Zjava to już czwarty konwent, w którym wzięłam udział i drugi, na którym wygłosiłam prelekcję. Jest to o tyle istotne, że po poprzednim razie powzięłam kilka postanowień i wprowadziłam je w życie właśnie podczas Zjavy.
I powiem szczerze, że tym razem wyszło o wiele lepiej. Ale po kolei…
Przygotowania
Jeszcze w grudniu poprzedniego roku, kiedy xetnoinu poinformował nas, że Zjava już niedługo, postanowiłam, że wezmę w niej udział. Miałam nawet odpowiedni temat na prelekcję – Wstęp do kultury Ferengi – jako że o mojej ulubionej rasie mogę opowiadać godzinami. Kiedy wreszcie wiedziałam, że wezmę udział w Zjavie, zaczęły się moje przygotowania.
Po pierwsze, pisałam swoje wystąpienie i tworzyłam do niego prezentację. Research miałam o tyle utrudniony, że do 8 stycznia mogłam w miarę wygodnie oglądać klasycznego Star Treka, a potem zniknąłby już z Netfliksa. Dlatego właśnie przez te pierwsze osiem dni 2026 roku oglądałam głównie Ferengi Episodes w TNG, DS9, VOY i ENT (z pewnymi wyjątkami, które pojawiły się potem w urodzinowym rankingu). To mi też pozwoliło uporządkować nieco wiedzę. Po terminie szukałam odcinków z Ferengi w Lower Decksach, bo tam moi ulubieńcy mieli najciekawsze odcinki po DS9.
Po drugie, od kiedy w trzecim sezonie Star Trek: Strange New Worlds pojawiła się postać detektyw Amelii Moon (w którą w holodecku wcieliła się La’an Noonien Singh), wiedziałam, że chcę zrobić jej cosplay, zwłaszcza że tak się dobrze składa, że ona też ma czerwony kapelusz. Białą koszulę już miałam, za to musiałam znaleźć odpowiednie czerwone spodnie, marynarkę i krawat. Na szczęście wypad do sklepu zaowocował odpowiednimi zdobyczami, aczkolwiek spodnie musiałam oddać do krawcowej, a krawat sobie odpuściłam. W rezultacie macie po prawej moją wersję stroju.
Po trzecie wreszcie, ogarniałam różne logistyczne sprawy takie jak autobusy, godzinę, o której przyjechałabym na miejsce, oraz ile czasu zajęłoby mi wygłoszenie prelekcji (tak, abym nie przekroczyła wyznaczonego limitu pięćdziesięciu minut).
Zjava – Dzień Pierwszy
W piątek, zakładając, że na miejscu będą długie kolejki do odebrania biletów – przybyłam na miejsce o szesnastej z minutami… po czym dowiedziałam się, że akredytacja przyjmowana będzie od siedemnastej. Tak więc zmieniłam buty i ściągnęłam kurtkę, stanęłam w odpowiedniej kolejce i czekałam na 17:00. Kiedy nadszedł czas, kolejka wystawców/twórców programu szła najwolniej i wydawała się najdłuższa, ale udało mi się odebrać identyfikator i oddać ubranie wierzchnie do szatni przed rozpoczęciem pierwszej prelekcji, na której mi zależało.
A była to bardzo ciekawa prelekcja Piotra „The D” Domańskiego na temat przedstawienia AI w Star Treku. Większość z podanych tam przykładów znałam i pamiętałam, ale The D potrafi opowiadać o wszystkim w taki sposób, że wszystko wydaje się świeże (na Imlardisie zresztą prowadził prelekcję o znaczeniach tytułów w NuTrekach i w sumie żałowałam, że nie było mnie na poprzednich jego wystąpieniach o tytułach w Trekach klasycznych).
Następna prelekcja, na którą się wybrałam – (Nie)istotne fakty z życia pisarzy – wyszła nieco gorzej, bo raz, że prowadzący Łukasz Kucharczyk się spóźnił, a dwa, że przez dłuższy czas mówił tylko o faktach z życia Lema. Niemniej jednak dowiedziałam się kilku faktów nie tylko o Lemie (jak to, że zdarzało mu się pisać „listy rozwodowe” do ludzi, którzy mu podpadli… po czym zapominał o nich), ale też o Witkacym, czy Marku Hłasce (któremu zdarzało się bić z ludźmi na pięści i który udawał, że jest z ludu).
