Chociaż Bazyliszek przypadał na lipiec i moja prelekcja na niego dotyczyła samotnego kowboja, uznałam, że lepiej będzie, jeśli to sprawozdanie pojawi się dopiero w następnym miesiącu.
A to dlatego, że tematyka prelekcji i stoisk, na które uczęszczałam, była na tyle różnorodna, że zasługiwała na osobny tekst. Przy okazji spotkałam też kilku starych i nowych znajomych.
Tak więc pozwólcie, że opowiem Wam o tym, jak mi minął Bazyliszek.
Przygotowania
O Bazyliszku dowiedziałam się na początku tego roku i już w lutym wysłałam zgłoszenie swojej prelekcji. Potem nastąpił okres kilku miesięcy czekania na odpowiedź, a im bliżej było lipca, tym częściej na fanpage’u konwentu pojawiały się informacje o kolejnych gościach i wystawcach. W końcu na początku czerwca dowiedziałam się, że moja prelekcja została przyjęta, chociaż była ostatnią prelekcją w sobotnim dniu konwentu.
Tak więc rozpoczęły się przygotowania. Obrałam podobną strategię, co przy Zjavie, to znaczy – poza tym, że napisałam i powtarzałam kilka razy prelekcję, a także przygotowałam prezentację w Power Poincie, to jeszcze przećwiczyłam ją raz na głos, aby mieć jako takie pojęcie, ile mi to zajmie. A musicie widzieć, że zależało mi, abym – tak samo jak przy prelekcji o kulturze Ferengi – zmieściła się w trzydziestu minutach, aby mieć potem czas na pytania publiczności. W pewnym momencie tekst wydawał mi się za długi, więc go mocno skróciłam i z ośmiu stron wyszło mi siedem.
Tak samo jak przy Zjavie, również na Bazyliszka miałam pewien koncept cosplayu. Chciałam wystąpić jako RedHatMeg kowbojka i nawet rozważałam kupienie kowbojskiego kapelusza z Allegro. Ostatecznie jednak postanowiłam pójść w inną stronę i po prostu kupiłam sobie żółta koszulę i czarną kamizelkę. Niestety czerwony płaszcz je zakrył, no i buty psuły nieco efekt.
Dzień pierwszy
Konwent Bazyliszek miał do dyspozycji dwa budynki – Ursynowskie Centrum Kultury „Alternatywy” i Zespół Szkół Społecznych im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego STO nr 1 – a także plac przed urzędem dzielnicy Ursynów, gdzie rozstawili się wystawcy. 10 lipca przybyłam na miejsce jakieś pół godziny przed pierwszą prelekcją… a było to o tyle trudne, że mój pierwotny plan dotarcia na Bazyliszka metrem udaremniła awaria na jednym z odcinków. W rezultacie musiałam pojechać dwoma autobusami. Niemniej jednak, ponieważ drugi autobus mijał przystanek w pobliżu szkoły Jeziorańskiego, a następny dzień konwentu miałam zacząć właśnie tam, zakładałam, że może mogłabym w sobotę pojechać tą samą trasą i byłoby szybciej (ostatecznie tego nie zrobiłam… ale o tym potem).
Tak więc pierwszą prelekcją konwentu Bazyliszek, na którą poszłam, było Wszystkie tysiąc oczu na wschód, czyli mity indo-irańskie w fantastyce, prowadzone przez Przemysława „Valefara” Lewickiego. Valefar prowadzi wydawnictwo podręczników RPG, LilaLoom Press, które czerpią dużo w indyjskiej i perskiej kultury, toteż jego wykład był bardzo obszerny, jeśli chodzi o tematykę persko-indyjskich inspiracji w fantasy, zwłaszcza w anime i systemach DnD. Dowiedziałam się też, że jest wiele postaci demonów, które pojawiają się w obu mitologiach, ale mają one odmienne charaktery; oraz że Nagowie w Dungeons and Dragons zupełnie nie są podobne do tych mitycznych, a to przez odcinek Kolchaka.
