Jako że pierwszy Doktor Strange jest jednym z moich ulubionych filmów MCU, zrozumiałe jest, że jarałam się Multiwersum Obłędu.
W zasadzie kilka wcześniejszych produkcji prowadziło do tego filmu. Oficjalnie WandaVision (jako że Wanda Maximoff gra tu istotną rolę) i pierwszy sezon Lokiego (w którym multiwersum zostało wprowadzone), ale można znaleźć ślady jakiegoś A Gdyby…? i paru miejsc w Filmowym Uniwersum Marvela, których się nie spodziewaliśmy, jak X-Meni czy Inhumans.
Przy okazji pojawia się tutaj kolejna kandydatka do Młodych Avengers – America Chavez, o którą w zasadzie rozchodzi się cała afera w tym filmie.
Opis Fabuły:
Stephen Strange ma sen, w którym ucieka wraz z nastoletnią dziewczyną przed potworem; próbują zdobyć pewną księgę i Strange ze snu prawie poświęca nastolatkę, aby przejąć jej moc. Budzi się z koszmaru, akurat kiedy dziewczyna ucieka przez portal w kształcie gwiazdy, a on ginie. Tymczasem na Strange’a czeka ślub jego byłej ukochanej, Christine. Nagle w Nowym Jorku pojawia się potwór z jego snu, a także dziewczyna, która przedstawia się jako America Chavez i którą chce dopaść pewien demon. Dziewczyna jest kluczem do odnalezienia Księgi Vishanti. Strange chce jej pomóc, ale America jest wobec niego nieufna, bo jego Warianty z innych wymiarów prędzej czy później próbowały przejąć jej moc. Ponieważ potwór miał na sobie runy, Strange konsultuje się z Wandą Maximoff. Wanda zamierza jednak odebrać moce Ameriki, aby znaleźć się w uniwersum, w którym jej bliźniaki jeszcze żyją.
Wnioski Ogólne:
Po dwóch crossoverach i dwóch filmach, w których grał rolę wspierającą, Stephen Strange powrócił do bycia głównym bohaterem. I cóż, tam jawił się przede wszystkim jako ktoś, kto ma nieco szerszą perspektywę na rzeczywistość i nawet jest gotów poświęcić innych dla dobra Ziemi i wszechświata jako takiego. On miał być tym strażnikiem multiwersum, widzącym więcej i rozumiejącym rzeczywistość na innej płaszczyźnie niż inni superbohaterowie.
I też w pierwszej scenie Multiwersum Obłędu, widzimy go gotowego poświęcić dziecko, aby dostać Księgę Vishanti. Na szczęście jest to tylko Wariant Strange’a, ale potem, podczas ślubu Christine, Stephen spotyka się z byłym kolegą z pracy, który żali się mu, że przez te pięć lat od Pstryknięcia umarły jego koty i brat; i który pyta: „Czy nie było innego sposobu?” I tutaj mamy pierwszy moment, w którym film odnosi się do decyzji Strange’a podczas Wojny Nieskończoności – decyzji, w której przyszły Najwyższy Czarodziej tak po prostu oddał Thanosowi Kamień Czasu, umożliwiając Szalonemu Tytanowi wykonanie jego planu. Oczywiście, my wiemy, że Doktor Strange widział miliardy przyszłości i tylko w jednej Thanos został pokonany, tak więc najwyraźniej oddanie mu Oka Agamotto było potrzebne, aby doszło do Blipu. Niemniej jednak nie wszyscy widzą to jako konieczność.
(Właściwie to fakt, że zwiastun do Multiwersum Obłędu został puszczony jako „scena po napisach” Spidermana: Bez drogi do domu, kazał nam myśleć, że te podwójne standardy, które Wanda wypomina Strange’owi, dotyczą właśnie masowego wymazania ludziom pamięci, aby chronić Petera Parkera… ale nie. Tak naprawdę chodzi jej o to, że oddał Kamień Czasu Thanosowi. I w sumie jest to zrozumiałe – jakby nie było przez to, że Thanos miał Oko Agamotto, ofiara, jaką Wanda złożyła, zabijając Visiona, poszła na marne, bo i tak Thanos odwrócił czas i zabrał Kamień Umysłu.)
Istotne jest to, że w Multiwersum Obłędu zastajemy Doktora Strange’a w momencie, kiedy patrzy, jak jego wielka miłość wychodzi za innego i choć udaje, że wszystko jest dobrze, to jednak widok Christine napawa go smutkiem (kobieta nawet pyta go, czy jest szczęśliwy, a on odpowiada, że tak). Później, jak będziemy dowiadywać się o pozostałych Doktorach Strange’ach, dwa szczegóły będą się wciąż powtarzać na ich temat: to, że podjęli ryzyko, narażając na niebezpieczeństwo swoje wszechświaty; i że ich związek z Christine był skazany na niepowodzenie (co nawet odcinek o Strange’u w A Gdyby…? potwierdza, bo tam Christine ginie, a Strange niszczy cały swój wszechświat, aby ją uratować).
