Aktualności · Fanfiction · Lipiec z Lucky Lukiem · Miesiące z...

Lipiec z Lucky Lukiem – (Drugie) słowo wstępne do „Daltonów rozdzielonych”

Ach, Daltonowie rozdzieleni… Wydaje się, że ledwie wczoraj napisałam do niego słowo wstępne podczas pierwszego Lipca z Lucky Lukiem w 2013 roku.

Wtedy nie przesłałam ostatniego skończonego wtedy rozdziału, bo już mi się kończył lipiec (a specjalnie na ten miesiąc wstawiałam swoje fanfiki z Lucky Lukiem, czyli również Koniowatość i Gary’ego Zajebistego). Potem, kiedy w 2016 roku obchodziliśmy siedemdziesiątkę samotnego kowboja, raz, że odeszłam już dawno od publikowania fanfików na moim blogu, a dwa, że nadal miałam skończone tylko trzy rozdziały Daltonów rozdzielonych i głupio było tak wstawić ten trzeci bez żadnej kontynuacji.

Faktem jest, że Daltonowie rozdzieleni to jeden z tych fanfików, do których wielokrotnie chciałam wrócić, ale zawsze po odświeżeniu sobie fabuły, zdawałam sobie sprawę, że nie mam pomysłów na to, co ma być dalej. W dodatku w 2020 roku odkryłam album Samotny jeździec, którego fabuła opierała się na tym, że Daltonowie rozdzielają się i eksplorowana jest ich braterska więź. Trochę miałam względem tego albumu kompleksy.

Myślałam więc, że mój fanfik pozostanie bez kontynuacji.

Ale w tym roku zdarzyło się coś, co sprawiło, że postanowiłam wrócić do Daltonów rozdzielonych. Otóż, w najnowszej aktorskiej adaptacji Lucky Luke’a jest odcinek poświęcony Daltonom i sam Joe (za sprawą amnezji) nagle robi się miły i w pewnym momencie nawet stwierdza, że żałuje, że nie powiedział swoim braciom, ile oni dla niego znaczą. Ta jedna scena wystarczyła, aby zalał mnie przypływ weny do Daltonów rozdzielonych.

I tak oto już na początku kwietnia udało mi się tego fika ukończyć… a było to nie lada wyzwanie, bo musiałam opisać trzy różne więzienia (i tylko jedno z nich było przeze mnie wymyślone), obmyślić plany ucieczki Daltonów i w jaki sposób mieliby się przemieszczać z jednego stanu Ameryki do drugiego. W pewnym momencie nawet musiałam robić obliczenia matematyczne – tak bardzo byłam zaangażowana w ten fanfik! I wyszło z tego coś genialnego…

Tylko, że w sumie cali Daltonowie rozdzieleni mają dziewięć rozdziałów. Nawet pomijając dwa pierwsze, jeśli miałabym wstawiać jeden na tydzień, nie zdążyłabym tego wszystkiego zmieścić w jednym miesiącu, liczącym ledwie pięć piątków. Dlatego postanowiłam, że niektóre z nich połączę ze sobą – rozdziały będą dłuższe, ale o wiele bardziej ekonomiczne. Później wprowadzę też przyciski nawigacji, podobne do tych z sekcji Meg ogląda…

Tak więc przypomnijcie sobie pierwsze dwa rozdziały, a jutro Daltonowie rozdzieleni powrócą na Planetę Kapeluszy.

Fanfiction · Krótka notka · Wpisy okolicznościowe

Krótka notka – Netflix zaproponował mi pracę! [Prima Aprilis]

Netflix (źródło grafiki: John Mark Smith)

Książka książką, a w między czasie Netflix zaproponował mi pracę!

Otóż tak się składa, że jakieś dwa miesiące temu producenci przeczytali kilka moich fanfików i doszli do wniosku, że nadają się one na to, aby zrobić z nich pełnoprawne, kanoniczne odsłony serii. Nie mogę powiedzieć na razie zbyt wiele, bo różne rzeczy się mogą zmienić, ale pozwolono mi wyjawić, które fanfiki zostaną zekranizowane, tak żeby wzbudzić Wasz hype.

Tak więc oto, czego możecie się spodziewać w przyszłości na Netfliksie.

Continue reading „Krótka notka – Netflix zaproponował mi pracę! [Prima Aprilis]”
Fanfiction · Fantastyczny Kwiecień ze Światem Dysku · Miesiące z...

