Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu siłą rzeczy musiała poradzić sobie z przedwczesną śmiercią Chadwicka Bosemana.
I teraz pojawił się problem. Bo tak się złożyło, że Boseman był fantastycznym T’Challą i nadał tej postaci swój rys, a i jego koledzy z planu bardzo dobrze go wspominali. Tak więc trudno byłoby sobie wyobrazić w tej roli kogokolwiek innego. Dlatego Wakanda w moim sercu postanowiła jednak pójść w inną stronę, zamiast obasadzić nowego T’Challę.
Przy okazji sequel Czarnej Pantery wprowadza też do MCU Namora Sub-Marinera, a także następczynię Iron Mana, Riri Willaims.
Opis Fabuły:
Pomimo desperackich prób wytworzenia przez Shuri sztucznego ziela Czarnej Pantery, jej chory brat umiera. Po roku Organizacja Narodów Zjednoczonych naciska na to, aby Wakanda podzieliła się swoimi zasobami wibranium, a nawet dochodzi do ataków na wakandyjskie centra pomocy w celu wykradnięcia surowca. W związku z tym królowa Ramonda oświadcza, że nie zamierza oddawać wibranium i kolejny atak uzna za wypowiedzenie wojny. Podczas gdy królowa pragnie odtworzenia zioła serca, które daje moc Czarnej Pantery, Shuri skupia się na tworzeniu nowych technologii, które pomogą Wakandzie się bronić. Tymczasem amerykańska armia znajduje wibranium na dnie Oceanu Atlantyckiego, ale natyka się na istoty, które atakują nurków i swoim śpiewem sprawiają, że załoga na statku wyskakuje za burtę. Wkrótce, kiedy Ramonda i Shuri mają spalić na sawannie szaty pogrzebowe T’Challi, aby oficjalnie zakończyć żałobę, z wody wyłania się Namor, który przewodzi istotom, które zaatakowały Amerykanów. Teraz żąda on od Wakandy odnalezienia naukowca, który zbudował maszynę do wykrywania wibranium, gdyż to przez króla T’Challę obcy wchodzą na teren ludu Namora. Szybko okazuje się, że maszynę zbudowała dziewiętnastoletnia Riri Williams.
Wnioski Ogólne:
Chciałam zacząć ten wpis od omówienia pokrótce Riri Williams i kontrowersji z nią związanych, ale doszłam do wniosku, że lepiej zostawić to na jej solowy serial. Na razie powiem tylko tyle, że ze wszystkich postaci, które grają w drugiej Czarnej Panterze jakąś większą rolę, ona jest najmniej interesująca i też mało wnosi do fabuły (no, może jeszcze mniej od niej robi Everett Ross). Nawet fakt, że buduje różne rzeczy, nie jest tak bardzo eksplorowany, jak mógłby być i w sumie trochę dobrze, bo już mamy w tym filmie czarną geniuszkę tworzącą niesamowitą technologię. Tak też na dobrą sprawę Riri wydaje się na początku taką zadziorną nastolatką, która będzie rzucać cięte riposty (a mniej więcej podobną postacią była w pierwszej Czarnej Panterze Shuri), ale na szczęście bardzo szybko Wakanda w moim sercu porzuca ten pomysł.
Generalnie od razu wiadomo, że jest to film o Shuri i nie kryje się on z tym. Shuri już w pierwszej Czarnej Panterze spodobała się wielu widzom, właśnie dlatego, że była nastoletnią, zadziorną geniuszką, a i jej relacje z bratem też były całkiem fajne. Również podczas ataku Thanosa odegrała ważną rolę, jako ta, która próbowała chirurgicznie usunąć Kamień Umysłu z Visiona, aby można było go zniszczyć bez narażania robota, ale niestety nie miała za bardzo czasu na to, aby dokończyć operację, bo sytuacja na polu bitwy stała się opłakana. Kiedy zaś T’Challa zginął podczas Pstryknięcia, widzowie spodziewali się, że teraz Shuri przejmie tron… ale potem doszło do retconu i wyszło na to, że ona też zamieniła się w popiół.
