Site icon Planeta Kapeluszy

Meg ogląda MCU – Thunderbolts

Reklamy

Doszliśmy do pierwszej od bardzo dawna produkcji drużynowej w MCU! I otóż Thunderbolts, czyli grupa superzłoczyńców/antybohaterów działająca na zlecenie rządu, byli czymś, na co trochę czekałam.

Poszczególnych przyszłych członków spotykaliśmy we wcześniejszych produkcjach (chociaż myślałam, że jedna postać trafi do Młodych Avengers). Widzieliśmy, jak contessa Valentina Allegra de Fontaine rekrutowała przynajmniej niektórych z nich, podczas gdy o innych słyszeliśmy z informacji prasowych. A teraz przyszedł ich czas.

I cóż, pod wieloma względami był to dobrze przyjęty film, który przywrócił na chwilę wiarę, że MCU ma jeszcze jakieś ciekawe pomysły.

(I tak, wiem, że pełen tytuł tego filmu ma też w sobie gwiazdkę, ale odmawiam jej używania. Wkrótce wyjaśnię dlaczego.)

Opis Fabuły:

Była Czarna Wdowa, Yelena Belova, pracuje dla FBI i Valentiny Allegry de Fontaine, ale ostatnimi czasy cierpi też na brak celu i poczucie pustki. Tymczasem sama Valentina jest przesłuchiwana przed Kongresem w związku z działaniami jej dawnej firmy Oaks Group, która podobno przeprowadzała eksperymenty na ludziach; a całą sprawą interesuje się Bucky Barnes, który niedawno został deputowanym do Kongresu. Valentina próbuje robić dobrą minę do złej gry, ale po cichu pozbywa się śladów. Wkrótce Yelena przyjmuje od Valentiny zlecenie, po którym była Wdowa zamierza się przebranżowić: Yelena ma powstrzymać złodziejkę przed okradzeniem bunkra tajnego magazynu Oaks Group. Tylko, że na miejscu dziewczyna odkrywa nie tylko, że ową złodziejką jest Duch, czyli Ava Starr oraz że wysłano tam jeszcze Agenta USA, Johna Walkera i córkę Dreykova znaną pod kryptonimem Taskmaster; ale też, że w bunkrze znajduje się niejaki Bob.

Wnioski Ogólne:

Thunderbolts pojawili się pierwszy raz w The Incredible Hulk #449 i na początku byli nową grupą superbohaterów, która pojawiła się jakiś czas po śmierci Avengersów w evencie Onslaught i szybko zdobywała popularność. Jednakże pod koniec pierwszej części swojego solowego komiksu wyszło na jaw, że to grupa Masters of Evil w przebraniu dowodzona przez Barona Zemo, który chciał w ten sposób zwiększyć swoją władzę w środowisku przestępczym. Z czasem jednak stało się coś niespodziewanego: Thunderbolts zaczęli czuć satysfakcję z wykonywania dobrych uczynków i postanowili zmienić kierownictwo z Zemo na emerytowanego Hawkeye’a. Tak jak zwykłe drużyny w komiksach superbohaterskich, tak i ta zmieniała swój skład i pojawiała się tu i tam.

Saga Multiwersum w MCU zapowiadała adaptację kilku nowych drużyn. Już kilka razy podczas tej retrospektywy wspominałam o Młodych Avengersach, w których skład mieli wchodzić bliźniaki Wandy Billy i Tommy, Kate Bishop, Kamala Khan, America Chavez, Shuri, Riri Williams i być może Spider-Man. Coś tam jeszcze było o Nowych Avengers, których zgromadziłby tym razem nowy Kapitan Ameryka, Sam Wilson. Ale tu i tam pojawiała się contessa Valentina Allegra de Fontaine, nowa dyrektorka FBI, która a to dawała Yelenie namiary na Clinta Burtona, a to proponowała odchodzącemu z wojska w niesławie Johnowi Walkerowi nowe życie i cel, a to próbowała zdobyć dla USA wibranium… A w między czasie fani spekulowali, że dostaniemy właśnie Thunderbolts (zwłaszcza że Barona Zemo już mamy).

