Kategorie
Animacja Fandomy Po Latach Wpisy okolicznościowe Ze wspomnień fana

Fandomy Po Latach – Ze wspomnień fana: Wodogrzmoty Małe

Advertisements

Uwaga! Tekst zawiera spoilery do Wodogrzmotów Małych.

Podczas gdy ludzie nadrabiają Stranger Things, ja postanowiłam w czerwcu powtórzyć sobie inny serial o małym miasteczku kryjącym w sobie niezwykłe tajemnice; i z młodymi bohaterami będącymi pod opieką nieco zrzędliwego i cynicznego dorosłego – Wodogrzmoty Małe.

I tak się składa, że kultowy serial Disneya również obchodzi w tym roku dziesięć lat, bo dokładnie 15 czerwca 2012 roku wyemitowany został pierwszy odcinek Wodogrzmotów Małych (mówiłam Wam już kiedyś, że 2012 to szczególny rok dla fandomów). I choć serial się skończył, do tej pory fandom żyje i tworzy kolejne teorie na temat Billa Ciphera, Stana i całej reszty.

Tak więc pozwólcie, że opowiem Wam o mojej historii z Wodogrzmotami Małymi.

Pierwszy raz dowiedziałam się, że jest coś takiego, jak Wodogrzmoty Małe, z reklamy na Disney XD i powiem szczerze, że owa reklama nie uchwyciła wtedy mojej uwagi. Właściwie jedyne, co pamiętam na jej temat, to to, że narrator mówił: „Wyrusz z Dipperem i Mabel do Wodogrzmotów Małych!” i nic ponadto.

Dopiero kiedy przypadkiem pewnego dnia natknęłam się w telewizji na jeden z odcinków, byłam zaintrygowana. To był akurat odcinek Headhunters, który zaczyna się, jak zagadka tajemniczego morderstwa (tylko ofiarą jest woskowa podobizna Stana) i w którym pojawiają się zaczarowane woskowe figury. I powiem szczerze, że jako wprowadzenie do serii, Headhunters był całkiem dobry – szybko dowiedziałam się, że Mabel to ta kreatywna i trochę zwariowana, Dipper to ten nerwowy, ale też lubiący zagadki, a ich „wujek Stanek” jest lekko niemoralny, ale nie pozbawiony pewnego uroku. I choć same zaczarowane figury woskowe nie były jakimś wielkim zaskoczeniem, to i tak fabuła dała mi taki przedsmak typowego dla tej serii humoru (chociażby ta scena). Wtedy jednak nie wiedziałam jeszcze o tym, że ten serial ma wielowątkową intrygę ciągnącą się przez dwa sezony, a „Stan nie jest taki, jaki się wydaje”; że warto wypatrywać różnych ukrytych wiadomości i że po jakimś czasie to, co wydawało się głupim żartem, nabiera nagle gorzkiego posmaku.

Tak czy inaczej, jeśli w telewizji leciały jakieś odcinki Wodogrzmotów Małych, to je oglądałam. Pamiętam, że w ten sposób obejrzałam Legend of the Gobblewanker, czy Inconvienceing. I te kilka odcinków widzianych sporadycznie i bez większego namysłu, sprawiało, że przez pewien czas było to dla mnie coś na kształt Eerie Indiana – raczej zbiór fantastycznych przygód młodocianych bohaterów, niż jakiś wielowątkowy arc. Odjechany humor, typowy dla wielu produkcji poprzedniej dekady tym bardziej mnie w tym utwierdzał (przedstawiam w ogóle legendarnego suchara, który może i jest straszny, ale raz, że pięknie pokazuje charakter wuja Stana, a dwa – po latach stał się memem).

Tak naprawdę jednak poważnie wciągnęłam się w Wodogrzmoty Małe dopiero kiedy zobaczyłam przedostatni epizod pierwszego sezonu – Dreamscaperers. Jeśli pamiętacie moją listę ulubionych podróży do wnętrza umysłu, Dipper, Mabel i Soos mają tam okazję przyjrzeć się wspomnieniom wujka. Dreamscaperers sprawiło, że polubiłam bardziej Stana i chciałam go więcej oglądać (zwłaszcza w relacjach z Dipperem i Mabel; tak się składa, że Dreamscaperers jest też o tym, jak Stan próbuje sprawić, aby Dipper był twardszy), tak więc zaczęłam na TVTropes czytać o tej postaci i o odcinkach jej poświęconych. Co więcej – Dreamscaperers sprawiło, że zaczęłam bardziej interesować się tą głębszą intrygą związaną z dziennikami, ich tajemniczym Autorem i tym, co ukrywa Stan.

