Moon Knight to serial, którym interesowałam się już wcześniej, jako że słyszałam wiele na temat samej postaci Moon Knighta – że jest to jeden z naczelnych marvelowskich odpowiedników Batmana, że nie do końca wiadomo, czy rzeczywiście jest tym avatarem Chonsu, czy tylko ma urojenia; że ma wiele osobowości, że Dracula mu kasę wisi (chociaż to akurat fake)…
Toteż chciałam zobaczyć wreszcie jaką postacią jest Moon Knight. I tak po prawdzie dostałam kolejny – po filmach o Thorze i Eternalsach) projekt MCU, który bawi się trochę mitologią, tym razem egipską.
Opis Fabuły:
Steven Grant jest sprzedawcą pamiątek w muzeum, a przy okazji wielkim miłośnikiem starożytnego Egiptu. Niestety Steven mieszka sam w mieszkaniu, jest pomiatany przez szefową, a do tego musi przykuwać się na noc do łóżka ze względu na koszmary, które go dręczą. Wkrótce budzi się w jakimś górzystym miasteczku, pewna istota mówi mu, aby „oddał kontrolę Markowi” i ludzie do niego strzelają. Uciekając do miasta, Steven natyka się na niejakiego Harrowa, który głosi, że chce sprowadzić na Ziemię Ammit – istotę z egipskiej mitologii, która pożera serca podczas sądu nad duszą. Harrow liczy na to, że Ammit osądzi z góry wszystkich ludzi i w ten sposób zapobiegnie kolejnym tragediom. Kiedy już się wydaje, że to wszystko było tylko szalonym snem, Steven odkrywa, że jego jednopłetwa rybka na dwie płetwy; że stracił dwa dni i że w jego mieszkaniu jest ukryta komórka, na którą dzwoniła niejaka Layla.
Wnioski Ogólne:
Osobowość mnoga nie jest w Marvelu niczym nowym. Sam motyw złego albo bardziej agresywnego alter ego i przemiany tak psychicznej, jak i fizycznej oferuje ciekawe spojrzenie na daną postać, jak również pewien dramatyzm, bo jednak ten złoczyńca, z którym walczą bohaterowie, „nie jest sobą”. Najsłynniejszym marvelowskim przykładem osobowości mnogiej są, oczywiście, Bruce Banner i Hulk (rzecz o tyle interesująca, że w samych komiksach Hulk z czasem stał się jedną z wielu osobowości Bannera), ale też co poniektórzy mogą przytoczyć również Curta Connorsa/Jaszczura czy Normana Osborna/Zielonego Goblina; a ci, co oglądali drugi sezon Iron Fista, mogli jeszcze poznać Typhoid Mary Walker.
Z czasem zaczęto rozumieć osobowość mnogą lepiej i teraz zdarzają się bardziej zniuansowane podejścia do niej w fikcji i Moon Knight jest właśnie takim przykładem. Pomysł na Moon Knighta polega na tym, że ma on różne osobowości: Marca Spectora, byłego najemnika i avatara boga Chonsu; playboya i miliardera, Stevena Granta; taksówkarza Jake’a Lockley’a, detektywa Mister Knighta… Najbardziej interesujące jest to, że z czasem sam Marc zaczyna wątpić w to, co jest prawdziwe, a co nie, i z tego, co się orientuję, to w komiksach jest często taka niejednoznaczność, co do tego, czy to się dzieje naprawdę, czy tylko w głowie Marca.
Dlatego serial Moon Knight można zakwalifikować jako horror psychologiczny. Na samym początku poznajemy Stevena Granta, który ma normalne życie i normalną pracę, ale boryka się z lunatyzmem i złymi snami (dlatego co noc przykuwa nogę do stropu, rozsypuje wokół łóżka piasek i próbuje różnych technik na spokojny sen). Potem jednak dzieją się rzeczy, które każą mu jeszcze bardziej wątpić w jego zdrowie psychiczne – koleżanka z pracy wspomina o tym, że się umówili, ale on tego nie pamięta; w przeciągu dnia traci przytomność i odzyskuje ją w dziwnych miejscach; jego rybka jest inna niż ją zapamiętał, wreszcie słyszy tubalny głos, który nazywa go robakiem i idiotą. W dodatku z czasem widzi przerażające rzeczy, których inni nie widzą i nawet odbicia zaczynają do niego mówić. My obserwujemy jak powoli Steven zaczyna bać się o swoje życie i umysł. On nie rozumie, co się z nim dzieje, a jeszcze jacyś ludzie chcą go zabić.
