Kolejne dziesięć moich najlepszych fanfików

W swoje urodziny mam zwyczaj dzielenia się rankingami swoich ulubionych rzeczy – filmów, gier, postaci pobocznych, guilty pleasures, YouTuberów, czy mało znanych filmów. Jednakże w 2015 roku odeszłam trochę od schematu i opowiedziałam Wam o moich dziesięciu najlepszych fanfikach, które napawały mnie dumą.

Od tego czasu bywałam w różnych fandomach i do nich też pisałam fanfiction, które uważałam za całkiem dobre. Dlatego już dawno postanowiłam, że na dziesiątą rocznicę bloga zrobię nową listę, która uwzględni nowe fiki. Tak jak poprzednim razem przyjmuję zasadę jednej pozycji na fandom, a także wymóg, że musi to być fik, do którego lubię sobie wracać.

Przedstawiam Wam kolejne dziesięć moich najlepszych fanifków.

Czytaj dalej „Kolejne dziesięć moich najlepszych fanfików”

Maj z Batmanem – Artykuł: Rycerstwo Mrocznego Rycerza

Istnieje komiks z serii Elseworlds, w którym Batman jest rycerzem nie tylko w przenośni, ale i dosłownie. W tymże komiksie – Batman: The Dark Knight of The Round Table – Thomas Waynemoor, wraz z żoną, synem i kilkumiesięczną córeczką zostaje wygnany z Camelotu z dekretu króla Artura, któremu przepowiedziano, że niedawno urodziło się dziecko, będące jego zgubą (chodzi o tak zwane May Day; w oryginalnej legendzie arturiańskiej król kazał wysłać wszystkie niemowlęta na chybotliwe łodzie, aby dzieci się potopiły). Tymczasem czarownica Morgana le Fey miała sen, w którym przepowiedziano jej, że ród Waynemoor i nietoperze będą jej zgubą. Postanowiła więc – w ramach bycia ironiczną – wysłać za łodzią Waynemoorów demony-nietoperze, aby doprowadziły do tego, że cała rodzina zginie. Wydaje się, że tak też się stało, ale z pomocą Merlina z masakry ocalał syn Thomasa – Bruce. Chłopiec zostaje przeniesiony na wyspę Avalon, gdzie nie zaznaje choroby ani głodu, jednak wciąż ma przed oczami demony zabijające jego rodzinę. Dorasta więc ucząc się sztuki rycerskiej i niecierpliwie wyczekując zemsty na Morganie i królu Arturze – dwóch sprawcach swojego nieszczęścia. Z pomocą Merlina Bruce wyrasta na wspaniałego wojownika i przywdziewa zbroję z hełmem i peleryną przywodzącym na myśl skrzydła i głowę nietoperza. Walczy przeciwko siłom Morgany, ale jednocześnie odmawia uznania Artura swoim królem. A w międzyczasie zyskuje sługę, Alfreda, oraz giermka – Dicka Graysona.

Batman: The Dark Knight of the Round Table nie jest może najlepszą opowieścią z Elseworlds, jaką kiedykolwiek napisano, ale swego czasu bardzo mi się podobała. A kiedy niedawno ją sobie powtórzyłam, zaczęłam się zastanawiać nad tym najsłynniejszym homeryckim epitetem Batmana – „Mroczny Rycerz”. Potem przypomniałam sobie, że innym takim jego przydomkiem jest „Zamaskowany Krzyżowiec” i że jego misja oczyszczenia Gotham nazywana jest często krucjatą. Zaczęłam się więc zastanawiać ile Bruce Wayne ma z rycerza i jakie ideały sobą reprezentuje, zwłaszcza w kontraście do Supermana.

Wydaje mi się, że do pewnego stopnia Batman jest współczesnym rycerzem; i że tak jak Superman przypomina bardziej mitycznych herosów, tak Batman przypomina bohaterów legend arturiańskich i baśni.

