Site icon Planeta Kapeluszy

Meg ogląda MCU – Eternals

Reklamy

Tym razem bierzemy się za film, który miał dość pogmatwaną historię. Eternals było oparte o mało znaną drużynę złożoną z niemal nieśmiertelnych nadludzi stworzonych przez Celestianów.

W dodatku reżyserka, którą zatrudniono do projektu, Chloé Zhao, znana jest z bardziej kameralnych dramatów (chociażby oscarowego Nomadland) niż epickiej historii o pół-bogach, żyjących pośród ludzi. Nie trzeba mówić, że większość widzów podchodziła do tego filmu sceptycznie, a późniejsze recenzje były mocno mieszane. Niemniej jednak zwykle zaliczało się go raczej do tych gorszych odsłon MCU, które zwiastowały nadchodzący upadek franczyzy.

Teraz wreszcie będę mogła zobaczyć, czy rzeczywiście Eternals to tak złe kino.

Opis Fabuły:

Dawno temu należący do pradawnej rasy Celestianów Arisham doprowadził do powstania życia we wszechświecie. Wkrótce jednak powstali tak zwani Dewianci – istoty żerujące na inteligentnych formach życia, które doprowadziły do chaosu. Dlatego Arisham stworzył Eternalsów, którzy mieli przywrócić dawny porządek i zgładzić Dewiantów. I tak oto grupka Eternalsów pod wodzą niejakiej Ajak trafia na Ziemię 5000 lat przed naszą erą i osiedla się na naszej planecie. W czasach współczesnych Eternalsi żyją wśród ludzi, przeświadczeni, że udało im się wybić wszystkich Dewiantów i czekają tylko na to, aż Celestianie pozwolą im opuścić Ziemię. Sersi ułożyła sobie życie jako nauczycielka w Londynie i nawet znalazła sobie chłopaka, Dane’a, ale wracając z nim i innym Enternalsem, Sprite, z imprezy urodzinowej natyka się znów na Dewianta, który ponadto jest w stanie się regenerować. Dlatego Sersi, Sprite i Ikaris, który przybył im na pomoc, postanawiają znaleźć pozostałych członków grupy.

Wnioski Ogólne:

Jako superbohaterowie, Eternalsi nie mieli za bardzo szczęścia. Ich pierwsza seria została szybko anulowana, a w każdym następnym wystąpieniu albo ograniczali się do jakichś miniserii, albo do roli postaci pobocznych względem innych bohaterów (jak można zauważyć, chociażby z tej rozpiski na TVTropes)… chociaż ich twórcy, Celestianie, szybko zadomowili się w uniwersum Marvela jako kolejna kosmiczna rasa. Nawet w MCU mieliśmy już styczność z jednym z nich, a konkretnie – z Ego, Żywą Planetą, który w Filmowym Uniwersum Marvela był właśnie Celestianinem.

Marvel ma swoją bardziej mityczno-legendarną stronę. Powszechnie wiadomo, że istnieją w niej nordyccy bogowie (chociaż MCU traktuje ich jak kosmitów), ale na przykład, była też krótka seria o Czarnym Rycerzu, która najpierw zaczęła się jako komiks osadzony w legendach arturiańskich, a potem przerodziła się w coś mroczniejszego (i tak oto nowym Czarnym Rycerzem w czasach współczesnych jest niejaki Dane Whitman, który walczy przeklętym mieczem). W komiksach Marvela działa również Herkules, a za jakiś czas będziemy omawiać panteon egipski. Celestianie zaś wydają się w uniwersum Marvela takim elementem kosmogonicznym – to oni stworzyli kolejne światy, to dzięki nim nastała światłość gwiazd i powstawało życie, i mieli oni również swój wielki plan.

