Kategorie
Artykuły popkulturowe Fandomy Po Latach

Fandomy Po Latach – Powrót do przyszłości jako (nie)modelowa historia o podróżach w czasie

Advertisements

Powrót do przyszłości gościł na tym blogu już kilka razy – zarówno w artykułach i rankingach, jak i fanfikach. Był taki okres czasu, kiedy pod koniec studiów męczyłam znajomą swoimi przemyśleniami na temat oryginalnej trylogii, motywów w niej występujących i tego, jak przedstawiane są tam podróże w czasie.

Kiedy w ramach obchodów dziesięciolecia bloga, poświęciłam Powrotowi do przyszłości wrzesień – obejrzałam oryginalną trylogię i let’s play do Back To The Future: The Game, a także przeczytałam sobie genialną serię komiksów z 2015 roku – wiele z tych przemyśleń do mnie powróciło, zwłaszcza że od tej pory miałam okazję przypomnieć sobie albo zapoznać się z innymi utworami, które również wykorzystują motyw podróży w czasie.

Kwestia skali

Pod wieloma względami trylogia Powrotu do przyszłości to modelowa historia o podróżach w czasie – wiele z wątków i zawirowań czasowych, które pojawiają się w serii, powtarza się również w innych utworach science-fiction: od przypadkowego wymazania kogoś z linii czasowej, poprzez zmianę historii, a na alternatywnych liniach czasu skończywszy.

Z drugiej strony jednak Powrót do przyszłości wydaje się dziać w nieco mniejszej skali. Podczas gdy w innych historiach o podróżach w czasie ważą się losy świata i dzieje cywilizacji, jaką znamy, Powrót do przyszłości ogranicza się tylko do jednego miasta – Hill Valley, jego historii i losów poszczególnych jego mieszkańców, takich jak Bainesowie, McFly’owie czy Tannenowie. Są pewne wyjątki poza trylogią, na przykład w serialu animowanym, czy w komiksach ze stajni IDW, ale chociażby nie jest powiedziane wprost, czy mroczne wersje teraźniejszości (jak 1985A, w którym Biff Tannen zbił fortunę, czy 1986 z trzeciego odcinka Back To The Future: The Game, w którym Hill Valley stało się totalitarną dystopią) rozprzestrzeniają się na resztę USA.

Powrót do przyszłości oczywiście nie jest pierwszą opowieścią o podróżach w czasie. Pierwsze historie tego typu pojawiały się już w starożytności i stały się bardziej powszechne w XIX i XX wieku. Wystarczy chociażby wspomnieć Jankesa na dworze Króla Artura Marka Twaina, Opowieść wigilijną Karola Dickensa, czy wreszcie Wehikuł czasu Herberta George’a Wellsa. Również w kinie i telewizji podróże w czasie pojawiały się już w latach czterdziestych. Nawet Star Trek kilka razy podejmował tę tematykę, zwłaszcza w dwóch odcinkach – Spotkanie z przeszłością i Naprawić historię.

Porównajmy więc te dwa odcinki Oryginalnej Serii z wątkami trylogii Powrotu do przyszłości.

Jak może niektórzy z Was pamiętają z mojej niedawnej retrospektywy, Spotkanie z przeszłością opowiada o tym, jak załoga Enterprise utknęła w latach sześćdziesiątych XX wieku i choć stara się nie wychodzić na Ziemię, aby przez przypadek nie pokazać ludziom z tamtych czasów technologii przyszłości, na statek kosmiczny przedostaje się pilot wojskowy, kapitan John Christopher. Kirk dochodzi do wniosku, że najlepsze, co można zrobić, aby zapobiec zakłóceniom w linii czasowej, to zatrzymać Christophera na statku. Szybko jednak okazuje się, że to nie jest dobry pomysł, bo chociaż sam John Christopher nie był nikim niezwykłym w historii ludzkości, o tyle jego syn ma w przyszłości dowodzić pierwszą misją na Saturna. Jeszcze nie doszło do spłodzenia wspomnianego bohatera, dlatego pilot musi zostać szybko sprowadzony na Ziemię. Pod koniec odcinka John Christopher jest świadomy tego, czego dokona w przyszłości jego syn, a Kirk mówi mu nawet, aby o niego dbał.

