Artykuł: Kiedy superbohaterowie ze sobą walczą

Uwaga! Tekst zawiera spoilery!

Konflikt. Jeden z najważniejszych elementów w opowieści. Może zachodzić między bohaterem a złoczyńcą, między jednostką a zbiorowością, między człowiekiem a naturą, między bohaterem a jego własnymi słabościami. Jednak dość często zdarza się, że konflikt zachodzi między postaciami, które stoją po stronie dobra, ale z jakiegoś powodu się nie dogadują. Co więcej – komiksy mają długą historię konfliktów między superbohaterami.

Tej wiosny mieliśmy okazję zobaczyć kilka z nich w ekranowych adaptacjach. Najpierw drugi sezon Daredevila uraczył nas wątkiem Punishera, a następnie do kin weszły dwa blockbustery z wątkiem walczących ze sobą superbohaterów – Batman v. Superman: Świt SprawiedliwościKapitan Ameryka: Wojna Bohaterów. Dodajmy do tego dwuczęściowy crossover z zeszłego sezonu między Arrow i Flashem i mamy cztery konflikty, którym warto by się przyjrzeć.

Czytaj dalej „Artykuł: Kiedy superbohaterowie ze sobą walczą”

Artykuł: Daredevil – Temida i Nemezis w jednym

Uwaga! Tekst zawiera spoilery do pierwszego sezonu Daredevila.

Jest takie angielskie słowo, które jest wykorzystywane w wielu ekranizacjach komiksów jako określenie danego superbohatera (zwłaszcza przez policję i prasę). Tym słowem jest vigilante. Zwykle tłumaczy się je jako „mściciela”, aczkolwiek polska Wikipedia podaje „straż obywatelską” jako nasz odpowiednik tego słowa. Vigilante definiuje się jako: „członka ochotniczego komitetu zorganizowanego w celach zduszenia i ukarania zbrodni (kiedy procesy prawne są postrzegane jako nieskuteczne)” albo „człowieka, który sam siebie mianował do wyznaczania sprawiedliwości” (obie definicje pochodzą ze słownika Merriam-Webster… i wybaczcie moje kulawe tłumaczenie). Tak więc vigilante to ktoś, kto postanowił sam wyznaczyć sprawiedliwość, bo uważa, że organy prawa – policja, sądownictwo itd. – nie są w stanie spełniać swoich podstawowych zadań; to ktoś działający poza prawem, aby ukarać zbrodniarzy albo zapobiec zbrodniom mającym miejsce na co dzień. Oczywiście, może się zdarzyć, że przekazuje przestępców policji i szuka dowodów, które można by przedstawić przeciwko nim w sądzie, jednak przeważnie sam rozprawia się z większością swoich przeciwników w ten czy inny sposób.

Naturalnie, jeżeli ekranizacja jest utrzymana w mrocznym klimacie, a bohater jest vigilante, wielokrotnie poruszana jest kwestia tego, czy ma moralne prawo do tego, co robi; czy jako samozwańczy mściciel obijający mordy przestępcom i wyciągający od nich informacje za pomocą siły, nie jest od nich lepszy; czy może ufać własnemu, bądź co bądź, ludzkiemu osądowi na temat tego, kogo może karać, a kogo nie; czy w końcu – gdy dojdzie co do czego – ma prawo odebrać życie komuś innemu, bo uważa, że świat bez tej osoby byłby lepszy.

Daredevil – najnowszy serial wyprodukowany przez Netflix i będący częścią Marvel Cinematic Universe – moim zdaniem porusza te tematy najobszerniej. Żaden inny film ani serial z motywem vigilante, jaki oglądałam, nie omówił wszystkich problemów związanych z „mścicielami” tak dokładnie, jak Daredevil. Ja zaś postanowiłam poddać ten serial małej analizie.

Daredevil w Spiderman: The Animated Series.
Zacznijmy od głównego bohatera, Matta Murdocka, tytułowego Daredevila. Kto widział adaptację tego komiksu z Benem Affleckiem albo chociaż odcinek animowanego Spidermana, wie mniej więcej jaki jest koncept tej postaci – prawnik, który stracił w dzieciństwie wzrok w wyniku oblania toksycznymi odpadami, w dzień chroni niewinnych na sali sądowej, a w nocy, jako tajemniczy Daredevil, walczy z przestępczością na ulicach. O tym, że jego ojciec był bokserem, którego zabito, bo nie podłożył się w ustawionej walce; i o tym, że arcywrogiem Daredevila jest Wilson Fisk, znany jako Kingpin, też właściwie wiadomo z obu tych adaptacji, jednak serialowy Daredevil rozwija wszystkie te wątki – wgłębia się w przeszłość Matta Murdocka, a nawet pokazuje paralele między nim a Fiskiem… ale o tym potem.
Wpływ Jacka „Battlin’” Murdocka na syna był ogromny. Jak już wspomniałam wyżej, Jack był z zawodu bokserem. Co więcej, aby utrzymać rodzinę (czyli Matta, bo matka chłopca jest właściwie nieobecna), brał udział w ustawionych meczach bokserskich i przegrywał za pieniądze. Miał jednak swoją własną technikę walki – pozwalał przeciwnikowi się bić i przystępował do ataku, kiedy tamten się zmęczył. Ojciec naszego bohatera potrafił przyjąć sporą dawkę ciosów, aby zaraz potem podnieść się na równe nogi i dalej walczyć (rzecz, która będzie w przyszłości charakteryzować również samego Daredevila). Jednakże Jack Murdock – zwłaszcza tuż po wypadku, który odebrał Mattowi wzrok – kładł silny nacisk na to, aby jego syn miał dobre oceny. Chciał, aby chłopiec używał w przyszłości głowy, a nie pięści. Kiedy w wieku dziewięciu lat, Matt stał się ofiarą wypadku ciężarówki z toksycznymi odpadami (wypychając z drogi staruszka) i toksyny dostały mu się do oczu, oślepiając go, Jack nie tylko pomógł mu się oswoić z tą sytuacją, ale również kazał mu się nie poddawać i zachęcał do nauki Braille’a. Sam tym bardziej przykładał się do walk. Najbardziej chwalebna cecha Jacka Murdocka to to, że był w stanie dla dobra swojego dziecka być czyimś workiem treningowym i znosić wiele upokorzeń po to, aby zapewnić rodzinie byt.
Pewnego dnia jego menedżerom udało się załatwić mu walkę ze słynnym bokserem, Creelem (postać, którą możecie kojarzyć z Agentów TARCZY). Na początku Jack cieszył się z tego, jednak jak tylko dowiedział się, że jest to ustawiona walka, w której ma przegrać, jego entuzjazm zmalał. Mimo wszystko, przyjął ofertę, ale chcąc, aby jego syn chociaż raz w życiu usłyszał jak tłum skanduje ich nazwisko, postanowił wygrać z Creelem. A wiedząc, że zapewne przysporzy sobie kłopotów, najpierw zadbał o to, aby Matt był zabezpieczony finansowo.  Jack Murdock odniósł spektakularne zwycięstwo, usłyszał wiwatujący na jego część tłum, ale do domu już nie dotarł.

To, co przekazał swojemu synowi, to przede wszystkim determinacja, zarówno w walce, jak i w życiu.

Po śmierci ojca, Matt trafił do prowadzonego przez zakonnice sierocińca. Toksyny, które odebrały chłopcu wzrok, sprawiły, że pozostałe jego zmysły wzmocniły się i dlatego po jakimś czasie przebywania w sierocińcu, odczuwał bolesny natłok bodźców zewnętrznych. Ponieważ lekarze i duchowni byli bezsilni, matka przełożona wezwała na pomoc człowieka, który pracował z wyjątkowymi dziećmi. Tym człowiekiem był niewidomy starzec, Stick. Stick nauczył Matta jak korzystać z jego wyostrzonych zmysłów – jak na podstawie słuchu, smaku, dotyku i węchu wywnioskować co się wokół niego dzieje – a także wyszkolił go w walce. Przy czym nie pocieszał Matta po stracie ojca i nie ukrywał przed nim okrucieństwa świata. Zrezygnował z trenowania chłopca i porzucił go, kiedy okazało się, że Matt zaczyna go lubić i nawet traktuje go jak substytut ojca. Ironiczne jest to, że Matt okazał swoje uczucia akurat wtedy, kiedy Stick powiedział mu, że ma się od nich odciąć.

Później, kiedy Matt był już dorosły i zajmował się walką ze zbrodnią, Stick go odwiedził, aby wciągnąć go w swoją misję zniszczenia broni o nazwie Black Sky, a przy okazji skrytykował swojego byłego ucznia za wygodnictwo. Stick był twardym, wymagającym mentorem, który hołdował spartańskiemu wychowaniu. Chciał zrobić ze swego ucznia żołnierza i przygotować go na nadchodzącą, bliżej nieokreśloną wojnę. Ponieważ zaś nie stronił od zabijania, Matt bał się tego, że może stać się tak samo bezwzględny jak jego były nauczyciel.
Stick pokazał Mattowi jak walczyć i jak korzystać ze swoich zmysłów, a jego skłonność do zabijania i chłód, pokazały przyszłemu Daredevilowi, co go czeka, jeśli pójdzie złą drogą.

Lata mijały i Matt Murdock dostał się na studia prawnicze. Na uniwerku poznał Franklina „Foggy’ego” Nelsona, swojego współlokatora, najlepszego przyjaciela i przyszłego partnera w firmie adwokackiej. Foggy, w przeciwieństwie do większości ludzi, nie postrzegał Matta tylko przez pryzmat jego niepełnosprawności. Dla niego Matt nie był biednym, pokrzywdzonym przez los ślepcem, ale zwykłym mężczyzną. Przez lata Matt i Foggy uczyli się razem, razem bawili i razem snuli plany na przyszłość.

Razem odbywali również staż w prestiżowej kancelarii adwokackiej, „Landman i Zack”. Radzili sobie całkiem dobrze, tak dobrze, że kancelaria zaproponowała im stałą pracę. Jednak Matt nie chciał bronić wielkich firm przeciwko zwykłym ludziom i dlatego przekonał Foggy’ego do tego, aby odrzucili ofertę pracy w „Landman i Zack”, i założyli własną firmę, która zajmowałaby się obroną uczciwych ludzi. I tak powstała kancelaria „Nelson i Murdock”.