Potem, kiedy umarł Chadwick Boseman, trochę spodziewałam się, że Shuri zostanie nową Czarną Panterą. Wydawało mi się to naturalnym rozwiązaniem, tak pod kątem fabularnym, jak i marketingowym.
Tak czy inaczej….
Wakanda w moim sercu przedstawia nam zarówno Shuri, jak i całą Wakandę w bardzo trudnej chwili. Właśnie umarł ukochany król T’Challa. Nie wiemy na co, wiemy tylko, że był chory i że przez długi czas ukrywał przed wszystkimi stan swojego zdrowia… a Shuri dowiedziała się o tym, kiedy już był prawie umierający. W zasadzie nie jest już tak radosna i wyszczekana jak była, bo nadal opłakuje brata i skupia się głównie na pracy. Po części jest to historia o tym, jak Shuri tęskni za T’Challą i boi się, że jak już odprawi ostatni rytuał (spalenie szat pogrzebowych), to on już przepadnie na zawsze; a po części żałuje tego, że jej brat zwrócił się o pomoc, kiedy już było za późno.
Ale śmierć T’Challi ma jeszcze inne konsekwencje. Jako że zmarł Czarna Pantera, a ziele serca zostało zniszczone przez Killmongera w pierwszym filmie, Wakanda teraz pozostała bez obrońcy, a przez to uważana jest (przynajmniej przez niektóre kraje) za państwo mocno osłabione. A przeto można bezkarnie wyłamywać się do jej placówek, aby wykraść cenne wibranium. Zarówno ten wątek obcych państw chcących zdobyć wibranium, jak i późniejsze pojawienie się Talokanu jako nowej potęgi grożącej Wakandzie wojną, sprawiają, że ja jestem skłonna zakwalifikować drugą Czarną Panterę jako political fiction.
Wibranium jest tutaj cennym surowcem, który występuje tylko w Wakandzie (przynajmniej oficjalnie, bo przecież tarcza Kapitana Ameryki została z niego zbudowana) i który ma wartość nie tylko ekonomiczną, ale i wojskową, jako najbardziej wytrzymały metal na świecie. I też podczas obrad ONZ przedstawiciel USA gani Ramondę za to, że Wakanda nie wypełnia zobowiązania o dzieleniu się swoimi zasobami z resztą świata (co ogłosił T’Challa pod koniec pierwszej Czarnej Pantery), z kolei przedstawicielka Francji wyraża obawę o to, że tak potężna i niebezpieczna rzecz jest w rękach jednego państwa. Można pod wibranium podstawić ropę, opium, diamenty czy inny surowiec, o który walczyły i wciąż walczą całe narody. Z punktu widzenia polityki wibranium zapewnia Wakandzie przewagę, a jeśli by się nim podzieliła z innym krajem, straciłaby tę przewagę, nie mówiąc już o tym, że jaką miałaby gwarancję, że to by się nie zwróciło przeciwko niej?
Ale też naturalne jest to, że jeśli nie można pozyskać surowca z jednego miejsca, należy go szukać gdzie indziej. I tak oto FBI (pod wodzą contessy Valentiny Allegry de Fontaine, którą my znamy z Czarnej Wdowy oraz Falcona i Zimowego Żołnierza) po kryjomu szuka wibranium na dnie oceanu. Tym samym nieświadomie Amerykanie zwracają na siebie uwagę ludu Talokanu, który do tej pory siedział ukryty pod wodą i zajmował się swoimi sprawami, ale teraz przez maszynę wykrywającą wibranium musi się użerać z obcymi naruszającymi ich tereny. Ponadto to, iż Talokanie mają mezoamerykańskie korzenie, sprawia, że cała sytuacja nabiera dodatkowego znaczenia – oni widzieli, jak konkwistadorzy dla złota niewolili i zabijali ich pobratymców, tak więc spodziewają się, że z wibranium będzie podobnie.