W zasadzie można też zauważyć inną rzecz na temat tego, jak Doktor Strange jest postrzegany przez ludzi z innych miejsc w multiwersum. Jeszcze zanim przenoszą się do Ziemi-838, America Chavez się Stephena boi, bo poprzedni Strange’owie prędzej czy później dochodzili do wniosku, że moc, którą dziewczyna dysponuje, jest zbyt potężna, aby można było powierzyć ją dziecku i najlepiej byłoby ją przejąć, zabijając przy tym Amerikę. Kilka razy nieopatrznie „nasz” Strange mówi pewne rzeczy, które przypominają jego Warianty, ale szybko się reflektuje i w zasadzie przez całe Multiwersum Obłędu próbuje chronić dziewczynę.
Do tego, jak postrzegają Doktora Strange’a inni bohaterowie, jeszcze wrócę, a teraz przyjrzyjmy się Wandzie.
WandaVision popchnęło postać Wandy do przodu, tak pod kątem rozwoju postaci, jak i pod kątem jej mocy. Szkarłatna Wiedźma była tam ustanowiona jako istota niesamowicie potężna, władająca magią chaosu, zdolna przeciwstawić się Najwyższemu Czarodziejowi. Zarazem miniserial zakończył się w sposób, w którym Wanda niby zrozumiała swój błąd, niby poświęciła swoje dzieci i ukochanego dla dobra Westview, niby wzięła Darkhold po to, aby zrozumieć swoje moce… ale jednak pozostało poczucie bezkarności Wandy wobec tego, co zrobiła mieszkańcom Westview. Teraz, w Multiwersum Obłędu, Szkarłatna Wiedźma jest główną antagonistką, gotową poświęcić dziecko, niezliczoną liczbę ludzi z Kamal-Taj i nawet swoją alternatywną wersję, aby odzyskać swoje bliźniaki.
Reżyserem Doktora Strange’a w Multiwersum Obłędu jest Sam Raimi, którego fani Marvela znają jako autora trylogii o Spidermanie… ale jest on też twórcą wielu horrorów. Najsłynniejszy to seria Martwe Zło, gdzie demony i potępieni zmarli atakują żywych, i niewątpliwie można zauważyć podobne wątki w Multiwersum Obłędu (nawet Darkhold i Necronomicon pełnią podobną rolę demonicznych książek). Oficjalnie jest to pierwszy film MCU, który jest horrorem i do pewnego stopnia też Szkarłatna Wiedźma jest jak morderca ze slashera, który podąża niestrudzenie za bohaterami, nie cofnie się przed niczym, aby dostać to, co chce, a przy tym zabija w bardzo malowniczy sposób. Nie tylko Iluminatów (do których zaraz wrócimy), lecz także ludzi z Kamal-Taj, którzy poświęcają życie, aby Wanda nie dostała Ameriki.
Taki finał Szkarłatnej Wiedźmy jest po prostu smutny. Przez kilka filmów i jeden serial śledziliśmy jej zmagania z traumą, widzieliśmy jak poświęcała wszystko dla większego dobra, a teraz staje się antagonistką i nawet po WandaVision to wydaje się takie nagłe (zwłaszcza że Wanda pod koniec swojego miniserialu wydawała się świadoma tego, co zrobiła, nawet kiedy Monica Rambeau próbowała ją wybielić). Ja sama za pierwszym razem żałowałam, że tak poprowadzono tę postać w tym filmie. I choć trochę można zrozumieć, że jej zachowanie wynika po części z wpływu Darkholdu, a po części z bezbrzeżnego cierpienia po utracie dzieci (szczególnie, że w tym filmie ustalone jest, że sny to okna do alternatywnych rzeczywistości i Wanda śni o swoich bliźniakach), to jednak wiele osób wolałoby, aby jednak pozostała dobra.
Wydaje mi się, że tytuł tego filmu jest też bardzo znaczący. Nazwa Multiwersum Obłędu sugeruje, że Doktor Strange stanie naprzeciw czegoś lovecraftowskiego albo chociaż psychodelicznego, i tak w sumie też jest, kiedy już Strange i America przeskakują przez kolejne uniwersa… jednak obłęd odnosi się też do tego, jak Darkhold wpływa na ludzi, którzy mają z nim styczność. Wanda wydaje się szalona i nie widzi tego, co robi, jako złe (wręcz kiedy przybywa na Kamal-Taj, aby wyssać moc z nastolatki, stwierdza, że do tej pory była „rozsądna” i chciała odebrać Amerikę po dobroci), ale mamy okazję dowiedzieć się, czy nawet zobaczyć, jak Darkhold wpływa na alternatywnych Strange’ów. Darkhold korumpuje, Darkhold obiecuje spełnienie najskrytszych marzeń i umożliwia nawet opętanie alternatywnych wersji siebie; Darkhold to potężna, ale też plugawa księga zaklęć, która niszczy użytkownika. Nawet „nasz” Doktor Strange – który używa księgi tylko przez krótki czas i tylko po to, aby uratować Amerikę – koniec końców naraża siebie na niebezpieczeństwo ze strony dusz potępionych; i swój świat na kolizję.