Prawda jest taka, że MCU wkroczyło w taki dziwny moment, kiedy niby są jacyś bohaterowie, którzy regularnie walczą ze złem, ale nie ma Avengersów, czyli tych superbohaterów, którzy broniliby Ziemi. Już w Kapitanie Ameryce: Nowym wspaniałym świecie ten sentyment się pojawił i wygłosił go Thaddeus Ross we własnej osobie. No a w Thunderbolts podczas przesłuchania Valentina twierdzi, że jej eksperymenty miały na celu stworzenie osobników, którzy posiadaliby moce i mogli stanowić substytut Avengersów broniących Stanów Zjednoczonych; jednak testy okazały się niewypałem. Jednocześnie kobieta używa byłych superzłoczyńców (Duch, Taskmaster) albo elitarnych żołnierzy (Agenta USA i Yelenę) do swoich tajnych operacji.

Jednak są oni jednym ze śladów jej bardziej szemranej działalności, toteż Valentina postanawia się ich pozbyć, napuszczając ich na siebie w tajnym bunkrze. Yelena zostaje wysłana za Duch, Duch za Taskmaster, Taskmaster za… chyba Agentem USA, a Agent USA za Yeleną, a wszystkim czworgu wmówiło się, że ich cel to niebezpieczny złodziej, który chce wykraść tajną broń i badania w laboratorium Oaks Group. Nawet jak się ludziska razem nie pozabijają, to system alarmowy ich spali na popiół wraz z niewygodnymi dowodami, tak więc upiecze się dwie pieczenie na jednym ogniu (hehe).

Tyle że choć Taskmaster niestety ginie dość szybko, wychodzi na jaw, że Valentina ich oszukała i planowała zabić, a w dodatku na miejscu obecny jest też jakiś dziwny osobnik – ubrany w szpitalny strój Bob, który nie do końca wie, co się dzieje. Kiedy zaś aktywuje się alarm i odliczanie do spalenia bunkra, Yelena, Ava, John i Bob postanawiają współpracować, aby uwolnić się z pułapki. Potem wydostają się przez szyb windy z bunkra i próbują uciec przed wojskiem i FBI. I jest wiele momentów w przeciągu trwania tej części historii, kiedy wydaje się, że jedno z nich ich zdradzi (Ava po przedarciu się przez drzwi, zostawi resztę w bunkrze; John sam ucieknie z szybu windy i nie wyciągnie pozostałych), ale koniec końców z jakiegoś powodu trzymają się razem, choć zdarza im się żreć między sobą.

Zatrzymajmy się na chwilę nad przyszłymi członkami Thunderbolts. Bo wszystkich (może poza Bobem, ale do niego zaraz przejdę) łączy to, że każde z nich pracowało jako zabójca albo żołnierz na usługach rządu lub jakiejś tajnej organizacji. Yelena i Taskmaster były Czarnymi Wdowami, John walczył w siłach zbrojnych USA i przez jakiś czas był Kapitanem Ameryką, Ava była wykorzystywana przez TARCZĘ jako zabójczyni i sabotażystka, a Aleksiej, który przybywa potem reszcie na pomoc i oferuje podwózkę, był kiedyś Red Gaurdianem – Superżołnierzem na usługach Związku Radzieckiego. Łączy ich też to, że w pewnym momencie ich życie się posypało; utracili cel, którym żyli przez całe dekady. Tak, Yelena i Taskmaster są wolne od warunkowania Dreykova; tak, Ava została wyleczona przez Janet Van Dyne ze swojej choroby kwantowej; tak, John jakoś się pozbierał po tym, jak zhańbił tarczę Kapitana Ameryki i musiał odejść w niesławie z wojska; i tak, Aleksiej ułożył sobie życie w Ameryce i nawet założył firmę szoferską… ale tak naprawdę każde z nich zna tylko walkę, bo głównie tym zajmowało się przez większość swojego życia.

Z tego też powodu późniejsze dołączenie Bucky’ego do drużyny ma sens. Wiemy z pozostałych filmów, że on też był kiedyś tajnym mordercą do zadań specjalnych i dzięki pomocy innych się z tego wyrwał, chociaż musiał później odnaleźć się na nowo i odkupić swoje winy. Teraz Bucky jest kongresmenem (nie wiemy, jak do tego doszło, ale jakoś doszło) i wydaje się, że porzucił personę Zimowego Żołnierza na dobre, aby zająć się polityką i działa bardziej subtelnie (m. in. nawiązując kontakt z asystentką Valnetiny)… ale to nie przypadek, że interesuje się właśnie Valentiną i Oaks Group, i wykorzystuje swoje doświadczenie z wywiadu, aby dokopać się do prawdy. Tak naprawdę on wie najlepiej jak to jest być czyimś narzędziem, odzyskać wolność, a potem dochodzić do siebie. I dlatego naturalne jest, że kiedy wreszcie doczepia się do drużyny Thunderbolts, sprawia, że drużyna jest jakby silniejsza i bardziej skoncentrowana na celu (i tak po prawdzie spodziewałam się, że zostanie ich przywódcą, ale do tej roli powoli była przysposobiona Yelena).