Przy czym ten wątek USA szukającego wibranium szybko schodzi na bok. No dobra, Everett Ross informuje Shuri i Okoye o tym, kto zbudował wykrywacz i przez resztę filmu reaguje na to co się dzieje, świecąc przed szefową oczami, ale ani on, ani nawet contessa nie odgrywają większej roli w historii. Od pewnego momentu fabuła skupia się tylko na konflikcie między Wakandą a Talokanem; na tym, że Namor porwał Shuri i Riri i próbuje przekonać do siebie księżniczkę, a Ramonda zastanawia się, jak postąpić, aby odzyskać córkę i ocalić królestwo.
Tak naprawdę to Namor i Talokanie kradną cały film. Nie tylko dlatego, że Namor jest bardzo charyzmatycznym antagonistą, który ma momenty, kiedy wydaje się nawet sympatyczny, ale też Talokan – jako podwodne królestwo wzorowane na Aztekach i Majach, z unikalną bronią i mocami – robi bardzo dobre wrażenie. I wiecie, sam koncept podwodnej cywilizacji oferuje potencjał na popuszczenie wodzy fantazji, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że morskie głębiny potrafią być piękne i kolorowe, ale i groźne. Atlantyda w Aquamanie, na przykład, prezentowała się całkiem fajnie, biorąc pod uwagę nie tylko kolorystykę, technologię i architekturę, ale też to, że ci Atlanci nie byli robieni na jedno kopyto (tzn. były wśród nich ryboludy, ale za wieloma z nich stał jakiś pomysł). Talokanie zaś czerpią ze starych tropów (są niebiescy, potrzebują specjalnych aparatów, aby oddychać na powierzchni, mają hipnotyzujący śpiew jak syreny), ale się jednak wyróżniają (podoba mi się to, że ich skóra robi się niebieska dopiero jak wychodzą na powierzchnię).
Teraz pomówmy o Namorze. Namor „Sub-Mariner” McKenzie z jednej strony jest trochę takim marvelowskim odpowiednikiem Aquamana (w tym sensie, że jest księciem Atlantydy, a przy okazji w połowie człowiekiem po mieczu), a z drugiej strony jest, przeważnie, anty-bohaterem, jeśli nie wprost antagonistą. Zazwyczaj ma on w pogardzie ludzkość ze względu na to, że jej działania na morzach niszczą Atlantydę (a i sami Atlanci nienawidzą ludzi tak bardzo, że traktują pół-ludzkiego Namora oschle), ale ciekawe jest to, że w komiksach Namor pojawił się już w 1939 roku i po kilku walkach z Ludzką Pochodnią (ale robotem, nie Johnny’m Stormem) i Kapitanem Ameryką, przekonał się, że to głównie naziści niszczą mu dom i postanowił przyłączyć się do walki z nimi. Później wielokrotnie zdarzało mu się walczyć z innymi superbohaterami, nadal podtrzymując, że ludzie to łajzy, ale zakochiwał się często w ludzkich kobietach, zwłaszcza jak miały mężów (sama pamiętam Namora z animowanej Fantastycznej Czwórki, gdzie zakochał się i porwał do siebie Sue Storm). Co więcej, jest on uważany za „pierwszego mutanta”, w tym sensie, że pierwszego, który pojawił się w druku, zanim jeszcze wprowadzili ich X-Meni.
Długo musieliśmy czekać na Namora w MCU, a Wakanda w moim sercu wprowadziła pewne zmiany w jego historii i jego postaci. Nie tylko nie jest on księciem Atlantydy, ale też jego pobratymcy byli kiedyś ludźmi z terenów Jukatanu, którzy po zapadnięciu na tajemniczą chorobę zjedli roślinę umożliwiającą życie w wodzie. On sam był wtedy jeszcze w łonie matki i roślina wpłynęła na niego inaczej, niż na resztę plemienia – nie tylko po wyjściu z wody nie robił się niebieski i miał skrzydełka u nóg jak Hermes, ale też oddychał powietrzem w wodzie i żył przez całe stulecia. Jego lud nie traktuje go w najlepszym razie jak pionka ze względu na jego inność, tak jak w komiksach, a wręcz przeciwnie – jest on ich ukochanym królem, za którym podążają. Jego negatywna opinia o ludzkości zaś nie tyle dotyczy tego, że niszczy ona jego dom, co tego, że kiedy pierwszy raz wyszedł na powierzchnie, aby pochować matkę, zastał tam konkwistadorów narzucających swoje jarzmo na plemiona Jukatanu.