Tak jak w przypadku Wojowniczych Żółwi Ninja z 2003, Wodogrzmoty… nadrabiałam (przynajmniej na początku) niechronologicznie. Poza Stanem, który miał swoje poważniejsze momenty i nawet okazywał bliźniakom czułość, z czasem polubiłam też Dippera. Co prawda, jego zauroczenie Wendy mnie trochę wkurzało (no bo w sumie chłopak swoje najgorsze decyzje podejmował, chcąc przypodobać się dziewczynie, która jest od niego o wiele starsza), ale on sam, jako dzieciak zafascynowany paranormalnymi wydarzeniami w Wodogrzmotach Małych i mający bardzo miłe relacje ze swoją bliźniaczką, jest całkiem sympatyczną postacią. Poniekąd lubiłam go też dlatego, że był nerdem, a do tego typu postaci zawsze miałam pewną słabość. Większość bohaterów pobocznych mnie specjalnie nie interesowała… ale też nie było czegoś takiego, że darzyłam antypatią Mabel ze względu na jej trochę samolubne zachowanie (właściwie to dopiero po przeczytaniu kilku analiz, zdałam sobie sprawę z tego, że Mabel nie jest znowu taka altruistyczna, jakby można się było spodziewać).

Generalnie w pierwszym sezonie jest wiele odcinków, za którymi nie przepadam. Właściwie to tylko Dreamscaperers jest epizodem, do którego lubiłam sobie od czasu do czasu wracać dla przyjemności. Zdecydowanie więcej ulubionych odcinków miałam w drugim sezonie.

Z TVTropes dowiadywałam się również o tajnych kodach zostawianych pod koniec każdego odcinka; kodach, które potem fani odkodowywali, odkrywając kolejne sekrety. W zasadzie cały serial pełen jest ukrytych wiadomości i szczegółów z drugim dnem. Tu będzie fragment strony z dziennika, na którym będą wyraźnie pozostawione jakieś ślady i zapiski; tu podczas sceny pościgu poszczególne litery będą się układać w zdanie; tu w kadrze pojawia się jakiś detal, który może być kluczem do większej intrygi… Ale fani szli o wiele dalej – analizowali każdy odcinek i nawet doszukiwali się głębszej symboliki w imionach postaci (Gideon Gleeful, na przykład, ma hebrajskie imię, które może oznaczać „ścinacza drzew”; a jego przeciwnikami jest rodzina Pines, czyli „sosny”), czy w obrazach, które pojawiają się w określonych miejscach (kraby w głowie Stana, które oznaczają tęsknotę za morzem). A już pojawiający się tuż po czołówce Bill Cipher wpisany koło był intrygujący – nie tylko dlatego, że był znakiem Iluminatów z nóżkami, rączkami i kapeluszem, lecz także dlatego, że na kole narysowane były symbole, z których niektóre mogliśmy zauważyć w samym serialu (sosna na czapce Dippera, gwiazda na swetrze Mabel), a znaczenia innych musieliśmy się przez dłuższy czas domyślać.

A że akurat, kiedy nadrabiałam Wodogrzmoty Małe, trwał pełen wielkich reveali sezon drugi, na TVTropes dowiadywałam się, że jakiś detal czy postać we wcześniejszym epizodzie nagle nabierały bardziej poważnego wydźwięku w świetle późniejszych rewelacji. Dobrym przykładem jest tutaj Stary McGucket, który przez większość pierwszego sezonu wydawał się być po prostu wiejskim wariatem. Prawda, Legend of Gobblewonker ukazuje go jako człowieka, który desperacko pragnie uwagi swojego dorosłego syna, ale przeważnie McGucket robi za trochę oszołoma, a trochę faceta snującego teorie spiskowe (to, że przeważnie ma rację, to inna sprawa). Aż tu nagle w drugim sezonie pojawia się Stowarzyszenie Ślepego Oka i na nagraniu widzimy jak McGucket – po byciu świadkiem przerażających rzeczy – używa na sobie kilka razy promienia usuwającego pamięć i powoli, powoli zaczyna popadać w obłęd i niszczy sobie życie. Cała sytuacja przywodzi na myśl dorosłemu widzowi trochę człowieka popadającego w narkomanię, a trochę kogoś, kto zaczyna cierpieć na demencję lub Alzheimera. Tak czy inaczej, od tego odcinka, z jednej strony McGucket zaczynał odzyskiwać pamięć, a z drugiej – widzowie już nie patrzyli na niego tak samo.

