Meg i Miryoku oglądają Stranger Things – Rozdział 7: Zaginiona siostra

Witajcie!
W tym odcinku poznajemy bliżej rabusiów, od sceny z którymi otwarty został drugi sezon. Tak się bowiem składa, że kiedy Jedenastka uzyskała wgląd we wspomnienia matki, dowiedziała się, że w laboratorium była jeszcze jedna dziewczynka, Hinduska, a co za tym idzie – technicznie rzecz biorąc Nastka ma siostrę. Ciotka naszej bohaterki znajduje w aktach Terry Ives artykuł o zniknięciu hinduskiej dziewczynki. Nastka używa swoich mocy, aby ją znaleźć i wkrótce wyrusza w podróż do Pittsburgha. Okazuje się, że jej „siostra” nazywa siebie Kali, jest przywódczynią gangu wyrzutków i przyświeca jej chęć odwetu na ludziach, którzy skrzywdzili ją i jej przyjaciół. Aha, i ma moc tworzenia iluzji. Kali przyjmuje Jedenastkę do swojej grupy, pomaga jej doskonalić jej dar, a nawet bierze ją nawet na akcję do jednego z pracowników laboratorium.
Tak jak w poprzednim odcinku Jedenastki nie było w ogóle, tak tutaj mamy odcinek skoncentrowany na Jedenastce. Tylko w dwóch scenach dowiadujemy się, że Nastka przeżywa to wszystko, podczas wydarzeń ze Szpiega. Co więcej – wiele osób uważa Zaginioną siostrę za słaby epizod.
A ty jak sądzisz, Miryoku?
Niestety się zgadzam z tymi osobami. Gdyby ktoś mi o nim opowiedział, pomyślałabym “to musi być świetny odcinek”, ale jak się ogląda… nie wiem, nie ma tego klimatu. Niektóre momenty dają radę (O Boże, nowa stylówa Nastki to jest po prostu cudo!), ale to całe poszukiwanie “złych gości” jakoś mi nie pasuje do tego serialu. I tak odcinek, który miał budzić wiele emocji, dla mnie był po prostu nudny, a miejscami irytujący.
Mnie nowy styl Nastki nie porwał. Mimo wszystko wolę ją z loczkami i we flanelach XD.
Kali, jako taka, zaintrygowała mnie w wielu miejscach. Przede wszystkim raz wydaje się naprawdę troszczyć o odnalezioną po latach „siostrę”, kiedy indziej chce ją wykorzystać w swojej zemście przeciwko naukowcom. Właściwie wszystkie jej sceny z Nastką wypadają na tyle szczerze, że ja jestem w stanie uwierzyć, że jej troska jest prawdziwa.
Ja do tej pory nie jestem w stanie tego ocenić. To jest chyba mój problem z tą postacią, że zupełnie nie wiem, jak ją odbierać. Raz wydaje mi się miła i całkiem fajna, a jej moc uważam za świetną, zwłaszcza że te iluzje działają na zasadzie manipulacji umysłem ofiary, a nie tworzenia obrazków w powietrzu. Innym razem odpycha mnie to jej manipulowanie i chęć, by wszyscy się do niej dostosowywali. Przez to wszystko nie polubiłam jej, co nie znaczy, że uważam ją za złą postać. Może po prostu jej wątek został niedobrze poprowadzony, za dużo twórcy chcieli upchnąć w jednym odcinku. Gdybyśmy tę postać poznawali stopniowo w kolejnych odcinkach, lepiej rozumiejąc jej motywy, być może moje odczucia byłyby inne. Zresztą tych przydupasów też ma mało ciekawych.
No właśnie, jej moce niosą za sobą pewne niebezpieczeństwo. Skoro Kali potrafi sprawiać, że człowiek widzi albo nie widzi różnych rzeczy, to znaczy, że przy zapoznaniu się z pewnymi faktami (jak lęki czy tragiczna przeszłość) może w kreatywny sposób znęcać się nad ludźmi. Zresztą w przeciągu tego odcinka używa ich do manipulacji kilka razy, i to nie na ludziach, których chce ukarać, ale na członku swojej “ekipy” i na Nastce.