Praca dla Valentiny Allegry de Fontaine jest o tyle atrakcyjna, że jest dobrze płatna i oferuje jakieś nakierowanie. Zwłaszcza Agent USA i Red Guardian widzą w niej szansę na nowe życie – na odbudowanie wizerunku i odzyskanie żony, która odeszła z dzieckiem; oraz na wielki powrót do dawnej chwały, celu i fuchy, która dawała mu satysfakcję. Dlatego John potrzebuje trochę więcej czasu, aby uwierzyć, że Valentina chce ich zabić; a Aleksiej chce, aby jego przybrana córka szepnęła szefowej FBI słówko w jego sprawie i dopiero podsłuchawszy jej plan spalenia bunkra wraz z Yeleną, porzuca ten pomysł.

Jednocześnie Yelena zaczyna film monologiem wygłaszanym do skrępowanego pracownika Oaks w Malezji o tym, jak to ostatnio czuje pustkę i wypalenie w pracy. Ona już nie chce być tylko najemniczką, ona chce zmienić robotę na bardziej spokojną, zwłaszcza że prześladują ją też koszmary w związku z tym, co musiała robić jako dziecko. Valentina zgodziła się, aby robota w bunkrze była tą ostatnią i aby potem Yelena się przebranżowiła na jakąś pracę biurową. Ta późniejsza zdrada Valentiny nie dziwi byłej Czarnej Wdowy, ale jednak nie poprawia też jej samopoczucia (no i śmierć Taskmaster ją trochę zdołowała… ale tylko trochę).

Jednakże pojawienie się Boba w bunkrze stanowi dodatkowy element, którego Yelena, Ava i John (ba – nawet Valentina) się nie spodziewali. Bob nie wie, co robi w tajnym ośrodku Oaks Group, wie tylko, że zgłosił się do badań nad jakąś eksperymentalną terapią, która miała uczynić go „najlepszą wersją siebie”, i obudził się nagle w bunkrze. Zrazu wydaje się on też jedyną osobą w całym gronie, która jest „cywilem” bez żadnego przeszkolenia bojowego. Jego przeszłość i zdolności będziemy odkrywać powoli, ale szybko zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to człowiek z problemami i niedopasowany do reszty grupy.

Ava ma do Boba neutralny stosunek, John od razu obdarza go niechęcią i nieufnością, ale Yelena… Yelena niemal od samego początku jest wobec niego opiekuńcza i chce mu pomóc uciec. Szybko też okazuje się, że oboje zmagają się z poczuciem pustki w swoim życiu i dlatego mogą się lepiej zrozumieć. Nawet kiedy wychodzi na jaw, że Bob potrafi przywoływać najgorsze wspomnienia, jeśli weźmie się go za rękę; i nawet kiedy potem okazuje się, że Bob nie był do końca szczery co do tego, co sprzed swojej ostatniej drzemki pamięta, Yelena nadal traktuje go jak przyjaciela. Sam Bob zaś szybko przywiązał się do grupy właśnie za sprawą Yeleny i był gotowy odwrócić uwagę wojska, aby reszta mogła uciec. Wtedy właśnie wychodzi na jaw, że eksperymenty, jakim go poddano i które sprowadziły na innych kandydatów śmierć, dały Bobowi Reynoldsowi moc latania, supersiły, superszybkości, telekinezy, kuloodporności i laserowego wzorku.

Tak oto do MCU przybył Sentry – bohater „o mocy tysiąca eksplodujących słońc” i jedna z marvelowskich wersji Supermana, która cechuje się tym, że ma liczne neurozy i ciemną stronę – Otchłań (i poniekąd, aby ją utrzymać w ryzach, Sentry poddał się kasowaniu pamięci; do Otchłani zaraz wrócimy). Tak jak w Thunderbolts, Robert Reynolds zyskał swoje moce za sprawą eksperymentów, ale było to specjalne serum. Ponadto działał już od jakiegoś czasu i wielokrotnie współpracował z innymi superbohaterami (a jak pamiętacie może z października, jego alternatywna wersja sprowadziła wirusa zombie).