W dodatku jakoś tak się złożyło, że kiedy udało mi się nadrobić większość odcinków, wciąż natykałam się na słowa Not What He Seems (albo skrót NWHS).. Szybko zdałam sobie sprawę z tego, że chodzi właściwie o najnowszy (w tamtym czasie) odcinek Wodogrzmotów Małych, od którego właściwie serial nabrał rozpędu i nie był już taki sam. I wiecie, kiedy obejrzałam go po latach – doskonale znając wielki zwrot akcji i to, co Stan tak naprawdę ukrywa – nadal trzymał w napięciu i nadal miał najmocniejsze zakończenie w całej serii (finał serii też jest mocny… ale w trochę inny sposób). To, co sprawia, że Not What He Seems jest tak dobry, to to, że przez jeden i pół sezonu widzieliśmy jak Stan i bliźnięta się do siebie przywiązują, a tu nagle agenci rządowi mówią Dipperowi i Mabel, że ich wuj może nawet nie być ich wujem; i że chce zrobić coś, co spowoduje apokalipsę. Jednocześnie sam Stan chce być przy tym, jak portal się otworzy, ale zostaje aresztowany przez wyżej wspomnianych agentów i musi uciekać. W końcu w kulminacyjnej scenie wystarczy, że Mabel naciśnie guzik, a portal się zamknie, lecz Stan błaga ją, aby tego nie robiła. I teraz dziewczynka jest rozdarta między lojalnością wobec brata a zaufaniem do wujka. Mabel wybiera Stana i następuje najbardziej ikoniczne (i trochę memiczne) zakończenie w całej serii: z portalu wychodzi Autor dzienników, brat Stana, Stanford Pines.

Najlepszy trolling w historii telwizji.

Jak wspomniałam już wcześniej, tożsamość Autora była jedną z największych zagadek serii; a teoria o tym, że Stan ma brata bliźniaka była dość popularna. Do dzisiaj właściwie uważa się, że ten zwód, który zrobił Alex Hirsch, kiedy widzowie byli coraz bliżej odgadnięcia tego wielkiego zwrotu akcji (doprowadzenie do „wycieku” obrazka przedstawiającego McGucketa jako Autora), jest o wiele lepszym rozwiązaniem tego typu problemu, niż wycięcie oryginalnego, bardziej sensownego wielkiego reveala na rzecz innego, który nie trzyma się kupy, ale jest „zaskakujący”. Geniusz tego posunięcia polegał na tym, że fandom ożywił się, tworzył kolejne spekulacje, a po Society of the Blind Eye, kiedy już było wiadomo, że McGucket nie jest Autorem (ale z nim pracował), fani nie byli już pewni, czego się spodziewać. I gdy wreszcie Autor się pojawił, miało to odpowiednie uderzenie.

Tak więc Not What He Seems było odcinkiem, od którego oglądałam Wodogrzmoty Małe właściwie na bieżąco. Po nim nastąpiło A Tale Of Two Stans, które wyjawiało historię braci Pines. Historię, choć zawierającą międzywymiarowy portal i wiele elementów nadnaturalnych, to jednak bardzo życiową. Bo to w zasadzie jest opowieść o tym, jak jedno wydarzenie zniszczyło relacje między członkami rodziny – każdy ma chyba w rodzinie ludzi (zwłaszcza starszych), którzy ze sobą nie rozmawiają z powodu jakiejś zaszłości. Najgorsze jest to, że nawet po trzydziestu latach (które przyniosły ze sobą również inne powody, aby bracia chowali do siebie urazę) Stanowie nadal są pokłóceni, a Mabel boi się, że to samo może spotkać ją i Dippera.

