Cztery pairingi, które faktycznie shippuję

Mówiłam o tym już kilka razy – nie należę do osób, które shippują cokolwiek w fandomie, do którego wchodzą… Chociaż zdarzyło się, że ktoś mi na tumblrze zarzucał shippowanie konkretnej pary bohaterów (bo lubiłam jedno z nich albo wyrażałam swoją niechęć do pary „konkurencyjnej”), dlatego właśnie od niedawna widnieje w moim opisie zwrot: „shipper of none”. Jednakże nie jest on do końca prawdziwy, gdyż są pairingi, które jednak shippuję i które wypełniają moje serce miłością. I to z różnych powodów.

Już od jakichś dwóch-trzech lat noszę się z zamiarem napisania niniejszej listy. Prawda jest taka, że w ciągu tak długiego czasu dużo się może zmienić w samym dziele macierzystym i w rezultacie wiele pairingów, które swego czasu shippowałam, już nie shippuję (jak, na przykład, Mon-Ela i Karę Denvers z Supergirl, czy Rosę Diaz i Adriana Pimento z Brooklyn 99). To, jak i fakt, że przyjęłam zasadę „jedna pozycja na fandom”, są naczelnymi powodami, dla których ta lista jest tak krótka.

Nie przedłużając, oto – specjalnie na Walentynki – pairingi, które faktycznie shippuję.

Czytaj dalej „Cztery pairingi, które faktycznie shippuję”

Moje siedem ulubionych podróży do wnętrza umysłu

Uwaga! Ten tekst zawiera spoilery (choć starałam się je ograniczyć).

Są w fikcji takie motywy, które oferują wiele, jeśli chodzi o studium postaci. Jednym z takich motywów jest podróż do wnętrza umysłu. To bardzo dobry sposób, aby powiedzieć coś na temat bohatera – na temat jego lęków, ukrytych pragnień, wewnętrznych konfliktów, traum, które odcisnęły swoje piętno na jego psychice; czy poczucia winy, które odczuwa, świadomie bądź nie. A że podróż do wnętrza umysłu opiera się na przedstawianiu tych elementów wizualnie i na regułach nieco innych niż te, które znamy z naszego świata, motyw ten pozwala na sporą dozę kreatywności.

Dlatego chciałabym dzisiaj przedstawić listę moich ulubionych podróży do wnętrza umysłu. Większość z nich to przykłady serialowe czy animowane, ale znajdzie się tutaj miejsce dla kilku wyjątków. Zanurzmy się więc w mroczne zakątki psychiki kilku bohaterów.

Czytaj dalej „Moje siedem ulubionych podróży do wnętrza umysłu”

Osiem powodów, dla których uwielbiam Terry’ego Pratchetta

28 kwietnia 1948 roku urodził się twórca Świata Dysku. Z tej okazji, tak jak w przypadku Astronikociary i Agathy Christie postanowiłam przygotować osiem powodów, dla których uwielbiałam (i wciąż uwielbiam) Terry’ego Pratchetta.

Dlaczego osiem? Ponieważ liczba ta ma w Świecie Dysku szczególne znaczenie. Dysk ma osiem pór roku (dwie wiosny, dwa lata, dwie jesienie i dwie zimy). Ósmy syn ósmego syna rodzi się jako mag, a ósmy syn maga może stać się czarodzicielem. Jest osiem stopni wiedzy magicznej. Ósmy kolor tęczy na Krawędzi Dysku to oktaryna – kolor magii. Liczba między siedem a dziewięć to również liczba przyzywająca wielkiego przedwiecznego, Bel-Shamharotha. Dlatego właśnie postanowiłam, że ósemka będzie najodpowiedniejsza.

Nie przedłużając, oto osiem powodów, dla których uwielbiam Terry’ego Pratchetta jako pisarza.

Czytaj dalej „Osiem powodów, dla których uwielbiam Terry’ego Pratchetta”

[FF: Świat Dysku] Śmierć w garści cz. 3 – Nie ma powodów do obaw

Oniemiali przyglądali się pustemu krzesłu jeszcze przez kilka sekund. Przez te kilka sekund umysł Alberta przeszedł od paniki (O, bogowie, teraz ta dziewucha się domyśli! Co robić? Co robić?) do nagłej epifanii (Zaraz, przecież ona wie o rytuale. Równie dobrze mogła pomyśleć, że pana wezwali znów Niewidoczni Akademicy…). Albert postanowił więc przejść nad tym do porządku dziennego, jakby nigdy nic.

Susan z kolei znów poczuła, że coś jest nie tak. Wciąż miała przed oczami pełen obaw wzrok dziadka.

NIE! NIE, TO ZA WCZEŚNIE! – Jego głos dudnił jej w pamięci. Z tego co sama wiedziała, rytuał AshkEnte nie był ani bolesny, ani straszny. Co najwyżej wywoływał irytację, ponieważ zawsze zdawał się mieć miejsce w nieodpowiednim momencie. Dlaczego więc dziadek zareagował właśnie w taki sposób? Dlaczego wyglądał tak, jakby się czegoś obawiał? Co takiego czekało po drugiej stronie, że napełniło Śmierć lękiem?

