Zanim przejdziemy do samego tekstu, dwie sprawy. Po pierwsze – jest on najeżony spoilerami do mangi My Hero Academia. Po drugie – wiem, że nadchodząca kinówka – My Hero Academia: The Tale of Two Heroes – opowiada o przeszłości All Mighta, jednak ponieważ nie mam do niej na razie dostępu, postanowiłam napisać ten artykuł, a dopiero później przygotować oddzielny tekst o filmie. Artykuł jest więc o All Mighcie jakiego znamy z mangi i anime, które pojawiły się do tej pory.
Twoje policzki zapadnięte, twoje oczy zapadłe! Jakże wynędzniałym „numerem jeden” się stałeś! Ale nie czuj się zażenowany! Wszak to twoja prawdziwa postać, czyż nie?!
Te słowa wypowiada złoczyńca All For One, kiedy udaje mu się doprowadzić do tego, że bohater All Might z mocarza staje się wychudzonym mężczyzną, ledwie trzymającym się na nogach. Dla stanowczej większości mieszkańców, oglądających walkę z telebimów, komputerów i telewizorów, All Might był pełnym życia, umięśnionym i uśmiechniętym mężczyzną w sile wieku; największym bohaterem wszech czasów i Symbolem Pokoju. Sam All Might starał się bardzo ukrywać swoją prawdziwą postać, bo gdyby było powszechnie wiadomo o jego stanie zdrowia, wiele rzeczy, które budował przez lata, rozpadłoby się w mgnieniu oka.
Właśnie dlatego jego arcywróg, All For One, postanowił, że anihilację swojego przeciwnika zacznie od pokazania światu jego słabości.
Od kiedy jednak wciągnęłam się w My Hero Academia, o wiele bardziej od heroicznej, muskularnej postaci All Mighta, wolałam jego postać prawdziwą. Mimo że jest ona brzydka i ma wiele cech, które na pierwszy rzut oka każą myśleć, że All Might będzie co najmniej antypatyczny, jeśli nie po prostu zły, z czasem sprawiła ona, że wydał mi się właśnie o wiele sympatyczniejszy, a na pewno o wiele mniej upiorny niż jako uśmiechający się szeroko mocarz.
Dlatego postanowiłam, że poświęcę kolejny artykuł właśnie Symbolowi Pokoju i jego obu wersjom. Zwłaszcza pod kątem tego, jak silną osobowością w tym uniwersum jest All Might.
Continue reading „Artykuł: Sympatyczny szkielet, czyli kilka słów o All Mighcie” →