
W drugim sezonie Legends of Tomorrow, w odcinku zatytułowanym Raiders of the Lost Art, znajduje się taka scena:
Pewien asystent reżysera ma zostać zgnieciony przez śmieciarkę i nagle dwóch członków Legend Jutra – Ray Palmer i Nate Haywood – straciło swoje moce. Szybko okazuje się, że ów będący w niebezpieczeństwie asystent reżysera to nie kto inny jak młody George Lucas; zaś Ray i Nate są nagle bezsilni, bo nie powstały filmy, które zainspirowały ich do obrania ich wymarzonych ścieżek zawodowych. Ray Palmer nie zobaczył Gwiezdnych Wojen i nie zajął się fizyką; a Nate Haywood nie zobaczył Poszukiwaczy Zaginionej Arki i nie został historykiem. Tak więc chłopaki muszą nie tylko uratować Lucasa, lecz także przekonać go do tego, aby zajął się reżyserią.
Przez ten miesiąc chciałam przyjrzeć się Indianie Jonesowi jako bohaterowi i jako ikonie popkultury. Chciałam pokazać skąd się wziął, jak przebiegała jego droga oraz jak inspirował innych twórców. A ten przydługi wstęp o Legends of Tomorrow miał pokazać, że Indiana Jones inspiruje jeszcze w inny sposób: wielu historyków, archeologów i nauczycieli postanowiło zająć się badaniem przeszłości właśnie dlatego, że za młodu widzieli filmy o Indianie Jonesie. Prawda, zwykli archeolodzy nie strzelają z bicza i nie odkrywają tajemniczych artefaktów o wielkiej mocy, ale łączy ich z Indy’m szacunek i miłość do historii, a także chęć zdobywania wiedzy o minionych dziejach i kulturach.
Indiana Jones jest też rolą, która znaczy bardzo wiele dla Harrisona Forda. Nie tylko dzięki Poszukiwaczom Zaginionej Arki Ford zaczął grać głównych bohaterów (a nie tylko role drugoplanowe albo role łajdaków jak przed Gwiezdnymi Wojnami), lecz także jest bardzo związany z tym bohaterem, nawet bardziej niż z jakakolwiek inną swoją rolą. Grał tę postać w oryginalnej trylogii, wracał do niej dekady później, najpierw w małym cameo w Kronikach Młodego Indiany Jonesa, a potem w dwóch kolejnych filmach. I choć ostatnia część z serii o Indianie Jonesie nie oznacza, że Ford przestanie grać, to jest to jednak – dla nas i dla niego – koniec pewnej epoki.
Dla mnie ten maj był pełen miłych niespodzianek i odkrywania pewnych rzeczy na nowo. Ponieważ zwykle oglądam tylko Świątynię Zagłady, tym razem obejrzałam znów po latach pozostałe trzy filmy, zobaczyłam ostatnią odsłonę serii, która miała premierę rok temu, i zaznajomiłam się z kilkoma odcinkami Kronik Młodego Indiany Jonesa, który to serial do tej pory mało mnie interesował.
Wszystko to sprawiło, że zobaczyłam w Indy’m nie tylko archeologa czy poszukiwacza przygód, ale przede wszystkim człowieka, który miał ciekawe, pełne wrażeń życie. Wydaje mi się, że to, iż widzieliśmy go jako dziecko, młodzieńca, dorosłego mężczyznę, a nawet starca, sprawia, że Indiana Jones jest tym bardziej żywy. I jakoś tak inspiruje nas do dalszych przygód, tak w fikcji, jak i w prawdziwym świecie.
I z tą myślą zostawiam Was pod koniec tego Maja z Indiana Jonesem.