Filmowy Sentry powstał poniekąd z tej próby Valentiny i Oaks Group, aby stworzyć własnego superbohatera, który nie tylko zastąpiłby Avengers, ale i byłby im posłuszny. Podczas gdy reszta Thunderbolts ucieka przed wojskiem, dowiaduje się o spisku i zostaje złapana przez Bucky’ego Barnesa, Valentina próbuje zmanipulować Boba do tego, aby był jej nowym żołnierzem i pozbył się niebezpiecznych złoczyńców (czyli reszty Thunderboltsów) oraz roztacza przed nim wizję bycia kimś godnym szacunku. A Bob przez całe życie był pomiatany, miał wrażenie, że nigdy nie potrafi zrobić niczego dobrze (również z powodu swojego smutnego dzieciństwa z ojcem alkoholikiem) i zmagał się z nałogiem narkotykowym i (jak wynika z jego własnych opisów objawów, takich jak zaniki pamięci i wahania nastroju) zaburzeniami afektywnymi dwubiegunowymi. Tak więc perspektywa bycia bohaterem wydaje mu się bardzo atrakcyjna i nawet przez dłuższy czas wierzy w to, co Valentina mu wmówiła… ale kiedy tylko Thunderboltsi uciekają pokonani i Valentina każe Sentry ich zabić, Bob odpowiada, że teraz już są niegroźni, więc po co ich zabijać? A potem dodaje, że jest przecież bogiem, więc czemu miałby słuchać zwykłej śmiertelniczki? Valentina wie, że nie może już go kontrolować, więc naciska po kryjomu przycisk mający na celu zabić Sentry, ale ostatecznie skutkuje to tym, że władzę nad nim przejmuje Otchłań – całkowicie czarna istota zdolna pochłonąć wszystko wokół i sprawić, że po ludziach pozostają czarne plamy podobne do tych, które powstały po wybuchu bomby atomowej.

Otchłań jest jak uosobienie depresji, z którą zmaga się Bob, ale też Yelena i John (a do pewnego stopnia również Aleksiej). W przeciągu trwania filmu mamy okazję zobaczyć traumatyczne wspomnienia bohaterów – śmierć ojca Valentiny, moment, w którym John pokłócił się z żoną, bo przez ciągłe czytanie hejtu na swój temat, nie pilnował dziecka; małego Boba próbującego powstrzymać ojca przed pobiciem matki, ale słyszącego od niej, że tylko pogarsza sprawę… czy pierwszy test Yeleny polegający na tym, aby zaprowadziła przyjaciółkę do lasu na śmierć od kuli. Otchłań wszystko pochłania, pozbawia świat koloru, zmusza ludzi do przeżywania ich najgorszych traum ciągle od nowa, tak że wolą oni siedzieć w jednym „pokoju” i się ukryć. Symboliczne jest też to, że o ile większość ludzi jest pochłaniana przez Otchłań i nie wiadomo, co się z nią dzieje, o tyle Yelena wychodzi Otchłani naprzeciw i można do zinterpretować i jako poddanie się depresji i myślom samobójczym; i jako stawienie jej czoła, aby ocalić przyjaciela.

Bo Yelenę przytłaczają jej dawne grzechy i to, co musiała robić jako Czarna Wdowa (zwłaszcza innym dziewczynkom), i nie wie nawet, czy kiedykolwiek będzie w stanie odkupić swoje winy. I tym, który próbuje jej pomóc, jest Aleksiej, który przypomina Yelenie, że w Ohio była kapitanem żeńskiej drużyny piłkarskiej Thunderbolts i choć nie była to zbyt dobra drużyna, to Yelena chciała ją pokierować do zwycięstwa, i to był moment, w którym była radosną, beztroską i przemiłą dziewczynką. Jeszcze w bunkrze była Czarna Wdowa przytacza drużynę Thunderbolts i pozostali żartobliwie adaptują tę nazwę, a potem Red Guardian nieironicznie zacznie ich tak nazywać.

(W ogóle Aleksiej Shostakov odkuł się w tym filmie i odcinku A Gdyby…?, gdzie nie pozwala zabić Zimowemu Żołnierzowi Starków. Z takiego trochę skoncentrowanego na sobie, szukającego chwały buca w Czarnej Wdowie stał się wcale niezłym ojcem, który tak, tęskni za dawną chwałą jako Red Gaurdian, ale też dlatego, że walka o lepszą sprawę dawała mu satysfakcję i sens życia; i tego samego chce dla Yeleny. Ponadto przypomina on córce, że jest ona kimś więcej niż tylko zabójczynią.)