Następnie wybrałam się na panel Jak napisać bestseller i się dobrze bawić, w którym pisarze Grzegorz Czapski (science-fiction i horror), Kajetan Szokalski (fantastyka i kryminał), Katarzyna Wierzbicka (fantastyka, literatura dziecięca i horror), Łukasz Kucharczyk (fantastyka, horror i sensacja) i Wojciech Gunia (fantastyka, literatura młodzieżowa i komiksy) opowiadali o rynku wydawniczym i o tym, jak to jest być pisarzem w Polsce. Dla mnie, jako autorki, która trzy lata temu zadebiutowała, był to bardzo ważny panel, zwłaszcza że doświadczenia tych pisarzy były bardzo różne (a i śledzę panią Wierzbicką na instagramie od naszego spotkania na Imladrisie). Dało się wyczuć nie tylko, że ta grupa wie, o czym mówi, ale też, że dobrze się zna i potrafi opowiadać o swoich doświadczeniach.
(Generalnie z rozmów z innymi autorami i z obserwacji ich na Bazyliszku, dowiedziałam się o kilku strategiach promocji twórczości, które mogę wykorzystać. Jedną z nich zamierzam wkrótce wprowadzić w życie.)
Następna w moim grafiku była prelekcja Anime dla dorosłych… czy raczej o życiu dorosłych!, ale zrobiłam się głodna i postanowiłam odwiedzić sekcję foodtracków i zjeść sobie hamburgera.
Następną prelekcję (Wszechświatowe życie w „Projekcie Hail Mary”) oraz panel (Women in Space – Kobiety w Kosmosie) odwiedziłam w ramach reportażu dla portalu Kosmonauta.net. Poza tym, co tam napisałam, mogę powiedzieć tyle, że oba wydarzenia miały miejsce w wielkiej, teatralnej sali, co jednak nie sprzyjało pierwszej prelekcji, bo prowadzący Edwin „Colonel Wolf” Sieredziński postanowił mówić bez mikrofonu, a z mojego miejsca umknęło mi kilka omawianych przez niego szczegółów. Z kolei prowadzony przez panie z Whosome panel okazał się bardzo interesujący, zwłaszcza że nie tylko odkryłam amerykańską autorkę specjalizującą się w pisaniu o podboju kosmosu, lecz także poznałam kilka faktów z historii NASA (m. in. o pierwotnym znaczeniu słowa „komputer”).
Dla pewności jechałam do domu tymi samymi autobusami co wcześniej (tylko w inną stronę, oczywiście). Długo musiałam czekać na przystanku, a i tak potem zdałam sobie sprawę z tego, że to było zbędne, bo metro wtedy już działało.
Dzień drugi
Poprzedni dzień spędziłam głównie w Ursynowskim Centrum Kultury „Alternatywy”, do którego dojazd był dla mnie w miarę intuicyjny. Tym razem jednak większość prelekcji, na które chciałam iść, miała miejsce w Zespole Szkół Społecznych im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego STO nr 1, a to oznaczało, że musiałam ogarnąć drogę do niego. Jeszcze rano oglądałam sobie po kilka razy shorta pokazującego jak dojść z „Alternatyw” do szkoły. Ostatecznie zdecydowałam się na to, aby jednak pojechać metrem, niż autobusem, skąd nie mogłam określić dobrze trasy (Google od przystanku prowadził mnie po dziwnych ostępach). Kiedy tylko wyszłam ze stacji, ujrzałam narysowane na chodniku strzałki do szkoły. Okazało się, że i tak byłam mocno za wcześnie i musiałam poczekać z kilkoma innymi uczestnikami na kogoś, kto miałby drzwi do placówki.
Muszę przyznać, że sama szkoła zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, zwłaszcza jeśli chodzi o wystrój (te okrągłe okienka w drzwiach do sal, jak w kajutach, mi się podobały), ale, niestety, klasy z trudem pomieściły większą liczbę gości i w rezultacie wiele osób musiało siedzieć na podłogach, a nawet zdarzyło się, że słuchało prelekcji przez okno, z podwórza, bo taki był tłok.
Tak czy inaczej, już pierwsza prelekcja z rana – wygłaszana przez Weronikę Klepacz (DemonaBibliotecznego) Co cię zeżre na Kaszubach? Szybki przegląd – okazała się wspaniałym początkiem dnia. DemonBiblioteczny świetnie opowiadała o kaszubskich biesach i leśnych duchach opiekuńczych (a teraz mi żal, że nie zapisałam sobie kilku nazw do wygooglania).
