I wracamy do Przygód Merlina po bardzo długim czasie! A tak się składa, że Na straży tajemnicy (w oryginale: The Secret Sharer) ma kilka interesujących elementów. Nie tylko dlatego, że jest pierwszym Gajuszo-centrycznym odcinkiem od Miłości w czasach smoków (a przynajmniej na początku zapowiada się na Gajuszo-centryczny odcinek), lecz także dlatego, że pojawia w nim się niejaki Alator.
Nie przedłużając, przejdźmy do odcinka.
Opis Fabuły:
Z pomocą Agravaine’a, Morgana dochodzi do siebie po walce z Emrysem. Ponieważ czarnoksiężnik wiedział o jej planach zabicia Artura, czarownica uważa, że ktoś musiał go poinformować. A że o tym, czym jest Formorra, wiedział tylko Gajusz, oboje wraz z Morganą wnioskują, że nadworny medyk musi znać tożsamość czarnoksiężnika. Podczas gdy w Camelocie Agravaine rzuca podejrzenia na Gajusza i prowadzi przeciw niemu przesłuchanie, Morgana kontaktuje się z niejakim Alatorem, kapłanem bogini Cathy. W nocy medyk zostaje porwany, a Agravaine pozoruje jego ucieczkę i podkłada kilka fałszywych dowodów w jego domu. Tylko Merlin wierzy, że Gajusz nie uciekł i postanawia go odnaleźć, a tymczasem Morgana i Alator poddają Gajusza torturom, aby dowiedzieć się, kim jest Emrys.
Co Z Tego Pamiętam:
Na straży tajemnicy zawiera wielki zwrot akcji związany z Alatorem. W zasadzie jest to jedna z niewielu rzeczy, które zapamiętałam z czwartego sezonu, również za sprawą grającego Alatora Gary’ego Lewisa.
Wnioski Ogólne:
Biedny Gajusz. Jeżeli nie zostaje zwolniony albo opętany, to oskarżają go o czary albo bycie zdrajcą. Już nie wiadomo który raz z rzędu król Camelotu wierzy jakiemuś facetowi, który jest w zamku od niedawna, niż medykowi, który wiernie służył królestwu od wielu lat. Tym razem Artur może usprawiedliwić się tym, że Agravaine to jego wuj, a nie jakiś obcy koleś. Poza tym Agravaine skrzętnie manipuluje śledztwem, aby wzbudzić podejrzenia siostrzeńca – wie, że medyk nie będzie skłonny wydać czarnoksiężnika, który „zabił” Uthera, ani nie wyrazi własnych poglądów na temat istoty magii, skoro sam ją kiedyś uprawiał, nawet na polecenie króla. Również zniknięcie Gajusza w środku nocy, zostało zainscenizowane dość skrzętnie – nie tylko Agravaine, tu i tam, podłożył księgi czarów, lecz także Alator wypuścił jednego z koni, przez co teoria o ucieczce wydaje się dość prawdopodobna.
Chociaż jest to odcinek o tym, jak Gajusz zostaje pojmany i poddany torturom, a Merlin próbuje nie tylko go znaleźć, lecz także oczyścić jego imię, to trudno mi określić ten odcinek jak Gajuszo-centryczny. Mimo wszystko poprzednie odcinki, w których fabuła tyczyła się nadwornego medyka, jednak kładły pewien nacisk na jego charakter, odkrywały coś na jego temat i dawały mu coś do roboty. Tutaj z kolei od momentu porwania, on sam schodzi na dalszy plan. Co najwyżej widzimy, jak dzielnie walczy z technikami Alatora, aby nie zdradzić Merlina, a po wszystkim jest roztrzęsiony i zawstydzony tym, że jednak to zrobił.
Tak. W trzydziestej minucie odcinka, kiedy Gajusz jest już na wyczerpaniu i powiedział Alatorowi, że Emrys to wielki mag, który będzie w stanie zjednoczyć Albion, a jego oprawca pyta go po raz kolejny o prawdziwe imię Emrysa, nadworny medyk je zdradza. I być może Alator czarami sprawił, że pękły pewne bariery (jakby nie było tortury w jego wykonaniu należały bardziej do tych psychicznych niż fizycznych), ale faktem jest, że kiedy Gajusz wraca do siebie, czuje się jak zdrajca. Dotąd był przekonany, że wolałby umrzeć niż zdradzić przybranego syna, a tu się okazuje, że jednak nie jest aż tak silny. Na szczęście Merlin nie ma mu tego za złe, cieszy się po prostu, że jego opiekun jest cały.
