Dzisiaj zajmiemy się kolejną kandydatką do Młodych Avengers. Ms. Marvel (czyli Kamala Khan) jest postacią związaną w pewien sposób z Carol Denvers, a zarazem reprezentuje sobą pakistańską mniejszość w Marvelu jako takim.
Przy czym miniserial o Kamali Khan wprowadził pewne zmiany w stosunku do mocy głównej bohaterki i powziął się karkołomnego zadania wprowadzenia… pewnej grupy postaci z komiksów, na którą niektórzy już od dawna czekali.
Zaraz zobaczymy jak poradzono sobie z pierwszą muzułmańską superbohaterką w MCU.
Opis Fabuły:
Kamala Khan na codzień jest zwykłą nastolatką, która tworzy filmiki o Avengersach, a jej ulubienicą jest Kapitan Marvel. Podczas gdy nauczyciele i rodzina chcą, aby Kamala skupiła się na swojej przyszłości, ona lubi bujać w obłokach i szykuje się powoli na pierwszy w historii AvengerCon, na którym przebierze się za swoją ulubioną superbohaterkę. Ponieważ rodzice nie zgodzili się na to, aby poszła na AvengerCon (a kiedy zaproponowali kompromis, aby na konwent wybrała się z ojcem przebrana za Hulka, Kamala powiedziała niechcący kilka niemiłych słów), postanawia wymknąć się z domu. Do swojego cosplayu bierze bransoletkę, którą przysłała jej babcia, a kiedy Kamala zakłada ją podczas konkursu na kostium Kapitan Marvel, odkrywa, że ma supermoce.
Wnioski Ogólne:
Interesujące jest to, że Kamalę poznajemy najpierw jako fankę superbohaterów. Reprezentuje sobą pokolenie, które dorastało z całym tym fantastycznym tałatajstwem i dla nich supermoce, kosmici, asgardcy bogowie i cała reszta jest na porządku dziennym. Nie jest to pierwsza przedstawicielka tego pokolenia – wszak relatywnie blisko (bo Kamala mieszka w New Jersey) chodzi do szkoły Peter Parker, a Kate Bishop była nawet świadkiem bitwy o Nowy Jork. Jednak choć niewątpliwie Spiderman darzył podziwem „pana Starka”, a Kate widziała w Hawkeye’u inspirację, Kamala od samego początku jest przedstawiana jako jarająca się Avengersami (zwłaszcza Carol Denvers), tworząca fanowskie filmiki o nich, słuchająca podcastu Scotta Langa i nie mogąca doczekać się AvengerConu hardkorowa fanka.
I to jest pierwszy element osobowości przyszłej Ms. Marvel jako postaci – że najpierw była wielką fanką superbohaterów zanim sama stała się superbohaterką. W pierwszym odcinku mamy też momenty, kiedy widzimy, jak działa jej mózg – widzimy jej rysunki, marzenia na jawie, a nawet wyobrażenie tego, jak zamierza wymknąć się na AvengerCon (oczywiście szybko okazuje się, że nic nie idzie zgodnie z jej planem). Trochę szkoda, że później te sekwencje wyobrażeń zostały mocno stonowane, bo jednak taki wgląd w umysł bohaterki zawsze oferuje jakieś ciekawe wizualnie (i nie tylko) rzeczy.
Drugim istotnym elementem postaci Ms. Marvel są jej pakistańskie korzenie – dynamika w jej rodzinie, interakcje ze społecznością muzułmańską, to, że ta postać przemawiała do dzieci pakistańskich imigrantów, które odnajdywały własną tożsamość w kulturze przodków i kulturze amerykańskiej. W przeciągu trwania miniserialu widzimy, jak wygląda muzułmański ślub i obchody Eid, a nawet mamy postać imama, który przedstawiony jest jako po prostu kapłan dbający o swoich wiernych i udzielający rad zagubionej Kamali. Ale też wielokrotnie podejmowany jest temat podziału Indii w 1947 roku i związanej z nim pokoleniowej traumy (brat Kamali, Aamir podsumowuje to tak: „Każda pakistańska rodzina ma historię z czasów podziału, a żadna z nich nie jest wesoła.”). W pewnym momencie nawet Kamala wybiera się do Pakistanu… ale do tego zaraz wrócimy.
Bo najpierw skupmy się na bransolecie, którą Kamala zakłada do swojego cosplayu Kapitan Marvel. Bransolecie, która została przesłana przez babcię Kamali z Pakistanu i której widok od razu wzbudza dyskomfort w matce dziewczyny Muneebie. Idąc za radą kumpla, Brunona Corelliego, aby dodać do swojego kostiumu Kapitan Marvel jakiś osobisty akcent, Kamala zakłada bransoletę i podczas konkursu czuje, jak przechodzi przez nią dziwna moc (a nawet dziewczyna ma jakieś wizje). Na początku wygląda na to, że jej supermoce polegają na strzelaniu światłem, ale Kamala ma też okazję zmienić rozmiar swojej ręki.
