Site icon Planeta Kapeluszy

FKA – Dzień 24: Opowieść wigilijna Flintstonów

Reklamy

I jak tu nie wierzyć w teorię, że Flintstonowie dzieją się w postapokaliptycznej przyszłości, skoro w tym specialu jaskiniowcy wystawiają sztukę na podstawie dziewiętnastowiecznej powieści o Bożym Narodzeniu?

Spośród wszystkich Opowieści wigilijnych, jakie powstały przez te wszystkie lata, wybrałam właśnie Opowieść wigilijną Flintstonów. Normalnie można by się spodziewać, że special po prostu będzie odtwarzać fabułę Dickensa, gdzie jedna postać nienawidziłaby świąt i była wredna dla wszystkich wokół, a wieczorem odwiedziłyby ją (być może dziwnie znajome) bożonarodzeniowe duchy; tutaj jednak mamy ten wątek teatru i tego, co dzieje się za kulisami. To też sprawia, że przewiny „Scrooge’a” są związane nie z chciwością, tylko z pychą.

Tak więc w Skalisku amatorski teatr wystawia Opowieść wigilijną i jest to wielkie wydarzenie. Fred Flintstone ma zagrać rolę Ebenezera Scrooge’a i skupia się głównie na grze, ignorując swoją rodzinę i przyjaciół. Tymczasem wokół panuje grypa, która sprawia, że choruje wielu pracowników teatralnych i przez to kierowniczka produkcji Wilma Flintstone ma pełne ręce roboty. Prosi męża, aby po pracy i przed przyjazdem do teatru odebrał z przedszkola ich córeczkę Pebbles, ale że zaabsorbowany sobą Fred nie usłyszał, co mówiła, a potem jeszcze przypomniał sobie, że nie kupił prezentów, wypada mu to z głowy. Kiedy przybywa wreszcie do teatru, Wilma jest na niego wściekła, chociaż on sam zrazu nie rozumie dlaczego. Ale przedstawienie musi trwać, nawet kiedy pojawiają się nowe komplikacje.

Ten wątek teatru jest najbardziej unikalną częścią Opowieści wigilijnej Flintstonów, aczkolwiek miejscami wystawia na próby zawieszenie niewiary. Z jednej strony mamy Freda Flintstone’a, który mówi, że Boże Narodzenie to bzdura, ale tak naprawdę po prostu powtarza kwestie; pana Łupka (szefa Freda i Barney’a), który twierdzi, że byłby lepszym Scrooge’m (ale za to gra ducha Jacoba Marleya), oraz ptaki stojące nad sceną, których pióra udają śnieg. Z drugiej strony jednak ten niby amatorski teatrzyk musi mieć świetnego scenografa i speca od efektów, bo widzimy, jak Fred Scrooge przechadza się po ulicach i wchodzi do budynków, a duchy nie tylko latają i są przeźroczyste, lecz także zamieniają się w klamki.

Jako adaptacja Opowieści wigilijnej ten film jest w miarę wierny, a że w sztuce występuje też narrator (któremu w oryginale podkładał głos sam Gimli), trafiają się kwestie prosto z książki. Jednocześnie mam wrażenie, że ich wersja Ebenezera Scrooge’a jest jakby bardziej przerysowanym stereotypem kapitalisty, który nurza się w pieniądzach (przynajmniej na początku). Jak można się domyślić, Fred przechodzi podobną przemianę, co jego postać, również dlatego, że Wilma w pewnym momencie musi zagrać kilka istotnych ról, bo ich odtwórcy się rozchorowali. Dzięki temu może mu na scenie wygarnąć kilka rzeczy.

Sama widziałam ten special drugi raz w życiu, ale chciałam go sobie – i Wam – przypomnieć w ten wigilijny poranek.

Exit mobile version