Chyba chodzi mi o to, że w Na straży tajemnicy nie dowiadujemy się niczego nowego na temat Gajusza. No i wiecie – w Złocie goblina Gajusz był tak jakby niedostępny i Merlin wraz z Gwen byli głównymi bohaterami, ale przynajmniej widzieliśmy jak wygląda życie codzienne medyka. Tutaj zaś przez większość czasu i tak śledzimy Merlina (do którego później dołącza Gwaine) prowadzącego prywatne dochodzenie.
I trzeba przyznać, że z jednej strony Merlinowi udaje się poczynić pewne postępy, a z drugiej strony popełnia też pewne błędy (między innymi daje się zobaczyć przez Agravaine’a). Przez większość odcinka ma się wrażenie, że Merlin jest jedynym, który nie wierzy w teorię o ucieczce (zwłaszcza że sam Artur wydaje się być w pełni przekonany, że tak właśnie jest i nie słucha tego, co Merlin ma do powiedzenia), ale wkrótce przychodzi Gwen, aby go pocieszyć, a w nocy, tuż po wizycie Merlina w komnacie Agravaine’a, królewskiego sługę odwiedza Gwaine i oferuje swoją pomoc. I to jest pierwszy raz, od trzeciego sezonu, kiedy Gwaine gra jakąś większą rolę (a nie jest tylko śmieszkiem wśród Rycerzy Okrągłego Stołu) i do tego ma kilka scen sam na sam z Merlinem… Co jest trochę smutne, bo w jego pierwszym odcinku chłopaki się zaprzyjaźnili i od czwartego sezonu rzadko kiedy mają sceny poświęcone tej szczególnej przyjaźni.
Tak więc Merlin i Gwaine odnajdują miejsce, gdzie przetrzymywany jest Gajusz. I choć Gwaine szybko kupuje to, że pochylający się z nożem nad nieprzytomnym medykiem Agravaine rzeczywiście tylko sprawdzał, czy Gajusz oddycha, o tyle Merlin natyka się na Morganę i Alatora.
I tutaj warto zatrzymać się nad Alatorem, bo przez większość Na straży tajemnicy wydaje się on po prostu kolejnym złym czarnoksiężnikiem, z którym Merlin będzie musiał walczyć. Od swojej pierwszej sceny wydaje się on niebezpieczny i tajemniczy, a Morgana szuka u niego pomocy, bo jest jednym z kapłanów Cathy (być może etruskiej bogini płodności, a być może celtyckiej bogini Badb), którzy mają nie tylko unikalne umiejętności, lecz także byli prześladowani za swoją magię. Przez większość odcinka widzimy, jak Alator torturuje Gajusza, próbując wyciągnąć od niego informację o tożsamości Emrysa, aż w końcu mu się to udaje. I w tej konfrontacji między Merlinem a Morganą, kiedy Morgana trzyma królewskiego sługę na ostrzu miecza i wyjawia przed swoim wspólnikiem jego imię, spodziewamy się najgorszego. (Fakt, że dotąd widziałam Gary’ego Lewisa w rolach głównie złoczyńców, tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że to czarny charakter.)
Ale w trzydziestej siódmej minucie odcinka Alator sprzeciwia się Morganie, ogłusza ją i klęka przed Merlinem, wyjawiając, że wie o tym, jakie brzemię Merlin dźwiga i że też marzy o przyszłości, którą Merlin zbuduje wraz z Arturem. Kiedy widziałam to po raz pierwszy, byłam miło zaskoczona, zwłaszcza że rzadko kiedy Merlin zyskuje magicznych sojuszników… a jednocześnie – skoro Emrys jest postacią legendarną, przepowiadaną od bardzo dawna – wydaje się sensowne, że jacyś się znajdą. Tak więc okazuje się, że osobą stojącą na straży tajemnicy okazuje się być właśnie Alator.
I pojawi się on jeszcze w co najmniej jednym odcinku i Merlin będzie go traktował jako przyjaciela (pomimo tego, że Alator torturował jego opiekuna… tak, serial w pewnym momencie zapomina o tym szczególe).
Ostatecznie też Artur (tak samo jak kiedyś jego ojciec) dochodzi do wniosku, że się mylił i przeprasza medyka i Merlina. Ale ta scena ma jeden szczególny moment: na pytanie króla o to, dlaczego podczas przesłuchania Gajusz nie chciał wydać czarownika, który „zabił” Uthera, medyk odpowiada, że Uther i tak był już umierający, a czarownik chciał tylko pomóc. Gajusz dodaje przy tym, że wśród jego poddanych są ludzie o różnych wierzeniach i Artur pojmie kiedyś, ile im zawdzięcza.
A w następnym odcinku pojawi się demon ze słowiańskich, tudzież greckich wierzeń – Lamia.