Oryginalne komiksy o Eternalsach przedstawiały ich jako istoty, które były z ludzkością prawie od jej zarania i wpływały na nią na tyle, aby potem zostać uwiecznione w starych mitach i legendach. Można to zauważyć po imionach niektórych z nich – wojowniczka Tena to bogini Atena, Ikaris to Ikar, Sersi to Kirke (bo angielska wersja jej imienia to Circe), Ajak to heros Ajaks (a w filmie mamy też Gilgamesza). Od Dewiantów zaś miało pochodzić wyobrażenie diabłów i innych potworów (i jak się patrzy, jak atakują starożytną Babilonię, trudno nie zauważyć podobieństw między nimi a tymi wszystkimi posągami wielkich bestii). Ale później okazuje się, że Celestianie stworzyli Eternalsów i Dewiantów, a nawet doprowadzili do tego, że powstali na Ziemi mutanci.

Poniekąd Eternals jest więc taką historią o starożytnych kosmitach żyjących pośród ludzi przez tysiące lat, ale w pewnym momencie staje się też historią o naturze ludzkiej i dylematach moralnych. Gdzieś tak w pięćdziesiątej siódmej minucie okazuje się, że w jądrze Ziemi znajduje się zarodek nowego Celestianina i aby mógł on się narodzić, potrzebuje odpowiedniej ilości inteligentnego życia, a wtedy zniszczy całą planetę i będzie w stanie stworzyć następne.

Jako film, Eternals jest, w dużej mierze, mało superbohaterski. Sami Eternalsi są superbohaterami, którzy walczą ze złem i mają supermoce, ale żyją jakby na uboczu względem całej reszty MCU. Od czasu do czasu ktoś wspomni Avengersów, Doktora Strange’a, czy niedawną sytuację z Thanosem, ale grupa Ajak ma tylko jedno zadanie: zabijać Dewianty. A tak to nie może wtrącać się w rozwój ludzkości ani w jej konflikty, i kiedy już w czasach konkwistadorów wydaje się, że wszystkie Dewianty wyginęły, Ajak każe swoim ludziom rozdzielić się i poczekać na rozkaz powrotu. Potem, kiedy widzimy ich w czasach współczesnych, każde z nich ułożyło sobie życie gdzieś na Ziemi.

Ajak i Sprite żyły przez jakiś czas w Południowej Dakocie, a potem Sprite pojechała do Londynu, aby zobaczyć, jak sobie radzi Sersi, a że obie czuły się samotne, to już z nią została. Na razie odłożę na bok Ajak i Sprite, bo je warto by było omówić później, za to skupię się na naszej protagonistce Sersi, która jest od samego początku przedstawiona jako taka najbardziej kochająca ludzkość z całej grupy. Widzimy ją jak spędza dużo czasu z mieszkańcami Babilonii, a w czasach współczesnych jest nauczycielką biologii, i ma przyjaciół i ludzkiego chłopaka, Dane’a Whitmana. W przeciągu trwania filmu staje się nową przywódczynią Eternalsów, chociaż najpierw tylko nominalnie (bo Ajak pośmiertnie przekazuje jej sferę, dzięki której łączyła się z Arishamem), ale to ona przekazuje innym straszną prawdę o nich i o Celestianinie (później do tego wrócę). Co ciekawe, w komiksach Sersi była bardziej zabawowa i miała o wiele więcej kochanków, gdy tutaj jest bardziej stonowana i łączyła ją kiedyś miłość z Ikarisem, którego nawet poślubiła.

Kingo zrobił karierę w Bollywood i przez całe dekady podszywał się za kolejne pokolenia aktorów, aby nikt się nie kapnął, że jest wiecznie młody. W przeciwieństwie do reszty Eternalsów on lubi być w centrum uwagi, ale poniekąd postanowił zostać gwiazdą kina, bo ruchome obrazki przypominały mu iluzje tworzone przez Sprite, kiedy opowiadała ludziom swoje historie. Ze wszystkich Eternalsów jest on też najbardziej neutralny. Sprite ma mu za złe to, że ją porzucił i odszedł, a podczas ostatecznego konfliktu Kingo postanawia po prostu się nie mieszać, bo nie chce walczyć z żadnym ze swoich przyjaciół. Jednocześnie jest tak samo przywiązany do ludzi jak inni Eternalsi, zwłaszcza do swojej ekipy filmowej i lokaja, Karuna, który rusza z nim, Ikarisem, Sersi i Sprite, aby odnaleźć resztę.