O 20:00 przyszedł czas na prelekcję o M*A*S*Hu, którą prowadziła Magda „Andy” Rogowska i która była takim wprowadzeniem do serialu dla nowych widzów. Ja, co prawda, oglądałam M*A*S*Ha kilka razy, ale chciałam o nim posłuchać. Andy świetnie wyłuszczyła, co w serii działa, a co niekoniecznie się dobrze zestarzało; przedstawiła najważniejsze postaci i ich rozwój przez jedenaście sezonów (choć pominęła pułkownika Pottera i ojca Mulcahy’ego), a także najważniejsze argumenty, jeśli chodzi o potencjał fanfikowy M*A*S*Ha, co było… no cóż, unikalne.
Przegląd książek nieistniejących Pawła „Kurczaka” Domownika okazał się bardzo oświecający, bo było tam kilka pozycji, o których nie wiedziałam (aczkolwiek oczekiwałam wręcz, że pojawi się tam Necronomicon), a i miłym zaskoczeniem okazały się Zasady Zaboru Ferengi na jednej z pozycji.
Miałam jeszcze w planach prelekcję Mandżurscy kandydaci i sterowani zabójczy… ale postanowiłam już wtedy wrócić do domu. Zwłaszcza że następny dzień był bardzo pracowity.
Zjava – Dzień Drugi
Nie spałam zbyt dobrze z powodu nerwów, ale na szczęście pierwsza prelekcja, która mnie interesowała, odbywała się dopiero o 11:00. Miałam dość czasu, aby po przebudzeniu umyć głowę, przebrać się i przygotować do podróży.
Do 16:00 miałam mnóstwo czasu i musiałam go jakoś zapełnić. O 11:00 więc Paweł „fluor” Dąbrowski (którego możecie pamiętać z podkastu o polskim fandomie Star Treka i Pierwszej Dyrektywy fluora) opowiedział o działaniu Stowarzyszenia Avangarda. Avangarda była głównym organizatorem Zjavy. Na codzień organizuje również inne wydarzenia, w tym – gry RPG, a do tego ma własną siedzibę z biblioteką i wydzielonymi pokojami dla różnych typów fandomów. Nawet jeśli ktoś nie chce się zapisywać, to dobrze wiedzieć, że coś takiego w Warszawie funkcjonuje.
Na 12:00 miałam kilka zaplanowanych wydarzeń i zakładałam, że jak przyjdzie co do czego, to wybiorę to, ku któremu będę się najbardziej skłaniać. Ostatecznie padło na 101 sposobów na śmierć w kosmosie, prowadzone przez Zbigniewa „Zeda” Zycha. Przyczynkiem do tej prelekcji były prace nad grą dziejącą się właśnie w kosmosie, tak więc temat obejmował i ciśnienie, i próżnię, i radiację kosmiczną, i zarazki… Dowiedziałam się, m. in., że pas asteroid nie byłby zagrożeniem dla statku kosmicznego, bo pomiędzy jedną a drugą asteroidą jest zwykle kilka milionów mil odstępu, więc nie można w niego „wpaść”.
O 13:00 miałam w harmonogramie prelekcję o pisaniu miast, ale postanowiłam na nią nie iść. Za to w sekcji gier The D pokazał mi i jeszcze dwóm innym panom grę karcianą ze startekowymi statkami (i hej, było tam nawet kilka jednostek Ferengi!).
Tutaj warto wspomnieć, że po wydarzeniach z Imladris postanowiłam, że tym razem będę się trzymać głównie startrekowych klimatów, po części dlatego, że podczas tamtego konwentu żałowałam, że weszłam do pokoju Trekkich za późno, bo atmosfera była tam fantastyczna. A że znałam już kilka osób z USS Phoenix i TrekSfery, Zjava była w tym względzie nieco łatwiejsza do śledzenia.
