Mama Dalton wyszła z dyliżansu i skierowała się w stronę budynku sądu. Po dwóch tygodniach spędzonych w podróży chyboczącym się dyliżansem z osobnikami, którzy byli… cokolwiek zdziwieni jej obecnością (rodzinne podobieństwo Daltonów od razu rzucało się w oczy, toteż atmosfera była bardzo napięta, mimo że Mama Dalton tylko siedziała i dziergała swetry dla chłopców). Teraz więc kobieta cieszyła się, że mogła wreszcie rozprostować stare kości. Szybko jednak na jej twarzy pojawił się wyraz determinacji. Przejechała taki szmat drogi w konkretnym celu i teraz od tego celu dzieliło ją kilka metrów i zapewne parę pokoi. Nie zamierzała się jednak poddawać. Nie, kiedy jej chłopcy jej potrzebowali.
I tak oto weszła do środka. Zapytała grzecznie jakiegoś przechodnia o to, gdzie mieści się gabinet sędziego Archera, na co ów przechodzień natychmiast wydukał ze strachu, że na pierwszym piętrze, ostatnie drzwi po lewej.
– Dziękuję, młody człowieku – powiedziała z uprzejmym uśmiechem, włożyła pistolet z powrotem do torby i ruszyła przed siebie.
Continue reading „Lipiec z Lucky Lukiem – [FF] Daltonowie rozdzieleni – cz. 3”