciel, Heimdall; a Hulk przez resztę filmu nie będzie chciał wyjść z Bannera, bo będzie się aż tak bał Thanosa i jego ludzi.
To wprowadzenie nadaje cały ton filmowi – bohaterowie będą stawiać przed podobnymi wyborami, aby nie doprowadzić do tego, aby Thanos zrealizował swój plan; i będą próbowali znajdować inne sposoby na to, aby go pokonać. Zwłaszcza że poświęcenia, których okoliczności od nich wymagają, wydają się zbyt duże.
Ciągnącym się wątkiem przez całe Avengers: Wojnę Bez Granic jest Większe Dobro i to, co trzeba w jego imieniu poświęcić. Gamora każe Peterowi Quillowi obiecać, że jeśli zostanie schwytana przez Thanosa, on ją zabije, aby jej „ojciec” nie odkrył pewnego sekretu. Tak samo ranny Vision proponuje, aby Wanda zniszczyła Kamień Umysłu, zabijając przy tym ukochanego. Doktor Strange ślubował chronić Kamień Czasu za wszelką cenę i nawet mówi Tony’emu, że jeśli zajdzie taka potrzeba, poświęci w tym celu Iron Mana i Spidermana. Thor poświęca się dla zemsty, narażając się na promienie gwiazdy, aby mogła powstać broń zdolna zabić Thanosa, i prawie ginie od poparzeń. Wojownicy Wakandy poświęcają się i otwierają barierę do swojego królestwa, aby odwrócić siły Thanosa od Visiona. Wreszcie sam Thanos poświęca niezliczone rzesze swoich żołnierzy i „dzieci”, aby dostać to, co chce.
Bohaterowie wielokrotnie pozwalają, aby to ich emocje dochodziły do głosu, zamiast wybierać najprostsze rozwiązania, a przez to popełniają błędy i przegrywają. Zamiast zabić Visiona i zniszczyć Kamień Umysłu, Kapitan Ameryka i Bruce Banner decydują się wybrać do Wakandy, aby tam chirurgicznie oddzielono Kamień od Visiona. Gamora zaprowadza Thanosa do Valamiru, gdzie przebywa Kamień Duszy, aby ocalić Nebulę przed torturami. Kiedy Quill odkrywa, że Gamora zginęła, daje się ponieść gniewowi, niwecząc przy tym wysiłki ściągnięcia Rękawicy Nieskończoności przez resztę Strażników (minus Rocket i Groot, którzy wybrali się z Thorem), Iron Mana, Doktora Strange’a i Spidermana.
Inna sprawa, że nawet kiedy Quill i Wanda stają przed ostatecznością zabicia swoich ukochanych i wreszcie znajdują siłę, aby to zrobić, Thanos jest dwa kroki przed nimi i używa Kamieni Nieskończoności, aby im przeszkodzić (zamienia pocisk w broni Quilla w bańki za pomocą Kamienia Rzeczywistości, i cofa czas, aby samemu zabrać Kamień Umysłu z Visiona).
Trudno nie dojść do wniosku, że Thanos wygrywa, bo jest gotowy do wszystkich tych wielkich poświęceń, aby wypełnić swój cel wybicia połowy wszechświata. Podczas gdy Avengersi i Strażnicy Galaktyki wahają się zbyt długo albo szukają trzeciej opcji, byle tylko nie poświęcać swoich przyjaciół, rodzin i kochanków, Thanos idzie dalej i składa ostateczną ofiarę ze swojej ukochanej „córki”, Gamory, aby zdobyć Kamień Duszy (do tego zaraz wrócę). Szalony Tytan jest święcie przekonany, że zabicie połowy wszechświata zapewni drugiej połowie dobrobyt i uchroni ją przed głodem i nędzą. Fakt, że ofiary byłyby przypadkowe, wywodzące się z różnych grup społecznych, miałby świadczyć o tym, że jego rozwiązanie jest sprawiedliwe. Jest chłodny, wyrachowany i niewzruszony w swym postanowieniu.
