Wesołego Pierwszego Dnia Bożego Narodzenia! I tak oto doszliśmy do świątecznego speciala o Strażnikach Galaktyki! O wdzięcznym podtytule Coraz bliżej święta.
Przy czym warto wspomnieć, że jest to historia, która rozgrywa się przed trzecim filmem i zawiera kilka szczegółów, które rozwinie trzecia część. Teoretycznie jest to opowieść o Peterze Quillu, ale tak naprawdę to o Mantis (i trochę o Draxie, którego dziewczyna zaprzęga do pomocy).
Przy okazji jest to ostatnia odsłona Meg ogląda MCU w tym roku.
Opis Fabuły:
Po wydarzeniach z Avengers: Końca Gry, Strażnicy Galaktyki kupili od Kolekcjonera Knowhere i postanowili odbudować osadę i polepszyć życie jej mieszkańców. Ponieważ Kraglin zdał sobie sprawę, że wkrótce na Ziemi będzie Boże Narodzenie i uraczył Draxa, Mantis i Nebulę opowieścią o tym, jak Peter chciał je świętować na statku Łowców, ale Yondu się temu sprzeciwił; a dorosły już Peter ostatnimi czasy jest jakiś przybity, Strażnicy i mieszkańcy Knowhere chcą zacząć obchodzić Gwiazdkę, aby go pocieszyć. Szczególnie Mantis czuje potrzebę, aby zrobić coś dla Star-Lorda, albowiem jest jego przyrodnią siostrą (chociaż on jeszcze o tym nie wie). Wraz z Draxem Niszczycielem wyrusza na Ziemię po prezent dla Petera – wielkiego bohatera z opowieści Quilla, Kevina Bacona.
Wnioski Ogólne:
Pierwsi Strażnicy Galaktyki wprowadzili pewną formułę, jeśli chodzi o początek każdego poświęconego im filmu: Najpierw jest retrospekcja (mniej lub bardziej dramatyczna), a wkrótce potem mamy scenę muzyczną, która jest nieco mniej poważna (no, może z wyjątkiem trzeciej części). Coraz bliżej święta również trzyma się tej formuły i raczy nas animowanym wspomnieniem o tym, jak mały Peter i Kraglin przyozdobili na statku Łowców małą pseudochoinkę i nawet zostawili tam kilka prezentów… ale zobaczył ich Yondu i od razu uznał to za nonsens, którego na swoim statku nie będzie tolerował. Peter próbował go udobruchać, ale skończyło się na tym, że kapitan rozwalił choinkę i wrzucił prezenty do kubła, tym samym „załatwiając Gwiazdkę” (jak określił to Kraglin, który to wszystko opowiada reszcie Strażników).
(Nawiasem mówiąc, ta animacja nie powala, jest trochę koślawa, zwłaszcza jeśli chodzi o ruchy postaci i niektóre szczegóły, ale ma swój urok. Szczególnie że potem powraca… ale do tego jeszcze dojdziemy.)
Później Star-Lord przechadza się po Knowhere i natyka się na zespół muzyczny kosmitów, który ułożył piosenkę o świętach Bożego Narodzenia i chce wiedzieć, czy wszystko dobrze zrozumieli… Po czym słyszymy odjechaną piosenkę, która w wielu miejscach szokuje Petera, ale zespół ignoruje jego protesty i śpiewa dalej. Ta scena (poza tym, że jest jajcarska) pełni jednak ważną funkcję: świadczy o tym, że – co prawda – obcy wiedzą coś niecoś o świętach z tego, co opowiadał im Star-Lord, ale wiele rzeczy rozumieją w najlepszym razie opatrznie, zwłaszcza jeśli chodzi o Mikołaja. (W oryginalnej wersji tej piosenki zresztą można znaleźć trochę gry słów, ale i nawiązań, których polski widz może nie znać, jak elf, który chciał zostać dentystą; taka postać pojawia się w pierwszej animacji o Rudolfie od Rankin/Bassa.)
Owe opatrzne zrozumienie opowieści Petera będzie odgrywało ważną rolę w dalszej części fabuły.
Następnie mamy kilka scen na Knowhere i tak po prawdzie, to Coraz bliżej święta jest trochę takim preludium do trzeciej części, bo wprowadza nie tylko ten wątek Strażników Galaktyki odbudowujących i zarządzających starą siedzibą Kolekcjonera, lecz także radziecką suczkę Cosmo, która ma scenę korzystania z telekinezy (a nawet w pewnym momencie wchodzi w interakcję z Kraglinem); zasygnalizowanie przyjaźni między Rocketem a Nebulą, a przede wszystkim Mantis i Draxa stającymi się na stałe niekumającym pewnych spraw duetem niosącym za sobą chaos.