Następnie zabrałam się na prelekcję Prawa ucznia w Hogwarcie – magia kontra prawo oświatowe, prowadzoną przez Macieja „Toudiego” Pitalę. Toudi należy do organizacji Stowarzyszenie Umarłych Statutów, która pomaga walczyć o prawa ucznia i rozeznać się w prawie oświatowym. Prelekcja zaś polegała na porównaniu różnych zasad panujących w Hogwarcie oraz sytuacji, jakie mają miejsce w sadze o Harry’m Potterze, z prawem oświatowym (głównie polskim, ale też brytyjskim) i nagle okazywało się, że nauczyciele w Hogwarcie byli niekompetentni. Przy okazji Toudi dzielił się doświadczeniem związanym z różnymi szkołami, z którymi miał do czynienia na przestrzeni lat (zdenerwowało mnie w pewnym momencie, że przez jednego śmieszka temat schodził na bok, przez co potem trzeba było przyspieszyć prelekcję).
Potem, w tej samej klasie, miał miejsce panel Nie potrzebujemy superbohaterów, potrzebujemy doktorów – fenomen Project Hail Mary i The Pitt. Panel prowadziły dwie osoby z Podsluchane.pl (Anna „Mysza” Piotrowska i Kamil Borek) i dwie ze Stowarzyszenia Avangarda (Aleksandra „Rael” Cieklińska i Monika Kujawa). Powiem szczerze, że z oboma tytułami jestem zaznajomiona bardzo pobieżnie, aczkolwiek prelekcja z poprzedniego dnia pomogła mi trochę lepiej poznać Projekt Hail Mary, a dzięki fanowaniu znajomych i recenzji Friendly Space Ninja wiem, jaki jest ogólny zamysł The Pitt (że każdy odcinek pokazuje jedną godzinę pracy dnia na SORze). Przez sam panel przewijało się to, że bohaterowie filmu i serialu są bardzo ludzcy i że można z Projektu Hail Mary i The Pitt wyciągnąć pewien wish-fullfilment na temat tego, że ludzie ogarną się w obliczu globalnego zagrożenia i że kiedy trafimy na SOR ktoś zrobi wszystko, aby nas ocalić.
Moja ostatnia „szkolna” prelekcja tego dnia – Star Trek z klocków Lego – wczoraj i dziś – prowadzona była przez mojego znajomego ze startrekowego Discorda, którego dotąd często widziałam w necie, ale dopiero teraz poznałam w „realu”. Dreamweb najpierw pokazał nam oficjalny model USS Enterprise (wraz z załogą z Następnego Pokolenia i promem), a potem przedstawił na zdjęciach, jak przez lata fani tworzyli własne zestawy poszczególnych serii. Całość można obejrzeć tutaj.
Jak widzicie, była to dość krótka prelekcja, a że zaplanowałam sobie po niej godzinną przerwę, to wyszłam wraz z TheD do „Alternatyw”, aby rozejrzeć się po stoiskach i obejrzeć, co tam jest do kupienia. Najpierw zaszliśmy do sali Akwarium, gdzie znajdowała się wystawa klocków Lego Dreamweba i innych członków Wawlugu (tutaj macie moje zdjęcia z tej wystawy), a potem sama wybrałam się do namiotów przed urzędem. Spotkałam się znów z autorem Dziennika sir Collina, Maksymilianem Jakubiakiem, który nie tylko mnie pamiętał, ale też mieliśmy okazję dużo pogadać (a niedawno wydał też drugą książkę). Przy okazji pewien chłopak zwrócił uwagę na mój cosplay i na początku doszedł do wniosku, że przebrałam się za Carmen Sandiego. To mi poddało pomysł na przyszłość.
Natomiast już od pierwszego dnia Bazyliszka chciałam wybrać się na jedno konkretne stoisko – Wioskę Dawnych Europejskich Sztuk Walki, organizowaną przez grupę SDESW ARMA-PL i Projekt Svinfylking. Bo tak się składa, że przez prawie rok chodziłam na prowadzone przez ich instruktorów zajęcia z walki długim mieczem dwuręcznym (w ramach pracy nad Pieśnią o Walentynie). Niestety, przez nagły wyjazd do Anglii, musiałam zrezygnować z treningów i nigdy do nich nie wróciłam. Myślałam, że ponowne spotkanie będzie trochę niezręczne, ale przyjęto mnie tam bardzo serdecznie i do tego okazało się, że po tych dziewięciu latach postawę mam w miarę dobrą. Przy okazji dano mi powalczyć z mieczem i tarczą oraz toporem wikingów.