I tutaj pojawia się pierwszy problem, jaki fani komiksów mają z tym miniserialem. W materiale źródłowym Ms. Marvel potrafi się rozciągać, zmieniać kształt i rozmiar, tutaj zaś jej główną mocą jest możliwość strzelania światłem i tworzenia konstruktów z „twardego światła” (na przykład, podestów, na które spada chłopiec zwisający z minaretu). Kolejny problem, który pojawia się przy tej wersji Ms. Marvel, to fakt, że Kamala nie jest Inhumanem, jak w komiksach. Obie te kwestie widzowie zrzucają na marketing. Nie tylko forsowani przez Perlmuttera Inhumans (którzy mieli zastąpić mutantów w MCU) byli jedną wielką klapą, lecz także jeszcze jak zapowiadano Czwartą i Piąta Fazę, obiecano nam Fantastyczną Czwórkę, dlatego moce Kamali byłyby wtórne ze względu na Pana Fantastycznego. Ponadto w pewnym momencie okazuje się, że prababka Kamali, Aisha, była częścią grupy nazwanej ClanDestine, która w komiksach była raczej heroiczna, a tutaj przez większość fabuły gra rolę antagonistów.
Przy czym jest to przypadek, kiedy antagonistyczna, prawie terrorystyczna grupa w MCU, ma zrozumiałe powody, aby robić to, co robi. W tym przypadku ClanDestine to istoty z innego wymiaru, które zostały z niego wygnane i teraz chcą wrócić do domu z pomocą bransolety Kamali. Samo w sobie może to nie byłoby złe, ale raz, że kiedy tylko Kamala wyraża ostrożność i nie jest chętna oddać bransolety od razu (zwłaszcza że Bruno powiedział jej, że aby otworzyć portal do innego wymiaru, trzeba energii równej słońcu), przywódczyni ClanDestine, Najma, postanawia odebrać bransoletę siłą; a dwa, że otwarcie portalu będzie oznaczać przejęcie Ziemi przez ten obcy wymiar. Najma jest bezwzględna – nie tylko atakuje wesele brata Kamali, Aamira i jest gotowa pozabijać gości, lecz także w pewnym momencie porzuca swojego syna, Karima, bo stanął po stronie Kamali. Co więcej, Najma jest tą, która zabiła Aishę, bo ta wybrała męża i córkę.
ClanDestine zresztą należą do tych istot w MCU, które są długowieczne i na których bazowały ludzkie legendy, a konkretnie – dżinny, czyli demony z wierzeń arabskich. Poniekąd to, że matka Muneeby, Sana, opowiadała ciągle, że ich rodzina pochodzi od dżinnów i jest to część ich dziedzictwa, sprawiło, że Muneeba zaczęła nienawidzić Aishę i chciała się po prostu wyrwać z Pakistanu. Dlatego pojechała do Stanów i tam się osiedliła wraz z mężem i kilkuletnim synem. Ta niechęć, jak również przeświadczenie, że babka „zhańbiła rodzinę” (chociaż przez dłuższy czas nie wiemy tak do końca, na czym ta hańba polegała), sprawiły, że Muneeba jest też surowa względem swojej córki, o której przyszłość się martwi i którą chce wychować w bardziej tradycyjnych wartościach. To z kolei sprawia, że relacje między Muneebą a Kamalą są na początku dość napięte.
Jeśli miałabym zakwalifikować Ms. Marvel do jakiegoś gatunku, powiedziałabym, że to taka komedia w stylu coming-of-age… ale skoncentrowana na życiu młodego przedstawiciela jakiejś mniejszości. Przykładem może być Anita i ja, ale też trochę Goldbergowie, Wszyscy nienawidzą Chrisa, czy Mój amerykański sen. W gruncie rzeczy Ms. Marvel jest o tożsamości i odkrywaniu historii swojej rodziny w celu zrozumienia samego siebie. Kamala chce zrozumieć swoją moc i dowiedzieć się, co się stało tak naprawdę z jej prababką. Sana wydaje się mieć wszystkie odpowiedzi, dlatego Kamala jedzie wraz z matką do Karaczi, gdzie nie tylko poznaje kraj przodków; i rozmawia z Saną na temat swojej prababki, lecz także poznaje tamtejszą grupę superbohaterów Czerwony Sztylet i cofa się w czasie do nocy, w której jej rodzina opuszcza Indie pociągiem. Jest to ważny moment, bo Sana często opowiadała o tym, jak odłączyła się od matki i odnalazła drogę do ojca idąc „szlakiem gwiazd”.
