Site icon Planeta Kapeluszy

Meg ogląda Merlina – 5×3 „Żałobna pieśń Uthera Pendragona”

Reklamy

No cóż, zaczyna się październik, a wraz z nim okres halloweenowy. I tak się składa, że Żałobna pieśń Uthera Pendragona (The Death Song of Uther Pendragon) świetnie nadaje się na Halloween. Były król Camelotu i ojciec Artura powraca jako duch i okazuje swoje niezadowolenie z zastanego porządku.

Zobaczmy więc jak wychodzi ta postać po tak długiej przerwie.

Opis Fabuły:

Wracając z kolejnego polowania, Merlin i Artur są świadkami sceny, w której stara kobieta prowadzona jest na stos. Wykorzystując swój autorytet, młody król każe wieśniakom uwolnić staruszkę, jednak ona już i tak jest na progu śmierci. W ramach podziękowania za dobroć Artura, podarowuje mu róg, dzięki któremu można przejść przez zasłonę do świata duchów i spotkać się ze zmarłymi bliskimi. Po długich dywagacjach władca postanawia wyruszyć do kręgu Kamieni Nametonu, aby tam wykonać rytuał i przywołać ducha swojego ojca. Jednakże ich rozmowa nie przebiega zgodnie z oczekiwaniami Artura, bo Uther wyraża zawód nad decyzjami syna i stwierdza, że jest on słabym władcą. Po tej rozmowie Artur wraca do Camelotu, w którym wkrótce zaczynają dziać się dziwne rzeczy.

Co Z Tego Pamiętam:

Kiedy wychodziła Żałobna pieśń Uthera Pendragona, śledziłam na tumblrze Kitty Orleans, która była wielką fanką Uthera. Ceniła zwłaszcza to, że król zginął od ran doznanych podczas ochrony syna przed zabójcami i że zdążył się z Arturem należycie pożegnać. Dlatego Żałobna pieśń… była w jej mniemaniu zniszczeniem tego pięknego momentu, ponieważ przez niego ostatnią rzeczą, którą wypowiada Uther – zarówno do swojego syna, jak i do widowni – jest coś, co świadczy o jego nienawiści do magii, a nie do miłości do swojego dziecka.

I w sumie scena, która stanowi konfrontację Merlina z Utherem, jest najbardziej pamiętna z całego tego odcinka… ale o tym będę mówić szerzej potem.

Wnioski Ogólne:

Wątkiem, który przebijał się co jakiś czas przez pierwsze trzy sezony Przygód Merlina, było to, że Artur chciał, aby ojciec był z niego dumny. Uther przez większą część serii jawi się jako ten twardy, nieczuły władca, który raczej wzbudza lęk, niż miłość. Nie jest kompletnie bez serca, kocha na swój sposób Artura i Morganę, ale jest też tyranem, mocno trzymającym się tradycji i owładniętym paranoją na punkcie magii. A Artur w pierwszym sezonie ma trudności z przeciwstawieniem się Utherowi, chociażby aby ocalić Merlina albo uchronić przed śmiercią druidzkie dziecko. Uther jest też przeciwny przyjmowaniu do stanu rycerskiego pospólstwa oraz związkowi Artura z Ginewrą, i zawsze było powiedziane, że kiedy wreszcie Artur zasiądzie na tronie, będzie można wprowadzić pewne zmiany na lepsze.

Kiedy Uther umiera w czwartym sezonie jest już słabym psychicznie i fizycznie człowiekiem, chorym i śmiertelnie rannym. Nie wydaje się już tym samym tyranem, którego Merlin musiał się wystrzegać i którego chronił tylko ze względu na Artura. Pozostał po tamtym człowieku jedynie kochający ojciec, a przez knowania Morgany umiera on na oczach księcia.

Teraz Artur dostaje możliwość przeprowadzenia ostatniej rozmowy ze zmarłym ojcem, a że zarówno ma mu wiele do powiedzenia, jak i chce od niego usłyszeć, że dobrze sobie radzi, ta perspektywa jest dla niego bardzo nęcąca. Do tego rocznica koronacji, która jest też rocznicą śmierci Uthera, tak bardzo dobija Artura, że młody król postanawia wreszcie użyć rogu, aby spotkać się z ojcem… ale kiedy wreszcie do tego dochodzi, Uther wygarnia synowi to, że porzucił tradycję, pasując na rycerzy nie-szlachciców; że ożenił się ze służką i że godzi się na to, aby ludzie niższego stanu podważali jego decyzje, tym samym wychodząc na słabego władcę. Nie to spodziewał się usłyszeć Artur i choć broni swoich decyzji, to jednak wraca do świata żywych wstrząśnięty i wątpiący w swoje zdolności przywódcze.

Żałobna pieśń Uthera Pendragona jest w zasadzie taką klasyczną opowieścią o duchach i niesie ze sobą przekaz, że zmarłych lepiej zostawić w spokoju, zamiast ich przywoływać. Znamienne jest to, że Artur sprowadza ducha Uthera do świata żywych, spoglądając się za siebie w drodze powrotnej do świata żywych. Dopiero później Gajusz wyjaśnia Merlinowi i Arturowi, że to jest coś, czego absolutnie nie można robić. Jest w tym pewien element ludowy – niemal każda kultura ma jakąś przestrogę przed zachowaniami, które przywołują duchy, upiory i inne martwe potwory (kto pamięta Lilije Mickiewicza, gdzie duch przybywa, kiedy ktoś zrywa kwiatki z jego grobu?).