[FF: Świat Dysku] Śmierć w garści cz. 3 – Nie ma powodów do obaw

Oniemiali przyglądali się pustemu krzesłu jeszcze przez kilka sekund. Przez te kilka sekund umysł Alberta przeszedł od paniki (O, bogowie, teraz ta dziewucha się domyśli! Co robić? Co robić?) do nagłej epifanii (Zaraz, przecież ona wie o rytuale. Równie dobrze mogła pomyśleć, że pana wezwali znów Niewidoczni Akademicy…). Albert postanowił więc przejść nad tym do porządku dziennego, jakby nigdy nic.

Susan z kolei znów poczuła, że coś jest nie tak. Wciąż miała przed oczami pełen obaw wzrok dziadka.

NIE! NIE, TO ZA WCZEŚNIE! – Jego głos dudnił jej w pamięci. Z tego co sama wiedziała, rytuał AshkEnte nie był ani bolesny, ani straszny. Co najwyżej wywoływał irytację, ponieważ zawsze zdawał się mieć miejsce w nieodpowiednim momencie. Dlaczego więc dziadek zareagował właśnie w taki sposób? Dlaczego wyglądał tak, jakby się czegoś obawiał? Co takiego czekało po drugiej stronie, że napełniło Śmierć lękiem?

Albert zebrał talerze i odłożył je do zmywaka, wyciągając Susan z jej rozmyślań. Przyglądała się, jak starzec szykuje się do mycia naczyń, nawet na nią nie spoglądając. Tylko raz odwrócił się do niej i rzucił jej chłodne spojrzenie.

– Ty jeszcze tutaj? – odezwał się, powracając do swoich zajęć. – Zajmij się sobą. Nie chcę cię w swojej kuchni.

– Nie dziwi cię ani trochę to, co się właśnie stało? – zawołała za nim, podnosząc się z krzesła. – Przecież sam widziałeś!

Continue reading „[FF: Świat Dysku] Śmierć w garści cz. 3 – Nie ma powodów do obaw”
Fanfiction · Fantastyczny Kwiecień ze Światem Dysku · Miesiące z...

[FF: Świat Dysku] Śmierć w garści cz. 2 – Burza wisi w powietrzu

Pimpuś wylądował na szarawej trawie Siedziby Śmierci. Susan – z pomocą dziadka – zeszła z konia, a chwilę potem Śmierć również stał na ziemi. Albert wyszedł im na spotkanie, trzymając w ręku patelnię.

– Obiad jeszcze nie gotowy – oświadczył – więc jeśli jesteś głodna, musisz poczekać.

– Ciebie też miło widzieć, Albercie – odparła Susan.

MUSISZ BYĆ ZMĘCZONA PO TAK DŁUGIEJ PODRÓŻY. TWÓJ POKÓJ JUŻ NA CIEBIE CZEKA.

– Dziękuję, dziadku. – Susan uśmiechnęła się i ruszyła wraz z Albertem w stronę domostwa.

Śmierć również się uśmiechnął, po czym chwycił uzdę Pimpusia i zaprowadził go do stajni. Radość z wizyty wnuczki zakłóciła mu myśl o tym, że nie wiedział, gdzie znajduje się jej życiomierz. Śmierć był dobry w szukaniu, jednak potrzebował jakiegoś pomysłu co do tego, gdzie zacząć. Domyślał się, co prawda, profesji złodzieja, jednak na Niewidocznym Uniwersytecie w Ankh-Morpolk szwendało się mnóstwo magów. Potrzebował jeszcze jednej wskazówki, która zmniejszyłaby grono podejrzanych. Śmierć nie zamierzał czekać, aż złodziej wykona rytuał AshkEnte. Dlatego zaraz ze stajni Śmierć ruszył do gabinetu.

Zasiadł przed modelem Dysku i zamyślił się. Chwilę potem drzwi do gabinetu się otworzyły i wszedł Albert. Śmierć spojrzał na niego ze zdumieniem.

NIE POWINIENEŚ ROBIĆ OBIADU, ALBERCIE? zapytał.

– Właśnie się gotuje, więc postanowiłem skorzystać z tego, że mam kilka minut dla siebie i sprawdzić, jak sobie radzisz, panie – odparł starzec i usiadł na pobliskim krześle.