Oczywiście to, że niewidomy superbohater Marvela jest z zawodu prawnikiem, nie jest przypadkowe. Wszak Temida, grecka bogini sprawiedliwości, prawa i obyczajów – bogini, której pomnik stoi przed prawie każdym sądem – ma zawiązane oczy opaską. Ta opaska symbolizuje bezstronność sądów; to, że sprawiedliwość nie zważa na status majątkowy czy pochodzenie podsądnych; nie zważa na zabarwienie emocjonalne sprawy, ale do wszystkich stosuje się jednakowo. Matt nawet nawiązuje do tej bezstronności w swojej mowie końcowej, podczas obrony niejakiego Johna Healy’ego w trzecim odcinku.
Zginął człowiek. Nie chcę tego wyróżniać, ale te pytania… te kwestie… są bardzo istotne, ponieważ łączą nas ze sobą i z naszym człowieczeństwem. Nie każdy tak widzi, nie każdy widzi tę linię, a jedynie tę smugę. Ale umarł człowiek. Nie żyje. I to mój klient, John Healy, odebrał mu życie. Nie ma co o tym dyskutować. Chodzi o prawdę, o fakty. Te nie mają zabarwienia moralnego. Mówią o tym jak jest, nie o tym, co o nich myślimy i co czujemy. Po prostu są. To, co było w sercu mojego klienta, gdy odbierał życie – niezależnie od tego, czy jest dobry, czy nie – nie ma znaczenia.
Wątpliwości dotyczące dobra i zła, pomimo swojej ważności, nie mają miejsca w sądzie. Liczą się jedynie fakty. Mój klient twierdzi, że działał w samoobronie. Współpracownicy pana Prohaszki [ofiary Healy’ego] odmówili zeznań, a jedyny pozostały świadek, przerażona młoda dama, zeznał, że mój klient był miły i przyjazny, oraz że [świadek] widział walkę już po jej rozpoczęciu. Takie są fakty. W oparciu o nie, i tylko o nie, oskarżycielowi nie udało się udowodnić, że mój klient nie działał jedynie w samoobronie. I takie, panie i panowie ławnicy, są właśnie fakty.
Mój klient, w oparciu o prawo, którego przysięgliśmy przestrzegać, musi zostać uwolniony od tych oskarżeń. Gdzie indziej być może sam sprowadzi na siebie osąd. Ale tutaj, w tej sali sądowej, decyzja należy do was.

John Healy był, co prawda, częścią podstępu Fiska, jednak to nie zmienia faktu, że Matt Murdock chce bronić pokrzywdzonych. Chce, aby ci najbardziej potrzebujący ochrony prawa ją dostali. I na początku swojej kariery prawniczej naprawdę wierzy, że policja, sądy i służby społeczne wystarczą, aby sprawiedliwości stało się zadość; a także bierze sobie do serca radę ojca, aby używał głowy a nie pięści. Jako adwokat, broni prawa i walczy o sprawiedliwość za jego pomocą. W tym względzie przywodzi na myśl Temidę.

Jednak według greckiej mitologii, kiedy Temida zawodziła i winowajca unikał kary, wyruszała za nim inna bogini – bogini zemsty, sprawiedliwości i przeznaczenia, Nemezis. I tym poniekąd jest również Daredevil. Matt zaczął wyznaczać sprawiedliwość jako vigilante, kiedy pewnej nocy – dzięki swojemu wyczulonemu słuchowi – usłyszał jak pewien ojciec wykorzystuje seksualnie córkę. Poinformował służby społeczne, w nadziei, że pomogą dziewczynce, jednak były one bezsilne. Dlatego Matt postanowił w przebraniu napaść pedofila w nocy i nastraszyć go. Zdając sobie sprawę z tego, że przemoc osiągnęła pożądany efekt, Matt postanowił przebierać się za Daredevila co noc.
Wieść o tym, że jego partner jest słynnym Człowiekiem w Masce, wstrząsa Foggy’m tak bardzo, że jego przyjaźń z Mattem staje pod znakiem zapytania. Dla Foggy’ego Daredevil jest terrorystą i mordercą, a im dłużej Nelson słucha opowieści Matta, tym bardziej jest oburzony. Przecież są prawnikami, powinni działać zgodnie z prawem, tymczasem Daredevil sam siebie ustanowił sędzią, ławą przysięgłych i katem.
Choć Matt jest przekonany o słuszności swoich działań, nadal jest też pełen wątpliwości. Bądź co bądź, mimo że stroni od zabijania, bywa bardzo brutalny. Jakaś jego część obawia się, że może kiedyś stać się potworem. Co więcej – martwi się tym, że może bić przestępców również dlatego, że czerpie przyjemność z przemocy.
Babcia Matta była bardzo pobożną katoliczką i podobno zwykła mawiać: „Strzeżcie się Murdocków. Mają w sobie diabła.” Ten diabeł, według Matta, objawiał się, kiedy Jack Murdock walczył na ringu i nagle stawał się bardziej brutalny. Tak też jest czasem z Mattem, kiedy wychodzi na miasto jako vigilante. Motyw piekła i diabła przetacza się przez prawie cały pierwszy sezon, nie tylko dlatego, że dzielnica Nowego Jorku, w której dzieje się akcja serialu, nazywa się Hell’s Kitchen, a sam Daredevil na początku nazywany jest, między innymi, Diabłem z Hell’s Kitchen, ale też dlatego, że Matt często mówi o Fisku „diabeł”, a nawet przeprowadza rozmowę z księdzem Lantomem na temat istnienia diabła jako takiego.
Ksiądz Lantom jest powiernikiem Matta od kiedy ten pewnej nocy wyspowiadał się z tego, że zamierza zaatakować konwój handlarzy żywym towarem. Lantom jest czymś w rodzaju duchowego i moralnego wsparcia. Kiedy tylko Matta ogarniają wątpliwości natury moralnej, związanej z jego nocną działalnością, idzie do kościoła porozmawiać z księdzem Lantomem. Ten zaś ofiarowuje odpowiedzi, które umożliwiają Mattowi zrozumienie sytuacji i podjęcie właściwej decyzji. Na przykład, kiedy Matt opowiada mu o swoim pierwszym spotkaniu z Fiskiem (w galerii, gdzie spotkał także ukochaną Fiska, Vanessę), którego uważał dotąd za wcielenie zła, i zwierza się ze swoich wątpliwości, spowodowanych tym, że „diabeł kocha i jest kochany”, ksiądz Lantom odpowiada: „Istnieje szeroka przepaść między zabójstwem a bezczynnością. Zło innego człowieka nie czyni cię dobrym. Przez wieki ludzie używali cudzego bestialstwa, by usprawiedliwić własne. Musisz sobie zadać pytanie. Walczysz z tym, że nie chcesz go zabić, ale musisz, czy z tym, że nie musisz go zabić, ale tego chcesz?”
Przyjrzyjmy się temu diabłu. Wilson Fisk mógł z łatwością być sztampowym, sadystycznym szefem światka przestępczego, jednak w tym serialu jest niejednoznaczny. Jego niejednoznaczność zaś sprzyja dalszym rozważaniom na temat motywu vigilante. Zwykle, nawet jak czarny charakter ma jakieś cechy pozytywne, rzadko z nim sympatyzujemy. W przypadku Fiska – poprzez wgląd w jego własną smutną przeszłość i relacje z ukochanymi osobami – zdarzają się momenty, kiedy naprawdę widz mu kibicuje.
Wilson Fisk rządzi strachem. Ktokolwiek choćby wypowie jego nazwisko do osoby postronnej, podpisuje wyrok nie tylko na siebie, ale i na swoich bliskich. Wielu zwykłych ludzi zmuszanych jest to brania udziału w planach Fiska poprzez groźby krzywdy wyrządzonej ich rodzinie (jak strażnik w pierwszym odcinku), czy szantaż (jak ławniczka z odcinka trzeciego). Na co dzień imperium Fiska zajmuje się morderstwami, handlem żywym towarem (również dziećmi), malwersacjami, a nawet rozprowadzaniem kokainy. Fisk ma w swojej kieszeni policję i polityków. Ponadto nie ulega wątpliwości, że jest niezrównoważony emocjonalnie – potrafi pobić na śmierć kogoś tylko dlatego, że coś źle zrobił.
Można by się spodziewać, że ktoś taki byłby zaborczy wobec każdej kobiety, która mu się spodoba, jednak z chwilą, kiedy Wilson Fisk zaczyna interesować się właścicielką galerii, Vanessą Marianną, jesteśmy świadomi tego, że to miłość prawdziwa, opierająca się na zasadzie „jeśli kogoś kochasz, daj mu wolność.” Kiedy tylko Vanessa dowiaduje się, że mężczyzna, z którym spędziła wieczór, jest kimś, kto prowadzi ciemne interesy, Fisk zapewnia ją, że jeśli chce, on zniknie z jej życia. Wilson Fisk ma własnych bliskich – ukochaną kobietę, najlepszego przyjaciela i matkę – i obojętnie jak bardzo jest wściekły i jak wiele może zrobić swoim wspólnikom, podwładnym lub wrogom, wobec tych trzech osób – Vanessy, Wesleya i matki – jest zawsze opiekuńczy i troskliwy.
Poza tym Fisk ma swoje własne wątpliwości – w dzieciństwie zabił własnego ojca, kiedy ten wyżywał się na jego matce, więc Fisk obawia się, że stanie się taki jak on. Specjalnie nosi jego spinki, aby pamiętać o tym zdarzeniu i o tym, że „nie jest okrutny dla samego okrucieństwa”. Kieruje się również dobrem miasta, w którym się wychował; chce za pomocą przemocy oczyścić je ze zła. I to jest pierwsza paralela między Wilsonem Fiskiem a Mattem Murdockiem. Aczkolwiek o ile Fisk nie cofa się przed skrzywdzeniem niewinnych cywili, Matt tych właśnie cywili chce chronić.
Kolejna paralela między protagonistą i antagonistą Daredevila to to, że obaj wychowywali się w Hell’s Kitchen; obaj pochodzą z ubogich rodzin i obu ich ukształtowali ich ojcowie. Z tym, że ci ojcowie różnią się od siebie w postawach. Jack był w stanie przełknąć swoją dumę dla dobra syna. Startujący na radnego Bill potrafił pobić młodzika, który  mówił o nim niepochlebne rzeczy. Jack uczył Matta, że głowa jest ważniejsza od pięści. Bill zachęcał Wilsona do kopania i bicia już i tak leżącego na ziemi przeciwnika. Jack robił wszystko, aby utrzymać rodzinę. Bill zadłużył się u lichwiarza, aby mieć pieniądze na kampanię, mimo że miał do zapłacenia rachunki. Jack dał Mattowi łyka whiskey, aby chłopcu nie trzęsły się ręce, kiedy będzie zszywał ojcu brew; a na pytanie syna, czy może wziąć jeszcze trochę, odpowiedział: nie. Bill wmuszał piwo w Wilsona, bo prawdziwi mężczyźni piją piwo. W końcu Jack zginął, bo chciał być kimś lepszym w oczach własnego dziecka, tymczasem Bill został zabity przez syna, chcącego ochronić swoją matkę.
Co by nie mówić, Fisk jest postacią niejednoznaczną, a jego związek z Vanessą zdaje się przybliżać go do światła. Właściwie w pewnym momencie zachodzi taka sytuacja, że Wilson Fisk zbliża się do światła, podczas gdy Matt Murdock zbliża się do ciemności.