Ten special trochę też jest po to, aby zrehabilitować postać Star-Lorda w oczach fanów po tym, jak jego emocjonalny wybuch przyczynił się do porażki pierwotnego planu ściągnięcia Thanosowi Rękawicy Nieskończoności. Poniekąd już w czwartym Thorze ta rehabilitacja się rozpoczęła, bo Peter był tym, który dał Thorowi sensowną radę na temat miłości, tutaj zaś jest on tym, który nie tylko opowiedział kosmitom o Bożym Narodzeniu, ale też potem okaże się tym najbardziej rozsądnym Strażnikiem, kiedy reszta odwali dziwną akcję. Dość powiedzieć, że teraz cierpi, bo utracił Gamorę, którą znał, a ta Gamora, która została, w ogóle go nie pamięta, tak więc całe Knowhere chce go pocieszyć.
Jednak, jeśli miałabym powiedzieć, o kim Coraz bliżej święta jest tak naprawdę, to głównie o Montis. To Mantis najbardziej chce zrobić coś dla Petera. To Mantis od bardzo długiego czasu ma Star-Lordowi do powiedzenia ważny sekret: jest córką Ego, a więc też siostrą Petera (a waha się powiedzieć o tym bratu, bo Ego był parszywym ojcem i Mantis myśli, że Peter może ją znienawidzić). To ona (wraz z Draxem) wpada na pomysł, aby sprowadzić na Knowhere Kevina Bacona, o którym Quill opowiadał jak o wielkim bohaterze, który tańcem ocalił całe miasto. I to podróż Mantis i Draxa na Ziemię śledzimy przez drugi akt specialu.
I w sumie ma to sens, że special skupia się właśnie na niej, bo w drugich Strażnikach Galaktyki nie dowiedzieliśmy się zbyt wiele o samej Mantis; w zasadzie jej rola polegała na tym, aby przekonać się, na czym polega prawdziwa ojcowska miłość, a potem uśpić Ego podczas finałowej walki. Tutaj zaś dowiadujemy się o niej nieco więcej i mamy okazję zobaczyć, jak próbuje ogarnąć co bardziej destrukcyjne tendencje Draxa.
Nie będę owijać w bawełnę: cały ten wątek z podróżą Mantis i Draxa na Ziemię jest pełen żenujących żartów opierających się na tym, że kosmici nie rozumieją pewnych zwyczajów i realiów, i robią głupie i bezsensowe rzeczy. Ze wszystkich Strażników Galaktyki umysły tej dwójki idą najbardziej szalonymi drogami, aczkolwiek Mantis jeszcze zdaje się mieć jakieś pojęcie o manierach i o tym, aby nie przesadzać, i próbuje jakoś tego Draxa Niszczyciela hamować. Ale to nie zmienia faktu, że ich przybycie na Ziemię zwiastuje chaos i serię nieporozumień. A kiedy już dochodzą do Kevina Bacona, jest nam gościa trochę żal, bo dwójka kosmitów goni go po domu, potem po ulicy, a wreszcie porywa go i poddaje małej kontroli umysłów.
(Nawiasem mówiąc, ciekawy jest dobór filmu świątecznego, który akurat ogląda Kevin Bacon, kiedy nachodzą go nieproszeni goście – Święty Mikołaj wyrusza na podbój Marsa. Fabuła tego filmu klasy B też opiera się na tym, że kosmici słyszeli o słynnym ziemskim bohaterze – tym razem Mikołaju – i postanawiają sprowadzić go na swoją planetę.)
Generalnie, według mnie, najlepsza część Strażników Galaktyki: Coraz bliżej święta to to, co dzieje się, kiedy już Kevin Bacon zostaje złapany. Bo nagle, rozmawiając z więźniem w drodze na Knowhere o jego wielkich czynach, Mantis i Drax dowiadują się, że strasznej prawdy: Kevin Bacon nie jest legendarnym bohaterem tylko aktorem! I po ich reakcji można odnieść wrażenie, że w pewnych miejscach odległej galaktyki aktorzy uważani są za skończone łajzy. Ponieważ Peter nigdy nie sprecyzował, że legendarne przygody jego bohatera to historia na niby, wszyscy byli przekonani, że Footloose zdarzyło się naprawdę. Mantis dochodzi do wniosku, że Yondu porwał jej brata, kiedy ten był mały, więc Star-Lordowi się wszystko pomieszało, dlatego każe ona aktorowi zachowywać się jak prawdziwy bohater (co przynosi różne skutki).
