Site icon Planeta Kapeluszy

Krótka notka – Sylwester 2024

Reklamy

Nadszedł Sylwester 2024, a jak to w Sylwestra, zawsze podsumowuję, co działo się w przeciągu tego roku na Planecie Kapeluszy i nie tylko.

Jak zwykle zaczniemy od kolażu fandomów i go omówimy.

2024 – rok rewatchy

Powiedziałabym, że w tym roku robiłam zaskakująco dużo rewatchy seriali i filmów. Niby to się dzieje zawsze, ale tym razem, jako że na tumblrze moje reakcje z ponownego oglądania różnych rzeczy miały wzięcie, postanowiłam robić to częściej. Ale nie tylko oglądałam coś, z czym jestem zaznajomiona, lecz także dwa razy zdarzyło mi się zapoznać z czymś, czego wcześniej nie widziałam (albo widziałam tylko jakieś fragmenty).

Ale po kolei.

Tak więc rok 2024 zaczęłam od tego, że kontynuowałam oglądanie M*A*S*Ha na Disney Plus. Jak wspominałam przy Sylwestrze 2023, ten serial darzę pewną nostalgią, jako komediodramat medyczny o wojnie w Korei i oglądałam go wcześniej dwa razy w życiu, za każdym razem będąc pod wrażeniem wielu pomysłów na odcinki, i tego, jak M*A*S*H potrafi balansować pomiędzy komedią a tragedią. Tym razem pewne sceny wzbudzały we mnie zażenowanie (i prawdę mówiąc, źle się zestarzały), ale przypomniałam sobie też wiele z postaci, które darzyłam sympatią, a nawet odkryłam na nowo majora Winchestera.

W między czasie też odkrywałam na nowo Simpsonów, oglądając wybrane odcinki, które skupiały się na jakiejś postaci albo relacji. I wiecie co? Po latach oglądania Ricków i Morty’ch, Family Guyów, South Parków, Amerykańskich Tatów i innych animacji dla dorosłych, zdałam sobie sprawę z tego, że Simpsonowie (i poniekąd również Futurama) są w porównaniu z nimi bardziej stonowani. Te wrażenia można zrzucić pewnie trochę na to, że w zamierzchłych czasach telewizji to, co Simpsonowie pokazywali, to był wielki szok, a teraz to nie jest nic nadzwyczajnego. Niemniej jednak dla mnie Simpsonowie są na wyższym poziomie niż cała reszta, bo nie ma w nich aż tak dużo cynizmu i rzadko kiedy sięgają po taki obrzydliwy, związany z płynami ustrojowymi humor. A i postaci nadal dają radę po tylu latach.

Dawno, dawno temu obejrzałam pierwszy odcinek Yu Yu Hakusho, ale nie porwał mnie za bardzo. Mimo wszystko jednak słyszałam o tym anime wiele dobrego (wręcz, że to najlepszy shonnen w historii) i wstawiłam je na Listę Serii/Filmów Do Obejrzenia w Bliżej Nieokreślonym Czasie. W okolicach kwietnia jakoś tak mnie wzięło, aby obejrzeć Yu Yu Hakusho na Netfliksie, zwłaszcza że liczyłam, że mnie trochę naweni do pewnego projektu. Anime ma ten vibe lat osiemdziesiątych (w kresce i strojach postaci), a do tego ma kilka tych typowych shonenowych klisz, jak ciągnące się przez dziesięć odcinków walki, ale jednak trzyma się całkiem dobrze. Sam fakt, że przez kilka pierwszych odcinków główny bohater jest duchem, który wchodzi w interakcje ze znajomymi ze szkoły, jest interesującym pomysłem, a kiedy wraca do życia, zostaje detektywem zajmującym się sprawami duchów i zbiera drużynę, przypominał mi niektóre shoneny, które darzę pewnym sentymentem (jak Król Szamanów, na przykład). No i z czasem pokochałam Kazumę Kuwabarę, który zaczyna jako typowy durny mięśniak, ale z czasem staje się przywracającym wiarę w ludzkość durnym mięśniakiem.