Czytaj dalej „Maj z Batmanem – Artykuł: Rycerstwo Mrocznego Rycerza”

Artykuł: Sympatyczny szkielet, czyli kilka słów o All Mighcie

Zanim przejdziemy do samego tekstu, dwie sprawy. Po pierwsze – jest on najeżony spoilerami do mangi My Hero Academia. Po drugie – wiem, że nadchodząca kinówka – My Hero Academia: The Tale of Two Heroes – opowiada o przeszłości All Mighta, jednak ponieważ nie mam do niej na razie dostępu, postanowiłam napisać ten artykuł, a dopiero później przygotować oddzielny tekst o filmie. Artykuł jest więc o All Mighcie jakiego znamy z mangi i anime, które pojawiły się do tej pory.

Twoje policzki zapadnięte, twoje oczy zapadłe! Jakże wynędzniałym „numerem jeden” się stałeś! Ale nie czuj się zażenowany! Wszak to twoja prawdziwa postać, czyż nie?!

Te słowa wypowiada złoczyńca All For One, kiedy udaje mu się doprowadzić do tego, że bohater All Might z mocarza staje się wychudzonym mężczyzną, ledwie trzymającym się na nogach. Dla stanowczej większości mieszkańców, oglądających walkę z telebimów, komputerów i telewizorów, All Might był pełnym życia, umięśnionym i uśmiechniętym mężczyzną w sile wieku; największym bohaterem wszech czasów i Symbolem Pokoju. Sam All Might starał się bardzo ukrywać swoją prawdziwą postać, bo gdyby było powszechnie wiadomo o jego stanie zdrowia, wiele rzeczy, które budował przez lata, rozpadłoby się w mgnieniu oka.

Właśnie dlatego jego arcywróg, All For One, postanowił, że anihilację swojego przeciwnika zacznie od pokazania światu jego słabości.

Od kiedy jednak wciągnęłam się w My Hero Academia, o wiele bardziej od heroicznej, muskularnej postaci All Mighta, wolałam jego postać prawdziwą. Mimo że jest ona brzydka i ma wiele cech, które na pierwszy rzut oka każą myśleć, że All Might będzie co najmniej antypatyczny, jeśli nie po prostu zły, z czasem sprawiła ona, że wydał mi się właśnie o wiele sympatyczniejszy, a na pewno o wiele mniej upiorny niż jako uśmiechający się szeroko mocarz.

Dlatego postanowiłam, że poświęcę kolejny artykuł właśnie Symbolowi Pokoju i jego obu wersjom. Zwłaszcza pod kątem tego, jak silną osobowością w tym uniwersum jest All Might.

Czytaj dalej „Artykuł: Sympatyczny szkielet, czyli kilka słów o All Mighcie”

Czerwiec z Supermanem – Artykuł: Człowieczeństwo Człowieka ze Stali

Dawno, dawno temu, jeszcze kiedy stawiałam swoje pierwsze kroki na blogu, napisałam artykuł W obronie Kapitana Ameryki, czyli dlaczego nie lubimy postaci praworządnych, w którym to artykule próbowałam odpowiedzieć na zadaną tezę w pięciu punktach. Pierwszy z tych punktów głosił, że „postaci praworządne dobre irytują nas, bo czasem przypominają bardzo Mary Sue. Wydają się być bez skazy – nigdy nie kłamią, nigdy się nie boją, zawsze się kontrolują, nie mają fatalnych wad, nie można ich przekupić… Jednym słowem – są w swojej cnocie odrealnieni, przypominają bardziej ideał, do którego trzeba dążyć, niż rzeczywistego człowieka.”

I otóż w tym roku obchodzimy osiemdziesiątą rocznicę powstania Supermana. Obecnie żyjemy w czasach, kiedy bliżej nam do Batmana i kiedy wielu fanów przeciwstawia Batmana Supermanowi, aby pokazać wyższość człowieka nad nadludzką istotą. Ponadto sama sytuacja Supermana jako postaci wydaje się być obca i trudno się z nim utożsamiać. Superman jest ostatnim członkiem swojej rasy, a jednocześnie kimś, kto jest prawie niezwyciężony i ma niezachwiane zasady moralne. Z pozoru nie jest ludzki, więc nie przeżywa tych samych rozterek ani nie ma tych samych bolączek, co my.