I zarówno tuż po seansie, jak i całe lata po Wojnie Nieskończoności pojawiały się głosy za tym, że Thanos ma rację. Jest w jego sposobie myślenia odbicie opinii, które widzimy również w obecnym świecie, chociażby u Thomasa Malthusa głoszącego, że wysoki przyrost naturalny sprzyja klęskom głodu i nędzy, gdyż będzie coraz mniej zasobów naturalnych, aby zaspokoić potrzeby populacji. Wiele teorii eugenicznych opiera się na ograniczaniu urodzeń pewnej określonej grupy społecznej czy etnicznej, dla której szkoda tych właśnie ograniczonych zasobów. Fakt, że Thanos posuwa się wręcz do masowych mordów na poszczególnych planetach, sprawia jednak, że przydomek Szalony Tytan pasuje do niego; i że „Thanos miał rację” ma podobny wydźwięk jak: „No, może i ten zbrodniarz wojenny/dyktator dokonywał ludobójstwa, ale…”. (Zwrócono też uwagę na to, że Thanos „pstryknął” również zwierzęta i rośliny, czyli zasobów pozostało tyle samo.)
Jednocześnie samo Avengers: Wojna Bez Granic ma momenty, w których pokazuje nam smutnego albo skonfliktowanego Thanosa. Zwłaszcza że w pewnym momencie spędza dużo czasu z Gamorą, swoją najukochańszą „córką”, której próbuje przemówić do rozsądku. Ma się wrażenie, że Szalony Tytan traktuje swoją misję trochę jak smutny obowiązek dla Większego Dobra. I w tym momencie, kiedy dowiaduje się od Red Skulla, że Kamień Duszy wymaga ofiary z tego, co pretendent „kocha najbardziej”, Szalony Tytan roni kilka łez. Jest jak najbardziej skłonny zrzucić Gamorę z wysokości, ale przez resztę filmu cicho opłakuje „córkę”, a po „pstryknięciu” widzi nawet jej młodszą wersję.
Chociaż są momenty nadziei na to, że wszystko się ułoży (pojawienie się Kapitana Ameryki i jego drużyny, kiedy Vision i Wanda zostają zaatakowani; Thor, Rocket i Groot przybywający na bitwę o Wakandę, kiedy wydaje się, że wszystko już stracone; chwila, kiedy bohaterom na rodzinnej planecie Thanosa, udaje się go unieruchomić), to ostatecznie Thanos zbiera wszystkie Kamienie Nieskończoności i dochodzi do „pstryknięcia”. Połowa wszechświata – poczynając od Bucky’ego Barnesa, poprzez większość Strażników Galaktyki, T’Challę, jego ludzi i kilku Avengersów, a na Spidermanie skończywszy – zamienia się w pył. Czarny charakter wygrał.
Aby jeszcze bardziej zaznaczyć, że to najczarniejsza godzina naszych bohaterów, Avengers: Wojna Bez Granic ma tradycyjne napisy końcowe na czarnym tle. Marvel przyzwyczaił nas do tego, że pod koniec każdego filmu mamy kreatywne creditsy z latającymi obrazkami i animacjami, ale tym razem widzowie w kinach zostali pozostawieni z czernią, która potęgowała wrażenie beznadziei i rozpaczy, w jakiej pozostawieni zostali bohaterowie.
Jednak Wojna Bez Granic ma też moment nadziei. Tak się bowiem składa, że Doktor Strange widział jedną linię czasową, w której udało się Thanosa pokonać i postanowił zaaranżować wszystko tak, aby do tej linii czasowej doprowadzić (i tylko dlatego oddaje Szalonemu Tytanowi Kamień Czasu).
W następnym odcinku będziemy mieli chwilę oddechu. Dowiemy się bowiem co ostatnio u Ant-Mana i Osy.