W maju obchodziliśmy czterdziestą rocznicę premiery jednego z moich ulubionych filmów – Indiany Jonesa i Świątyni Zagłady. Pewnie już wiecie o tym, że bardzo lubię robić różne Miesiące z… na blogu i tak też było i tym razem – postanowiłam poświęcić Indy’emu cały maj. Spoglądałam wstecz na każdą odsłonę serii i nawet obejrzałam kilka odcinków Kronik Młodego Indiany Jonesa, które do tej pory raczej unikałam. W przypadku samych filmów, to nie tylko przypomniałam sobie, dlaczego lubię bardzo Świątynię Zagłady, lecz także miałam okazję obejrzeć pozostałe części, które do tej pory widziałam raz w życiu (a Artefakt Przeznaczenia oglądałam dopiero w 2024). Trochę tego ducha przygody poczułam, chociaż w pewnym momencie doszła mnie smutna wiadomość (do tego jeszcze wrócę).

Poza Yu Yu Hakusho, skreśliłam jeszcze jedną pozycję z Listy Serii/Filmów Do Obejrzenia w Bliżej Nieokreślonym Czasie, a mianowicie – Buffy, Postrach Wampirów. Sam serial pamiętam z Vizji1 i trochę mnie wtedy odstręczał (tak samo jak Angel), ale z czasem zaczęłam słyszeć różne ciekawe rzeczy o Buffy, między innymi od ERoda i od Miryoku (no i jeszcze darzę pewnym sentymentem kinówkę). Jakoś tak mnie wzięło na serial o nastolatkach i zjawiskach paranormalnych i pomyślałam, że właśnie wezmę się wreszcie za Buffy, co Mir bardzo ucieszyło. A o moich wrażeniach możecie usłyszeć w podcaście Stary kontra Nowy Fan.

Jeszcze w maju, w przerwie w oglądaniu Indiany Jonesa, postanowiłam znów zaliczyć wszystkie sezony Brooklyn 99. Ten rewatch trwał aż do czerwca i zaowocował rankingiem najlepszych odcinków. A potem zdarzyło się coś niesamowitego – na Netfliksa trafili Detektyw Monk i Świry. Tych drugich właśnie postanowiłam obczaić, bo dawno temu widziałam pojedyncze odcinki i mi się podobały, ale nigdy jakoś nie śledziłam tego serialu od początku do końca (na przykład, nie wiedziałam o co chodzi z Panem Yangiem, a wiedziałam, że to dłuższa saga). A jeszcze do tego okazało się, że niedawno wyszły trzy filmy pełnometrażowe, które bardzo ucieszyły fanów. Prawdę mówiąc, ja pamiętałam ten serial jako taki sobie kryminał komediowy i myślałam, że humor się poważnie zestarzeje, a tu się okazało, że chłopaki nadal umieją w komedię i dramat. Przy okazji odkryłam na nowo Carltona Lassitera.

Rok 2024 zakończyłam rewatchem Hożych doktorów. Chciałam ich obejrzeć tuż po M*A*S*Hu, bo te seriale są do siebie podobne pod wieloma względami, ale doszłam do wniosku, że zostawię sobie JD i spółkę na później. I tak oto zaczęłam ten rok od komediodramatu medycznego i skończyłam na komediodramacie medycznym. W przeciwieństwie do Świrów Hoży doktorzy zestarzeli się nieco gorzej, jeśli chodzi o humor (w zasadzie pierwszy sezon wydawał mi się dość ponury) i w zasadzie są trochę taką kapsułą czasu, jeśli chodzi o wczesne lata 2000. Darzę ten serial dużą nostalgią, Hoży doktorzy mają wiele bardzo dobrych odcinków, opierających się o ciekawe pomysły (tak po prawdzie to miałam w planach przygotowanie listy najlepszych odcinków tego serialu i może w nadchodzącym roku coś z tego będzie). Odkryłam też, że Elliot mnie tak nie irytuje jak kiedyś.