Fajstos brał udział w Projekcie Manhattan, a potem osiadł w Chicago, gdzie założył rodzinę – ma męża i adoptowanego syna. Fajstos jest o tyle ciekawą postacią, że jego moc polega na technopatii, czyli telekinetycznej manipulacji szeroko pojmowaną technologią i w retrospekcji widzimy, że miał zamiar przedstawić Babilończykom silnik parowy, co Ajak od razu mu odradzała (a retrospekcja z Hiroszimy sugeruje, że Fajstos przedstawił ludziom energię nuklearną). W jego arku można zauważyć ciągnący się wątek ludzkości, która rozwija się zbyt szybko pod kątem technologicznym, co potem doprowadza do tworzenia się kolejnych broni masowego zniszczenia, a Hiroszima jest kulminacją tego wątku. Można by się spodziewać, że po tym wszystkim Fajstos będzie uważał, że ludzkość nie jest godna tego, aby ją ocalić, bo jest zdolna do takich potworności, ale niejako jego rodzina przywraca mu wiarę w nasz gatunek.

Tena i Gilgamesz zadomowili się w Australii. Tena okazuje się cierpieć na Mahd Wy’ry – chorobę psychiczną, która sprawia, że ma ona omamy i zaczyna atakować swoich sojuszników. Jako że jedynym lekarstwem na Mahd Wy’ry jest wykasowanie wspomnień, co równałoby się z zatraceniem przez Tenę wszystkiego, czym jest, ona i Gilgamesz postanawiają ukryć się gdzieś razem (chociaż, jak stwierdza Ajak, to może się kiedyś skończyć śmiercią jednego z nich) i odtąd Gilgamesz się nią opiekuje. Podczas kolejnego ataku Dewiantów Tena nie walczy, aby nie wywołać znów u siebie ataku szału i nie zaatakować pobratymców. Niestety to sprawia, że nie może uratować Gilgamesza i w rezultacie poprzysięga zemstę Dewiantowi, który go zabił. (Co ciekawe, w komiksach Tena nawiązuje związek z Dewiantem Kro i nawet mają dzieci.)

Druig założył małą społeczność w głębi Amazonii, którą od czasu do czasu kontroluje hipnozą. Tak jak w przypadku Fajstosa mamy przewidywalny wątek ludzkości zbyt szybko rozwijającej się technologicznie, tak w przypadku Druiga mamy wątek ludzkości, która ma skłonności do chciwości, okrucieństwa i innych przywar, ale jeśli by jej zabrać wolną wolę, to na pewno dałoby się ją jakoś uporządkować. Można by się spodziewać, że postać, która ma moc kontroli umysłu, będzie czarnym charakterem (i na pewno nie jest to nic nowego w MCU)… i w komiksach Druig jest, jak najbardziej, antagonistą. Ale nie tutaj. Bo tutaj, chociaż używa mocy, aby konkwistadorzy i Aztekowie przestali ze sobą walczyć, a potem zakłada komunę, która troszeczkę ociera się o sektę, to jednak jego naczelną motywacją jest powstrzymanie ludzkości przed ranieniem się nawzajem. W pewnym momencie nawet wyznaje, że korciło go, aby poddać kontroli umysłów cały świat, ale doszedł do wniosku, że bez wolnej woli ludzie przestaliby być wyjątkowi, dlatego postanowił skupić się na ochronie swojej małej komuny.