Poniekąd tym, co stoi na przeszkodzie szczęściu Fiska są nie tylko machinacje jego partnerów w zbrodni, ale także sam Daredevil i jego pomocnicy. Karen Page, sekretarka Matta i Foggy’ego, która prowadzi śledztwo w sprawie swoich dawnych pracodawców, zabija przez przypadek Wesleya. Pomagający jej w dokopaniu się do prawdy dziennikarz, Ben Urich, niepokoi matkę Fiska w domu starców. Zaś kancelaria „Nelson i Murdock” szuka sposobu na to, aby Fiska zdyskredytować w momencie, kiedy ten stara się uchodzić za dobrego obywatela. Z jego punktu widzenia oni wszyscy nie są sprawiedliwymi ludźmi, którzy mu się przeciwstawiają, tylko potworami, którzy zagrażają jego lepszemu światu.

Każdy jest bohaterem własnej historii. Każdy myśli, że jest tym dobrym i że słuszność stoi po jego stronie. Tak też postrzegają siebie Matt Murdock i Wilson Fisk.
Zasadnicza różnica między Daredevilem a Avengersami jest taka, że Avengersi mierzą się z zupełnie innymi przeciwnikami niż Daredevil. Podczas gdy Tony Stark, Steve Rogers i reszta walczą z nazistami, tajnymi organizacjami, kosmitami, czy półbogami, zagrażającymi całemu światu (czy nawet wszechświatu), Matt Murdock ma przeciwników na terenie lokalnym – handlarzy narkotyków, sutenerów, szefów mafii, czy zwykłych złodziei. Do pewnego stopnia są to bardziej przyziemni przeciwnicy.
Świat w Daredevilujest mroczny, skorumpowany i skomplikowany. Zarówno protagonista, jak i antagonista, mają w sobie dobro i zło, i przez to cały serial jest niejednoznaczny. Pokazuje dobre strony bycia vigilante, ale także przedstawia moralne dylematy związane z wyznaczaniem sprawiedliwości samodzielnie. I to właśnie sprawia, że ten serial jest tak niesamowity.

Artykuł: Jak wychować Batmana, czyli Bruce Wayne w "Gotham"

Uwaga! Tekst zawiera spoilery do półsezonu Gotham.

W przyszłego Batmana wcielił się
David Mazouz.

Nie wiem kto to powiedział pierwszy – czy jakiś recenzent, czy ktoś związany z samą produkcją – ale ktoś kiedyś określił Gotham jako „serial o Batmanie bez Batmana.” Gotham w samym swoim założeniu miało być nie tyle kolejną historią opowiadającą o Mrocznym Rycerzu i jego walce z przestępcami, co kryminałem z gatunku buddy cop, a do tego jeszcze prequelem, dziejącym się jakieś dwie dekady przed pojawieniem się na scenie Człowieka-Nietoperza. Głównym bohaterem, który bierze na siebie oczyszczenie Gotham i odkrycie tajemnicy śmierci państwa Wayne’ów, nie jest Batman, a młody i rozpoczynający dopiero karierę stróża prawa przyszły komisarz James Gordon. Jednak to, że postać Batmana się w Gothamnie pojawia, nie oznacza, że Bruce’a Wayne’a także w nim nie ma. Właściwa fabuła zaczyna się przecież od morderstwa Marthy i Thomasa Wayne’ów, a i potem wątek ich syna zmagającego się ze śmiercią rodziców nie zostaje porzucony.

Właściwie po raz pierwszy w historii Batmana na dużym i małym ekranie, mamy sytuację, w której możemy zaobserwować dzieciństwo Mrocznego Rycerza. Dotąd w różnych filmach, serialach i kreskówkach ten okres życia Bruce’a Wayne’a przedstawiany był tylko w retrospekcjach (jeśli chodzi o komiksy, to słyszałam, że w okresie Srebrnej Ery w jednej historyjce Batman został zamieniony w Bat-Dziecko, a w innej – kilkuletni Bruce przenosi się do szkoły w Smallville i młody Clark Kent pokazuje mu przyszłość, w której obaj walczą ze złem jako Batman i Superman). Korzystając z tego, że trwa przerwa, podczas której nowe odcinki wielu seriali (w tym Gotham) nie będą emitowane aż to stycznia, przyjrzyjmy się jaki jawi nam się dwunastoletni Bruce Wayne.

W recenzji pilota Gothamwspomniałam, że jeszcze przed jego premierą zagranicą, wymarzyłam sobie wątek Bruce’a jako najpierw krótki okres żałoby po rodzicach (wraz z kolejnymi stopniami żalu), a potem powolne dochodzenie do owego postanowienia o zostaniu postrachem przestępców. Wspominałam również, że opisy pierwszych wrażeń Mroowy i Ichaboda uświadomiły mi, że raczej nie mam co liczyć na taki rozwój sytuacji. To jednak, co dostałam, nie było złe samo w sobie. Właściwie sceny z małym Bruce’m dają nam wgląd nie tylko w to, w jakich okolicznościach narodził się Batman, którego wszyscy znamy; ale też jak budowały się jego stosunki z Alfredem, Gordonem i Seliną Kyle (cóż, wątek miłosny między przyszłymi Batmanem i Kobietą-Kotem jest trochę dziwny, ale ma pewien urok). O wszystkich trzech relacjach jeszcze sobie powiemy, a teraz zajmijmy się samym Bruce’m.

Bruce Wayne czytający na przerwie w szkole.
Co można powiedzieć o osobowości młodego Bruce’a Wayne’a? Na pewno jest on introwertykiem, który woli raczej czytać w kącie książkę, niż bawić się z rówieśnikami. W odcinku Spirit of the Goat, w którym seryjny morderca porywa i zabija w wyrafinowany sposób młodych dziedziców wielkich fortun Gotham, Bruce stwierdza: „Wszyscy uciekają jak króliki. Nie wiem dlaczego wybrał zwierzę kopytne na swój symbol, ale potrafi ich wystraszyć.” Chociaż sam teoretycznie zalicza się do ludzi, na których poluje Duch Kozła, dystansuje się od nich. Później, kiedy w The Mask wraca do szkoły, na pytanie Alfreda, czy brakuje mu kolegów, odpowiada: „Niezbyt. Zawsze uważałem, że są nieco dziecinni.” Jeżeli wsłuchamy się w sposób wysławiania się młodego Bruce’a Wayne’a, szybko da o sobie znać jego oczytanie. Prawda, w swojej pierwszej scenie, opisując wrażenia z seansu kinowego, używa słowa „żenada” (w oryginale: lame) i w wielu późniejszych scenach odzywa się językiem potocznym, jednak dość często nie mówi jak dziecko, tylko dorosły. Chce, aby Alfred przekonał go do chodzenia do zwykłej szkoły, używając sensownych argumentów; na pytanie Seliny, czy chce zostać przez nią pocałowany, stwierdza: „Chciałbym, ale czuję, że masz ukryty motyw. Nie uważasz mnie za odpowiedniego partnera romantycznego, więc dlaczego miałabyś mnie pocałować?”; mówi o sprawdzaniu się, ćwiczeniu silnej woli i pokonywaniu strachu. Jeżeli wierzyć DC Database, komiksowy Bruce Wayne również był introwertykiem i miał mało przyjaciół (jednym z nich był Tommy Elliot, o którym powiemy sobie jeszcze później). Bruce z Gothamzdradza także pewne rozeznanie w biznesie, zwłaszcza, kiedy zaczyna się interesować Projektem Arkham i przegląda różne akta i dokumenty biznesowe w poszukiwaniu jakichś machlojek. Być może swego czasu Thomas Wayne wyjaśnił co nieco synowi, który przecież ma być przyszłym właścicielem Wayne Enterprises.

Jeśli zaś przyjmiemy, że mały Bruce czyta dużo książek (a wśród nich – dzieła historyków greckich i rzymskich albo Próby Montaigne’a), scena ze świecą w drugim odcinku nabiera sensu. Powiedzmy, że chłopiec natyka się na opowieść o tym, jak pewien antyczny bohater zostaje wzięty w niewolę. Oprawcy tegoż bohatera chcą zmusić go do uległości i dlatego stosują na nim różne tortury, jednak on nie okazuje słabości i nie wydaje krzyku boleści, mimo że tortury są coraz bardziej okrutne. Oczywiste jest, że człowiek, który opisuje to wydarzenie, chce w ten sposób powiedzieć, że jest to przykład odwagi i siły woli. Tak więc trzymanie dłoni nad ogniem świecy może być zarówno próbą, jak i ćwiczeniem tych właśnie cech przez młodego Bruce’a Wayne’a.

