Po raz pierwszy od czterech lat mamy nowy aktorski serial Star Trek, i do tego dziejący się w przyszłości! Aczkolwiek były co do Starfleet Academy pewne niepokoje związane z kolejnymi materiałami promocyjnymi, więc podchodzono do tej serii jak do jeża.
Ja jednak ograniczyłam swoje obcowanie zarówno z tymiż materiałami, jak i z opiniami innych i postanowiłam po prostu obejrzeć pierwszy odcinek i sama ocenić jak wyszedł.
Przy czym dla mnie Star Trek: Starfleet Academy to szczególny serial, bo swego czasu lubiłam czytać sobie komiks pod tym samym tytułem.
Rzecz dzieje się tysiąc lat po Picardzie i jakieś sto dwadzieścia lat po tak zwanym Zapłonie, który doprowadził do eksplozji dilitu we wszystkich rdzeniach warp. W rezultacie Zjednoczona Federacja Planet i Gwiezdna Flota przez dłuższy czas były w rozsypce, a ludzie w różnych miejscach musieli radzić sobie sami. I tak oto kiedy Federacja stawała znów na nogi, niejaka Anisha Mir weszła w układ z piratem Nusem Braką, a że podczas napadu na statek federacyjny doprowadzili do śmierci kilku osób, Nus trafił do więzienia, a Anisha do placówki rehabilitacyjnej, co było lżejszym wyrokiem. Tylko że Anisha miała kilkuletniego syna Caleba, z którym została rozdzielona i kiedy tylko odpowiedzialna za jej wyrok Nahla Ake zapewniła go, że trafi do szkoły i wkrótce spotka się z matką, Caleb uciekł. Przez kolejne dwadzieścia lat szlajał się po galaktyce, a tymczasem Nahla otrzymała propozycję bycia kanclerzem ponownie otwartej Akademii Gwiezdnej Floty. Wiedziona wyrzutami sumienia Nahla odnajduje Caleba i proponuje mu układ: on przyjedzie z nią do Akademii, a ona pomoże mu odnaleźć matkę.
To nie jest pierwsze Star Trek: Starfleet Academy, jakie powstało. W 1997 roku była gra o takiej samej nazwie, a rok później powstały pierwsze komiksy opisujące życie kadetów Akademii Gwiezdnej Floty (w tym – pierwszego Ferengi we Flocie, Noga). Zdarzało się też, że mieliśmy okazję w różnych odcinkach Następnego Pokolenia, Deep Space Nine, Lower Decks i Picarda zobaczyć, jak wygląda osadzona w San Francisco Akademia. Tym razem jednak mielibyśmy szczególną sytuację, bo raz, że mamy całą tę historię z Zapłonem, po którym Federacja musiała się na nowo odbudować; a dwa, że wszystko dzieje się tysiąc lat po większości poprzednich Star Treków, więc wiele się mogło zmienić.
Na przykład, Założyciele mogli dojść do wniosku, że warto ich genetycznie zmodyfikowanym żołnierzom Jem’Hadar dać płeć żeńską i możliwość rozmnażania się. I tak oto mogła zaistnieć druga oficer Nahly Ake, pół-Jem’Hadar, pół-Klingonka, Lura Thok. Jedną z kadetek została holograficzna dziewczyna Sam, a Klingon Jay-Den Kraag postanowił zająć się mikrobiologią. (Tylko trochę dziwnie widzieć wśród kadetów Charoniankę, biorąc pod uwagę Ostatnie pole bitwy.)
Trzeba przyznać, że pilota Starfleet Academy oglądało mi się przez dłuższy czas trochę jak serial o nastoletnim młodym gniewnym, który dostaje drugą szansę w nowej szkole, poznaje przyszłych kolegów z klasy – zadziorną Genesis Lythe, ekscytującą się wszystkim Sam, szkolnego nerda (Jay-Dena) i łobuza (Darema), a także kilka osób z grona pedagogicznego. I w sumie ja nie mam nic przeciwko, nawet trochę oczekiwałam czegoś podobnego o serialu, który jest – bądź co bądź – o szkole. Tak jak to zwykle bywa w tego typu historiach, najciekawsze będzie i tak pokazanie, jak wyglądają zajęcia i egzaminy w tej placówce edukacyjnej. A tutaj mamy jeszcze coś takiego, że część Akademii jest w San Francisco, a część na wielkim statku kosmicznym, więc daje to potencjał na ciekawe fabuły w przyszłości.
Powiem szczerze, że oglądając tego pilota, poczułam się tak jakbym oglądała piloty Następnego Pokolenia, Deep Space Nine, Voyagera i Enterprise. W tym sensie, że poznajemy po kolei wszystkie postaci, dostajemy jakieś podstawowe informacje o tym, kim one są i czym się wyróżniają, a potem widzimy je w akcji, nawet działające razem. Poprzednie aktorskie „NuTreki”, czyli Discovery, Picard i Strange New Worlds jednak skupiały się albo na dwóch-trzech postaciach (Discovery), albo wracały do bohaterów, których już trochę znamy, chociaż teraz w nieco innych odsłonach (Picard, Strange New Worlds). Przy Starfleet Academy nie mam takiego wrażenia, że ten konkretny Star Trek chce mnie zwabić nostalgią, bo poza Doktorem nie ma w zasadzie nikogo, kogo znałabym ze „starych” Treków. Mam nadzieję, że serial podtrzyma ten trend.
Na początku nie byłam przekonana do Caleba jako głównego bohatera, bo przypominał mi on Skye z Agentów TARCZY – buntowniczkę, która ma dość negatywny stosunek do tytułowej organizacji ze względu na swoje doświadczenia, a jednak wcieloną w jej szeregi (i oboje bardzo szybko zaczynają działać na jej korzyść, kiedy pojawia się zagrożenie). Spodziewałam się, że go nie polubię, bo jego wątek szukania matki mnie nijak nie interesował, a poza tym myślałam, że będzie wściekły na cały świat (co bywa trudne do napisania w taki sposób, aby na dłuższą metę nie było męczące). Dobra wiadomość jest taka, że Caleb ma sensowny powód, aby przystać na warunki Nahly, a i ma kilka fajnych scen z innymi kadetami („Asshole One to Asshole Two, do you copy?”, to mój ulubiony tekst od niego). Nadal jednak myślę, że jego będzie mi się oglądało najgorzej.
Natomiast o wiele bardziej zainteresowała mnie Nahla Ake, grana przez legendarną Holly Hunter. Z jednej strony mamy przedstawicielkę długowiecznej rasy, która pamięta nie tylko Zapłon, ale i jaka Federacja była czterysta lat temu; a z drugiej strony kobietę, która jest pełna wątpliwości i wyrzutów sumienia za to, jak rozegrała sytuację z Anishą i Calebem. Ona ma być „kapitanem tego okrętu”; ona musi zadbać o to, aby Akademia dobrze działała i aby kadeci mieli bezpieczne warunki do rozwoju. Przy okazji pokazuje też, że potrafi być bardziej elastyczna (co przedstawia, między innymi, jej sposób siedzenia w kapitańskim krześle; bardzo mi się podoba ten szczegół). Myślę, że o wiele bardziej będzie mnie interesować właśnie ona.
Tak czy inaczej, na razie moje wrażenia są raczej pozytywne. Jeśli miałabym jakieś zastrzeżenia to może to, że ten serial może bardzo łatwo wpaść w dwie pułapki: albo jednak zagra za mocno na nostalgii (np. podczas nauki historii), albo będzie powielać szkolne schematy. Czas pokaże jak im ten serial wyjdzie.
A tymczasem idę oglądać drugi odcinek.