A w między czasie też oglądałam mnóstwo Star Treka. A to dlatego, że wciągnęło mnie na dwa Discordy z liczną społecznością Trekkich i cóż, zaowocowało to wieloma ciekawymi rzeczami. Jednocześnie w grudniu 2024 pożegnaliśmy Star Trek: Lower Decks, jak również Supermana i Lois (przy okazji też wyszedł ostatni komiks Team Fortress 2).

Pożegnania i niespodzianki, czyli jak było z postanowieniami?

Jak zawsze czas się rozliczyć z postanowień noworocznych 2024. Zobaczmy, co udało się zrobić przez ten rok… oraz, co mnie zaskoczyło.

Po pierwsze – chciałabym wrócić do Meg ogląda MCU i Meg ogląda Merlina. W zeszłym roku pojawił się zastój w tych tekstach, po części też ze względu na to, że Filmowe Uniwersum Marvela wydawało się nie mieć końca (a i perspektywa omawiania Wojny Nieskończoności nie napawała mnie optymizmem), ale kiedy w listopadzie zaczęto pisać o tym, że Marvels to koniec Marvela, w sumie pomyślałam, że warto by było wrócić do obu serii. Chcę też je wstawiać w miarę regularnie co tydzień, tak więc albo Przygody Merlina będą we wtorek, a Marvel w czwartek lub piątek, albo zrobimy tak, że raz we wtorek będzie Merlin, raz MCU (nie ukrywam, że poniekąd chcę ten legendarny finał Przygód Merlina zostawić sobie do omawiania na święta). Trochę mam nadzieję, że taka regularność będzie mnie motywować do pisania innych rzeczy.

W pewnym momencie zdecydowałam się skupić na Meg ogląda Merlina i zakończyć tę serię jak najszybciej. Było to podyktowane dwoma powodami. Po pierwsze – w pewnym momencie postanowiłam skupić się na pisaniu Pieśni o Walentynie – książki dla dzieci o dziewczynce szkolącej się na rycerza. Dlatego liczyłam, że Przygody Merlina trochę mnie nawenią. Po drugie – w czasie, gdy omawiałabym Merlina, Marvel wypuszczałby kolejne filmy i miałabym potem dość materiału, aby co tydzień o czymś opowiadać.

No i jeszcze Przygody Merlina skończyły się ponad dziesięć lat temu, więc dojście do finału wydawało się łatwiejsze i szybsze niż przy ciągnącym się nadal MCU. Tak czy inaczej, jak pamiętacie z tegorocznej Wigilii, to postanowienie udało się wypełnić.

Po drugie – to się rozumie samo przez się, ale chciałabym pisać więcej rankingów i artykułów. W przygotowaniu mam artykuł porównujący trzy adaptacje Śmierci na Nilu, kolejną odsłonę Drogi self-publishingu (tym razem o okładce) oraz listę związaną z One Piece (a jeszcze warto by było napisać listę urodzinową). Poza tym chciałabym w tym roku zrobić mini-serię „12 świątecznych speciali na 12 dni świąt”; no i liczę na to, że uda mi się przygotować jakiś Miesiąc z…, bo je bardzo lubię.

Co prawda ranking o One Piece oraz Droga self-publishingu nadal są niedokończone, a mini-seria o 12 specialach schodzi na następny rok, ale i udało mi się skończyć wiszący od lata 2023 artykuł o Śmierci na Nilu i jeszcze w tym samym miesiącu opublikowałam inny zaległy artykuł, tym razem o Zasadzie Talosa 2, a także przygotowałam coś o złoczyńcach w serii o Gru, motywie Reborn as Villainess oraz o Białym Orle. Miesiąc z…, też udało się zrobić, jak pamiętacie.

Ogólnie udało się pisać częściej w tym roku, z czego się bardzo cieszę, bo przecież głównie chciałam wyrwać się z marazmu, w który wpadłam rok temu.

Po trzecierok temu wspominałam o tym, że chciałabym zacząć pisać teksty po angielsku. Mało kto wie o tym, że założyłam już przeznaczonego na nie bloga, ale raz, że od tamtej pory mało co z nim robiłam, a dwa, że jego tematyka jest zupełnie inna od tematyki Planety Kapeluszy. W tym roku chciałabym napisać kilka przynajmniej krótkich tekstów, które jednak będą niosły ze sobą jakąś wartość.

