Ant-Man i Osa: Kwantomania jest kolejnym filmem MCU, który postawił sobie bardzo poważne zadanie: miał wprowadzić do uniwersum Kanga Zdobywcę, a on z kolei miał być następcą Thanosa jako kolejnego arcyprzeciwnika dla Avengers i innych superbohaterów.
Przy okazji córka Scotta, Cassie Lang, miała być kolejną kandydatką do Młodych Avengersów; a w Wymiarze Kwantowym pojawia się legendarny złoczyńca z Marvela (którego co poniektórzy mogą znać z animacji) – MODOK.
Niestety, późniejsze kontrowersje związane z Jonathanem Majorsem, sprawiły, że plan z Kangiem spalił na panewce i nadchodzący film o Avengersach będzie miał zupełnie innego antagonistę. Tymczasem sama Kwantomania miała kilka własnych problemów, które sprawiły, że stała się klapą. Ba – Kwantomania została pierwszym filmem MCU, który otrzymał nominację do Złotej Maliny.
Opis Fabuły:
Po tym jak pomógł uratować świat przed Thanosem, życie Scotta Langa układa się wcale nieźle: cieszy się sławą, niedawno wydał książkę, ma przyjaciół i udany związek z Hope van Dyne, która zmienia świat, prowadząc badania nad cząsteczkami Pyma. Tylko jego córka, Cassie, pakuje się w kłopoty i uważa, że jej bohaterski ojciec spoczął na laurach; a Scott czuje się winny za to, że przez pięć lat nie był przy niej, kiedy dorastała. Tymczasem Janet Pym próbuje nadrobić czas ze swoją rodziną i nie chce rozmawiać o swoich doświadczeniach w Wymiarze Kwantowym. Podczas wspólnego obiadu u Pymów Cassie pokazuje Scottowi zbudowany przez nią i Hanka Pyma przekaźnik mający za zadanie badać Wymiar Kwantowy. Na wieść o tym, że przekaźnik przesyła również tam sygnały, Janet nagle poważnieje i szybko odłącza urządzenie od zasilania. To sprawia, że Pymowie i Langowie zostają wessani do Wymiaru Kwantowego.
Wnioski Ogólne:
Kwantomania różni się bardzo od poprzednich Ant-Manów. Po pierwsze, nie jest to typowy heist movie, w zasadzie to przypomina coś na kształt klasycznego science-fiction. Ja sama widziałam w niej trochę Podróży do wnętrza Ziemi Herberta George’a Wellsa, ale sam reżyser Peyton Reed mówił, że inspirował się Flashem Gordonem, Autostopem przez Galaktykę, Obcym oraz Gwiezdnymi Wojnami (i inspirację tym ostatnim widać najlepiej w strojach, projekcie kosmitów i motywie walki przeciwko imperatorowi).
Po drugie, poza Cassie i Pymami, nie uświadczymy tutaj postaci wspierających Scotta Langa – ani jego byłej żony Maggie i jej obecnego, zaprzyjaźnionego z Ant-Manem chłopaka, Jima Paxtona; ani Luiza, Kurta i Dave’a, z którymi Scott się włamywał i z którymi zakładał firmę (aczkolwiek grający Kurta David Dustmalchian wciela się w tym filmie w mającego kompleksy na punkcie otworów stworka Veba).
Po trzecie wreszcie, do tej pory Ant-Many były tymi lżejszymi odsłonami MCU, stanowiącymi momenty oddechu między bardziej poważnymi filmami, w których wahały się losy świata; a sam Ant-Man był bardziej komediowym bohaterem, nie traktowanym aż tak poważnie, jak reszta Avengersów. Tymczasem tutaj Scott, Cassie i Pymowie mierzą się z zagrożeniem na miarę międzywymiarową; zdobywcą, który miał zwyczaj podbijać i niszczyć całe uniwersa, i zdarzało mu się nawet zabijać Mścicieli z innych rzeczywistości bez większego problemu.