Teraz porównajmy to z pierwszą częścią Powrotu do przyszłości. Już na początku filmu widzimy, że ojciec Marty’ego jest osobnikiem raczej żałosnym i choć Lorraine wciąż kocha swojego męża i wspomina z rozrzewnieniem historię ich pierwszego spotkania, czuć, że nie jest z nim szczęśliwa. Kiedy Marty przez przypadek podróżuje w czasie, na początku nie do końca rozumie, co się dzieje i jest skołowany całą sytuacją. W rezultacie – w przeciwieństwie do załogi Enterprise, która podejmuje pewne środki ostrożności, aby nie zakłócić linii czasowej – popełnia liczne błędy, wspominając rzeczy, które jeszcze nie są normą w roku 1955 roku (jak Pepsi Free, powtórki w telewizji, czy Goldie Wilson jako burmistrz Hill Valley) i podążając za swoim nastoletnim ojcem. Niepomny historii Lorraine o tym, że jego dziadek potrącił George’a i w ten sposób doszło do pierwszego spotkania jego rodziców, Marty spycha ojca z drogi i sam zostaje potrącony. Tym samym Marty zagraża istnieniu swojemu i rodzeństwa, bo teraz Lorraine jest zauroczona nim, a nie George’m. Dlatego musi sprawić, że jego ojciec pozna matkę, zaprosi ją na tańce i pocałuje.

I tutaj widać po raz pierwszy tę mniejszą skalę. Dla świata jako całości nie jest tak bardzo istotne, czy George McFly poślubi Lorraine Baines, czy nie. W oryginalnej linii czasowej George niczego nie osiągnął, a i jego dzieciom nieszczególnie się powodzi. Doprowadzenie do tego, że Lorraine zakocha się w George’u ma znaczenie głównie dla Marty’ego – to dla niego dosłownie kwestia życia i śmierci. Co więcej – kiedy już Marty zdaje sobie sprawę z tego, co się stało i co powinien teraz zrobić, zanim wróci do domu z pomocą doktora Browna, nigdy nie wyjawia swojej tożsamości George’owi i Lorraine i stara się działać bardziej subtelnie. W przeciwieństwie do Johna Christophera, George McFly nigdy nie dowiaduje się o tym, że miał bliskie spotkanie z kimś z przyszłości (aczkolwiek podobno w którejś z wersji scenariusza miała znaleźć się scena, w której ojciec Marty’ego widzi jego zdjęcie z potańcówki z 1955 i dodaje dwa do dwóch).

Jeśli chodzi o drugi odcinek Star Treka: Oryginalnej Serii poświęcony podróżom w czasie – Naprawić historię – to pasuje on bardziej do sytuacji z trzeciej części Powrotu do przyszłości. I tu i tu mamy podróżnika w czasie, który znajduje wspólny język i zakochuje się w kobiecie z przeszłości, której przeznaczeniem było zginąć. Wierząca w lepszą przyszłość pracownica socjalna, Edith Keeler, miała zostać potrącona przez samochód, a kochająca prozę Verne’a i astronomię nauczycielka, Klara Clayton, miała spaść do kanionu, który miał potem zostać nazwany jej imieniem. Tragizm Naprawić historię polega na tym, że osoba o czystym sercu, którą Kirk zaczął darzyć uczuciem, musi zginąć, aby Ameryka przystąpiła do drugiej wojny światowej we właściwym czasie; aby naziści nie wygrali i aby Zjednoczona Federacja Planet powstała. Dlatego Kirk powstrzymuje McCoya przed ocaleniem ukochanej i patrzy na jej śmierć.