Z powyższego powodu też wiedziałam, że wybiorę się na Turniej klingońskich przekleństw prowadzony przez wieloletniego pasjonata klingońskiego języka, fluora. Turniej miał trzy zwykłe rundy, w każdej na początku przedstawione były podstawowe (choć raczej niewulgarne) obelgi i ich wymowa, a zawodnicy (których imiona/pseudonimy były też zapisane w klingońskiej pisowni) w parach ich używali, a widownia głosowała, komu to wychodziło lepiej. Przegrany był eliminowany z rozgrywki, ale że była niesymetryczna liczba zawodników, przy pierwszej rundzie była jeszcze dodatkowa potyczka, aby wyłonić czwartą osobę. Ostatecznie wygrała Ewa Tomaszewicz z Whosome, która poza wykrzykiwaniem przekleństw po klingońsku jeszcze miała postawę ogłaszającą gotowość do walki.
Zjava była też miejscem, gdzie miałam okazję zapoznać się z nową fanką Planety Kapeluszy i muszę przyznać, że było to dla mnie miłe zaskoczenie (zwłaszcza że nawet do mnie zawołała wcześniej na korytarzu, ale ja nie zorientowałam się, że mówi właśnie do mnie; teraz mi z tego powodu trochę głupio). O 15:00 nie było nic, co mnie zainteresowało, tak więc poświęciłam ten czas najpierw na ostatnich powtórkach mojej prelekcji, a potem na rozmowie z tą właśnie fanką.
Wreszcie nadeszła 16:00 – czas na moją prelekcję: Wstęp do kultury Ferengi.
Po tym, jak wynudziłam ludzi na Imladrisie i do tego jeszcze ledwie zmieściłam się w czasie, postanowiłam, że po pierwsze – nie będę czytać z kartki, tylko stanę przed widownią i będę wygłaszać prelekcję z pamięci, po drugie – będę bardziej aktywizować widownię, a po trzecie – przećwiczę chociaż raz prezentację tydzień przed Zjavą, aby się dobrze przygotować. A ponieważ mogę śmiało powiedzieć, że jestem nieoficjalną specjalistką od Ferengi w Polsce i mogę o nich gadać przez całe godziny, pomyślałam, że to właśnie o nich będę podczas Zjavy mówić. I cóż, mogę powiedzieć, że to wszystko sprawiło, iż Wstęp do kultury Ferengi wyszedł o wiele, wiele lepiej od Filozofii w klasycznych odcinkach Star Treka. Ponadto widziałam, że widzowie byli zainteresowani tym, co mówię. Myślę, że ten sukces to połączenie i tematu i odpowiednich przygotowań. Prelekcja była nagrywana, więc mam nadzieję, że będę mogła ją zalinkować, aczkolwiek mam ją również w (nieco bardziej obszernej) wersji pisemnej, więc w razie czego mogę ją też tu opublikować.
(Jedyne czego żałuję, to żartu o kompleksach Likwidatora Brunta. Nie zdziwiłabym się, gdyby niektórzy uznali go w złym guście.)
O 17:00 poszłam na prowadzony przez Eiree panel dyskusyjny Rate-An-Engineer. Panelistami byli: Ewa Tomaszewicz i Kira Nin Nadolnik (z Whosome), fluor i xetnoinu. Eiree prowadził wcześniej panel Rate-A-Captain i Rate-A-Medic – wszystkie trzy panele polegały na tym, że paneliści wypowiadali się o kapitanach/medykach/inżynierach z poszczególnych Star Treków (od TOSa do SNW), a potem widownia w ankiecie wybierała tego, który jest najlepszy. Poprzednio wyłonione zostały kapitan Katherine Janaway oraz doktor Pulaski, a tym razem najlepszym inżynierem okazała się B’Elanna Torres (chociaż Samanthan Rutherford był blisko).
Prawie nie poszłam na ostatnie dwa wybrane przeze mnie punkty programu – Najśmieszniejsze komputery popkultury prowadzone przez Martę „Naimę” Kalinowską oraz W poszukiwaniu herbaty w popkulturze Kiry Nadolnik i Magdaleny „Lierre” Stanowskiej z Whosome. Powiem szczerze, że prelekcja o herbacie była o wiele ciekawsza, bo ujęła temat herbaty, jako oznaki statusu, kolonializmu, ale też gościnności i troski. Były też tam cytaty z książek, z których moją największą uwagę zwróciła duologia Mnich i robot i być może kiedyś po nią sięgnę.