Dlaczego jednak tak bardzo Bruce’owi zależy na tym, aby pokonać strach? Tutaj właśnie należy przyjrzeć się samemu morderstwu jego rodziców. Jakiś zamaskowany osobnik najpierw zrywa perły z szyi Marthy Wayne, potem, cały czas celując do nich z pistoletu, rozkazuje jej i jej mężowi, aby oddali mu pieniądze, kiedy zaś to robią, i tak do nich strzela. Przerażony Bruce przygląda się całemu zajściu i jest zbyt sparaliżowany strachem, aby się choćby ruszyć, kiedy napastnik celuje także w niego, po czym postanawia go jednak oszczędzić i ucieka. Bruce Wayne jest więc wiedziony poczuciem winy, ponieważ myśli, że gdyby nie paraliżujący lęk, którego doświadczył, być może byłby w stanie zrobić coś, aby jego rodzice przeżyli. Dlatego potem próbuje się „sprawdzić” – pakuje się w niebezpieczne sytuacje, aby strach nigdy więcej już go nie zdominował. To wszystko zaś niepokoi wszystkich wokół, zwłaszcza Alfreda.

Bruce przy pracy.
Również stosunek Bruce’a do morderstwa rodziców jest dość interesujący. W pierwszym odcinku, kiedy Gordon informuje chłopca, że Mario Pepper nie był mordercą, tylko został wrobiony przez policję i mafię, chłopiec stwierdza: „Cieszę się, że [prawdziwy morderca] wciąż żyje. Chcę go ponownie zobaczyć.” Ale Bruce nie chce jedynie wiedzieć kto zabił jego rodziców, on chce wiedzieć, dlaczego. Thomas Wayne oddał napastnikowi portfel, a mimo to tamten go zastrzelił. Jego syn nie pragnie zemsty, pragnie zrozumieć powód, dla którego został sierotą. Dlatego nie siedzi bezczynnie, czekając na wieści od Gordona, ale zaczyna przeglądać gazety, policyjne akta i dokumenty związane z firmą, i wiesza na ścianie informacje na temat powiązań ratusza, mafii i Wayne Enterprises; a w odcinku Viper, kiedy zarząd Wayne Enterprises organizuje dobroczynny lunch, Bruce rozmawia z jego członkinią na temat Projektu Arkham i innych ciemnych interesów, które miały miejsce za plecami Marthy i Thomasa Wayne’ów. Selina powie potem Bruce’owi, że powinien porzucić szukanie motywu dla mordercy jego rodziców, gdyż zło się po prostu przydarza, a Bruce nie powinien skupiać się na przeszłości. Chłopiec nawet przyznaje jej rację, ale to nie znaczy, że porzuci swoje śledztwo.

Tak czy inaczej, śmierć rodziców odcisnęła na chłopcu swoje piętno. Już w drugim odcinku Alfred prosi Gordona o to, aby przemówił jego podopiecznemu do rozumu. Bruce rysuje niepokojące obrazki w zeszycie (słuchając heavy metalu), prawie nie sypia, a jeśli już zasypia, śnią mu się koszmary; i sam sobie robi krzywdę (według Alfreda nie tylko przypala sobie rękę, ale też tnie się). A Alfred nie może posłać chłopca do psychiatry, po pierwsze dlatego, że według testamentu Thomasa Wayne’a, jego syn ma podążać własną drogą; po drugie – jedyny zakład psychiatryczny, jaki funkcjonował w Gotham, czyli Arkham, został dawno zamknięty; po trzecie wreszcie – istnieje niebezpieczeństwo, że psychiatra, który zajmowałby się Bruce’m, pracowałby dla którejś z rodzin mafijnych i zacząłby manipulować znajdującym się już w i tak złej kondycji psychicznej dziedzicem wielkiej fortuny. Dwa ostatnie powody nie są powiedziane wprost w samym serialu, ale można się ich domyślić w ten czy inny sposób. To jednak nie oznacza, że Alfred nie dostrzega, że zarówno wcześniejsze, destrukcyjne zachowanie chłopca, jak i jego późniejsze zainteresowanie przestępczością, nie jest zbyt zdrowe.

Sean Pertwee, syn Trzeciego Doktora,
wcielił się w Alfreda Pennywortha.

Alfred Pennyworth jest ważną postacią. W większości wersji Batmana relacje Bruce’a z jego wiernym lokajem są już uformowane. Wiemy już, że Alfred nie tylko zaopiekował się chłopcem po śmierci rodziców, ale też patrzył jak jego podopieczny staje się Batmanem. Gotham daje nam możliwość obserwowania jak ta relacja się rozwijała. A trzeba tutaj zaznaczyć, że zadanie Alfreda jest o tyle utrudnione, że on sam jest człowiekiem raczej skrytym, a do tego bezdzietnym, więc nie za bardzo ma pojęcie o wychowywaniu. Jego reakcją na to, że Bruce się poparzył, trzymając rękę nad świecą, jest najpierw okrzyczenie chłopca, a potem przytulenie go. Z jednej strony przejawia typową powściągliwość służącego i jeżeli Bruce wyda mu wyraźny rozkaz, Alfred czuje się zobowiązany się do niego zastosować. Tak było, na przykład, w przypadku, kiedy Gordon chciał, aby Selina została ukryta przed potencjalnymi zabójcami w Wayne Manor. Alfred kategorycznie się temu sprzeciwiał, ponieważ naraziłoby to Bruce’a na niebezpieczeństwo (a także dlatego, że Selina jest młodocianą przestępczynią), jednak chłopiec zdecydował, że Selina zostanie. Z drugiej strony, Alfred nie boi się wyrażać własnego zdania i samemu rozkazywać swojemu paniczowi. I tak było, kiedy Bruce miał wracać do szkoły – próbował dyskutować z Alfredem, jednak mężczyzna postawił na swoim i kazał chłopcu po prostu iść na lekcje. Częściej jednak Alfred działa raczej na zasadzie delikatnego sugerowania pewnych rzeczy Bruce’owi, niż rozkazywania mu.

Oczywiście martwi się o chłopca (w końcu zwyczajne dzieci nie parzą się umyślnie, nie czytają akt policyjnych ani nie próbują odkryć powiązań mafii z ratuszem i ciemnymi interesami rodzinnej firmy), dlatego robi co może, aby Bruce powrócił do zdrowia po tym, co mu się przydarzyło: prosi o pomoc Gordona, człowieka, którego Bruce szanuje; odwraca uwagę chłopca od smutnych myśli, bawiąc się z nim w szermierkę w salonie; a kiedy na wolności grasuje Duch Kozła, proponuje swojemu podopiecznemu, aby wybrał się na jakiś czas do domku nad jeziorem.

Alfred pomaga Bruce’owi w śledztwie.

Stosunek Alfreda do prowadzonego przez Bruce’a śledztwa jednak diametralnie zmienia się w odcinku Viper. Najpierw lokaj przekonuje się, że chłopcu udało się odkryć kilka interesujących rzeczy, właśnie czytając firmowe dokumenty; a potem, na lunchu dobroczynnym, wydawanym przez Wayne Enterprises, terrorysta (który przez cały odcinek rozprowadzał po Gotham nowy narkotyk, Viper) oświadcza, że stworzył Viper dla WellZyn, filii Wayne Enterprises, a następnie wypuszcza do sali balowej narkotyk w formie gazu. Ten atak uświadamia Alfredowi, że w firmie dzieją się złe rzeczy, złe rzeczy, które mogą zagrozić życiu i zdrowiu jego podopiecznego. Dlatego też, kiedy następnym razem Bruce przegląda dokumenty, Alfred przysiada się i mu pomaga.

Relacje między Bruce’m i Alfredem rozwijają się w taki sposób, że widzimy łączącą ich więź, chociaż przez pierwsze dziewięć odcinków może się wydawać, że jest ona trochę jednostronna, to znaczy – Alfred wyraża troskę o Bruce’a (a w Viper ratuje mu nawet życie), a Bruce (choć ufa Alfredowi i nawet przytula go, kiedy lokaj przybywa odebrać go w pierwszym odcinku) zajęty jest swoim hobby i tym, co mu się przydarza, czasem nie zauważając, że Alfred się o niego martwi. Potem jednak przyszedł wieńczący półsezon odcinek Lovecraft, w którym nie tylko Alfred najpierw broni Bruce’a i Selinę przed zabójcami, a potem wraz z Bullockiem zaczyna szukać dzieci po Gotham, aby na końcu stoczyć ostatnią walkę i w końcu uratować chłopca po raz kolejny; ale też sam panicz Bruce od momentu ucieczki z Wayne Manor cały czas martwi się o Alfreda – o to, że został pozostawiony sam z wytrenowanymi zabójcami i o to, że coś mogło mu się stać. W chwili, kiedy dzieci przedostają się do Gotham, pierwsze, co robi Bruce, to szuka budki telefonicznej, aby dowiedzieć się, czy wszystko z nim dobrze. Na pytanie Seliny, dlaczego tak bardzo zależy mu na Alfredzie, który jest tylko lokajem, Bruce odpowiada: „Jest moją rodziną.” Pod koniec zaś, w chwili ponownego spotkania Bruce’a i Alfreda, chłopiec najpierw stwierdza, że dobrze jest go widzieć, potem pyta czy wszystko z nim dobrze, a na końcu ściska go mocno.

Należy tutaj wziąć pod uwagę to, że Alfred, który służy już dorosłemu Bruce’owi, Bruce’owi będącemu Batmanem, z jednej strony wspiera swojego pana w jego eskapadach, z drugiej – wielokrotnie wyraża niepokój jego zachowaniem. Pod koniec filmu Batman: Mask of the Phantasm, kiedy Bruce stwierdza, że mógłby skończyć jak tytułowy Phantasm – z powodu pragnienia zemsty przekroczyć cienką linię między sprawiedliwością i bezwzględnością, wkracza Alfred i oznajmia, że wielokrotnie się tego obawiał. Wydaje się, że Alfred zdaje sobie sprawę z tego, co może zrobić z człowieka obsesja na punkcie zemsty, czy brak życia osobistego. I świadomość tej destrukcyjności obecna jest również u Alfreda Pennywortha w Gotham. Alfred z Gotham chce, aby jego panicz chodził do szkoły, miał kolegów, a nawet sympatię (dlatego, mimo pierwotnej niechęci, Alfred akceptuje Selinę – bo nie tylko nakłania Bruce’a do tego, aby się z nią bawił, ale i Bruce wydaje się być nią zauroczony).
Alfred, what the hell?!