Wątek Klary Clayton w trzecim Powrocie do przyszłości jest, pod pewnymi względami, przeciwieństwem Naprawić historię. Przede wszystkim z tego, że Klara miała wpaść do wąwozu doktor Brown i Marty zdają sobie sprawę już po tym, jak ją uratowali – Marty nagle sobie przypomina o tym, że opowieść o nauczycielce, która wpadła w przepaść, jest czymś, co dzieciaki w Hill Valley często sobie powtarzają, marząc o tym, żeby ich znienawidzeni nauczyciele również wpadli do wąwozu Clayton. To zaś uświadamia doktorowi Brownowi, że nieopatrznie zmienił linię czasu, ale choć na początku jest przekonany, że zrobił źle, im więcej czasu spędza z Klarą, tym bardziej się w niej zakochuje i tym bardziej pragnie pozostać wraz z nią w XIX wieku. Komplikacja więc nie polega na tym, że zapobiegnięcie śmierci Klary zmieniło drastycznie przyszłość, ale na tym, że doktor Brown chce dla tej kobiety pozostać na zawsze w nie swoich czasach. W pewnym sensie Marty gra tutaj rolę Spocka, który pragnie przemówić swojemu przyjacielowi do rozumu, ale o ile Spock podchodzi do wszystkiego całkiem na chłodno, o tyle Marty proponuje doktorowi kompromis: „A może weźmiemy Klarę ze sobą?”

Poniekąd właśnie dlatego, że Powrót do przyszłości skupia się na małej skali, pewne odstępstwa od linii czasowej są dopuszczalne. To, że George McFly stawia się Biffowi, a przez to zapewnia sobie i swojej rodzinie lepszą sytuację życiową, jest traktowane jako pozytywna zmiana w linii czasowej. To samo tyczy się również uratowanej od pewnej śmierci i zakochującej się w doktorze Brownie Klary Clayton. W innych historiach o podróżach w czasie też raz na jakiś czas trafiają się takie małe zmiany, które wydają się dopuszczalne. Na przykład w Legends of Tomorrow w pewnym momencie profesor Martin Stein przemawia do swojej młodszej wersji, co potem skutkuje tym, że po powrocie do teraźniejszości ma dorosłą córkę. Na początku jest to dla niego coś niepokojącego, bo teoretycznie jego córka nie powinna istnieć… ale potem oswaja się z tą myślą, zwłaszcza że linia czasowa się nadpisuje i profesor Stein zyskuje wspomnienia z dorastania pociechy.

Piekielne Hill Valley i większe dobro

Niemniej jednak przeważnie w opowieściach o podróżach w czasie ważą się losy całego świata i często związane jest to z jakimś wydarzeniem historycznym, które zostaje nagle zakłócone. Wtedy zadaniem podróżników w czasie jest skierowanie historii na właściwe tory. Czasami jest to podyktowane tym, że powstała z tego alternatywna rzeczywistość jest jednym wielkim koszmarem; a czasami tym, że podróżnicy w czasie wierzą, że pewne rzeczy – obojętnie jak straszne czy bolesne – muszą się wydarzyć.

W pierwszym przypadku w Powrocie do przyszłości mamy do czynienia z dwiema dystopijnymi rzeczywistościami. Pierwsza z nich to rzeczywistość z drugiej części trylogii, w której Biff Tannen cofnął się w czasie i dał młodszej części siebie Almanach Sportowy, aby w przyszłości zdobyć fortunę na zakładach. Nazwana przez doktora Browna 1985A rzeczywistość jest miejscem, gdzie Biff ma władzę, ożenił się z Lorraine i sprawił, że całe Hill Valley stało się siedliskiem nędzy i przestępstw. Marty i doktor Brown muszą cofnąć się w czasie i naprostować linię czasową nie tylko dlatego, że dotyka ona ich samych (Biff zabił George’a McFly’a, aby poślubić Lorraine, a doktor Brown trafił do zakładu psychiatrycznego), lecz przede wszystkim dlatego, że to Hill Valley w 1985A jest piekłem.