Sam Autor tuż po A Tale Of Two Stans stał się postacią trochę kontrowersyjną (już chociażby dlatego, że jego reakcją na bycie uratowanym z portalu przez brata nie było uściśnięcie go, tylko walnięcie go prawym sierpowym). Przy czym są momenty, kiedy wydaje się bardziej przyjazny – między innymi, w scenie, w której dowiaduje się, że ma bratanka i bratanicę, i wita się z nimi; albo kiedy w pewnym momencie on i Stan stoją przed lustrem i przez chwilę, przez jedną krótką chwilę, mamy taki przebłysk ich dawnej więzi – a nawet pomaga pozbyć się agentów sprzed domu (i ja w tej scenie byłam przekonana, że jego nadejście niekoniecznie zwiastuje koniec przygód Mabel, Dippera i Stana; wręcz przeciwnie – Ford będzie świetnym kompanem w tychże przygodach). Niemniej jednak Stanford Pines, Autor dzienników, wydawał się zwiastować rozłam między Dipperem i Mabel, a niektórzy nawet upatrywali w nim prawdziwego złoczyńcę w serii.

No jak tu tej mordeczki nie lubić? (Fani Stana, nie odpowiadajcie!)

Dlatego to dobrze, że kolejny odcinek – Dungeons Dungeons and More Dungeons – pokazuje, że Ford potrafi być miły, potrafi być niedorzeczny, potrafi być, na swój sposób, uroczy, a nawet potrafi wyciągnąć rękę do Stana. Dungeons, Dungeons and More Dungeons w zasadzie sprawił, że Stanford Pines stał się z miejsca moją ukochaną postacią w serii, również ze względu na jego relacje z Dipperem, które są, no cóż, przeurocze (stary nerd i młody nerd grający w D&D; toż to piękne). W dodatku w oryginale głos Fordowi podkłada JK Simmons, który brzmi bardzo poważnie i władczo i który często gra postaci dość wredne (jak J Jonah Jamison w Spidermanach Raimiego). I ten poważny i władczy głos zderza się mocno z tym, co widzimy na ekranie; i z kwestiami, które Ford wypowiada (nawiasem mówiąc, liczne żarty z Portala w tym fandomie sprawiły, że kiedy wreszcie miałam okazję zagrać w tę serię, czekałam z utęsknieniem na tyrady Cave’a Johnsona).

W zasadzie kolejne cztery odcinki po A Tale of Two Stans były trochę też po to, aby przybliżyć nam Stanów – Dungeons, Dungeons and More Dungeons było o Fordzie i jego samotności; Stanchurian Candidate było o Stanie i jego pragnieniu bycia docenionym przez rodzinę i całe miasto; The Last Mabelcorn było o relacjach Forda z Billem Cipherem i o tym, jak Autor został przez demona oszukany; a Roadside Attraction było o trudnych relacjach Stana z kobietami. W pewnym momencie w fandomie zaczął się taki podział między Brudnymi Apologetami Stana™, Brudnymi Apologetami Forda™ i tymi, którzy uważali, że obaj bracia Pines mają swoje racje i nie są bez winy. Naczytałam się swego czasu mnóstwa analiz o tym, jaki to Ford jest arogancki, jak to on nie docenia Mabel i jak to on manipuluje Dipperem… i ja zawsze starałam się być bardzo obiektywna względem mojego ulubieńca – uznawać jego kiepskie decyzje i nieco niepokojące zachowania. Jednocześnie zauważyłam, że w tamtym okresie dużo ludzi wybielało Stana… a przynajmniej umniejszało jego komediową socjopatię na rzecz angstu i przywiązania do rodziny. Trochę mi wtedy już zaczęło brakować tego amoralnego Stana z pierwszego sezonu.

Można powiedzieć, że obie pary bliźniąt Pines są w pewnym sensie moralnie niejednoznaczne, samolubne i nieodpowiedzialne. Każde z nich ma w sobie pewien dualizm. W przypadku Forda wiadomo – jest Autor dzienników badający anomalie w Wodogrzmotach Małych i próbujący dopaść Billa; i jest Stanford Pines, nerd, wujek i brat. Ale mamy też Pana Tajemnicę, który ma kartotekę, lubi przywalić ludziom w mordę, jest chciwy i nieokrzesany; i mamy Stanleya Pinesa, który poświęcił trzydzieści lat na ratowanie brata, kocha swojego bratanka i bratanicę nad życie, i pragnie być doceniony. To samo tyczy się Mabel i Dippera – Mabel to zwariowana i pełna empatii dziewczynka, ale ma też mocno samolubną stronę, która nieraz wymusza na bracie podporządkowywanie się jej pragnieniom; a Dipper to nerwowy i pełen niepewności młodzieniec, który chce już być dorosły; ale też ktoś kochający zagadki i pełen obsesji. I w sumie Stanchurian Candidate jest o tyle dobrym odcinkiem, że przypomina nam, że Pinesowie mają w sobie pewną amoralność: Ford stworzył kiedyś krawat kotrolujący mózgi i tak po prostu daje go Dipperowi do wykorzystania na Stanie; Dipper i Mabel bez większych wyrzutów sumienia, robią z wujka marionetkę, aby zdobył wygraną w wyborach na burmistrza Wodogrzmotów Małych; a sam Stan jest tak samo wredny i skłonny do przestępstw, jak zawsze.