Jednocześnie Alfred służył swego czasu w marines i to też rzutuje na jego metody wychowawcze. Już w momencie, kiedy lokaj zabiera chłopca do domu po śmierci rodziców, mówi mu, aby nie płakał publicznie; a kiedy Tommy Elliot obraża matkę Bruce’a i spuszcza mu łomot, Alfred nie tylko nie zgłasza incydentu do dyrekcji szkoły, ale przywozi chłopca pod dom Tommy’ego i pozwala paniczowi wybić swojemu oprawcy zęby przy pomocy zegarka Thomasa Wayne’a. Gdy Tommy zaczyna protestować, wrzeszcząc, że Bruce próbował go zabić, Alfred odpowiada: „Dokładnie. Próbował cię zabić. Pamiętaj o tym, kiedy znów go zobaczysz. Zapamiętaj też, że ja mu na to pozwoliłem.” (choć trzeba też oddać Alfredowi sprawiedliwość, że wcześniej powiedział Bruce’owi, że jak nie chce obić mordy Tommy’emu, to to nie jest żaden wstyd).

Może więc to dobrze, że poza Alfredem mały Bruce Wayne ma jeszcze jeden wzorzec męskości – detektywa Jamesa Gordona. Gordon był policjantem, który rozmawiał z Bruce’m na miejscu zbrodni; który zapewnił go, że kiedyś jeszcze pojawi się światło; który złożył mu przysięgę, że znajdzie mordercę jego matki i ojca, a kiedy okazało się, że policja wrobiła Mario Peppera, przybył do chłopca, wyjaśnił mu wszystko i poprosił go o drugą szansę. James Gordon jawi się przyszłemu Batmanowi jako jeden z nielicznych dobrych ludzi w Gotham; ktoś, kto walczy o sprawiedliwość i stara się dotrzymać danego słowa, mimo że nie ma zbyt wielkiego wsparcia. Mały Bruce śledzi jego przygody w gazetach i wiadomościach. Słyszy o tym, jak Gordon łapie złych ludzi, a przy tym chroni niewinnych, zwłaszcza dzieci. Kiedy zaś Baloniarz – morderca przestępców i skorumpowanych obywateli Gotham, którzy wywinęli się prawu – zostaje złapany, a Alfred komentuje to wydarzenie w taki sposób, że przestępcy mogą teraz spać spokojnie, Bruce oświadcza: „Zabijał ludzi. To czyni go przestępcą.” To jest ważny moment. Oto przyszły Batman zwraca uwagę, że mściciel, karzący złoczyńców, nie różni się za bardzo od tych złoczyńców, ponieważ odbierał życie. Nie w taki sposób Gotham powinno zostać oczyszczone. Niewątpliwie twórcy serialu chcą nam pokazać, że Gordon jest dla Bruce’a kimś w rodzaju wzoru do naśladowania; wzorem tego, czym ma kierować się obrońca sprawiedliwości.

Ale nie dość na tym. Gordon również widział w dzieciństwie śmierć swojego ojca (prokurator Gordon zginął w wypadku spowodowanym przez pijanego kierowcę), więc łączą go z Bruce’m podobne doświadczenia. Od pamiętnego wieczoru, w którym zginęli państwo Wayne, Gordon wielokrotnie gościł w Wayne Manor, zarówno w celach zawodowych (jak zbadanie sprawy Projektu Arkham, czy poproszenie o przechowanie Seliny Kyle); jak i osobistych (jak przemówienie Bruce’owi do rozsądku). Gordon nieraz wyjaśnia przyszłemu Batmanowi to, jak działa Gotham i świat w ogóle. Wyjaśnia dlaczego sprawa Arkham (którą chłopiec postrzega jako spuściznę po rodzicach) potoczyła się tak, a nie inaczej; i dlaczego jednorazowa darowizna pieniężna nie rozwiąże problemów bezdomnych sierot (Gordon w ogóle jest bardzo wrażliwy na krzywdę, która przydarza się dzieciom i dlatego czuje się odpowiedzialny za to, aby Bruce’owi i Selinie nic się nie stało).

W scenie z odcinka Penguin’s Umbrella szykujący się do aresztowania Carmine’a Falcone’a Gordon przybywa do Wayne Manor, aby po raz ostatni rozmówić się z Bruce’m i przekazać mu, że gdyby nie wrócił, sprawą Morderstwa Wayne’ów zajmą się detektywi Renee Montoya i Crispus Allen. Na początku Gordon opowiada o swojej sytuacji, nie wdając się w szczegóły, jednak Bruce mówi mu, żeby nie traktował go jak dziecko i nie owijał w bawełnę. Zrazu Gordon stwierdza, że Bruce jest dzieckiem i nie musi wiedzieć, ale Bruce nalega, bo w końcu detektyw spodziewa się zginąć w tej całej eskapadzie. Wtedy Gordon odpowiada szczerze na pytania chłopca i zapewnia go, że spróbuje jakoś rozwikłać sprawę morderstwa jego rodziców, ale jeśli nie będzie w stanie, przejmą ją Allen i Montoya. Na koniec wyciąga rękę w geście pożegnania, ale chłopiec jej nie ściska, tylko od razu przytula detektywa. Ze sposobu, w jaki Bruce spogląda najpierw na Gordona, potem na Montoyę i Allana, a potem znów na Gordona, można wywnioskować, że chłopiec wolałby jednak, aby to właśnie Gordon rozwiązał sprawę morderstwa jego rodziców, ponieważ nie do końca ufa Montoyi i Allanowi. A przynajmniej nie ufa im tak bardzo, jak Gordonowi, którego zdążył już poznać i nawet obdarzyć przyjaźnią.

Selina przyglądająca się pogrzebowi Wayne’ów.

Przyjaciółką Bruce’a jest także Selina Kyle. Selina Kyle jest w Gotham tylko trochę starsza od Bruce’a Wayne’a, ale już można zauważyć dynamikę między przyszłym Batmanem i przyszłą Kobietą-Kotem. Selina jest świadkiem zabójstwa Wayne’ów i widziała nawet twarz mordercy. Widok tego, jak w jednej chwili chłopiec z dobrego domu traci matkę i ojca, sprawił, że Selina zaczęła obserwować Bruce’a z ukrycia w pierwszym odcinku – najpierw na pogrzebie jego rodziców, a potem – kiedy Gordon przyjeżdża do Wayne Manor. Dużo, dużo później, w Spirit of the Goat, Selina włamuje się w nocy do salonu Wayne’ów, przygląda się przez jakiś czas śpiącemu na kanapie Bruce’owi, a potem natyka na powywieszane na tablicy dokumenty. Być może jest tak zainteresowana Bruce’m, bo jest jej go żal, a być może po prostu chce wiedzieć, jak ta historia się dalej potoczy. Tak czy inaczej, kiedy w Harvey’m Dencie Gordon umieści Selinę w Wayne Manor; i kiedy w Lovecrafciedzieci będą musiały uciekać przed zabójcami, ich relacje rozwiną się w ciekawy sposób.

Pierwszy pocałunek Batmana i Kobiety-Kota.

Selina z Gothamnie odbiega aż tak bardzo od swojego komiksowego pierwowzoru. W rzeczy samej, wiele cech jej przeszłości zostało zawartych w samym serialu, zwłaszcza to, że kiedyś była w sierocińcu, a potem uciekła i żyła na ulicy. Widać też jej typową zadziorność i lekką kokieteryjność (która, na szczęście, nie wybiega poza skradanie całusa). Do tego Selina jest zwinna, ma bardzo pragmatyczne podejście do walki… no i lubi koty.

Bruce i Selina to dwa kompletne przeciwieństwa. On jest dziedzicem fortuny i mieszka w ogromnej posiadłości. Ona jest złodziejką i mieszka na ulicy. On najlepiej czuje się we własnym domu i jest bardzo oczytany. Ona najlepiej czuje się w mieście i wie, jak się po nim poruszać. On jest zamknięty w sobie. Ona ma mnóstwo znajomych. On jest zawsze uprzejmy. Ona jest złośliwa i czasem klnie. On nie umie walczyć i ma kiepską kondycję. Ona jest w stanie nie tylko przeskoczyć z jednego budynku na drugi, ale też wydrapać komuś oczy.

Mimo wszystko, szybko się zaprzyjaźniają i Selinie udaje się sprawić, że ponury i pochłonięty sprawą swoich rodziców Bruce nagle zaczyna zachowywać się jak dziecko. Ponadto Selina pokazuje Bruce’owi świat, o którym tylko słyszał. Ćwiczący siłę woli i odwagę Bruce uczy się boksowania od Alfreda, jednak Selina uzmysławia mu, że na brutalnych ulicach Gotham przeciwnicy są bezwzględni i dlatego przetrwanie w tym środowisku wymaga takiej samej bezwzględności. Dziewczyna pokazuje chłopcu kilka sztuczek związanych z poruszaniem się po wąskich powierzchniach (jak poręcz na schodach) i proponuje, że zabierze go na sam szczyt mostu, aby tam się sprawdził. Widać, że Selina naprawdę lubi Bruce’a i próbuje być dla niego miła. On zaś ostatecznie pomaga jej uciec przed ścigającą ją zabójczynią.

Powróćmy teraz do Tommy’ego Elliota. W komiksach był to jeden z nielicznych przyjaciół Bruce’a Wayne’a z czasów dzieciństwa i potem stał się złoczyńcą o pseudonimie Hush. W GothamTommy jest znajomym Bruce’a ze szkoły, który najpierw zaczepia go na przerwie i wypytuje o to, czy widział flaki swoich rodziców, a  później zawadza Bruce’owi drogę wraz z kilkoma kolegami i obraża jego matkę. Gdy zaś Bruce go uderza, Tommy spuszcza mu lanie, to z kolei doprowadza do sceny z zegarkiem.
Tommy Elliot.