Druga dystopijna rzeczywistość pojawia się w Back To The Future: The Game (i jej komiksowej adaptacji Back To The Future: Citizen Brown) i jest wynikiem tego, że siedemnastoletni Emmett Brown i Edna Strickland zaczęli ze sobą chodzić. Edna od początku gry i niezależnie od epoki ma przeświadczenie o wszechobecnej w Hill Valley moralnej zgniliźnie, toteż kiedy wpada jej młodszej wersji w oko młodociany wynalazca, proponuje mu kilka pomysłów na „polepszenie życia mieszkańców Hill Valley”. W konsekwencji Marty trafia do rzeczywistości, w której Edna wprowadza drakońskie prawa i z pomocą technologii wynalezionej przez „Obywatela Browna” (który przez dłuższy czas nie ma pojęcia o tym, co robi jego żona i jest przeświadczony, że ludzie w Hill Valley są szczęśliwi) przeprowadza nawet na kilku ludziach pranie mózgu. Marty musi więc najpierw przekonać Obywatela Browna o tym, skąd jest i co się dzieje, a potem z jego pomocą zreperować DeLoriana i cofnąć się w czasie, aby młody Emmett nie zakochał się w Ednie i aby podążał wyznaczoną mu ścieżką.

Niestety DeLorian zaczyna szwankować i Marty wraz z Obywatelem Brownem trafiają kilka miesięcy po tym, jak nastoletni Emmett i Edna zaczęli się spotykać. Aby nie ryzykować kolejnych przestrzałów podczas podróży, Obywatel Brown dochodzi do wniosku, że lepiej doprowadzić do zerwania jego młodszej wersji z Edną. Aby to zrobić, Marty będzie musiał zaaranżować sytuację, w której Edna uzna swojego chłopaka za fleję, degenerata i kobieciarza.

Moralne dylematy podróżnika w czasie

Powróćmy teraz do kwestii zachowania linii czasowej za wszelką cenę. Przez większą część trylogii doktor Brown wierzy w to, że „nie powinno się wiedzieć zbyt wiele o własnym przeznaczeniu”. Motyw przeznaczenia przebija się przez trylogię (i nie tylko) i chociaż generalnie morał Powrotu do przyszłości jest taki, że ludzie sami kształtują swoje losy, kiedy już dochodzi do zmian w linii czasowej, Marty i doktor Brown próbują je odczynić (aczkolwiek trzeba tu zaznaczyć, że dopuszczają pewne małe zmiany, które pojawiają się podczas naprowadzania historii na właściwe tory, po części też dlatego, że zwykle mają ograniczone możliwości działania i nie mogą swobodnie korzystać z DeLoriana).

W różnych utworach z motywem podróży w czasie istnieje specjalna organizacja zajmująca się ochroną linii czasowej przed działaniami podróżników. Agenci Temporalni w Star Treku, Time Masters i Time Bureau w Legends of Tomorrow, TVA w Marvelu czy Komisja/Temps Aeternalis w The Umbrella Academy to przykłady właśnie takich organizacji w fikcji. O ile jednak Agenci Temporalni i członkowie Time Bureau są zmęczeni ciągłym sprzątaniem po podróżnikach w czasie, o tyle TVA, Time Masters i Komisja święcie wierzą, że wszelkie odstępstwa od z góry ustalonej linii czasu są niedopuszczalne. Posuwają się w tym nieraz do skrajności – TVA, aby ochronić Świętą Linię Czasu likwiduje wszystkich ludzi, którzy zeszli z wyznaczonej dla nich ścieżki, Time Masters właściwie od samego początku manipulowali linią czasową w taki sposób, aby Vandal Savage doszedł do władzy, a Komisja hamuje wszelkie próby zapobiegnięcia Apokalipsie.