Po ataku Szkarłatnej Wiedźmy na Kamal-Taj, America otwiera portal, który wsysa ją i Strange’a do innego wszechświata. W tym wszechświecie odnajdują Sanctum Sanctorum i dowiadują się, że ichni Stephen Strange poległ w walce z Thanosem. Potem zostają odurzeni przez tamtejszego Mordo i Strange staje przez Iluminatami – grupą genialnych i potężnych superbohaterów, którzy mają podejmować trudne decyzje dla ochrony Ziemi. Doktor Strange (tak jak w komiksach) był członkiem Iluminatów i kiedy przybył Thanos, próbował za pomocą Darkholdu właśnie zdobyć moc, aby pokonać Szalonego Tytana. Niestety, to groziło kolizją rzeczywistości, która prawie zniszczyła ich wszechświat, a ichni Strange późno zdał sobie z tego sprawę. Dlatego Iluminaci traktują tego nowego Strange’a jako podobne zagrożenie (nawet ichnia Christine widzi w nim egocentrycznego Stephena, z którym chodziła), nawet kiedy ten próbuje ich ostrzec przed Wandą.
I wiecie, o ile Iluminaci sami w sobie wyglądają świetnie, bo mamy tam postaci, na które czekaliśmy w samym MCU (może nie tyle Kapitan Carter i Marię Rameau jako Kapitan Marvel, co Reeda Richardsa, czy Black Bolta, który prezentuje się całkiem fajnie, a już przy Charlesie Xavierze w żółtym pojeździe opadła mi w kinie szczęka), o tyle to, że nawet nie słuchają, co alternatywny Strange ma do powiedzenia, bo zakładają z góry, że jest taki sam jak ich Strange, sprawia, że nie jest nam ich specjalnie żal, kiedy wreszcie Wanda ich wybija. No, może doktor Xavier jest całkiem spoko (i nawet próbuje jakoś pomóc opętanej alternatywnej Wandzie się wyzwolić)… no i Reed Richards wyraził żal, że poprzedni Strange musiał zginąć… ale tak poza tym, to jeśli Wanda to morderca ze slashera, to Iluminaci to te wkurzające nastolatki, na których śmierć czekamy.
To, co uważam za najbardziej interesujące w tym filmie, to właśnie kwestia alternatywnych Doktorów Strange’ów i tego, dlaczego ten konkretny Stephen Strange wydaje się wyjątkowy na ich tle. Można zauważyć to chociażby poprzez jego relacje z Ameriką, które ewoluują ze zwykłego obowiązku ochrony dziewczyny przed kosmicznymi zagrożeniami w stronę prawdziwej troski. Po ich wspólnej ucieczce do innego uniwersum, America jest dla czarownika przewodniczką po podróżach międzywymiarowych, ale też mają oni okazję spojrzeć sobie nawzajem we wspomnienia (dziewczyna widzi, jak Strange dostaje od Christine zegarek, a mężczyzna widzi, jak jako dziecko America otworzyła po raz pierwszy portal sprawiając, że jej matki zaginęły). Na przestrzeni Multiwersum Obłędu Strange chroni i pociesza tymczasową podopieczną, a nawet zapewnia ją, że jej matki mogą jeszcze żyć. W końcu, kiedy po raz kolejny alternatywna Christine zarzuca mu, że ma wybujałe ego, to America staje w jego obronie i mówi: „Nie, ten Strange jest inny.”
Kulminacją ich relacji jest ostateczna walka, w której America spodziewa się, że Strange zabierze jej moc, aby walczyć ze Szkarłatną Wiedźmą (i nawet jest wyrozumiała w tym względzie)… ale on robi coś innego: przekonuje dziewczynę, że ma ona kontrolę nad swoimi mocami i może sama walczyć z Wandą. (Fakt, że ma to miejsce, kiedy przesiaduje w gnijącym ciele swojej alternatywnej wersji, niczego nie przekreśla.) I tak oto America rzuca Szkarłatną Wiedźmę do uniwersum, gdzie jej synowie żyją. Tylko że na jej widok są przerażeni i wołają swoją mamę. To uświadamia Wandzie, kim się stała, i postanawia zniszczyć runy, które utworzyły Darkhold, a przy okazji ginie.
Doktor Strange w Multiwersum Obłędu kończy się tym, że America Chavez uczy się w Kamal-Taj, aby opanować swoje moce (i stać się członkinią Nowych Avengers w bliżej nieokreślonej przyszłości), a w scenie po napisach Doktor Strange zostaje wezwany przez Cleę (córkę Dormammu i przyszłą ukochaną Strange’a), aby rozwiązać problem z potencjalną kolizją.
(Przy okazji w tym filmie dowiadujemy się, że „główny” wszechświat w MCU nosi desygnat 616… tak jak w komiksach, co jednak trochę zgrzyta, bo lepiej by było, gdyby mieli własny numerek, zważywszy na różne odstępstwa od komiksów.)
Od teraz zaczynają się produkcje MCU, które przestałam śledzić (poza, być może dwoma wyjątkami). Tak więc teraz będę wchodzić w tę retrospektywę bardziej w ciemno. A zaczniemy od Ms. Marvel.