(Tak poza tym, to często przytaczam Stanchurian Candidate jako przykład tego, jak daleko fandom zaszedł w kwestii doszukiwania się przyszłych zwrotów akcji w serialu: występująca tam parodia memu z Boromirem – wiecie, „One does not simply…” – sprawiła, że zaczęliśmy się bać o Stana, no bo przecież grani przez Seana Beana bohaterowie zwykle giną w malowniczy sposób.)

Mam wrażenie, że powód, dla którego Stan stał się tak popularny, wynika (między innymi) z tego, że to przegraniec – przez długi czas życie mu się nie układało: nie był zbyt dobry w szkole (wręcz wróżono mu kiepską pracę), został wyrzucony z domu, był bezdomny, siedział w więzieniu, kilka razy ożenił się i rozwiódł, zrobił wiele rzeczy, które potem miały swoje mroczne konsekwencje (a w późniejszych materiałach dowiadujemy się, że jako dziecko chciał robić komiksy, ale jego pierwsze dzieło zostało odrzucone przez wydawców). Im bardziej człowiek wgłębiał się w tę postać, tym bardziej zaczynał w niej widzieć pewne swoje cechy.

Pewnie też dlatego można powiedzieć, że jest też pewien rozdźwięk między tym, jak fani postrzegają Stanów, a jacy oni są w samym serialu. W różnych utworach fanowskich (fanfikach, fanartach i teoriach) Stanowie są wobec siebie czulsi i bardziej protekcjonalni (ba, ja sama tak ich opisywałam w I know how it’s like). Tymczasem w Wodogrzmotach Małych Stan jest oschły wobec Forda (co jest w pełni zrozumiałe, biorąc pod uwagę A Tale Of Two Stans) i nawet nie jest za bardzo chętny go ratować w Dungeons, Dungeons and More Dungeons i Weirdmageddonie; a Ford zachowuje się, jakby nic się między nim a Stanem nie stało, i jakby jego brat nie spędził kilku lat jako bezdomny (ja też miałam nadzieję, że w Stanchurian Candidate Ford zareaguje jakoś ostrzej na drwiny Buda Gleefula wobec Stana… albo chociaż będzie wspiera brata z domu; a potem się zawiodłam). Generalnie wszyscy chcieliśmy, aby ci dwaj uparci starcy wreszcie zaczęli się komunikować, a nawet przytulili się na zgodę, ale musieliśmy na to długo czekać.

Tak czy inaczej, po Dipper and Mabel vs. The Future Ford znów wzbudził kontrowersje, proponując Dipperowi pozostanie w Wodogrzmotach Małych i na stwierdzenie chłopca, że on i jego siostra nigdy nie byli tak daleko od siebie na aż tak długo, odpowiadając: „I czyż to nie przytłaczające?” (dokładnie to powiedział: „And isn’t it soffocating?”). Nawet ja za pierwszym razem jak to usłyszałam, pomyślałam sobie: „Jak mogłeś tak powiedzieć?!”; to zdanie było o tyle dziwne, że dotąd Ford był miły dla Mabel (a i w tej samej scenie mówi o niej miłe rzeczy: „Mabel sobie poradzi. Ma magnetyczną osobowość. Widziałem jak zaprzyjaźniła się z dostawcą pizzy.”). Potem jednak doszłam do wniosku, że chodziło mu o to, że bliźnięta zawsze postrzegane są jako jeden byt i Ford uważał, że najwyższy czas, aby Dipper i Mabel znaleźli swoje własne drogi (chociaż było na to stanowczo za wcześnie). Tak czy inaczej, odcinek kończy się tym, że w zasadzie emocjonalnie rozbita Mabel daje się oszukać Billowi Cipherowi w zamian za przedłużenie wakacji. Po Dipper and Mabel vs. The Future właściwe oboje – Ford i Mabel – zostali jeszcze bardziej znienawidzeni przez fandom i oskarżani o wywołanie apokalipsy.