Co prawda, w Powrocie do przyszłości nie ma żadnej agencji zajmującej się ochroną linii czasowej, ale w Back To The Future: The Game po raz pierwszy podjęta jest kwestia tego, do czego Marty jest skłonny się posunąć, aby przywrócić dawny ład. Omawiając tę grę dawno temu, zwróciłam uwagę na to, że Marty robi młodszej wersji swojego najlepszego przyjaciela okropne rzeczy. Najpierw kłamie, że jest z urzędu patentowego, aby zmotywować go do skończenia mechanicznego świdra, tym samym robiąc zahukanemu siedemnastolatkowi nadzieję. To samo w sobie nie jest znowu takie złe, bo w końcu Marty wyznaje Emmettowi prawdę i mówi, że potrzebuje świdra, aby uratować kogoś „ważnego dla nich obu” (co właściwie wystarczy przyszłemu doktorowi Brownowi, aby mu pomóc)… ale potem doprowadza do tego, że Edna z nim zrywa i to w przekonaniu, że Emmett jest degeneratem, ma kochanki i do tego zniszczył ślubny garnitur jej dziadka. W rezultacie siedemnastolatek ma złamane serce i ogarnęła go apatia. Zarówno Marty, jak i gracz zdają sobie sprawę z tego, że Emmett Brown ma konkretne przeznaczenie – ma wybrać się do kina na Frankensteina, zostać tym filmem zainspirowany, wziąć udział w Naukowym Expo w Hill Valley i od tej pory poświęcić się nauce, co zaowocuje w przyszłości przyjaźnią z Marty’m i zbudowaniem wehikułu czasu. Jednak nastoletni Emmett Brown nie zdaje sobie z tego sprawy – jego świat się właśnie zawalił.

Ale nie chodzi tylko o Emmetta. Dużo wcześniej Obywatel Brown miał okazję porozmawiać z młodszą wersją Edny i przypomnieć sobie „stare, dobre czasy”. W pewnym momencie pyta Marty’ego, jaki jest los jego żony w starej linii czasowej, a kiedy dowiaduje się, że mieszka ona samotnie, całe dnie krzycząc na przechodniów, próbuje przekonać chłopaka o tym, że może jest trzecia droga – wersja rzeczywistości, w której nie ma dyktatury, ale w której Edna byłaby szczęśliwa. No bo czy na pewno moralnie dobre jest przywrócenie konkretnej linii czasowej, kiedy wiadomo, że ktoś inny byłby w niej nieszczęśliwy?

Ale pójdźmy jeszcze dalej – w pewnym momencie, kiedy Marty’emu udaje się doprowadzić do tego, że Emmett występuje na Naukowym Expo, Obywatel Brown pada na ziemię i powoli zaczyna znikać. Naprowadzenie jego młodszej wersji na pierwotny tor oznacza, że nie został on nigdy Obywatelem Brownem, który ożenił się z Edną i zbudował wraz z nią nowe Hill Valley. Tak więc ta wersja Emmetta Browna, ukształtowana przez inne doświadczenia, zostanie wymazana na zawsze. I choć Obywatel Brown stwierdza: „Tak… myślę, że będzie ze mną dobrze, Marty…”, chłopak jest wstrząśnięty jego „śmiercią”.

Czy na pewno doprowadzenie do cierpienia jednostki można dostatecznie usprawiedliwić ochroną linii czasowej? Oczywiście wszystko kończy się dobrze – linia czasowa nie tylko zostaje naprostowana, ale też działania Marty’ego sprawiły, że Edna ma się całkiem dobrze. W pewnym sensie więc Obywatel Brown miał rację i dało się sprawić, że wilk był syty i owca cała.

Podróże w czasie dla zysku i zabawy

Przypomnijmy sobie teraz drugą część trylogii, a konkretnie – sposób w jaki Biff Tannen w ogóle wpadł na pomysł, aby cofnąć się w czasie i dać swojej młodszej wersji Almanach Sportowy. Na początku to Marty chciał w ten sposób się dorobić fortuny, jednak doktor Brown wyrzucił Almanach do kosza. Naukowiec stworzył wehikuł czasu nie dla własnych korzyści, tylko dla dobra ludzkości.

