Jest wiele świątecznych odcinków z superbohaterami DC, ale ja darzę sympatią właśnie ten. Świąteczna przygoda małego Batmana jest ciepłą i zabawną komedią, a do tego pokazuje Batmana w nowym świetle.
Od kiedy Bruce Wayne dowiedział się, że będzie ojcem, nie tylko poszedł na terapię, ale też oczyścił rodzinne miasto z przestępczości jako Batman. Teraz jego syn, Damian, ma już osiem lat i nie może doczekać się, kiedy wreszcie zostanie nowym Batmanem. Tylko, że Bruce jest protekcjonalny wobec swojego potomka i nie uważa, aby młody był gotowy do tak niebezpiecznej i odpowiedzialnej roboty. W świąteczny poranek Damian dostaje od ojca pas, który jednak ma tylko piankowe batarangi, zestaw plastrów i alarm. Batman nagle zostaje wezwany przez Ligę Sprawiedliwości, aby zająć się jakąś anomalią w Kanadzie, a tymczasem w okolicy Wayne Manor zaczynają grasować złodzieje. Damianowi udaje się obronić dom, ale pas zostaje skradziony. Młody wyrusza więc odzyskać prezent od ojca, nie zdając sobie sprawy, że jest to jednak początek większej afery.
Od kiedy obejrzałam ten film po raz pierwszy, urzekł mnie niesamowicie. Urzekł mnie i Odpowiedzialny Rodzic Bruce Wayne, i Dziadek Alfred, i superzłoczyńcy mocno zainspirowani kwadrologią Burtona i Schumachera… Ponadto na początku film ma w sobie coś z Kevina samego w domu, bo Damian Wayne musi bronić domu przed rabusiami (którzy są nieco podobni do Harry’ego i Marva), ale potem mamy historię o tym, jak próbuje odebrać pas za wszelką cenę i popełnia błędy, które potem będą miały swoje konsekwencje.
Być może styl artystyczny wydaje się trochę dziecięcy, ale działa do tej konkretnej historii, a poza tym animacja jest jednak bardzo płynna i w pewnym momencie nawet raczy nas czarno-białą wizją, która świetnie oddaje stan psychiczny jednej z postaci.
A jeśli chcecie poczytać więcej o Damianie i Bat-Familii w ogóle, dawno temu napisałam o nich stosowny tekst.