Jak pamiętamy, jednym z naczelnych powodów, dla których Hiszpanie (i nie tylko) zaczęli podbijać Nowy Świat, były cenne surowce, zwłaszcza złoto. Namor widzi więc w Amerykanach szukających wibranium i naruszających jego królestwo, powtórkę z historii, do której nie zamierza dopuścić. Uważa też, że to Wakanda jest winna całej afery, bo przez otwarcie się na świat pobudziła chciwość innych krajów, które postanowiły znaleźć wibranium na własną rękę.
Jednocześnie kiedy Shuri oferuje siebie jako zakładniczkę w zamian za darowanie życia Okoye, Namor traktuje ją jak królewskiego gościa, pokazuje jej piękno Talokanu i nawet pociesza w związku ze śmiercią T’Challi. Do pewnego stopnia robi to wszystko też po to, aby przekonać Shuri do swoich racji i nawiązać sojusz z Wakandą przeciwko reszcie świata, księżniczka zaś jest zachwycona tym, co widziała, zasmucona historią, którą usłyszała, i chce odwieźć Namora od jego planów zabicia Riri i podbicia świata. Kiedy wreszcie przybywa Nakia, aby wyzwolić Riri i Shuri i dopuszcza się (w obronie zakładniczek) zabicia Talokanki, doprowadza to do wypowiedzenia Wakandzie wojny przez Namora.
Zanim jednak do tego przejdę, pozwólcie, że zatrzymam się jeszcze na chwilę nad królową Ramondą. W pierwszym filmie była ona głównie kimś stojącym z boku i wspierającym swojego syna w rządzeniu, a potem ucieka z córką, kiedy Killmonger przejmuje władzę; Wakanda w moim sercu zaś robi z niej z jednej strony królową, która znów musi przejąć władzę, a z drugiej matkę, która próbuje pomóc córce pogodzić się ze śmiercią brata. Jest też między Ramondą i Shuri pewien konflikt wartości – królowa wierzy w tradycje Wakandy i prawa przodków, zaś księżniczka patrzy w przyszłość i tworzy technologię mającą wspomóc obronność jej ojczyzny. Sama Ramonda chce też, aby odtworzyć ziele serca, aby Wakanda znów miała obrońcę. Ramonda przez większość filmu stara się być silna na arenie międzynarodowej, ale wie, że nowa Czarna Pantera wzmocniłaby pozycję Wakandy.
Ramonda już pochowała męża i syna, a kiedy dowiaduje się od Okoye, że Namor porwał Shuri i nie wiadomo, czy księżniczka jeszcze żyje, coś w niej pęka i zwalnia Okoye ze stanowiska generała w Dora Milaje. A kiedy Okoye twierdzi, że poświęciła wszystko, a i rada stwierdza, że to zbyt pochopna decyzja, Ramonda-królowa i Ramonda-matka zlewają się w jedno i kobieta wypomina im, że mąż Okoye jeszcze żyje, a król T’Chaka już nie; że Okoye i cała rada zwrócili się przeciwko niej, kiedy Killmonger doszedł do władzy i królowa i Shuri musiały uciekać; i że sama miała obiekcje przed zabraniem Shuri do Ameryki po Riri Williams. I w tej scenie trudno nie zrozumieć wściekłości królowej na Okoye za to, że twierdzi, iż poświęciła wszystko dla Wakandy, podczas gdy Ramonda właśnie dowiedziała się, że przepadło jej ostatnie dziecko; w jej mniemaniu pani generał okazała się nie tylko niekompetentna, ale i bezczelna.