Później, im bardziej zagłębiamy się w backstory Marca Spectora, możemy zobaczyć, jakie szczegóły z jego życia przeszły potem na Stevena Granta. Od mało znanego filmu przygodowego, którego bohater użyczył Stevenowi nazwiska; po jednopłetwą złotą rybkę, którą narysował brat Marca, Randall. W pewnym momencie Marc budzi się w miejscu przypominającym szpital psychiatryczny, w którym role pacjentów, pielęgniarzy, a nawet głównego lekarza grają ludzie, których Marc i Steven już na swej drodze spotkali. Arthur Harrow jest tutaj psychiatrą, a kilku jego wyznawców i ochroniarz pewnego bogacza są pielęgniarzami, więc pojawia się możliwa interpretacja, że Moon Knight i jego przygody to urojenia Marca; że tak naprawdę siedzi w psychiatryku, a ludzie, z którymi walczył, mają twarze pielęgniarzy i doktora Harrowa, bo Marc traktuje ich jak wrogów, którzy zagrażają jego fantazji. Szybko jednak okazuje się, że Steven też tu jest i że trafili tutaj, bo zostali zastrzeleni i teraz wędrują przez Duat. Zaświaty po prostu przyjęły formę szpitala psychiatrycznego, aby Marc i Steven stawili czoła swoim traumom, wyrównali szale na boskiej wadze i dotarli na Pola Trzcin.
Zanim jednak przejdę do tego, na czym te traumy polegały, wspomnę jeszcze, że dla mnie Moon Knight ociera się trochę o gatunek… horroru? przygodówki? W każdym razie historii, która bardzo mocno związana jest ze starożytnym Egiptem. Mamy, oczywiście, samych egipskich bogów, którzy nie tylko mają swoje avatary, lecz także widzimy ich na własne oczy (jak Chonsu, Taweret czy wreszcie Ammit), mamy potwory z egipskiej mitologii, które atakują postaci; mamy tajemnicę archeologiczną połączoną z mumiami i starożytnymi grobowcami, którą mogą rozwikłać tylko biegli w hieroglifach i historii Layla i Steven. Co ciekawe nie ma tam chodzących mumii, najbliższy tego tropu jest tak naprawdę design stroju Moon Knighta. Jednocześnie jeden z reżyserów serialu jest rodowitym Egipcjaninem i powziął się zadania pokazania swojej ojczyzny jako w miarę nowoczesnego, unikalnego kulturowo miejsca. I to widać zwłaszcza w trzecim odcinku, kiedy Layla i Marc podróżują po Kairze, a nawet płyną łódką po Nilu.
Przyjrzyjmy się jeszcze raz bogom, których spotyka Moon Knight. Najczęściej widzimy, rzecz jasna, Chonsu, bo to z nim Marc/Steven wchodzą w interakcje. Od samego początku Chonsu jest osobnikiem raczej nieprzyjemnym (delikatnie mówiąc), nawet trochę manipuluje głównymi bohaterami. Między innymi, Marc nadal pozostaje w służbie u niego, bo Chonsu powiedział, że Layla zostanie jego następczynią. Przez cały sezon w zasadzie Marc/Steven i Layla muszą współpracować z Chonsu, korzystając z jego mocy, aby nie doprowadzić do wypuszczenia Ammit, ale jednocześnie Marc i Steven chcą się wreszcie od niego uwolnić i nawet przed ostateczną potyczką idą z nim na układ.
Ponadto Arthur Harrow był przez całe lata avatarem Chonsu przed Markiem i ma do powiedzenia o bogu księżyca same złe rzeczy: że jego głos w głowie doprowadza do szału; że Chonsu wykorzystuje avatary, bo jedyne, co umie bez nich, to wzbudzić wiatr; że specjalnie wybrał Marca, bo jego umysł już był złamany i łatwiej było nim manipulować; wreszcie że sam Chonsu chce sprawiedliwości, ale jest niekompetentny w jej wyznaczaniu.
I tutaj pojawia się sedno tej dychotomii między Chonsu i Ammit. Niby oboje chcą tego samego – ukarania winnych – ale Ammit chce karać ludzi za rzeczy, które jeszcze nie miały miejsca. Dla Harrowa rządy Ammit oznaczają, że wiele zbrodni i nieszczęść się nie wydarzy, bo zbrodniarz zostanie osądzony zawczasu. Dlatego Chonsu może i jest manipulatorem, może i jest wredny i okrutny, ale jednak zależy mu na ochronie niewinnych i skupia się na tych, którzy faktycznie zrobili coś złego, a nie dopiero mieli coś zrobić (dlatego trochę nie kupuję tego tekstu Marca: „Jesteście tacy sami!”, kiedy po ostatecznej walce Chonsu każe zabić połączonego z Ammit Harrowa, bo w przyszłości mogą znów spróbować podbić świat; w tym momencie Harrow i Ammit już nie są niewinnymi osobnikami, którzy dopiero mają zrobić coś złego, tylko raczej przestępcami, którym grozi recydywa).