Sam Weirdmageddon – trzyczęściowy finał serii – był pełen dramatyzmu: Ford uwięziony jako statuetka, Bill i jego pobratymcy panoszący się po mieście i siejący zamęt; Dipper zagubiony podczas apokalipsy i nie wiedzący, co się stało z jego siostrą i drugim wujem; Mabel zamknięta w swoim idealnym świecie i nie chcąca w ogóle z niego odejść; Stan ukrywający się wraz z innymi mieszkańcami Wodogrzmotów Małych w Tajemniczej Chacie i myślący, że jego bratanica i bratanek nie żyją; wreszcie ostateczna bitwa z Billem, w której bracia Pines godzą się i podejmują ryzykownego planu uwięzienia demona w umyśle Stana i wymazania go. I po tym wszystkim, co Bill zrobił i co przeszli nie tylko Pinesowie, lecz także wszyscy mieszkańcy Wodogrzmotów Małych, zakończenie serii należy (przynajmniej według mnie) do najbardziej satysfakcjonujących w historii telewizji. Prawie każdy dostaje tam to, co chciał i na co zasługiwał, a Dipper i Mabel zostają należycie pożegnani przez rodzinę i przyjaciół.

Jednak jakiś czas później Alex Hirsch wypowiedział się w wywiadzie na temat finału, stwierdzając, że „Ford być może zasługiwałby na karę”, co wywołało spore zamieszanie. Jedni się z nim całkowicie zgadzali, inni uważali, że – biorąc pod uwagę to, co Ford przeszedł – takie stwierdzenie jest grubą przesadą. Swego czasu wyraziłam swoją opinię na ten temat, a po latach doszłam do wniosku, że Alex Hirsch powiedział to, bo wiedział, co się wtedy stanie i postanowił jeden, ostatni raz strollować publikę.

Jak tylko skończył się serial i widzieliśmy jak Stanowie wyruszyli razem w morską podróż, przyszedł mi do głowy pomysł na nowego fanfika z nimi, a mianowicie – Dipper i Mabel przybywają do lombardu w New Jersey, który jest podobno nawiedzony; i odkrywają, że straszą w nim duchy ich pradziadków (czyli rodziców Stanów). Oczywiście prababka Pines (ja ją nazwałam Stellą, ale po latach okazało się, że jej kanoniczne imię to Caryn) tęskni za swoimi synkami i chciałaby ich zobaczyć jeden ostatni raz; z kolei pradziadek Filbrick żadnego z nich nie chce widzieć na oczy i zgadza się na to wszystko tylko po to, aby żona mu nie biadoliła. Chciałam zawrzeć tam konfrontację Stanów z ojcem, opisać, jak w młodości Ford zdał sobie sprawę z tego, że Filbrick zawsze traktował go jak przepustkę do fortuny, i po jakimś czasie przestał z nim rozmawiać; wreszcie przedstawić scenę, w której Dipper broni wujów przed przodkiem łajzą. Udało mi się opublikować dwa rozdziały i zacząć pisać trzeci, ale wtedy już moje zainteresowanie Wodogrzmotami Małymi się skończyło i przeszłam do następnej fazy.

Ale to, że serial się skończył, nie oznaczało końca Wodogrzmotów Małych w ogóle. Niebawem pojawiła się gra na 3DSa – Gravity Falls: The Legend of the Gnome Gemulets – której gameplay pozostawiał wiele do życzenia, niemniej jednak zawierała scenę, w której Stan opowiadał o tym, jak był przy narodzinach Dippera i Mabel. Następnie dowiedzieliśmy się, że w przygotowaniu jest oficjalny Dziennik #3, opowiadający o życiu Autora w Wodogrzmotach Małych, jego spotkaniu z Billem, życiu po drugiej stronie portalu i o tym, co Ford robił po powrocie do swojego wymiaru (z tym, że Dziennik #3 był wydawany dwa razy – najpierw jako normalna książka, a potem wraz z notatkami widocznymi w podczerwieni). Wreszcie w 2018 roku wyszedł zbiór czterech komiksów – Gravity Falls: Lost Legends. Kiedy te rzeczy były ogłaszane, moja faza na Wodogrzmoty Małe zaczęła słabnąć i w rezultacie nie chciało mi się ich nadrabiać (w przypadku Dziennika #3 nawet nie było szans, abym mogła go tak po prostu przeczytać, bo nie był dostępny w Polsce), jednakże ostatnio obejrzałam let’s play z The Legend of the Gnome Gemulets, przeczytałam Lost Legends, a teraz czekam aż zamówiony Dziennik #3 do mnie przyjedzie.