W końcu przechodzimy do właściwej części świątecznej i przez pewien czas jest miło i sympatycznie, bo Strażnicy po kolei prowadzą Petera na główny plac w Knowhere, po drodze włączając kolejne dekoracje i światełka. I zrazu Star-Lord wydaje się tym wszystkim wzruszony, no bo kumple urządzili mu Gwiazdkę, jak się nie cieszyć? Ale potem przychodzi czas na jego „prezent” i chłopak od razu zauważa, że coś jest nie tak (hmm, może ludzki głos dochodzący z „prezentu” go na to naprowadził?). W każdym razie, kiedy widzi, że podarowano mu samego Kevina Bacona, w dodatku pod wpływem mocy Mantis, nie jest zadowolony, bo to podchodzi pod niewolnictwo; od razu każe go uwolnić, przeprasza aktora za całą sytuację i organizuje mu podwózkę.
I tak naprawdę ten special nabiera świątecznego ciepła na dobre, kiedy Kraglin szykuje już statek i ma zabrać aktora do domu, ale wyjaśnia mu, dlaczego Kevin Bacon jest dla Petera Quilla tak ważny: bo Peter opowiadał im o tym, jak postać grana przez Bacona uratowała całe miasto tańcem, a potem sam Star-Lord ocalił galaktykę robiąc to samo. To sprawia, że aktor postanawia jeszcze trochę zostać i zaśpiewać świąteczną piosenkę. Potem mamy sceny wymiany prezentów (m. in. Rocket dostaje od Nebuli ramię Bucky’ego), a Peter pyta Mantis o to, dlaczego zrobili dla niego to wszystko.
I wtedy Mantis wyjawia przed nim, że słyszeli o tym, jak „Yondu załatwił święta” i chcieli je przywrócić; i że jej szczególnie na tym zależało, bo jest siostrą Quilla. Jego reakcją na drugą z tych wiadomości jest: „To najlepszy prezent, jaki dostałem!” – dla niego nieważne jest to, że Mantis też jest córką Ego; dla niego liczy się tylko to, że ma rodzinę, o której nie wiedział (a wiele osób w swoim życiu stracił – rodziców, przybranego ojca, Gamorę… – więc to tym bardziej radosna wieść).
A na stwierdzenie o „załatwieniu Gwiazdki”, Peter przytacza wspomnienie, o którym Kraglin nie miał pojęcia: otóż po tamtej aferze, Yondu zajrzał jeszcze do kosza, do którego trafiły prezenty i choinka, i znalazł pakunek ze swoim imieniem. W środku znajdowała się laleczka, która mu się z miejsca spodobała (a sądząc po późniejszej scenie z prawie pustą konsolą, był to początek jego kolekcji figurek), a sam kapitan postanowił też dać chłopakowi prezent: dwa blastery, których Star-Lord będzie używał w dorosłym życiu. I w sumie ta retrospekcja sprawia, że nie tylko żywi Strażnicy Galaktyki zostają włączeni do tego specialu, ale również Yondu Udonta, który był niezwykle ważną postacią dla tej drużyny.
Tak jak (na razie) halloweenowych speciali w MCU było trzy, tak i świątecznych speciali wyszło trzy. Jeszcze przed Strażnikami Galaktyki: Coraz bliżej święta, mieliśmy przecież osadzonego w bożonarodzeniowym okresie Hawkeye’a; a jeden z odcinków A Gdyby…? nosił tytuł: A gdyby… Happy Hogan ocalił święta?, który jest trochę taką Szklaną pułapką w Wieży Avengers (i który to odcinek trochę mnie napawa smutkiem, bo ma w sobie to wszystko, czego chcieliśmy od Avengersów, zanim Czas Ultrona to popsuł). Tak więc jest z czego w te święta wybierać z MCU.
Tym samym z moją retrospektywą Filmowego Uniwersum Marvela jestem (mniej więcej) na bieżąco. Od przyszłego roku Meg ogląda MCU będą dotyczyć wychodzących produkcji, choć niektóre rzeczy będę jeszcze powtarzać i nadrabiać.
A tymczasem Planeta Kapeluszy życzy Wam Wesołych Świąt!