Tak czy inaczej, wygląda raczej na to, że w Gotham Tommy i Bruce nie są przyjaciółmi (aczkolwiek trzeba tu zaznaczyć, że w komiksie obaj chłopcy zaprzyjaźnili się za życia Wayne’ów, a w serialu nie mamy wglądu w życie Bruce’a przed tragedią, więc nie do końca wiadomo jakie były jego relacje z Tommy’m). Co więcej, nietaktowne pytanie o flaki można zinterpretować, i jako przejaw typowej w tym wieku fascynacji niektórych chłopców makabrą; i jako objaw psychopatii ze strony Tommy’ego. Ostatecznie w komiksach chłopak przeciął hamulce w samochodzie rodziców (przed rebootem – bo nienawidził ojca-brutala i z chciwości biernej matki i chciał odziedziczyć po nich fortunę; po reboocie – bo chciał zbliżyć się do zdystansowanego po śmierci rodziców Bruce’a).

Na końcu chciałabym wspomnieć jeszcze o jednym szczególe. W salonie Wayne’ów znajduje się reprodukcja pewnego obrazu. Przysięga Horacjuszy jest dziełem artysty z czasów Rewolucji Francuskiej, Jacquesa-Louis Davida, i przedstawia scenę z Ab urbe condita rzymskiego historyka, Tytusa Liwiusza – oto trzej wyruszający na pojedynek z rodem Kuriacjuszów bracia z rodu Horacjuszy ślubują ojcu, że albo zwyciężą przeciwników, albo umrą w boju. Pojedynek zaś ma zakończyć wojnę między klanami. Sam obraz miał służyć propagowaniu cnót obywatelskich, zwłaszcza poświęcenia życia dla większego dobra. Wiele scen w Gotham, zwłaszcza rozmów między postaciami, ma miejsce z tym obrazem w tle i wydaje mi się, że jego obecność nie jest przypadkowa. Każda scena, w której pojawia się Przysięga Horacjuszy, jest związana albo z przysięgą Gordona, że nie tylko odnajdzie zabójcę Wayne’ów, ale też oczyści departament policji; albo z Bruce’m zajmującym się własnym śledztwem, zamiast pójściem dalej ze swoim życiem; albo z Alfredem, próbującym jakoś wychować swojego panicza i wciąż natrafiającym na przeszkody. A fakt, że Horacjusze na malowidle przysięgają swojemu ojcu można potraktować jako metaforę przysięgi Bruce’a Wayne’a złożonej zamordowanym rodzicom.

Przysięga Horacjuszy pędzla Jacquesa-Louis Davida.
Przysięga Horacjuszy w salonie domu Wayne’ów.
Na razie jesteśmy w połowie pierwszego sezonu. Nie wiadomo jak potoczą się losy małego Bruce’a Wayne’a w drugiej połowie ani ile sezonów Gotham jeszcze powstanie (w końcu różne rzeczy mogą przyjść do głowy szefom Foxa). Być może serial okaże się takim sukcesem, że będziemy towarzyszyć bohaterom, aż do pojawienia się Batmana. Być może będziemy patrzeć jak Bruce Wayne rośnie, idzie do liceum i na studia. Ja osobiście bardzo jestem ciekawa, jak to się wszystko rozwinie i jak będą wyglądać dalsze relacje Bruce’a z Alfredem, Gordonem i Seliną.

Artykuł: Flash kontra Arrow

Uwaga! Artykuł zawiera spoilery do Arrow (The Scientist, Three GhostsCorto Maltese) i The Flash (Pilot, Fastest Man Alive, Things You Can’t Outrun, Flash vs. Arrow).

Wspominałam już wam, że pojawienie się Barry’ego Allena w ósmym odcinku Arrow było wielkim wydarzeniem. Wspominałam wam, że Barry odegrał w tym i w następnych odcinkach dość istotną rolę (nawet, kiedy był tylko wzmianką w dialogu). W końcu wspominałam wam, że scena rozmowy Barry’ego i Olivera w pilocie The Flash jest jedną z najlepszych w całym epizodzie. The Flash miał premierę 7 października, a trzeci sezon Arrow – dzień później. Od tego czasu obaj bohaterowie zajęci byli swoimi sprawami (tak zawodowymi, jak i osobistymi) i raczej nie wchodzili sobie w drogę. Jednakże ósmy odcinek The Flash miał być crossoverem obu seriali (kontynuowanym niejako w ósmym odcinku trzeciego sezonu Arrow) i nosił tytuł Flash vs. Arrow. No cóż, ten tytuł sam w sobie obiecuje jakiś konflikt między naszymi bohaterami, a i materiał promocyjny obiecał fanom wiele rzeczy – Olivera i Barry’ego trenujących razem, pracujących nad jedną sprawą, a w końcu stających do pojedynku, który ma zdecydować kto z nich jest lepszy.

Jednak jeszcze przed owym ósmym odcinkiem oba seriale nawiązywały do siebie, nie mówiąc już o tym, że dwa razy zdarzyło się, że postaci z Arrow pojawiały się w The Flash. W zasadzie wydarzenia w trzecim sezonie Arrow dają pewien szerszy kontekst występom gościnnym ich bohaterów w The Flash, nie mówiąc już o tym, że pierwsze kroki Barry’ego jako Flasha pokazują nam, nie tylko jakie ma możliwości, ale i ograniczenia, zwłaszcza jeśli chodzi o otwartą walkę. Dlatego postanowiłam porównać obu panów – Barry’ego Allena i Olivera Queena – ich relacje i drużyny, zanim przejdę do omawiania samego wielkiego wydarzenia.

Pierwotnie chciałam wziąć pod uwagę cały crossover Arrow i The Flash, ale postanowiłam skupić się na owym pojedynku między Strzałą i Flashem i na tym, co do niego prowadziło, toteż ósmy odcinek trzeciego sezonu Arrow nie będzie omawiany.