A po przywołaniu do świata żywych duch Uthera jest rozgniewany i daje wyraz swojemu niezadowoleniu. Najpierw zrzuca żyrandol na środek Okrągłego Stołu i to jest w pewnym sensie ostrzeżenie – jak wspomina Merlin, Okrągły Stół jest symbolem nowego porządku ustanowionego przez Artura. Następnie duch atakuje pochodzącego z ludu Percivala, kiedy rycerz zostaje sam w zbrojowni; a potem, w środku nocy, zamachuje się na Ginewrę, ogłusza ją i wznieca pożar, i tylko dzięki interwencji Merlina udaje się ją uratować. W zasadzie przez większość odcinka (no, poza pierwszą rozmową Artura z ojcem) nie widzimy ducha Uthera, jedynie latającą w powietrzu broń, gasnące nagle pochodnie i świecie, trzaskające drzwi i okna oraz ogień, który sam się wznieca. Mamy mnóstwo scen jumpscare’ów, mnóstwo momentów, kiedy postaci idą przez ciemne korytarze i mają wrażenie, że ktoś ich śledzi, i to tylko pogłębia wrażenie, że to historia o duchach.

A w tych kilku scenach, w których Uther wreszcie się pojawia, rzeczywiście wygląda on jak upiór, którego nie powinno tu być.

Jednak tak jak w wielu horrorach, tak i w Żałobnej pieśni Uthera Pendragona, pojawia się sceptyk, a jest nim sam Artur. Z tym, że on nie tyle nie wierzy w istnienie duchów, co w to, że jego ojciec w ogóle straszy Camelot. Na każdy podany przez Merlina przykład tego, dlaczego duch starego króla miałby zaatakować Okrągły Stół, rycerzy i Ginewrę, Artur odpowiada, że no, jego ojciec sprzeciwiał się tym zmianom, ale na pewno nie posunąłby się aż tak daleko! I można to zrozumieć w pewien sposób – od śmierci Uthera minęły ponad trzy lata i Artur pamięta go przez pryzmat jego ostatnich chwil. Właściwie przez całe życie widział w nim głównie swojego ojca, a nie tyrana, kochał go i szanował jako silnego władcę. Do pewnego stopnia Żałobna pieśń Uthera Pendragona jest o tym, jak Artur uwalnia się od złudzeń i kompleksów wobec ojca.

Zgodnie z logiką opowieści o duchach, aby posłać duszę Uthera z powrotem do zaświatów, ten, kto go przywołał, musi zadąć w róg. Dlatego Gajusz przygotowuje miksturę, dzięki której Artur i Merlin będą w stanie widzieć upiora. Pierwsza konfrontacja króla z ojcem nie idzie zbyt dobrze, bo Uther jest przekonany, że musi uratować Camelot i swoje dziedzictwo, nawet za cenę życia dziedzica (i to jest w sumie moment, w którym Artur ostatecznie przekonuje się, że jego ojciec jest szalony). Udaje mu się ogłuszyć syna i już ma go zabić, kiedy pojawia się Merlin.

Artur jest nieprzytomny, nikogo innego z dworu nie ma w sali tronowej, gdzie dzieje się klimatyczna akcja. Uther i Merlin są sami, a co za tym idzie Merlin może swobodnie rozmawiać z duchem króla. Najpierw rozkazuje mu odejść od Artura, co wkurza zjawę, no bo jak śmie zwykły sługa tak do niego mówić? A kiedy Uther rzuca w niego ławą, czarownik używa magii, aby ją odepchnąć, odkrywając przed duchem swój sekret. Oczywiście dla zmarłego króla jest to znak, że wewnątrz jego własnego królestwa znalazł się wróg (mało tego – to sam Uther przydzielił Merlina jako sługę Artura te całe lata temu), na co Merlin odpowiada, że magia była w Camelocie od zawsze; i że Artur jest lepszym królem, niż Uther kiedykolwiek był. I w sumie tak za pierwszym razem, jak i teraz zabrakło mi w tej konfrontacji czegoś na kształt: „Ratowałem twoje królestwo i twojego syna tysiące razy, przed ludźmi, którzy chcieli się na tobie zemścić.” Skoro ma to być ostateczna konfrontacja Merlina z człowiekiem, który przyczynił się do wielu jego cierpień, te słowa powinny paść.

Ale nie padają. Uther przybija Merlina do ściany i już ma go zabić, kiedy nagle budzi się Artur i po raz ostatni mówi ojcu, że zamierza królować po swojemu. Gdy przytyka usta do rogu, Uther woła do niego: „Merlin ma…”, ale wraca do świata umarłych, zanim powie cokolwiek jeszcze. Pomijając już to, na co skarżyła się Kitty Orleans, ta scena może być negatywnie odebrana również dlatego, że Artur prawie dowiaduje się o magii swojego najbardziej lojalnego sługi, ale Fabuła mu w tym przeszkadza. A wtedy już naprawdę wszyscy chcieli, aby Artur wreszcie odkrył ten sekret, więc kiedy po czterech latach czekania ten wątek wracał do punktu wyjścia, to robiło się już męczące, delikatnie mówiąc.

Jako horror, Żałobna pieśń Uthera Pendragona nie jest specjalnie straszna – jest w niej za dużo jumpscare’ów, a w dodatku trafiają się sceny komediowe (jak wymówka Artura i Merlina dla sir Leona, że po nocy czytają poezję w środku korytarza). Niemniej jednak ma pewien gotycki klimat, zwłaszcza jeśli chodzi o wygląd Uthera.

W następnym odcinku powróci księżniczka Mithian, która będzie szukała pomocy u Artura.

Exit mobile version