Albert zebrał talerze i odłożył je do zmywaka, wyciągając Susan z jej rozmyślań. Przyglądała się, jak starzec szykuje się do mycia naczyń, nawet na nią nie spoglądając. Tylko raz odwrócił się do niej i rzucił jej chłodne spojrzenie.

– Ty jeszcze tutaj? – odezwał się, powracając do swoich zajęć. – Zajmij się sobą. Nie chcę cię w swojej kuchni.

– Nie dziwi cię ani trochę to, co się właśnie stało? – zawołała za nim, podnosząc się z krzesła. – Przecież sam widziałeś!

Czytaj dalej „[FF: Świat Dysku] Śmierć w garści cz. 3 – Nie ma powodów do obaw”

[FF: Świat Dysku] Śmierć w garści cz. 2 – Burza wisi w powietrzu

Pimpuś wylądował na szarawej trawie Siedziby Śmierci. Susan – z pomocą dziadka – zeszła z konia, a chwilę potem Śmierć również stał na ziemi. Albert wyszedł im na spotkanie, trzymając w ręku patelnię.

– Obiad jeszcze nie gotowy – oświadczył – więc jeśli jesteś głodna, musisz poczekać.

– Ciebie też miło widzieć, Albercie – odparła Susan.

MUSISZ BYĆ ZMĘCZONA PO TAK DŁUGIEJ PODRÓŻY. TWÓJ POKÓJ JUŻ NA CIEBIE CZEKA.

– Dziękuję, dziadku. – Susan uśmiechnęła się i ruszyła wraz z Albertem w stronę domostwa.

Śmierć również się uśmiechnął, po czym chwycił uzdę Pimpusia i zaprowadził go do stajni. Radość z wizyty wnuczki zakłóciła mu myśl o tym, że nie wiedział, gdzie znajduje się jej życiomierz. Śmierć był dobry w szukaniu, jednak potrzebował jakiegoś pomysłu co do tego, gdzie zacząć. Domyślał się, co prawda, profesji złodzieja, jednak na Niewidocznym Uniwersytecie w Ankh-Morpolk szwendało się mnóstwo magów. Potrzebował jeszcze jednej wskazówki, która zmniejszyłaby grono podejrzanych. Śmierć nie zamierzał czekać, aż złodziej wykona rytuał AshkEnte. Dlatego zaraz ze stajni Śmierć ruszył do gabinetu.

Zasiadł przed modelem Dysku i zamyślił się. Chwilę potem drzwi do gabinetu się otworzyły i wszedł Albert. Śmierć spojrzał na niego ze zdumieniem.

NIE POWINIENEŚ ROBIĆ OBIADU, ALBERCIE? zapytał.

– Właśnie się gotuje, więc postanowiłem skorzystać z tego, że mam kilka minut dla siebie i sprawdzić, jak sobie radzisz, panie – odparł starzec i usiadł na pobliskim krześle.

WSZYSTKO DOBRZE. PO PROSTU MYŚLĘ NAD DZISIEJSZYM WYDARZENIEM.

– Ja też nad tym myślałem – oświadczył Albert i przechylił się nieco do przodu, w stronę swego pana – i doszedłem do wniosku, że powinniśmy najpierw zacząć od zastanowienia się qui bono, panie.

QUI BONO”, ALBERCIE? Oczy Śmierci przyjrzały się z zainteresowaniem słudze.

– Starożytne powiedzenie, które oznacza tak naprawdę: „Kto na tym korzysta?” – wyjaśnił Albert. – To pytanie zadaje się zawsze, gdy popełnione jest przestępstwo, a sprawcy są nieznani. Co chcę powiedzieć, to to, że musimy ustalić motyw naszego złodzieja. Bo, jak rozumiem, wiesz, panie, jak się tutaj dostał?

JEST TYLKO JEDEN SPOSÓB, ABY KTOŚ Z ZEWNĄTRZ SIĘ TUTAJ DOSTAŁ BEZ POMOCY ŻADNEGO Z NAS. JUŻ RAZ KTOŚ TEGO DOKONAŁ, ALE TY WTEDY BYŁEŚ ZAJĘTY, WIĘC NIE ZAUWAŻYŁEŚ.

Twarz Alberta ułożyła się w wyraz nagłego zrozumienia.

TAK WIĘC ALBO TO, ALBO KTOŚ GO ZAPROSIŁ DO ŚRODKA.

Albert poczuł jak serce podskakuje mu do gardła. Ścisnął mocno oparcia krzesła.

– Chyba nie podejrzewasz, panie, że mógłbym to zrobić? Wiesz przecież, że jestem ci wierny. Zresztą jak mógłbym stąd wyjść, skoro…

Czytaj dalej „[FF: Świat Dysku] Śmierć w garści cz. 2 – Burza wisi w powietrzu”