Zacznijmy od debiutu Barry’ego Allena w Arrow. Nie będę wam streszczać ósmego i dziewiątego odcinka, skupię się tylko na tym, co robił w nich Barry i jak rysowały się jego relacje z Drużyną Strzały. Przede wszystkim dlaczego przyszły Flash pojawił się w Starling City? Otóż do firmy Olivera Queena, Queen Consolidated, włamał się tajemniczy złodziej – posiadający nadludzką siłę Cyrus Gold – który ukradł z laboratorium Queenów pewne urządzenie. Włamanie ma niezwykłe okoliczności, a Barry interesuje się wszystkim, co dziwne, ponieważ jako dziecko był świadkiem tego, jak w środku salonu rozpętało się żółte tornado, w którym uwięziona była jego matka. On sam został przetransportowany przez jakąś tajemniczą moc kilkanaście kilometrów dalej, a kiedy udało mu się dotrzeć z powrotem do domu, na miejscu była już policja, która aresztowała jego ojca, Henry’ego, za zabójstwo jego matki. Ale zarówno Barry, jak i Henry, wiedzą, że Nora Allen zabita została przez to coś, co pojawiło się w ich salonie. Jeszcze wrócimy do tego wydarzenia i tego, jak ukształtowało ono charakter Barry’ego, a teraz skupmy się na Arrow.
Barry przybywa, przedstawia się Quentinowi Lance’owi, Felicity, Oliverowi i Diggle’owi jako specjalista z SCI wysłany do Starling City, ponieważ policja w Central City prowadzi podobną sprawę; po czym przeprowadza szybkie badanie, naprowadzając Drużynę Strzały na właściwy trop. Od razu między Barry’m i Felicity nawiązuje się nić porozumienia, po pierwsze dlatego, że oboje są trochę nieśmiali i geekowi, a po drugie – Barry zauważa, że Felicity wzdycha do Olivera i wyznaje jej, że również jest zakochany w dziewczynie, która nie czuje do niego tego samego, co on do niej. Oliver jednak jest podejrzliwy wobec Barry’ego i szybko odkrywa, że chłopak przybył do Starling bez zgody i wiedzy przełożonych. Kiedy dochodzi do konfrontacji, Barry opowiada Oliverowi, Diggle’owi i Felicity swoją historię, po czym – będąc wezwanym przez komendanta do powrotu do Central City i czując się niechcianym – odchodzi. Potem jednak, zaproszony na przyjęcie w rezydencji Queenów, wraca, aby zatańczyć z Felicity. Kiedy zaś w ostatecznej walce z Cyrusem Goldem do organizmu Strzały dostają się chemikalia, których reszta drużyny nie zna, Felicity i Diggle porywają Barry’ego z dworca i zabierają do swojej tajnej bazy, aby pomógł uratować Olivera.
I rzeczywiście na początku odcinka dziewiątego Barry’emu udaje się pomóc Oliverowi w dość niekonwencjonalny sposób – wstrzykując mu trochę trutki na szczury, aby krew Strzały się rozrzedziła i w ten sposób lepiej poradziła sobie z toksyną, którą Oliver już miał w krwioobiegu (wiem, jak to brzmi; być może ma to więcej sensu, kiedy tłumaczy to Barry). Strzała przeżywa, ale ze zrozumiałych powodów nie jest zadowolony z tego, że do jego tajemnicy dopuszczony jest obcy, w dodatku przez resztę odcinka nie tylko Barry kręci się po jego kryjówce, ale też sam Oliver ma halucynacje (potem się okazuje, że nie z powodu trutki na szczury, tylko psychiki). Podczas gdy Drużyna Strzały zajmuje się Cyrusem Goldem, Barry służy im pomocą, a nawet proponuje Strzale noszenie maski z mikrofibry. Pod koniec odcinka wraca do domu i podczas burzy wywołanej przez akcelerator cząsteczkowy zostaje trafiony piorunem i zapada w śpiączkę (która będzie trwać przez dziewięć miesięcy).
Do końca drugiego sezonu Arrow Barry nie pojawia się wcale, ale jego śpiączka jest istotnym elementem fabularnym. Po pierwsze Felicity odwiedza Barry’ego w szpitalu, a kiedy wraca do Starling City, wydaje się być tak rozkojarzona, że nie działa tak szybko jakby mogła. Po drugie w dziewiętnastym odcinku pojawiają się Cisco Ramon i Caitlin Snow – pracownicy twórcy akceleratora cząsteczkowego, Harrisona Wellsa, i przyszli pomocnicy Flasha. Drużyna Flasha i Drużyna Strzały też mają swoje różnice, które też niejako łączą się ze stylem pracy Barry’ego i Olivera, ale o tym jeszcze powiem później.
Barry i Oliver rozmawiają na dachu.
Jak może pamiętacie z mojej recenzji, w pilocie The Flash Barry spotyka się z Oliverem i opowiada mu o swoich wątpliwościach. Oliver jest Strzałą od dobrych trzech lat (z małą przerwą między pierwszym a drugim sezonem), więc ma większe doświadczenie i zna ryzyko. Tak więc Flash zwraca się do niego po radę. Kiedy mówi mu, że może nie być takim mścicielem jak Strzała, Oliver odpowiada, że może być kimś lepszym, kimś, kto wzbudzi w ludziach nadzieję. Jasne, będzie popełniał błędy, ale dobro, którego dokona, będzie wszystko przewyższać. Oliver stwierdza nawet, że piorun, który trafił w Barry’ego, nie uderzył w niego przypadkowo; on go wybrał. Kiedy zaś panowie się żegnają, Oliver wystrzeliwuje strzałę w budynek, aby w szybki i zgrabny sposób się na niego wspiąć. Barry widzi to wszystko i stwierdza: „Cool.”, po czym, używając swoich mocy, szybko wraca do Central City, pozostawiając po sobie czerwoną smugę. Oglądający go z daleka Oliver uśmiecha się i mówi: „Cool.” I znów – wrócę do tego fragmentu później, bo uważam, że można go odczytać w pewien szczególny sposób.
Scena rozmowy zyskuje dodatkowe znaczenie, kiedy weźmie się pod uwagę to, co się dzieje w pierwszym odcinku trzeciego sezonu Arrow. Oliver właśnie zaczął czuć się bardziej komfortowo w roli obrońcy Starling City. Detektyw Lance wygłosił specjalne oświadczenie, w którym podziękował Strzale i ogłosił rozwiązanie jednostki, która miała go złapać; Ray Palmer chce przejąć Queen Consolidated i poświęcić się odbudowie miasta, a Oliver jest skłonny odstąpić mu swoją firmę, wierząc, że zrobi z niej lepszy użytek; w końcu naszemu bohaterowi udaje się zaprosić Felicity na randkę i myśli on, że może jakoś ułoży swoje życie osobiste. I właśnie podczas tej randki dochodzi do wybuchu, w którym Felicity zostaje ranna. Oliver dochodzi do wniosku, że powinien jednak kroczyć samotną ścieżką, nie tylko dlatego, że będąc w związku, może narazić bliską osobę na niebezpieczeństwo, ale też dlatego, że nie będzie dość skupiony na byciu superbohaterem, przebywając z nią w jednym miejscu.
Pamiętacie, co napisałam wam o Strzale w tym artykule? Zwróciłam wam uwagę na to, że Oliver na początku swojej kariery był dość bezwzględny. Zarówno jego etyka i metody, jak i opinia miasta o swoim tajemniczym obrońcy przechodziły ewolucję na przestrzeni tych dwóch sezonów. I Strzała – z bagażem Wyspy (a także pracy dla ARGUS-a, jak się okazało w retrospekcjach trzeciego sezonu) – musi doradzić nowicjuszowi, który ma inne doświadczenia, niż on. Oliver został bohaterem, aby uhonorować pamięć swojego ojca i unieszkodliwić przestępców z jego listy. Wcześniej, przed Wyspą, był właściwie egoistą i dopiero te pięć lat piekła sprawiło, że postanowił w ogóle zostać Strzałą. Doświadczenia Barry’ego są zupełnie inne. To, że jego matka zginęła w dziwnych okolicznościach, a ojciec odsiaduje wyrok niesłusznie skazany za jej śmierć, sprawiło, że Barry Allen poświęcił się szukaniu sprawiedliwości. Co więcej, jeszcze przed tym zdarzeniem stawał w obronie słabszych. Barry zawsze chciał pomagać ludziom. Tak więc raczej nie popełni tych samych błędów, co Oliver na początku swojej drogi.
Strzała był mścicielem. Flash będzie symbolem nadziei.
Felicity czyta bloga Iris West.

Czas leci i obaj panowie robią swoje. W trzecim odcinku Arrow, podczas gdy Oliver, Diggle i Roy przebywają na Corto Maltese, aby zabrać Theę Queen z powrotem do domu, Felicity przegląda na nowym komputerze blog Iris West o Flashu (The Streak Lives, później przemianowane na Saved By The Flash), zanim nie wchodzi Ray Palmer. Nie trudno zgadnąć, że opisane na blogu przypadki spotkań z superszybkim bohaterem ratującym ludzi w Central City zaintrygowały Felicity i że zapewne Oliver opowiedział wcześniej swojej drużynie o spotkaniu z Barry’m, ponieważ w czwartym odcinku The Flash Felicity przyjeżdża do Barry’ego w odwiedziny. Barry robi jej mały pokaz swojej mocy, zaprasza ją do STAR Labs, a także na podwójną randkę z Iris i jej chłopakiem, detektywem Eddie’m Thawne’m.

Tymczasem ze STAR Labs zostaje wykradziony pistolet zamrażający wynaleziony przez Cisco. Co więcej, okazuje się, że Cisco, którego Barry uważał dotąd za jednego ze swoich najbliższych przyjaciół, zbudował ten pistolet na wypadek, gdyby Flasha trzeba było unieszkodliwić. No cóż, zrobił to zanim zdążył jeszcze poznać Barry’ego (właściwie broń była w pogotowiu, kiedy Barry był w śpiączce, ale jego organizm już zdradzał superszybkość), więc nie wiedział, czego się po przyszłym Flashu spodziewać. Równie dobrze Barry mógł okazać się superłotrem. Na domiar złego ten, kto wykradł wynalazek Cisco, wystrzelił z niego do cywila, a Flash nie zdążył go uratować. Tak więc Barry musi poradzić  sobie z jednej strony z poczuciem zdrady ze strony osoby, którą dotąd darzył zaufaniem, a z drugiej – z pierwszą śmiercią, której nie potrafił zapobiec jako superbohater.
I w tym momencie Felicity wkracza do jego samotni i mówi mu, że ani on, ani Cisco nie są winni śmierci, której nie mogli zapobiec; i że zanim drużyna stanie się drużyną w pełni tego słowa znaczeniu, musi się najpierw poznać i nauczyć się sobie ufać. Ostatecznie droga superbohaterstwa może sprawić, że człowiek poczuje się samotny. Dlatego potrzebuje kogoś, komu może zaufać. Felicity mówi z własnego doświadczenia. Przystała do Olivera tylko dlatego, że chciała odnaleźć swojego szefa, ale samego Strzałę uważała za mordercę (Diggle i Tommy, kiedy dowiedzieli się o sekrecie Olivera, zresztą również nazywali go mordercą), ale z czasem, widząc go w akcji i zdając sobie sprawę z tego, ile robi dobrego i co jest gotów poświęcić dla dobra miasta, doszła do wniosku, że Strzała jest jednak bohaterem, a nawet broniła go przed detektywem Lance’m. A w trzecim sezonie Oliver nie tylko znów postanawia nigdy się z nikim nie wiązać (jednocześnie udowadniając raz po raz, że Felicity nie jest mu obojętna), ale też mierzy się ze swoją śmiertelnością i utratą kolejnej ukochanej osoby. Felicity widziała Olivera pogrążonego w poczuciu winy, samotnego, zrezygnowanego i rannego; i widziała, że wsparcie jej i Diggle’a stanowi nieraz dla niego nieocenioną pomoc. A Cisco, Caitlin i Joe mogą pomóc Barry’emu w dźwiganiu jego ciężaru.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego scenarzyści chcieli sprowadzić Felicity do Central City. Wydaje się, że ona i Barry są idealną parą. Świetnie się dogadują i widać między nimi chemię. Ba – Iris, która od dawna chce, aby Barry znalazł sobie miłą i widzącą jego wartość dziewczynę, lubi Felicity i widać, że chętnie by ich ze sobą zeswatała. Jednakże oboje są zakochani w kimś innym i po prostu zdają sobie sprawę z tego, że ich związek się nie uda. Mimo wszystko pozostają przyjaciółmi.

Przejdźmy teraz do omawiania samych głównych bohaterów.
Drużyna Flasha (minus doktor Wells i detektyw West) –
Barry Allen, Cisco Ramon i Caitlin Snow.

Już kiedyś wspominałam, że Barry jest bohaterem „zorientowanym na naukę” (science-oriented). Jako ktoś, kto pracuje w SCI, zna się na fizyce, biologii i chemii. Właśnie dlatego Diggle i Felicity zabrali go do kryjówki Strzały – bo posiadał wiedzę, która znacznie przekraczała ich własną, i był w stanie poradzić coś na toksyny w ciele Olivera. Potrafi też szybko przeanalizować to, co widzi na miejscu zbrodni, nieraz bardzo dokładnie (właściwie sceny z nim analizującym ślady, przypominają trochę Sherlocka). Ponadto Drużyna Flasha składa się właściwie z samych naukowców – doktora Harrisona Wellsa, inżyniera mechanicznego, Cisco Ramona, i bioinżyniera, Caitlin Snow. Właściwie jedynym nie-naukowcem w Drużynie Flasha jest detektyw Joe West. Biorąc pod uwagę to, że Barry zwykle walczy z metahumans – ludźmi o nadnaturalnych zdolnościach, nabytych dzięki wypadkowi z akceleratorem cząsteczkowym – taka wiedza jest szczególnie przydatna. Zwykle jest tak, że Cisco, Wells i Caitlin badają źródło i sposób działania konkretnego metahuman pod kątem właściwości fizycznych i chemicznych. Sam Flash jest poddawany badaniom na odporność, zdolności manualne, wielozadaniowość i ograniczenia. Tak więc jak tylko z Barry’m dzieje się coś niezwykłego, Cisco, Caitlin i Wells wiedzą co i mogą temu zaradzić.