Celem była wiedza o kondycji ludzkiej: skąd przybywamy i dokąd zmierzamy. Pułapki i szanse; niebezpieczeństwa i obietnice. Może nawet odpowiedź na fundamentalne pytanie: Dlaczego?

Chociaż doktor Brown nieraz popełnia błędy (na przykład, oszukując Libijczyków albo zabierając Jennifer do przyszłości i usypiając ją zaraz potem), to zdecydowanie jest to człowiek o dobrym sercu i kompasie moralnym, który traktuje podróże w czasie i ich konsekwencje bardzo poważnie. W komiksach jest nawet pokazane, że prawie Emmett Brown dostał dofinansowanie i zasoby rządu USA na zbudowanie wehikułu czasu, ale miał potem koszmar, który uświadomił mu, co to mogłoby za sobą nieść: nowy wyścig zbrojeń między Stanami a ZSRR. Z tego też powodu doktor Brown spalił swój dom „dla ubezpieczenia”, aby podtrzymać swój wizerunek dziwaka i zniechęcić do siebie rząd.

A po tym jak Biff wykorzystał DeLoriana do własnych celów i stworzył mroczną wersję Hill Valley, doktor Brown coraz bardziej zaczyna wierzyć, że jego wynalazek powoduje tylko nieszczęścia i po naprostowaniu linii czasowej zamierza go zniszczyć. Jest o tym przekonany również tuż po rozmowie z Marty’m na temat tego, czy doktor powinien zostać w XIX wieku, czy nie, ale tym razem w jego argumentach słychać bardziej osobisty wydźwięk – nie tylko Dziki Zachód był dla niego rajem na Ziemi, lecz także odnalazł tam swoją miłość. Ale doktor Brown przyznaje Marty’emu rację, że nie pasuje do tych czasów. Ponadto pozostanie w XIX wieku byłoby z jego strony wykorzystywaniem wehikułu czasu dla własnych korzyści – czymś, co Marty’emu odradzał.

Oczywiście w innych utworach wykorzystanie podróży w czasie do własnych korzyści też może mieć potworne konsekwencje. Na przykład, słynna linia fabularna z komiksów DC The Flashpoint Paradox zaczyna się od tego, że Barry Allen cofa się w czasie i ratuje przed śmiercią swoją matkę. Konsekwencje jego podróży okazują się być fatalne dla całej Ziemi.

W zasadzie to poza wypadem doktora Browna do przyszłości pod koniec pierwszej i trzeciej części, wszystkie podróże w czasie jego i Marty’ego w oryginalnej trylogii są albo podyktowane wyższą koniecznością (jak powstrzymanie Biffa albo pomoc przyjacielowi i jego rodzinie), albo dziełem przypadku. Wszelkie korzyści, jakie wynikają dla nich z podróży w czasie – lepsza sytuacja materialna McFly’ów, Emmett Brown trafiający do ulubionej epoki historycznej… – są niejako skutkiem ubocznym. Podczas każdej podróży też doktor Brown ostrzega Mary’ego przed potencjalnymi zagrożeniami i paradoksami, które mogą mieć miejsce.