Potem wybrałam się na kolejną kosmiczną prelekcję (Kosmos 2036 dokąd lecimy i co zobaczymy), tym razem poświęconą planom różnych agencji na najbliższe dziesięć lat.
Miałam potem wybrać się na Kto czyta fantastykę? Wyniki ogólnopolskiego badania czytelnictwa młodzieży, ale byłam wtedy tak głodna, że poszliśmy wraz z xetnoinu do foodtracków. I tam mieliśmy okazję zjeść takoyaki – potrawę, którą widziałam w Mob Psycho 100 i chciałam już od dawna spróbować. Ten japoński streetfood to kawałki kalmara opiekane w panierce. W dodatku te, które zamówiliśmy wraz z xetem, miały posypkę z tuńczyka (te wiórki na wierzchu), która okazała się niesamowita.
Pozostały mi jeszcze trzy godziny do mojej prelekcji. Poświęciłam je na panel o motywie dark academia oraz na prelekcję starej znajomej An-Nah o niedźwiedziach w folklorze (niestety nie rozpoznała mnie). A tak pomiędzy tymi dwoma punktami programu było jeszcze panel Rate-A-Security, w którym wraz z fluorem, Ewą Tomaszewicz z Whosome, Leną Kuran i xetnoinu publiczność wybierała ulubionego oficera ochrony ze wszystkich serii Star Treka (wygrał Odo). Na Rate-A-Security spotkałam też Margo, którą poznałam na Zjavie, i był to dla mnie jeden z najlepszych momentów tego konwentu.
I tak oto nadeszła 20:00, a wraz z nią – czas na moją prelekcję Nie tylko Daltonowie – przegląd najważniejszych przeciwników Lucky Luke’a.
W porównaniu ze Wstępem do kultury Ferengi ze Zjavy, frekwencja była o wiele mniejsza (w dodatku dostałam salę, na której liczba krzeseł była ograniczona; w domyśle było to studio tańca i słuchacze mieli siedzieć na podłodze). Powiedziałabym, że poszło mi całkiem nieźle pod kątem przekazania wiedzy, a zależało mi na tym, aby tą prelekcją przedstawić takich czarnych charakterów samotnego kowboja jak Phil Defer, Joss Jamon, doktor Doxey czy Jesse James i oryginalni Daltonowie. Chciałam też pokazać, że ci przeciwnicy nie zniknęli i że pojawiają się ich serialowe i filmowe adaptacje oraz nawiązania do nich. Niestety prelekcja nie została nagrana, ale może to i dobrze, bo jakość pewnie nie byłaby zbyt dobra.
Na samej prelekcji dużo odzywali się dwaj panowie. Jeden z nich potem zapytał mnie czy Lucky Luke Podkast jest dostępny poza YouTube i zaproponował, abym wstawiła go na Spotify. Drugim zaś był Maciej Kur, który też miał ogromną wiedzę z zakresu komiksów francusko-belgijskich. Również potem, po wyjściu z sali, dużo gadaliśmy z Maciejem i xetnoinu o Lucky Luke’u i jego historii. Później zaczęliśmy ze sobą gadać na social mediach i z tej znajomości powstały cztery podkasty.
(Jeśli jest coś, czego żałuję odnośnie tej prelekcji, to tego, że się strasznie zagadałam podczas odpowiadania na pytania i przetrzymałam ludzi w sali. Strasznie mi z tego powodu teraz głupio.)
Dzień trzeci
Ostatni dzień konwentu Bazyliszek okazał się dla mnie bardzo lekki (zwłaszcza w porównaniu z poprzednim, pełnym wrażeń dniem.) Postanowiłam odpuścić sobie kilka pierwszych zaplanowanych prelekcji i wybrać się na miejsce dopiero na 13:00. Bałam się trochę, że deszcz z poprzedniego dnia zmyje strzałki do szkoły, ale jednak jakoś udało mi się trafić na pierwszą prelekcję.