Kryjówka Flasha znajduje się w STAR Labs – laboratorium doktora Wellsa.
STAR Labs wyposażone jest w nowoczesny sprzęt medyczny i naukowy.
Oliver, Black Canary i Diggle po treningu.

Z Drużyną Strzały jest inaczej. Oliver jest bardziej „zorientowany na walkę” (combat-oriented). Jego wiedza obejmuje sztuki walki, survival, a także pewne podstawy fizyki, anatomii i chemii, które mogą przydać się w trakcie bitwy. Wie co to jest kurara i jak sporządzić na nią antidotum. Wie, jak wyciągnąć strzałę z ludzkiego ciała. Wie, jak się uwolnić z kajdanek. Poza tym jego pomocnicy (wyłączając Felicity) są także wojownikami w mniejszym lub większym stopniu. Diggle był żołnierzem na Bliskim Wschodzie, Black Canary była członkiem Ligii Cieni, a Roy nie tylko wychowywał się w nieciekawej dzielnicy, ale potem stał się uczniem Olivera. Jest to o tyle sensowne, że nieraz wszyscy (poza Felicity) wychodzą walczyć wraz z Oliverem, zajmując konkretne pozycje albo po prostu stanowiąc wsparcie w sytuacji, kiedy przeciwników jest kilku. Ba – zdarzyło się, że Diggle pełnił rolę sobowtóra Strzały, kiedy Oliver potrzebował być w dwóch miejscach na raz.

Kryjówka Strzały to podziemia klubu Verdant.
Poza komputerem, jest tam wiele przyrządów do treningów i wszędzie wala się broń.
Barry podczas treningu z Oliverem.

Można by pomyśleć, że superszybkość Barry’ego jest sporą przewagą w walce i dlatego pojedynek Flasha ze Strzałą nie jest wyrównany. W końcu Barry nie tylko jest w stanie poruszać się z zawrotną szybkością, ale też dość szybko się regeneruje. Jednakże to niekoniecznie znaczy, że Barry jest w stanie pokonać kogoś, kto jest od niego silniejszy. W drugim odcinku The Flash wychodzi na jaw jego brak bojowego doświadczenia. Pamiętajmy, że Barry jest jednak tylko naukowcem z SCI. Nie przeszedł żadnego szkolenia w zakresie sztuk walki czy samoobrony; nie jest też zaprawiony w walce. Poza szybkością, może polegać co najwyżej na wiedzy i, ewentualnie, instynkcie.

Przewagą Olivera jest więc jego doświadczenie bojowe. Przez pięć lat z hakiem trenował mięśnie, refleks, walkę wręcz i łucznictwo, nie mówiąc już o tym, że całe to zaprawienie w boju wykształciło w nim pewne odruchy i sposób myślenia. Na pewno dowiedziawszy się co nieco na temat zdolności Barry’ego, Oliver miał czas wymyślić jakąś strategię. Prawdę mówiąc, kiedy w The Flash Joe West zwrócił uwagę na to, że Barry nie umie walczyć, pomyślałam sobie, że chłopak albo powinien zostać wysłany na kurs samoobrony, albo właśnie wybrać się do Olivera na małe szkolenie. Biorąc pod uwagę zwiastun Flash vs. Arrow, nie byłam jedyna.

Do wielkiego crossovera dochodzi, kiedy Drużyna Strzały przybywa do Central City, ponieważ ich najnowszy przeciwnik wykorzystuje do walki specjalne bumerangi, a materiał, z którego są one wykonane, produkowany jest właśnie w Central City. Tymczasem Drużyna Flasha próbuje złapać tajemniczego metahuman, który potrafi wzbudzić w ludziach agresję samym wzrokiem. Oliver i Barry postanawiają nawiązać współpracę, aby złapać obu przestępców i dlatego pierwsza część crossovera ma miejsce w Central City, a druga – w Starling City. Tak czy inaczej, Barry jest zachwycony perspektywą współpracy z Oliverem, jednak Oliver raz, że niektóre rzeczy robi sam, bez wcześniejszego uprzedzenia Barry’ego, a dwa – uważa, że Barry musi się jeszcze wiele nauczyć, jeśli chce być bohaterem. Dlatego też zabiera go w miejsce odosobnienia i tam trenuje. Jednocześnie detektyw Joe West i doktor Harrison Wells uważają, że Strzała jest niebezpiecznym szaleńcem (wiadomo – Oliver nie tylko swego czasu zabijał ludzi, ale też obecnie pakuje strzały w różne części ciała przestępców, choćby po to, aby wyciągnąć z nich informacje). Pewnej nocy Flash wyrusza sam na poszukiwanego metahuman i zostaje poddany jego wpływom. Na początku wydaje się, że wszystko jest dobrze, ale potem wychodzi na wierzch cała frustracja i wściekłość Barry’ego (z powodu zachowań Strzały, z powodu ojca siedzącego w więzieniu, z powodu opryskliwości szefa i z powodu miłości życia będącej w związku z innym). W pewnym momencie Barry traci panowanie nad sobą i nawet kogoś atakuje. Wtedy to – o, ironio! – detektyw West wychodzi z pomysłem, że jedynym, który może powstrzymać Barry’ego, jest Strzała. I tak właśnie dochodzi do pojedynku między Flashem a Strzałą.

Sam pojedynek jest mocno wyrównany. Obaj panowie pokazują niemal całe spektrum swoich umiejętności, sięgają po każdą broń ze swojego arsenału – wybuchowe strzały, okrążanie przeciwnika, środek usypiający, szybki, zmasowany atak pięściami, atak z zaskoczenia… Flash korzysta ze swojej szybkości, aby zadawać ciosy, chodzić po budynkach, pozbyć się toksyny z organizmu… Strzała zaś wykorzystuje nie tylko swoje strzały, ale i sztuki walki i otoczenie, nie mówiąc już o refleksie, który przy szybkości Barry’ego daje radę. Właściwie obu superbohaterom udaje się uniknąć większości ciosów zadawanych przez przeciwnika.
Jakby się nad tym zastanowić, to przeciwstawianie sobie superbohatera z supermocą z tym bez supermocy można potraktować jako metaforę człowieka z jakimś talentem i człowieka, który zawdzięcza wszystko ciężkiej pracy. Ktoś mógłby nawet wyciągnąć argument, że bohater bez mocy góruje nad tym z mocami moralnie (nie mówiąc już o tym, że w chwili, kiedy moce zostają temu drugiemu odebrane, zwykle jest on bezbronny). I tutaj właśnie chciałabym przytoczyć scenę, w której Strzała i Flash wyrażają zachwyt nad umiejętnościami towarzysza. Barry’emu imponuje wytrenowana zwinność Olivera, a Oliverowi imponuje szybkość Barry’ego. Obaj mają unikalne zdolności i ratują ludzi, używając własnych metod. Obaj są niesamowici na swój sposób, a to oznacza, że żaden z nich nie jest gorszy od drugiego, tak samo jak człowiek z jakimś unikalnym talentem i człowiek, który ciężko nad sobą pracował, nie są gorsi od siebie nawzajem. Najważniejsze, aby Barry i Oliver używali swoich zdolności, aby pomagać ludziom.
Koniec końców, choć wydarzyło się całkiem dużo, Barry i Oliver godzą się, a Drużyna Strzały i Drużyna Flasha nawiązują dobre stosunki. I tak oto w następnym odcinku Barry, Cisco i Caitlin przybywają do Starling City, aby pomóc w schwytaniu człowieka z bumerangiem i rozwikłaniu pewnej zagadki.

Artykuł: Biały Orzeł nie tylko w godle

Wszystkie ilustracje pochodzą ze strony wydawnictwa Wizuale.

Biały Orzeł ma wielkie wejście.

Jest pewne stwierdzenie, które powtarza się często na temat superbohaterów, a mianowicie – że są oni mitologią Stanów Zjednoczonych. W rzeczy samej, opowieści o superbohaterach są czymś związanym ściśle z kulturą amerykańską. Oczywiście – można doszukać się pewnych podobieństw superbohaterów do niektórych postaci z literatury europejskiej, jednak ostatecznie ukształtowała ich amerykańska historia (nie mówiąc już o tym, że każdy superbohater ma wiele różnych wersji, istniejących jednocześnie i przeżył wiele bardzo dziwnych przygód).

Inne kraje, owszem, czasem tworzyły swoich superbohaterów, z lepszym lub gorszym skutkiem, jednak Polska przez dłuższy czas nie była jednym z tych krajów. Jeśli już powstawały w Polsce jakieś komiksy czy filmy o superbohaterach, były one właściwie parodią tych amerykańskich. Ba – pełna absurdów Hydrozagadka, która była jawną parodią Supermana, do dzisiaj jest jednym z klasyków polskiej kinematografii.

Jednakże od grudnia 2011 roku publikowany jest komiks z superbohaterem, który nie jest parodią, tylko poważnym, polskim superbohaterem, mierzącym się z superzłoczyńcami i zagrożeniami nie z tego świata. Jest nim Aleks Poniatowski, czyli Biały Orzeł. Stworzony i wydawany przez dwóch braci – Macieja i Adama Kmiołków – Biały Orzeł jeszcze kilka miesięcy przed publikacją był sporym wydarzeniem. Świętej pamięci Widelec.pl był jednym z pierwszych serwisów, który zamieścił jego zapowiedź, Wiadomości Polsatu zrobiły o Białym Orle reportaż, a bracia Kmiołkowie wystąpili w Pytaniu na Śniadanie. Koniec końców, wkrótce wielu ludzi było zainteresowanych przeczytaniem komiksu o pierwszym polskim superbohaterze. Jedną z tych osób byłam ja i dzisiaj – z okazji Dnia Niepodległości – postanowiłam go omówić.

Czytaj dalej „Artykuł: Biały Orzeł nie tylko w godle”