Zjava – Dzień Trzeci
Ostatniego dnia Zjavy zależało mi na tym, aby zdążyć na 10:00, na prelekcję Statki i działa – czyli co wolno rycerskim retellingom. Pomimo tego, że udało mi się dotrzeć dobre dwadzieścia minut przed czasem, czekałam do dziesiątej, potem do kwadransa akademickiego, ale prelegentka się nie pojawiała. Dowiedziałam się, że ponieważ prelekcja była zaplanowana na dwie godziny, może prowadząca pojawi się o jedenastej, tak więc postanowiłam wrócić później. Niestety wtedy ostatecznie dowiedziałam się, że prelekcję odwołano. I w sumie trudno, zdarza się (na Imladrisie też była taka sytuacja, w sumie).
Ale to też pozwoliło mi wybrać się na Czego nauczy nas manga i anime? Bartłomieja „BrodyTellera” Olechowskiego. Prelekcja głównie skupiała się na mandze/anime Dr. Stone, które bardzo mocno naciska na aspekt naukowy i na odbudowywanie cywilizacji po trzech tysiącach lat petryfikacji ludzkości. Przy okazji BodyTeller opisał na przykładzie fabuły Dr. Stone filozofię „małych kroków” Kaizen.
Następnie wybrałam się na Czy już się szykować na Post-Apo? O bliskości zagłady w nowoczesnej historii, prowadzone przez Daniela „Pumbę” Jurkiewicza. Prelekcja dotyczyła zarówno ogólnych lęków przed trzecią wojną światową i katastrofą na skalę globalną; jak i przypadków w dwudziestym wieku, kiedy byliśmy bliscy tej katastrofy ze względu na lekkomyślność Moskwy i Waszyngtonu; oraz ewentualnych środków zaradczych na wypadek katastrofy (gdzie są najbliższe schrony, jak robić zapasy na czarną godzinę, ale też jak budować społeczność wzajemnej pomocy).
Ale najważniejszą prelekcją tego dnia było dla mnie Co na zgotuje przyszłość? Świat w animacjach Star Treka. Nie tylko była to prelekcja przygotowana przez mojego dobrego znajomego xetnoinu, lecz także – jak on sam zauważył – animacje w fandomie Star Treka są zazwyczaj traktowane po macoszemu (chyba że to Lower Decksy). Spodziewałam się, że temat będzie skupiony głównie na technologii, ale xetnoinu poruszył też temat zawirowań społecznych, politycznych i czasowych.
Postanowiłam odpuścić sobie ostatnią prelekcję w harmonogramie i wybrałam się do hali wystawców. Już zdarzało mi się tam chodzić w poprzednie dwa dni, jednak tym razem chciałam coś rzeczywiście kupić.
No więc najpierw wybrałam się do stoiska Shirei Leatherwork, gdzie znajdowały się akcesoria dla każdego poszukiwacza przygód:
A to dlatego, że już od wielu lat chciałam sobie kupić taką oto buteleczkę i teraz miałam okazję:
Inne stoisko, które zwróciło moją uwagę to Kot of Eden, które urzekło mnie swoimi fanartami z Ace Attroney oraz Wodogrzmotów Małych (i nie tylko, ale mnie te dwa fandomy najbardziej zainteresowały):
W rezultacie kupiłam aż trzy naklejki (z czego jedna jest niecenzuralna):
Na tym samym stoisku były reklamowane pluszaki.
Podsumowanie
Mogę więc powiedzieć, że ogólnie przeważały raczej pozytywne doświadczenia, chociaż nie powiem, były to też męczące trzy dni (a komunikacja miejska odwalała dziwne akcje ze skróconymi trasami w drugim dniu). Jestem zadowolona z tego, co udało mi się zrobić i mam nadzieję, że w tym roku jeszcze uda mi się wybrać na jakiś konwent i znowu wystąpić.