A był to (Post)kapitalizm mojego starego znajomego xetnoinu. I, oczywiście, dotyczył postkapitalizmu w wersji Star Treka. Xet przedstawił na przykładzie poszczególnych odcinków i filmów Star Treka (od Naprawić historię, który dzieje się w czasach Wielkiego Kryzysu) jak rozwijał się kapitalizm w USA, jakie były jego pozytywne i negatywne skutki i jak doszło do tego, że został w uniwersum Star Treka obalony.
Przed moim drugim wystąpieniem na Bazyliszku wybrałam się jeszcze na Nie tylko zombie: przegląd najciekawszych książkowych wizji (dystopie i postapo) upadku świata. Prelekcja ta była prowadzona przez pisarkę Iwonę Serej (która wcześniej brała też udział w panelu o dark academia) i obejmowała różne powieści związane z końcem świata. Przy czym głównie dominowały tam pozycje zdecydowanie nowsze, tak więc trafiły się Dungeon Crawler Carl oraz Silos.
Wreszcie nadszedł czas na mój drugi w życiu panel – Star Trek: Akademia Gwiezdnej Floty – hit czy kit? Rozmowa z publicznością. Od czasu jak napisałam krótką notkę o pierwszym odcinku tego serialu, wylało się na niego wiele słów krytyki (delikatnie mówiąc). Również my dwoje omawialiśmy poszczególne odcinki na stronie Phoeniksa wraz z Q__ i Smokiem Eustachym. Ten panel zaś to miała być trochę taka dyskusja z publicznością o tym, co wyszło, a co nie i jak ten serial wyszedł ogólnikowo. Prawdę mówiąc spodziewałam się, że będzie nieco więcej hejterów tego serialu, ale okazało się, że dyskusja była bardzo wywarzona.
W pewnym momencie xetnoinu zaczął się rozwodzić nad tym, jak nieetyczna jest Nahla Ake. I o ile zwykle lubię tego słuchać, bo jego argumenty są bardziej merytoryczne od tych, że dziewczyna dziwnie siedzi w fotelu, tak tym razem chciałam, aby jednak wypowiedzieli się też inni. Poza tym, kiedy panel już przekroczył wyznaczony czas pięćdziesięciu minut i nadal trwał, musiałam wyjść, bo spieszyłam się na ostatnią prelekcję tego dnia (a droga do „Alternatyw” zajmowała około siedmiu minut).
A owa ostatnia prelekcja nosiła tytuł Goguś, kuzyn Donalda zawsze wygrywa… ale czy fart to prawdziwe szczęście? i prowadzona była przez Mikołaja „Sainageo” Szczukiewicza. Dawno nie słuchałam/oglądałam nic o Kaczym Uniwersum Disneya, ta więc choć Gogusia Kwabotyna raczej nie lubię, tak sam temat mnie zaciekawił (zwłaszcza że znam kilka fabuł o tym, jak Goguś traci swoje szczęście). Sainageo na podstawie trzech komiksowych fabuł przedstawił charakterystykę farta Gogusia. Dwie pierwszej historie stawiały ten aspekt postaci w świetle pozytywnym dla niego. Trzecia historia jednak miała o wiele bardziej gorzki posmak, bo też pokazywała, jak wielkie szczęście wpływa negatywnie na życie prywatne Gogusia.
Jeszcze przez jakiś czas po zakończeniu prelekcji, pochodziłam sobie po stoiskach z zamiarem kupienia sobie czegoś. Udało mi się zdobyć magiczny kryminał Zbrodnia na progu Ewy Majkusiak, a przy okazji ja i Maksymilian zrobiliśmy sobie zdjęcie, a na odchodnym kupiłam sobie truskawki w czekoladzie na patyku.
Podsumowanie
Tak więc kolejny konwent za mną! Bazyliszek akurat zaimponował mi rozmachem, zwłaszcza że był on darmowy dla uczestników. Spotkałam paru starych znajomych, ale też miałam okazję poznać nowych ludzi.
Jak zwykle podczas konwentów, niektóre prelekcje i panele mi się podobały, inne nieco mniej, ale nie było takich, które uważam za rozczarowanie (a przy Imladrisie i Zjavie było kilka takich przypadków). Zdarzyło się też kilka niespodzianek i okazji do zdobycia nowych doświadczeń. Najważniejsze jednak jest to, że po raz kolejny miałam okazję poćwiczyć przemawianie publicznie.