No niestety, z tego nic nie wyszło. Jakoś nie mogłam się za to zabrać i ostatecznie doszłam do wniosku, że po prostu zrezygnuję z tej strony. Chociaż nie wykluczam, że wrócę do tego pomysłu w innej, nie-WordPressowej formie.

Po czwarte – w ubiegłym roku zatęskniłam za filozofią, tak więc w 2024 chciałabym nie tylko powrócić do artykułu, który chciałam opublikować już w 2022, lecz także czytać więcej filozoficznych książek (nawet mam kilka na oku).

Artykułu, co prawda, nie skończyłam i filozofii też za dużo nie czytałam, ALE…

Ale filozofia była tematem zarówno mojej pierwszej w życiu konwentowej prelekcji (do tego jeszcze wrócę), jak i artykułu o Zasadzie Talosa 2.

Po piąte – jest kilka kursów na Courserze (głównie związanych z historią i kulturą), które chcę zacząć. Tak dla własnego samodoskonalenia się.

Na początku roku robiłam kilka kursów na Courserze (najlepiej wspominam ten o klasycznej socjologii), ale później niektóre kursy okazały się być przestarzałe i źle zorganizowane (patrzę na ciebie, wstępie do lingwistyki), a inne okazały się być nudne. Poza tym zdarzało się, że nie miałam w tygodniu za dużo czasu na nie, ale w następnym roku chciałabym wrócić do Coursery.

Po szóste – chciałabym zrobić znów wyzwanie na Duolingo – nie tylko utrzymać pasmo przez cały rok, lecz także zdobyć wszystkie miesięczne odznaki.

Prezentuję – moje odznaki na Duolingo w 2024 roku:

Po siódme wreszcie – jest kilka tekstów, które zaczęłam pisać i które zamierzam wydać jako książkę, dlatego chciałabym chociaż jeden z nich mieć już skończony, kiedy nadejdzie Sylwester 2024.

I tu niestety muszę powiedzieć, że poległam. Trudno mi było skupić się na jednym projekcie, bo ilekroć postanowiłam, że zajmę się tylko jednym z nich, nagle zdarzało się coś, co sprawiało, że brałam się za inny. Było to dla mnie bardzo frustrujące. Mało z tego wyszło… ale rozplanowałam sobie te trzy główne projekty i mam nadzieję, że w 2025 będzie lepiej.

Ale w tym roku zdarzyły mi się liczne niespodzianki. Największa z nich to wspominana wcześniej prelekcja na konwencie. Chociaż nie oceniam jej jako jakiejś bardzo dobrej, to jednak było to moje pierwsze takie wystąpienie, a że miałam niemiłe wspomnienia z poprzednich dwóch prelekcji, które zrobiłam w bardziej uniwersyteckich warunkach, to miałam nadzieję, że w luźniejszym towarzystwie pójdzie mi nieco lepiej. I w sumie teraz już wiem, czego unikać i chciałabym jeszcze kolejne prelekcje zrobić w przyszłości (na przykład przynajmniej jedną na rok).

W 2024 roku też miało miejsce pewne smutne pożegnanie. Polska Baza Opowiadań i Fanfiction, forum, na którym przez lata publikowałam teksty i na którym poznałam wielu wspaniałych ludzi, przestało istnieć. Z tej okazji przygotowałam też pożegnalnego streama, na którym czytałam kilka z opowiadań oraz tematów na forum. Społeczność jednak nie umarła – mamy serwer na Discordzie. Co więcej – ja sama założyłam serwer dla Planety Kapeluszy (głównie do celów podcastowych).

Kolejną niespodzianką jest to, że moja książka jest na Virtualo.

Tak więc 2024 był to dla mnie rok kilku mniej lub bardziej przyjemnych niespodzianek. Mimo wszystko oceniam go jako bardzo dobry. Jutro opowiem Wam, jakie mam postanowienia na 2025, a na razie życzę Wam szczęśliwego Nowego Roku!

Exit mobile version