Ponadto warto zaznaczyć, że Chonsu jest nielubiany przez pozostałych bogów właśnie dlatego, że się wtrąca w ludzkie sprawy (do tego stopnia, że nawet zmienia dzień w noc i układa niebo w taki sposób, aby pokazać układ gwiazd sprzed kilku mileniów). Bogowie egipscy postanowili odejść w cień po tym, jak zabrakło ich wyznawców, a poza tym wielu z nich zostało przez te wszystkie lata uwięzionych w figurkach ushebti. Chonsu zwołuje naradę pozostałych bogów Enneady, aby przedstawić swoją sprawę przeciwko Harrowowi, ale zarówno Harrow jest o wiele bardziej cwany (podważając zdrowie psychiczne Marca), jak i pozostali bogowie widzą w Chonsu mąciciela, który nie przestrzega zasad. To się potem na nich odbija, bo Harrow dochodzi do swego i zabija większość avatarów.
Sam Harrow jest trochę takim przywódcą sekty, trochę pokutnikiem. W pierwszej scenie, w której go widzimy, rozbija szklankę i wsypuje szkło do butów, aby następnie je włożyć, co ma w sobie coś w karania się za grzechy. Później wyznaje uwięzionemu w ushebti Chonsu, że nawet podobało mu się karanie winnych w imieniu boga, i uważa to za swoją wielką hańbę. Nawet kiedy staje przed Ammit, jest gotowy poddać się jej woli, wiedząc, że jest grzesznikiem i „brak mu równowagi”.
W zasadzie ciągnącym się motywem Moon Knighta jest poczucie winy. Wiele rzeczy, których Marc nie mówi Layli i Stevenowi, to rzeczy, których się wstydzi i które go przytłaczają. Zarówno prawda o tym, że ojciec Layli został zabity przez wspólnika Marca, a on nie mógł go powstrzymać (po odkryciu prawdy Layla nawet zastanawia się, czy Marc nie poślubił jej z poczucia winy), jak i o tym, co spotkało Randalla Spectora i jakie były tego konsekwencje.
I tutaj właśnie pojawia się ten element realizmu, jeśli chodzi o przedstawienie osobowości mnogiej w Moon Knighcie. Zwykle jest tak, że ta nowa osobowość wyłania się po przeżytej w dzieciństwie traumie i jest takim mechanizmem obronnym. Po tym, jak Randall Spector tonie w grocie, nie tylko Marc sam siebie obwinia o to, co się stało, lecz także jest obwiniany przez własną matkę. Wendy Spector w następnych latach popada w alkoholizm, jest wobec ocalałego syna chłodna, ignoruje jego urodziny, a wreszcie dobija się do jego sypialni, aby zadać mu kary cielesne. I w tym momencie, kiedy mały Marc siedzi zamknięty w pokoju i mówi do siebie: „To nie jest moja mama. To nie jest moja mama.”, zmienia się w Stevena Granta. Steven jest tą jego częścią, która miała normalne dzieciństwo i w miarę dobre relacje z matką; która ma zwykłą pracę i pasje, nie związane z zabijaniem. Do pewnego stopnia też jego osobowość oparta jest na osobowościach Randalla i Layli, jeśli chodzi o zainteresowania i charakter. Dlatego też w Duat Marc i Steven mogą nie tylko stawić czoła prawdzie, lecz także kiedy Steven dowiaduje się, co się tak naprawdę stało, zapewnia Marca, że to nie była jego wina. Tym samym Marc otrzymuje pośrednio przebaczenie od Randalla i może iść dalej.
Jest moment, w którym Marc może zostać na wieki na Polach Trzcin i cieszyć się spokojem, którego nie zaznał za życia, ale ostatecznie postanawia wrócić po zagubionego w Duat Stevena i powstrzymać Ammit. Po tym, jak udaje im się pokonać Harrowa, uwalniają się od Chonsu i zaczynają życie w harmonii, dzieląc jedno ciało…
Ale choć sami myślą, że są wolni, Moon Knight kończy się tym, że trzecia osobowość – Jake Lockley – odbiera Harrowa ze szpitala psychiatrycznego i go zabija. Chonsu nadal ma swojego avatara.
Następnym razem wrócimy do Doktora Strange’a… ale i do Wandy Maximoff i multiwersum.