Potencjalność, intuicja i rozmowy z samym sobą

Kolejna rzecz, o której warto by wspomnieć, to to, że w każdej historii o podróżach w czasie kontinuum czasoprzestrzenne działa w określony sposób i nawet broni się przed wszelkiego rodzaju paradoksami. Ponieważ podróże w czasie (zwłaszcza w przeszłość) istnieją tylko w teorii, ewentualne odpowiedzi na to, co się stanie, kiedy dwie wersje tej samej osoby się spotkają, należą do sfery filozoficznych dywagacji. W science-fiction jednak może to być punkt wyjścia do interesującego (chociaż powodującego skołowanie) wątku. Na przykład, Pięć w The Umbrella Academy pada ofiarą choroby czasowej, kiedy spotyka się z młodszą wersją siebie – z metafizycznego punktu widzenia dwa byty będące tą samą osobą nie mogą istnieć obok siebie, tak więc ich organizm reaguje w określony sposób na tę anomalię. Kiedy indziej mamy sytuację z Przeznaczenia, kiedy spotkanie młodszej wersji siebie jest nie tylko możliwe bez żadnych problemów, lecz także musi się zdarzyć, aby dana osoba w ogóle mogła zaistnieć.

I też w drugiej części Powrotu do przyszłości doktor Brown ostrzega Marty’ego, że spotkanie z młodszą lub starszą wersją siebie może skutkować zniszczeniem rzeczywistości, dlatego w żadnym razie nie powinni oni pozwolić na to, aby ich wersje z 2015 lub 1955 ich zauważyły. Z drugiej strony jednak, kiedy nastoletnia Jennifer natyka się na dorosłą Jennifer, nic się nie dzieje poza tym, że obie mdleją. Tak samo doktor Brown może rozmawiać ze sobą z 1955 roku bez większych obaw, chociaż stara się nie pokazywać swojej twarzy.

Dla celów fabularnych Marty niechcący uniemożliwiający pierwsze spotkanie swoich rodziców nie znika od razu w czasoprzestrzeni, ale jego ewentualne przyszłe istnienie jest niepewne. Od chwili, kiedy coś w przeszłości zostało zmienione, przyszłość stoi pod znakiem zapytania. Marty może jeszcze zeswatać swoich rodziców, Biff Tannen może jeszcze zbić fortunę, a w tajemniczym grobie z 7 września 1885 roku może jeszcze spocząć Emmett Brown albo Marty McFly. Dlatego przyniesione wraz z nimi obiekty takie, jak zdjęcia czy nagłówki gazet pełnią rolę papierka lakmusowego, pozwalającego określić, czy przyszłość została już zmieniona, czy nie.

Jednocześnie poza rzeczami, które mają jeszcze sens z punktu widzenia naukowego (chociaż jest to nauka cokolwiek naciągana), w Powrocie do przyszłości zdarzają się też przypadki, które nie mają naukowych podstaw a które możne zinterpretować jako coś nadnaturalnego. Pierwszy z nich to Lorraine całująca się z Marty’m (o którym nie wie, że jest jej synem) i stwierdzająca, że coś jest nie tak („Kiedy cię całuję, czuję się tak, jakbym całowała brata.”). Drugi z nich to Seamus McFly wielokrotnie mający wrażenie, że musi pomóc tajemniczemu obcemu, który rozbił się o płot jego farmy – musi zapewnić mu nocleg i musi być przy jego pojedynku, bo czuje, że „od tego zależy jego przyszłość”. Ponadto mały William McFly garnie się do Marty’ego, chociaż zwykle boi się obcych, a to musi coś znaczyć, prawda?

O ile też w innych utworach o podróżach w czasie pamięć bohaterów „dogania” linię czasową, sprawiając, że zyskują oni wspomnienia z nowego życia (i tutaj wracamy do przykładu Martian Steina i jego córki), o tyle w przypadku Marty’ego tak się nie dzieje. Przez całe dekady zakończenie pierwszego Powrotu do przyszłości miało niezamierzony mroczny wydźwięk – że Marty wrócił do rzeczywistości, które nie pamięta i do końca życia będzie udawać kimś, kim nie jest. Wieloczęściowy komiks Who is Marty McFly? wreszcie podejmuje kwestię kryzysu tożsamości, jaki Marty przeżywa w związku z tym, że jego wspomnienia nie pokrywają się ze wspomnieniami ludzi dookoła.

Czy podróże w czasie są częścią przeznaczenia?