Sama Aisha jest przez jakiś czas demonizowana (tak przez Muneebę, jak i przez retrospekcję Najmy), ale potem mamy okazję zobaczyć, jak po ucieczce przed brytyjskimi żołnierzami zakochuje się w pradziadku Kamali i zakłada z nim rodzinę. To sprawia, że Aishy już tak bardzo nie zależy na powrocie do rodzimego wymiaru, gdyż nie chce porzucać męża i córki i skazywać ich na śmierć. Najma poczytuje to za zdradę i podczas pamiętnej nocy na dworcu sztyletuje ją. To właśnie wtedy Kamala zostaje przeniesiona w czasie, aby pomóc babci odnaleźć drogę do ojca.
Generalnie wątek ClanDestine zostaje ogarnięty w przedostatnim odcinku, kiedy już się otwiera portal do innego wymiaru… ale Kamala przekonuje Najmę, żeby pomyślała o Karimie i nie otwierała portalu. Kobieta poświęca się więc, aby go zamknąć… I wtedy ostatecznym antagonistą staje się Departament Kontroli Zniszczeń, który przewijał się trochę przez Spidermany, ale pokazał swoją paskudną twarz najpierw w Bez drogi do domu (gdzie agent Cleary przesłuchuje Petera, Neda, MJ i May w sprawie śmierci Mysterio i od razu zakłada, że są winni) i właśnie w Ms. Marvel, gdzie widzieli zniszczenia, jakich dopuściła się Kamala na AvengerConie i chcąc ją wyśledzić, biorą sobie za cel muzułmańską społeczność. Departament Kontroli Zniszczeń jest przedstawiony jako rasistowska agencja rządowa, która czepia się mniejszości (nawet kiedy przesłuchują uratowaną przez Kamalę Zoey, próbują się dowiedzieć, z jakiej jest grupy etnicznej), a potem bez większego szacunku do świętości wparowują z butami do meczetu (i to bez nakazu). Oni widzą w Kamali (a potem w Karimie) zagrożenie, aczkolwiek przyjaciółka głównej bohaterki, Nakia, widzi w działaniach agentów kolejną sytuację, gdzie coś zwraca uwagę agencji rządowych na społeczność muzułmańską i obojętnie, jaka byłaby reakcja tejże społeczności, i tak byliby pokazani w złym świetle i ich prawa byłyby łamane.
Przy czym trzeba zaznaczyć, że choć na początku Cleary prowadzi śledztwo w sprawie tajemniczej Nocnej Gwiazdy (jak nazwano Kamalę w internecie), tak po jakimś czasie to jego partnerka, agentka Deever, przejmuje inicjatywę i dopuszcza się większej ilości nadużyć. Dochodzi do takiego momentu, kiedy Cleary mówi Deever, aby dała sobie spokój, bo i tak Kontrola Zniszczeń ma kiepski PR i ekscesy Deever (nie tylko nachodzenie ludzi w meczecie, lecz także wysyłanie dronów EDITH na dwóch nastolatków) im nie pomogą. I też podczas ostatecznej potyczki w liceum, kiedy uzbrojeni agenci próbują złapać ukrywającego się tam Karima, nie tylko dochodzi do walki, w której Karim i Kamala używają swoich mocy, lecz także całe to wbicie do szkoły uzbrojonych żołnierzy jest streamowane w sieci. Więcej – w pewnym momencie społeczność i policja stają na drodze agentom.
(W sumie trochę to smutne, że Damage Control, która w komiksach była po prostu firmą zajmującą się sprzątaniem zniszczeń po walkach superbohaterów i superzłoczyńców, została w MCU zamieniona w agencję rządową, która ma za dużo władzy, w zasadzie nie wiadomo skąd. Nie wiem w sumie czemu nie zrobili z nich FBI czy CIA.)
Tak więc Kamala Khan staje się pełnoprawną superbohaterką przy wsparciu rodziny i przyjaciół, a nawet ma nowy strój oddający jej dziedzictwo; oraz nowy pseudonim – Ms. Marvel – nawiązujący do jej imienia (bo Kamala znaczy cud). Co więcej, Bruno informuje przyjaciółkę, że w jej DNA odkrył coś dziwnego, coś jakby… mutację. A to otwiera MCU furtkę, aby wreszcie wprowadzić mutantów i X-Menów (to rozwiązanie jednak nie zostało przyjęte zbyt dobrze).
Pewnego popołudnia coś sprawia, że Kamala zamienia się miejscami z Carol Denvers. Następnym razem zobaczymy Ms. Marvel w filmie wraz z jej wielką idolką i z Moniką Rambeau.
A tymczasem następny przystanek w naszej retrospektywie to powrót Thora, Strażników Galaktyki i Jane Foster.