Jonathan Majors zdecydowanie robi piorunujące wrażenie jako Kang Zdobywca. O ile poprzednia wersja Kanga była już zmęczona przewidywalnością zdarzeń i trzymaniem Świętej Linii Czasu w ryzach, o tyle ten Kang chce sobie siłą podporządkować wszystkie inne zakątki multiwersum. Szybko też dowiadujemy się, że był uważany za aż tak groźnego, że inni Kangowie go wygnali do Wymiaru Kwantowego, bo tylko to mogłoby być dla niego skutecznym więzieniem. Albowiem wszędzie indziej czas nie stanowi dla niego większego problemu – Zdobywca może z łatwością cofać się i iść naprzód, dzięki wynalazkowi zbudowanemu przez niego i pozostałe jego Warianty.
(Powiedziałabym, że Kwantomania robi świetną robotę w ustanawianiu swojego czarnego charaktera, tak samo jak Wakanda w moim sercu przed nią oraz nadchodzący Strażnicy Galaktyki Vol. 3. Namor, Kang i Wielki Ewolucjonista znacznie podnieśli poziom w Czwartej i Piątej Fazie MCU w zakresie superzłoczyńców.)
Kwantomania retconuje poprzedni solowy film z Ant-Manem i Osą. Tam, kiedy spotykamy wreszcie Janet van Dyne, jawi się ona jako kobieta, która dzięki Wymiarowi Kwantowemu osiągnęła pewną mądrość, może nawet duchowe oświecenie. Tutaj na samym początku widzimy retrospekcję z tego, jak Janet natyka się na wygnanego Kanga, a później kobieta po prostu chce zapomnieć o przeszłości i nadrobić stracony czas. W miarę jak fabuła postępuje, dowiadujemy się, że na głębszych poziomach Wymiaru Kwantowego została stworzona cała cywilizacja; że owa cywilizacja ma swoje elity, ale ma też ruch oporu przeciwko tajemniczemu tyranowi, Kangowi Zdobywcy właśnie; wreszcie że Janet prawie pomogła Kangowi opuścić Wymiar Kwantowy, gdyż zaprzyjaźniła się z nim i miała nadzieję, że razem uciekną jego statkiem. Kiedy już miała wsiąść i odlecieć razem z nim, dzięki kontaktowi z rdzeniem multiwersalnym mogła zajrzeć do umysłu Kanga i wtedy poznała jego prawdziwą naturę. Dlatego powiększyła rdzeń do takich rozmiarów, że nie można było go wprowadzić do silnika i od tamtej pory ciągle uciekała.
Im więcej dowiadujemy się o życiu Janet van Dyne w Wymiarze Kwantowym, tym mniej heroiczna się wydaje w Ant-Manie i Osie (i się zastanawiam na ile mieliśmy odnieść takie wrażenie). Tak, poświęciła szansę spotkania z córką, aby nie dopuścić do uwolnienia Kanga (który twierdził, że odwdzięczy się za jej pomoc, nie tylko nie niszcząc jej rzeczywistości, lecz także sprawiając, że będzie tak, jakby Janet nigdy nie wyszła z domu tamtej pamiętnej nocy), niemniej jednak układała się z niejakim Krylarem (który robi wrażenie bogatego typka spod ciemnej gwiazdy), a kiedy udało jej się wyrwać z tamtego świata, nie tylko zostawiła rebelię bez pomocy, lecz także próbowała w ogóle nie myśleć o tym, co tam jest. W pewnym momencie sama twierdzi, że jest tchórzem, bo uciekła, zostawiając Jintorrę i resztę samym sobie. Przy czym trochę można zrozumieć samolubne zachowanie Janet, zwłaszcza że przez całe lata musiała walczyć o przetrwanie i uciekać przed kimś, kto zawsze wydawał się dwa kroki przed rebelią, a teraz jest już bezpieczna z ukochanym mężem i córką.