Jego ukochana, Makkari, w komiksach ma superszybkość, ale nie jest głucha, jak tutaj (ale przy okazji dodano jej w filmie moc wyczuwania wibracji). Podczas gdy reszta Eternalsów zbudowała sobie życie gdzieś na świecie, Makkari siedziała sama w ich statku kosmicznym, czekając na dzień, kiedy znów się spotkają i wyruszą w drogę powrotną na rodzinną planetę, Olimpię.

Sprite jest o tyle interesującą postacią, że Celestianie nadali jej formę nastolatki, która nigdy nie dorasta. Przez to nie może doświadczyć w pełni życia tak jak jej pobratymcy (może jedynie rzucać na siebie iluzję, która działa na oczy, ale nie na dotyk), a do tego sami Eternalsi traktują ją jak dziecko pomimo jej faktycznego wieku. Kingo zauważa też, że Sprite jest zakochana w Ikarisie, i porównuje ją do Dzwoneczka, która nie może być z Piotrusiem Panem. Poniekąd jest to powód jej wielkiego zgorzknienia i do pewnego stopnia nawet Sprite zazdrości ludziom, że mogą dorastać, zakładać rodziny, a nawet się starzeć, podczas gdy ona skazana jest na niepełne życie. I właśnie ze względu na swoje uczucie do Ikarisa i tę zazdrość, Sprite zdradza resztę grupy i chce pozwolić ludzkości zginąć.

I tutaj powracam do tej strasznej prawdy, którą Sersi odkrywa w pięćdziesiątej siódmej minucie filmu. Bo widzicie, owa prawda nie dotyczy tylko i wyłącznie tego, że ludzkość ma zostać pochłonięta, aby Celestianin się narodził, ale też tego, że (tak jak w komiksowych Eternals) sami Eternalsi i Dewianci są efektem eksperymentów Arishama. W filmowych Eternals Arisham wyjawia Sersi, że ich rodzimy świat, Olimpia, nigdy nie istniał, że Dewianci byli wysyłani na planety, aby zabijać drapieżników, którzy mogliby zagrażać rozwojowi inteligentnego życia; że Dewianci z czasem zaczęli ewoluować, dlatego Arisham stworzył Eternalsów, aby Dewiantów wybijać; i że wielokrotnie już grupa Ajak niszczyła całe światy, ale tego nie pamięta, bo za każdym razem kasuje im się pamięć. To odkrycie sprawia, że wiele rzeczy w Eternals zyskuje na znaczeniu – nie tylko zachowanie Ajak, która wiedziała już dawno o tym, co ma się stać, ale też Mahd Wy’ry Teny, gdyż nagle okazuje się, że jej opowieści o zagładzie innych planet są właśnie pozostałością po tamtych wspomnieniach.

Świadomość, że ich życie jest kłamstwem, ma wpływ na dylemat Eternalsów, ale nie aż taki, jak można by się spodziewać. No, może Druig na początku nie chce się ruszyć ze swojej komuny po części dlatego, że odkrył straszną prawdę, ale i tak Eternals nie poświęca temu wątkowi tyle uwagi, co potencjalnej zagładzie ludzkości. Nie ma jakiegoś wielkiego załamania z powodu tego wielkiego kłamstwa, i nie ma wściekłości skierowanej w stronę tego nieczułego boga, który sprowadził na nich tyle cierpienia. Jest tylko wątpliwość, czy powinni pozwolić na narodziny nowego Celestianina, czy może opóźnić je trochę, aż ludzkość zacznie kolonizować nowe planety. (Jedynym, który wyrzuca Arishamowi jego okrucieństwo, jest Dewiant, który wchłania Gilgamesza i przez to zyskuje samoświadomość. Zwraca on uwagę na to, że Dewianci chcieli tylko przetrwać, a Eternalsi polowali na nich jak na zwierzynę.)

