[FF: Iznogud] Wyznanie kalifa, czyli o mocy baśni

Odkąd me oczy łzą wstrętu sycone
Zeszły się z Twoich powolnym ukłonem
Znajdując wyzwań i łask obietnice –
Nie dbam o skarby i gardzę mym tronem;

Iznogud stanął pod komnatą kalifa Haruna Arachida i nasłuchiwał. Zza drzwi dochodziły odgłosy śmiechów, westchnień i szeptów, co świadczyło o tym, że kalif właśnie zabawiał się ze swoją żoną. I choć odgłosy te można byłoby interpretować jako spełnianie małżeńskiego obowiązku, to, znając Haruna Arachida, Iznogud wiedział, że za tymi drzwiami raczej nie działo się nic sprośnego.

Nasłuchiwał wszystkiego, co działo się po drugiej stronie, rozmyślając o tym jak bardzo ta biedna dziewczyna musi się nudzić sam na sam z tym infantylnym grubasem, który nie jest w stanie zaspokoić jej potrzeb. Gdyby Iznogud był na jego miejscu, wiedziałby jak ją zadowolić. A być może nawet… być może…

Jedną z wielu rzeczy, których zawsze zazdrościł kalifowi Harunowi Arachidowi, a co za tym idzie – które sprawiały, że jeszcze bardziej go nienawidził i jeszcze bardziej pragnął zająć jego miejsce, było jego powodzenie u kobiet. Być może wynikało to z jego wysokiej pozycji. No bo przecież żadna kobieta nie pokochałaby nigdy takiego przygłupa, gdyby nie był kimś. Z drugiej strony nikczemny wezyr Iznogud wiedział, że prawda była zupełnie inna. Sekret powodzenia kalifa – przynajmniej u niektórych kobiet – tkwił zupełnie gdzieindziej.

Wezyr otrząsnął się z tych głupich myśli. To nie był czas i miejsce na roztrząsanie takich głupot. Teraz musiał stać się kalifem w miejsce kalifa.

Czytaj dalej „[FF: Iznogud] Wyznanie kalifa, czyli o mocy baśni”