Wodogrzmoty Małe swego czasu były częścią jednego z tych wielkich, poruszających wyobraźnię fanowskich crossoverów na miarę Superwholocka. W tamtych czasach powstało kilka seriali animowanych, które miały podobny klimat do Wodogrzmotów… – też były to z pozoru serie raczej lekkie i pełne humoru, ale tak naprawdę skrywały głębszą tajemnicę, którą fani chcieli poznać; i też miały postaci, które skrywały wiele bólu. Wspominałam kiedyś o Ricku i Morty’m, Star vs. Forces of Evil oraz Po drugiej stronie muru, ale ten crossover obejmował też Porę na przygodę i Stevena Universe. Zwłaszcza Rick i Morty były podatnym gruntem dla crossoverowych teorii, bo wessane przez portal kubek, notes i długopis wyleciały potem z jednego z portali otwartych przez Ricka, sygnalizując co bardziej spostrzegawczym fanom, że te dwie serie się łączą. I w sumie czemu nie uznać, że podczas swojej tułaczki po różnych wymiarach Stanford Pines nie spotkał po drodze Ricka Sancheza?

Wodogrzmoty Małe były też serią, do której widziałam dotychczas najwięcej AU w moich życiu. Relativity Falls (gdzie obie pary bliźniąt zamieniają się miejscami i to mali bracia Pines przybywają na wakacje do cioci Mabel), Monster Falls (gdzie bohaterowie to hybrydy zwierząt i ludzi), Reverse Falls (Mabel i Dipper są źli, a Gideon i Bill dobrzy), Gas Mask AU (Ford wraca z portalu oszpecony), Reverse Portal AU (to Stan wpada przez portal i po trzydziestu latach wraca bez ręki), One of Us AU (Ford postanawia przyjąć propozycję Billa i stać się demonem)… było nawet AU, w którym postaci z serii występowały w platonicznej wersji Pięknej i Bestii. Wcześniej widziałam już, że jakieś AU były popularne w danym fandomie (Heta Oni, anyone?), ale nigdy nie widziałam czegoś aż na taką skalę. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale jest tego naprawdę, naprawdę dużo i jeśli potrzebujecie szybkiego przewodnika, polecam Inter-Dimensional Guilt-Tripping Goggles, które obejmuje te najbardziej popularne (a także kilka sugestii ze strony czytelników); albo zerknąć na ten post z tumblra.

Już kiedyś miałam ochotę wrócić do tej serii – obejrzeć ponownie Wodogrzmoty Małe, przypomnieć sobie, za co je kochałam, być może nawet nadrobić komiksy i grę, aby jeszcze bardziej wgryźć się w lore. Wydaje mi się, że przyszłam do tego fandomu dla przygód dwójki dzieciaków, a zostałam dla fanowskich analiz (a po dziesięciu latach na tym blogu, wiecie, że ja lubię doszukiwać się różnych rzeczy w tym, co oglądam i czytam) i dla Stanforda Pinesa (któremu poświęciłam bardzo długi artykuł, a i tak chciałam go umieść na jakiejś liście ulubionych fikcyjnych staruszków, czy coś). Po latach to nadal nie tylko dobry serial na wakacje, ale też nadzwyczaj życiowe coming-of-age story – to z jednej strony historia o tym, że nie warto zbyt wcześnie dorastać (zwłaszcza że otoczenie chce, abyśmy to zrobili jak najszybciej), a z drugiej, że na wiele rzeczy (jak pogodzenie się z rodziną) nigdy nie jest za późno. Wiem, to brzmi bardzo banalnie, ale Wodogrzmoty Małe ujmują to w tak niebanalny sposób, że takie lekcje są łatwe do przyswojenia. To naprawdę jest serial dla każdej grupy wiekowej.

To tyle na czerwiec. Zobaczymy się za miesiąc!

Autor: redhatmeg

Filozof kultury, doszukujący się głębokich odniesień w najbardziej rozrywkowych filmach, książkach i serialach. Lubi analizować to, co czyta i ogląda. Ma nadzieję na wydanie książki. Przez niektórych nazywana Królową Fluffu.

Leave a Reply Cancel reply