 W końcu pozostaje jeszcze kwestia tego, czy same podróże w czasie są częścią linii czasowej, innymi słowy: czy czyimś przeznaczeniem było cofnąć się w czasie i coś zrobić, tworząc stabilną pętlę czasową.

Jeszcze rok przed Powrotem do przyszłości powstał inny film o podróży w czasie – Terminator – i tam pojawia się ten wątek stabilnej pętli czasowej: Kyle Reese musi cofnąć się w czasie, aby zakochać się w Sarze Connor i mieć z nią dziecko, które w przyszłości zostanie przywódcą ruchu oporu. W drugim Terminatorze twórcy idą nawet o krok dalej i sprawiają, że pozostawiona w przeszłości zaawansowana technologia zostaje wykorzystana do budowy SkyNetu. Trochę inaczej do tej kwestii podchodzi MCU, bo kiedy Loki wygarnia TVA, że nie powinni zajmować się nim, tylko Avengersami, którzy w Końcu Gry cofnęli się w czasie i tym bardziej zagrażają Świętej Linii Czasu, jego sędzia odpowiada, że oni mieli to zrobić, aby powstrzymać Thanosa.

Jednocześnie coraz częściej pojawia się motyw tak zwanych „fixed pointów” – wydarzeń, które są tak ważne dla historii świata, że, obojętnie jak wielu podróżników w czasie próbuje je zmienić, one zawsze dzieją się w ten sam (albo zbliżony) sposób. Najlepiej ten koncept obrazuje odcinek Legends of Tomorrow, w którym podróżnicy próbują bezskutecznie udaremnić zamach na Franciszka Ferdynanda, ale ten wątek pojawia się również u konkurencji, bo w jednym z odcinków What If… Doktor Strange próbuje nie dopuścić do śmierci ukochanej.

Powrót do przyszłości twardo stoi przy swoim założeniu, że przyszłość nie jest z góry ustalona i że ludzie tworzą własne przeznaczenie, obojętnie czy cofają się w tym celu w czasie, czy nie. Dzięki temu trylogia (i jej kontynuacje w innych mediach) unika niefortunnych implikacji innych opowieści o podróżach w czasie, jakoby wszystkie ludzkie działania były z góry ustalone przez przeznaczenie. Niemniej jednak ostatnio widzę w historiach, gdzie teoretycznie istnieje jakieś fatum, czy Święta Linia Czasu, bohaterów, którzy buntują się przed określonym porządkiem. Po latach pracy dla Komisji Pięć cofa się w czasie, aby zapobiec Apokalipsie i uratować swoje rodzeństwo; przechwycony przez TVA Loki, co chwila poddaje w wątpliwość ich misję, a Legendy Jutra w pewnym momencie walczą z greckimi Mojrami, które gardzą ludzką wolną wolą i chcą zaprowadzić własny ład. O ile więc pewne rzeczy muszą się stać, o tyle coraz częściej zdarza się, że bohaterowie walczą z przeznaczeniem.

Podsumowanie

Trylogia Powrotu do przyszłości ma już prawie czterdzieści lat, ale trudno wyobrazić sobie dyskusję na temat motywu podróży w czasie bez niej. Jeśli jest coś, co chciałam przekazać w tym tekście, to to, że Powrót to przyszłości pewne rzeczy robi inaczej niż inne historie o podróżnikach w czasie (najbardziej unikalny element to, moim zdaniem, właśnie ta mniejsza skala, która sprawia, że stawki są mniejsze); i że może stanowić punkt odniesienia do dywagacji na różne tematy związane z tym motywem.

I z tą refleksją Was zostawiam na ten miesiąc.

Autor: redhatmeg

Filozof kultury, doszukujący się głębokich odniesień w najbardziej rozrywkowych filmach, książkach i serialach. Lubi analizować to, co czyta i ogląda. Ma nadzieję na wydanie książki. Przez niektórych nazywana Królową Fluffu.

Leave a Reply Cancel reply