W zasadzie fakt, że Kang Zdobywca (i jego Warianty) potrafi podróżować w czasie i między wymiarami, wpasowuje się niejako w ogólny motyw przewodni Janet i Scotta próbujących nadrobić stracony czas z córkami. Jest między Janet i Scottem pewna paralela – oboje trafili na kilka lat do Wymiaru Kwantowego (Scott tylko na pięć lat, a Janet na nieco dłużej) i najbardziej żałują tego, że nie widzieli, jak ich córki dorastają. W zasadzie to inna paralela – ta między Hope a Cassie – istniała już w pierwszym filmie o Ant-Manie, gdzie zarówno Scott, jak i Hank Pym chcą odbudować relacje z córkami, chociaż w przypadku Pyma jest to o wiele bardziej zagmatwane.
Myślę, że to dobry moment, aby podjąć temat Cassie. W poprzednich filmach z Ant-Manem była tylko małą dziewczynką, a Darren Cross nawet wziął ją na zakładniczkę. W Końcu Gry widzimy, że przez pięć lat od Blipu zdążyła już zostać nastolatką i myślała, że jej ojciec również był ofiarą Pstryknięcia. A w Kwantomanii okazuje się, że ma ona tendencję do walki o sprawiedliwość – w końcu spotykamy ją w areszcie, bo brała udział w pokojowej demonstracji i trochę napsuła krwi policji (między innymi, zmniejszając radiowóz). Również w samym Wymiarze Kwantowym, kiedy poznaje sytuację z Kangiem, Cassie jest gotowa do tego, aby wspomóc rebelię. I wydaje mi się, że o ile w jakiejś innej historii ten typ postaci by mnie denerwował (także za sprawą tego, że byłby to kolejny komentarz o brutalności policji czy coś w ten deseń), o tyle ta Cassie mi się nawet podoba, a to z jednej szczególnej przyczyny: Cassie wdała się w ojca. No bo za co Scott trafił do kicia? Włamał się do byłego szefa, aby oddać forsę tym, którym ją skradziono. Tak więc Cassie biorąca udział w demonstracjach przeciwko wysiedlaniu bezdomnych po Blipie wydaje się czymś naturalnym.
(Przyczepiłabym się trochę do tego, że Cassie jest kolejną nastoletnią geniuszką, bo choć jest to jakoś uzasadnione w samej historii tym, że dziewczyna naczytała się o cząsteczkach Pyma w nadziei, że odnajdzie ojca; o tyle mam wrażenie pewnej wtórności względem Shuri, Riri i prawdopodobnie większości uczniów z Midtown High.)
W ogóle relacje między Scottem a Cassie są jednymi z lepszych w całym filmie, bo choć Scott chce nadrobić stracony czas, Cassie ani nie obwinia ojca o to, że zniknął na pięć lat (bo wie, że to nie była jego wina); ani kiedy wreszcie dziewczyna bierze udział w walce w skafandrze Ant-Mana, Scott nie tyle broni jej tego, co przyjmuje do wiadomości, że teraz jego córka też jest superbohaterką, i tylko poucza ją o tym, jak prawidłowo walić przeciwnika po mordzie. Od zawsze Cassie była głównym powodem Scotta do działania i tak jest też tutaj (co dobitnie pokazuje również scena, kiedy wszystkie jego potencjalne wersje w burzy prawdopodobieństwa pomagają mu dostać się do rdzenia, bo usłyszeli głos swojej porwanej przez Kanga córki).
Przechodzimy dalej… do MODOKa.