WSZYSTKO DOBRZE. PO PROSTU MYŚLĘ NAD DZISIEJSZYM WYDARZENIEM.

– Ja też nad tym myślałem – oświadczył Albert i przechylił się nieco do przodu, w stronę swego pana – i doszedłem do wniosku, że powinniśmy najpierw zacząć od zastanowienia się qui bono, panie.

QUI BONO”, ALBERCIE? Oczy Śmierci przyjrzały się z zainteresowaniem słudze.

– Starożytne powiedzenie, które oznacza tak naprawdę: „Kto na tym korzysta?” – wyjaśnił Albert. – To pytanie zadaje się zawsze, gdy popełnione jest przestępstwo, a sprawcy są nieznani. Co chcę powiedzieć, to to, że musimy ustalić motyw naszego złodzieja. Bo, jak rozumiem, wiesz, panie, jak się tutaj dostał?

JEST TYLKO JEDEN SPOSÓB, ABY KTOŚ Z ZEWNĄTRZ SIĘ TUTAJ DOSTAŁ BEZ POMOCY ŻADNEGO Z NAS. JUŻ RAZ KTOŚ TEGO DOKONAŁ, ALE TY WTEDY BYŁEŚ ZAJĘTY, WIĘC NIE ZAUWAŻYŁEŚ.

Twarz Alberta ułożyła się w wyraz nagłego zrozumienia.

TAK WIĘC ALBO TO, ALBO KTOŚ GO ZAPROSIŁ DO ŚRODKA.

Albert poczuł jak serce podskakuje mu do gardła. Ścisnął mocno oparcia krzesła.

– Chyba nie podejrzewasz, panie, że mógłbym to zrobić? Wiesz przecież, że jestem ci wierny. Zresztą jak mógłbym stąd wyjść, skoro…

Continue reading „[FF: Świat Dysku] Śmierć w garści cz. 2 – Burza wisi w powietrzu”
Fanfiction · Fantastyczny Kwiecień ze Światem Dysku · Miesiące z...

[FF: Świat Dysku] Śmierć w garści cz. 1 – Życiomierz

Śmierć miewał przeczucia. Co mogłoby wydawać się dziwne, biorąc pod uwagę, że powszechnie uważa się, że Śmierć – z braku odpowiednich gruczołów – nie posiada zdolności do odczuwania. Jednak na przestrzeni jego długiej kariery antropomorficznej personifikacji znalazłoby się wiele argumentów przeczących tej tezie. Na przykład tego ranka wciąż prześladowało go uczucie, którego nie był w stanie nazwać, jednak wiedział, że nie jest ono uczuciem miłym. Ani komfortowym.

Właściwie czuł się tak od wczorajszej nocy. Miał bardzo dużo pracy, bo pięciu zagranicznych magów – niedawnych prelegentów na jakiejś konferencji w Ankh-Morpolk – w tym samym momencie padło na skutek trucizny w winie. Każdego z nich oddzielało od siebie pół Dysku, więc Śmierć musiał się spieszyć, aby w miarę szybko zebrać duszę każdego z nich (w takich momentach jeszcze bardziej nie znosił zasady, według której powinien przychodzić po magów osobiście). W rezultacie powrócił do domu nad ranem.

Oczywiście – mógł uznać, że wszyscy otruli się nawzajem dla awansu, ale było w ich masowym zgonie coś nienaturalnego (znaczy się – bardziej nienaturalnego niż śmierć od trucizny w kieliszku). Czy to możliwe, że zgraja chciwych magów wypiła w tym samym momencie tę samą, wybitnie rzadką truciznę, która miała zadziałać po ośmiu godzinach, dwudziestu minutach i trzynastu sekundach od wypicia? Czy przynajmniej jeden pretendent do stołka jakiegoś kwestora albo nadrektora nie wybrałby jakiejś bardziej przystępnej, nie wykraczającej cenowo poza ich pięcioletni dochód? To było dziwnie podejrzane.

Jednak było też coś jeszcze. Śmierć miał przeczucie czegoś niedobrego, czegoś… strasznego. Być może to jego pamięć kazała mu myśleć, że coś już się stało (albo nawet – że coś się stanie). Tak czy inaczej miał wrażenie, że powinien być uważny i przyjrzeć się życiomierzom.

Continue reading „[FF: Świat Dysku] Śmierć w garści cz. 1 – Życiomierz”