To jest, oczywiście, błąd.

Superman jest człowiekiem z wyboru. Może nie krwawić, może i lata i jest potężny, ale to nie znaczy, że nie ma żadnych słabości, że nie targają nim wątpliwości i że nie odczuwa smutku albo bezsilności. Co więcej, jego sytuacja życiowa uniemożliwia mu doświadczenie pewnych rzeczy, jednakże otwiera go na inne, niemniej dramatyczne. Ludzie mają zwyczaj dehumanizacji Supermana, dlatego ostatni tekst na Czerwiec z Supermanem poświęcony jest człowieczeństwu Człowieka ze Stali.

Czytaj dalej „Czerwiec z Supermanem – Artykuł: Człowieczeństwo Człowieka ze Stali”

Artykuł: Artur Everest, prawdziwy Człowiek-Ćma

Dawno, dawno temu natrafiłam na dziwną kreskówkę. Zaczynała się od dwóch mężczyzn – jednego wielkiego w niebieskim stroju z antenami, i jednego mniejszego, w stroju przypominającym kostium białego królika – siedzących na fotelach w jakimś czarnym pomieszczeniu. Wyglądało na to, że udzielali wywiadu i to przypuszczenie zostało szybko potwierdzone przez głos z offu, który zapytał: „Kleszczu, od jak dawna jesteś superbohaterem?”

Od tej sceny właściwie zaczęła się moja przygoda z Kleszczem – zwariowaną kreskówką o muskularnym superbohaterze, który może i był trochę mało rozgarnięty, ale miał serce we właściwym miejscu i wygłaszał górnolotne przemowy; i o jego pomocniku, Arturze, który z jednej strony jest bardzo mocno osadzony w rzeczywistości, a z drugiej – codziennie chodzi w stroju ćmy (który wszyscy mylą ze strojem królika). Kleszcz był moim pierwszym zetknięciem z parodią opowieści o superbohaterach i choć niektóre nawiązania zrozumiałam dopiero po latach, i tak zapamiętałam jego specyficzny humor, kolorowe postaci i ciekawą fabułę.

Tak więc lata mijały i Fox Kids zaczęło puszczać stare i nowe odcinki Kleszcza. Kiedy jednak kanał przestał istnieć, serial stał się tylko wspomnieniem. Jednakże kilka razy zdarzyło mi się go wpisywać w Google albo w wyszukiwarkę YouTube’a i wkrótce przekonałam się, że w 2001 powstała aktorska adaptacja. Ponieważ jednak wyglądała dość dziwnie, przez jakiś czas wstrzymywałam się z zapoznaniem z nią.

Mamy więc rok 2016. Amazon Prime postanowił zacząć robić własne seriale i wypuścił kilka pilotów, aby widownia mogła się z nimi zapoznać. Jednym z nich był nowy, aktorski Kleszcz. Wiedziona ciekawością, obejrzałam tego pilota i od razu rzuciły mi się w oczy dwie rzeczy: 1) serial, mimo tego, że miał komediowe elementy, był o wiele mroczniejszy niż kreskówka; i 2) o wiele bardziej niż na Kleszczu skupiał się na Arturze. Kiedy później pojawiły się kolejne odcinki, jasne stało się to, że tak naprawdę nie jest to opowieść o Kleszczu, tylko właśnie o drodze jego pomocnika do bycia superbohaterem.

Jakiś czas temu udało mi się nadrobić pierwszy sezon tego nowego Kleszcza i doszłam do wniosku, że warto by się było przyjrzeć Arturowi w różnych jego inkarnacjach. Niektóre rzeczy pozostają wspólne wszystkim jego wersjom, inne różnią się drastycznie od pozostałych, dając nam szczególny wgląd w pomocnika Kleszcza.

Czytaj dalej „Artykuł: Artur Everest, prawdziwy Człowiek-Ćma”