W tej wersji historii jest nim Darren Cross, który po finałowej walce ze Scottem nie tylko trafił do Wymiaru Kwantowego, lecz także miał proporcjonalnie większą od reszty ciała głowę. Widziałam, że w internecie MODOK był (i nadal trochę jest) wyśmiewany za to, jak wygląda jego CGI, ale ja bym powiedziała, że to iż wpada w Dolinę Niesamowitości i wygląda pokracznie, działa na jego korzyść. Z poprzednich inkarnacji tej postaci wiem, że MODOK zwykle był po pierwsze – czyimś pomagierem, a po drugie – zdeformowaną masą z wielką głową i małą całą resztą, która była kiedyś człowiekiem, ale teraz jest czymś zupełnie innym. Dlatego ja nie czuję, aby ten MODOK wyglądał jakoś źle (chociaż wiem, że za jego wykonaniem kryje się też słaba sytuacja speców od efektów specjalnych… ale to temat na kiedy indziej). Aczkolwiek ten MODOK nie ma za wiele do roboty (nie jest też specjalnie inteligentny) i przeważnie jest comedy reliefem, a kiedy przechodzi na stronę bohaterów i się heroicznie poświęca, jakoś nie czułam za bardzo smutku z powodu jego śmierci.
Jeśli jest coś, co uważam, że Kwantomania niedostatecznie wykorzystała, to potencjalne wersje Scotta i Hope, kiedy zbliżają się (każde z nich od innej strony) do rdzenia multiwersalnego i doświadczają „burzy prawdopodobieństwa”. Ze wszystkich potencjalnych wersji Scotta, tylko jedna (ta niewylana z Baskin-Robins) różniła się od innych; a do tego wycięto scenę, w której Hope widzi wersję siebie z synem. Można by było wprowadzić jakąś różnorodność, sugerującą jakąś większą historię, ale trochę rozumiem, że mogło nie być na to czasu i pieniędzy, a poza tym ta scena, jak pozostali Scottowie Langowie pomagają temu głównemu wspiąć się do rdzenia, przywołuje na myśl mrówki i wygląda to nawet nieźle.
Słyszałam, że Kwantomania miała mieć zupełnie inne zakończenie od tego, które dostaliśmy. W oryginalnej wersji scenariusza Hope i Scott mieli utknąć w Wymiarze Kwantowym, podczas gdy Kang miał uciec i stać się większym zagrożeniem. Scenarzyści nie chcieli jednak powtarzać cliffhangera z Ant-Mana i Osy, więc zmienili zakończenie na takie, gdzie Kang, co prawda, zostaje pokonany, a bohaterowie wracają do swojego wymiaru i niby wszystko jest cacy, ale za to pozostali Kangowie uznają bohaterów ze Świętej Linii Czasu za zagrożenie i zamierzają ich zneutralizować. Widzowie są podzieleni, co do tego zakończenia – jedni uważają, że poprzez przegraną Kanga Zdobywcy Kwantomania zawiodła ostatecznie w jego wprowadzeniu do uniwersum (bo nie dość, że on nie ucieka, to jeszcze pokonuje go, wydawałoby się, jeden ze słabszych i mniej poważnych Avengersów), a inni rozumieją, że to zwycięstwo ma odpowiednio upiorny wydźwięk, aby wciąż zapowiadać nadchodzące zagrożenie (a i tak Hope i Scott nie pozostaliby uwięzieni na długo, bo Hank i Cassie by ich wyciągnęli z Kwantowego Wymiaru).
Pod koniec filmu dostajemy scenę, w której Loki wraz z Mobiusem M. Mobiusem znajdują kolejny Wariant Kanga w przeszłości. Tak jak wspominałam na początku, komplikacje z prawdziwego życia sprawiły, że cała ta praca, którą zrobiła Kwantomania, aby ustanowić Kanga jako kolejne wielkie zagrożenie, poszła na marne (choć Jonathan Majors został oczyszczony z zarzutów i wyraził chęć ponownej współpracy, jeśli Marvel Studios się zgodzi).
Następnym razem wracamy do seriali MCU i zobaczymy, jak ta franczyza radzi sobie z adaptacją Tajnej Inwazji.