Nie mogąc liczyć na swoich ludzi, królowa zwraca się do Nakii, która założyła szkołę na Haiti. Nakia zaś jedzie do Jukatanu, dowiaduje się o tamtejszych legendach o Namorze i odnajduje przejście do Talokanu. Jak wspominałam wyżej, śmierć jednej ze strażniczek w Talokanie sprawia, że Namor przystępuje do ataku – zalewa Wakandę i zabija królową, kiedy ta odmawia oddania mu Riri Williams. Shuri musi po raz kolejny grzebać członka rodziny i jest żądna krwi za śmierć matki. Nawet kiedy M’Batu próbuje ją odwieźć od wiecznej wojny, twierdząc, że Ramonda by tego dla niej nie chciała, Shuri stwierdza, że dla niej wszystkie tradycje związane z zaświatami nigdy nie wydawały się realne, tak więc teraz wszelkie nadzieje i oczekiwania jej matki nie mają już żadnego znaczenia.
Niemniej jednak dzięki roślinie z Talokanu, którą Shuri przyniosła w podarowanej jej bransolecie, oraz własnym badaniom, udaje jej się zsyntetyzować ziele serce. Po wypiciu ekstraktu z niej Shuri spodziewa się zobaczyć swojego brata, ojca, matkę albo jakiekolwiek przodka, ale zastaje Killmongera. Co więcej, Killmonger sam stwierdza, że jest tutaj nie bez powodu; że Shuri podświadomie wybrała właśnie jego. Bo on -pomimo swoich destrukcyjnych zachowań – wiedział, co miał zrobić, aby pokonać swoich wrogów. Bo on też miał gdzieś tradycję. Bo on też pragnął zemsty za swoje krzywdy. I choć na początku Shuri zaprzecza temu, co mówi jej kuzyn-uzurpator, w późniejszej retrospekcji z tego momentu widzimy, że chce doprowadzić do tego, że Namor będzie ją błagał o litość, zanim Shuri go zabije.
Tak więc Shuri zostaje nową Czarną Panterą, przywdziewa unowocześniony strój, przekazuje nowe zbroje i broń Okoye i Dora Milaje, i wraz z Riri wprowadza plan osłabienia Namora, który czerpie moc z wody. Tym razem do Wakanda ma przewagę, bo król Talokanu zostaje zwabiony w pułapkę… z której się jednak wydostaje. Następnie Shuri udaje się sprowadzić go na pustynię, gdzie go ostatecznie pokonuje. Już ma go zabić, już ma wywrzeć swoją zemstę, ale w ostatniej chwili zaczyna myśleć i o smutnej przeszłości Namora, i o pięknie Talokanu, i dochodzi do wniosku, że nie chce pogrążać ani swojej ojczyzny, ani podwodnego królestwa w wojnie. Tak więc Wakanda w moim sercu rozwiązuje ten konflikt inaczej – Shuri wymusza na Namorze poddanie się i oferuje Talokanowi protekcję Wakandy. Namor zgadza się, poniekąd też oczekując, że w przyszłości zaowocuje to pełnoprawnym sojuszem przeciwko reszcie świata.
Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu kończy się dość melancholijnie – na Haiti Shuri wreszcie pali szaty pogrzebowe brata, kończąc swoją żałobę, i widzimy jak materiał powoli spala się podczas napisów końcowych. Księżniczka w końcu jest gotowa, aby rozpocząć nowy rozdział. A jeszcze w scenie po napisach dowiaduje się, że T’Challa i Nakia mieli syna, tak więc Shuri ma jeszcze rodzinę. (Jeśli chodzi o to, co Wakanda w moim sercu oferuje innym postaciom, to Riri wróciła do domu, a Everett Ross otrzymał azyl polityczny w Wakandzie.)
Powiem szczerze, że Wakanda w moim sercu mi się trochę dłużyła, ale nie sądzę, aby była jedną z gorszych odsłon MCU. Wręcz podoba mi się to, co zrobiła z Shuri (średnio za nią szalałam w pierwszym filmie), a Namor i Talokanie kradną całe show. Nawet odłożenie na bok kwestii USA i Riri uważam za dobry ruch, bo osobiście mnie najmniej interesowały te wątki (aczkolwiek Rossa można było trochę lepiej wykorzystać).
Teoretycznie następni w kolejce są Strażnicy Galaktyki: Coraz Bliżej Święta, ale że postanowiłam zostawić ich sobie na grudzień, przejdziemy od razu do Piątej Fazy MCU i obejrzymy Ant-Mana i Osę: Kwantomanię.