I to jest jeden z zarzutów wobec filmowych Eternals – ten film porusza kilka ciekawych kwestii, jeśli chodzi o te wielowiekowe postaci, ale nie za bardzo ma czas, aby poświęcić owym kwestiom należytą uwagę, bo i tak dzieje się od groma rzeczy (sam wątek wolnej woli i technologii zostaje zaledwie muśnięty), a i sami bohaterowie mało się zmieniają i rozwijają (samą Ajak widzimy tylko we wspomnieniach innych). Bohaterowie, którzy mogliby wziąć udział w ostatecznej walce, zostają odstawieni na bok (jak Kingo, który postanawia nie walczyć, Druig, który w pewnym momencie zostaje „zabity”, czy nawet Dane Whitman, który dopiero ma się stać Czarnych Rycerzem), a reszta pozostaje mniej więcej taka sama…

Chociaż nie.

Bo w pewnym momencie okazuje się, że Ikaris już dawno poznał prawdę od Ajak, a kiedy okazało się, że ich przywódczyni zamierza zapobiec narodzinom (bo wydarzenia z Końca Gry przywróciły jej wiarę w ludzkość), postanowił ją rzucić na pożarcie ocalałym z lodowca Dewiantom (i dlatego Dewiant w Londynie umiał się regenerować – wchłonął energię Ajak). Ikaris jest ślepo posłuszny Arishamowi i sprzeciwia się uśpieniu nowego Celestianina. Ostatecznie to właśnie z nim i Sprite będzie musiała się zmierzyć reszta Eternalsów, a on nie zawaha się nawet ich zabić. (Rzecz o tyle interesująca, że w komiksach Ikaris był o wiele bardziej heroiczny.)

W ostatecznym rozrachunku, kiedy już Sersi zmuszona jest zabić nowego Celestianina, aby ocalić ludzkość; a Ikaris staje naprzeciw niej, aby ją spalić swoim ognistym wzrokiem, ostatecznie wspomnienia ich wspólnego życia sprawiają, że nie jest w stanie tego zrobić. Dlatego pozwala Sersi zamienić wyłaniającego się z Oceanu Spokojnego Celestianina w posąg z adamantu, a sam popełnia samobójstwo lecąc w kosmos ku Słońcu.

Eternals kończą się tym, że Sprite staje się człowiekiem, Druig, Makkari i Tena wyruszają w kosmos, aby skontaktować się z pozostałymi Eternalsami i wyjawić im prawdę, a tymczasem Kingo, Fajstos i Sersi zostają pojmani przez Arishama, który postanawia przebadać ich wspomnienia i na tej podstawie zdecydować, czy ludzkość jest warta, aby ją ocalić, czy nie. W scenach po napisach Dane szykuje się, aby dotknąć przeklęty miecz swojego wuja, a Makkari, Druiga i Tenę odwiedza brat Szalonego Tytana Thanosa, Eros.

W moim odczuciu Eternals nie jest jakimś bardzo złym filmem i prawdę mówiąc, nawet mi się podobało to, co robił z samym konceptem kosmitów, którzy zainspirowali potem ludzką mitologię (podobała mi się zwłaszcza animacja napisów końcowych, przedstawiająca różne artefakty historyczne, które noszą w sobie ślady Eternalsów). Niemniej jednak rozumiem, dlaczego ten film może być uważany za nieco niedorobiony. Zwłaszcza że potem krytykowano też to, że wydarzenia z Eternals nie za bardzo są wspominane przez pozostałe zakątki MCU, chociaż pozostawiły sobie naprawdę spory ślad w postaci wielkiej łapy na Oceanie Spokojnym.

(Sorry, ale już dłużej nie mogę o tym milczeć. W tym filmie Robb Stark i Jon Snow kochają się w lasce, której imię brzmi jak Cersei. To aż się prosi o moc żartów o Grze o Tron.)

Następnym razem będziemy obchodzić Wielkanoc i omawiać serial świąteczny… który dzieje się w Boże Narodzenie.

Exit mobile version