Yelena jest tą, która staje naprzeciw Otchłani; która próbuje się wydostać z pętli swoich najgorszych wspomnień z Czerwonego Pokoju (jak również momentu, w którym upiła się w łazience) i która odnajduje Boba, aby mu pomóc pokonać Otchłań. Próbuje go wyprowadzić ze strychu, na którym Sentry ukrywa się przed złymi wspomnieniami, a kiedy to zawodzi, przybywa im na pomoc reszta Thunderbolts, którzy ruszyli uratować towarzyszkę broni, a przy okazji cały świat.

Ostateczna walka toczona jest między Bobem a Otchłanią, we wspomnieniu placówki, w której Sentry zyskał swoje moce, a którą wysadziła w pierwszej scenie Yelena. To walka, w której wydaje się, że Bob musi stawić czoła swojej mrocznej stronie sam (zwłaszcza że Otchłań szybko unieruchamia resztę Thunderboltsów). Ta mroczna strona, uosobienie choroby psychicznej Roberta Reynoldsa, lży z niego, wypomina mu jego bezużyteczność i słabość, aż w końcu chłopak nie wytrzymuje i rzuca się na nią… Ale kiedy on ją tak okłada pięściami, oczywiste jest – tak dla Thunderboltsów, jak i dla widzów – że Otchłań tego właśnie chce. Nie tylko śmieje się za każdym ciosem, lecz także Bob jest pochłaniany powoli przez ciemność. Bo Robert Reynolds nie pokona depresji sam czystą agresją; tak naprawdę dopiero kiedy Yelena, Ava, John, Aleksiej i Bucky uwalniają się i odrywają go od Otchłani, udowadniając, że stali się jego siatką bezpieczeństwa, Bob zostaje uwolniony spod jej władzy, a świat wraca do normy.

Wcześniej, podczas ataku Otchłani, Thunderboltsi pokazali się jako bohaterowie, ratując cywilów w ogarniętym chaosem Nowym Jorku. Działali razem, walczyli razem i stali się drużyną. Byli tak bohaterscy, że kiedy wrócili potem do prawdziwego świata, zostali ciepło przyjęci, a Valentina wykorzystała tę okazję i podczas zwołanej naprędce konferencji prasowej ogłosiła ich Nowymi Avengersami (właśnie dlatego w tytule Thunderbolts występuje gwiazdka, którą ja olewam; to przypis sygnalizujący, że nazwa zespołu jest tymczasowa).

I dla mnie był to wielki minus tej produkcji. Ja bym jednak wolała, żeby Thunderboltsi pozostali Thunderboltsami, a nie byli na siłę kolejnymi Avengrs (co najwyżej chciałabym, aby byli takim krzywym zwierciadłem Mścicieli). Mam też ogólny zarzut do tej produkcji, że w przeciwieństwie do pierwszych Avengersów i Strażników Galaktyki, nie daje wszystkim członkom grupy tyle samo czasu antenowego (zwłaszcza że motyw traum z przeszłości zawsze jest dobrym sposobem na jakieś studium postaci) i w zasadzie skupia się głównie na Yelenie, Bobie, Johnie, Aleksieju i Bucky’m, ale Taskmaster zostaje bezceremonialnie zabita, a Duch w ogóle schodzi na dalszy plan. Mam też wrażenie, że w grupie jest za dużo Superżołnierzy – Red Guardian, Agent USA i Zimowy Żołnierz – a szkoda, że nie było, na przykład, Czerwonego Hulka.

Tak czy inaczej, pamiętacie może, że Sam Wilson miał odbudować Avengers? W scenie po napisach dowiadujemy się, że nie podobają mu się Nowi Mściciele i na razie trzeba kombinować z prawami autorskimi. Niemniej jednak uwagę drużyny odwraca alarm o obcym obiekcie zmierzającym w stronę Ziemi. Okazuje się, że ów obiekt pochodzi z innego wszechświata i ma na sobie wymalowaną, znajomą skądinąd widzom, czwóreczkę.

Tak więc następnym razem będziemy omawiać film, który na dobre wprowadzi do MCU Pierwszą Rodzinę Marvela – Fantastyczną Czwórkę (no chyba, że się nie wyrobię do końca listopada, to wezmę się za Strażników Galaktyki: Coraz bliżej święta).

Exit mobile version