To prawda. W ogóle jest strasznie bezwzględna. Nie liczy się z innymi, jest na tyle przekonana o swojej racji, że jest gotowa na wszystko, by osiągnąć cel.
Jednocześnie trudno mi ją określić jako jednoznacznie złą. Zwłaszcza, że pod koniec odcinka wygląda jakby przeżywała iluminację – jakby spotkanie z Nastką dało jej nową perspektywę na pewne rzeczy.
W ogóle w pewnym momencie Kali stwierdza, że prawie miała rodzinę, „kogoś takiego jak twój policjant”, ale tego kogoś straciła. I ja się tak zastanawiam, czy to Kali coś zrobiła i przez to jej opiekun się od niej odwrócił, czy może to ludzie Brennera ją odnaleźli i zabili biedaka. Kali wydaje się być pełna nienawiści i gniewu, i właściwie to one ją napędzają do działania. Widać to również w tym, czego uczy Nastkę.
Nastka zaś na początku idzie za jej przykładem i chłonie wszystko, co Kali do niej mówi, ale kiedy okazuje się, że naukowiec, którego wytropiły, ma dzieci, Jedenastka nie tylko odstępuje od tego, aby go zabić, lecz także nie pozwala tego zrobić Kali. I po tej całej akcji Kali wypowiada zdanie, które zapadło mi najbardziej w pamięć: „Możesz okazywać litość, ale nie odbieraj mi wyboru.” Zwykle, kiedy widzimy konflikt ideologiczny, czy zabijać złych ludzi, czy nie, osoba, która stoi na stanowisku, żeby jednak zabijać, wręcz chce zmusić drugą stronę do tego, aby przyznała jej rację. Tutaj zaś nie – tutaj Kali chce tylko, aby Nastka nie wtrącała się do tego, kiedy ona sama chce wymierzyć karę.
Ta scena ostatecznie zniszczyła mi odcinek. To jest tak ograny motyw, że znudził mnie totalnie, nawet biorąc pod uwagę to, co słusznie zauważyłaś, że jest tu jednak odejście od schematu. 
Przy okazji okazuje się, że Brenner może żyć. Jak myślisz, Mir? Jest na to szansa? W końcu Demagorgon go zabrał do Odwróconego Świata.
Wątpię, żeby żył, jakoś sobie nie wyobrażam, jakby to miało wyglądać. Ale kto wie, kto wie…
Z takich jaśniejszych rzeczy – Jedenastka usłyszała przeprosiny Hoppera! I choć szeryf jest widoczny w przykrych wspomnieniach dziewczyny prawie tak często jak Brenner, kiedy skupia ona w sobie cały swój gniew; to później, kiedy Nastka siedzi sama i zaczyna rozmyślać nad miłymi rzeczami, które ją spotkały, to dwa ostatnie przebłyski z przeszłości dotyczą również Hoppera, który dał jej dom. A jego przeprosiny sprawiły, że jej stosunek do niego się ocieplił.
Też miałam z tego radochę! No i cieszę się, że Nastka wraca do domu. Ciekawa jestem też, czy faktycznie na kanwie tego odcinka powstanie spin-off dotyczący Kali i jej ekipy, jak niektórzy przypuszczają. To nie byłaby głupia rzecz.
W ogóle podobała mi się ta ostatnia scena, kiedy pasażerka pyta Nastkę dokąd jedzie, a ona odpowiada: “Do domu.” No bo wraca do ludzi, których kocha i którzy kochają ją, i wprost nie mogę się doczekać, aż się z nimi spotka.
Ja bym jednak wolała, aby pojawili się jeszcze w trzecim sezonie. Przede wszystkim, jest ta rzecz, o której mówiłaś wcześniej – Kali jednak nie dała się zbyt dobrze poznać, więc podejrzewam, że nie byłoby aż tak dużo osób zainteresowanych tym spin-offem.
Choć na pewno historia Kali ma pewien potencjał.
W sumie to dobrze, że mamy różne zdania na temat tego odcinka. Ja uważam, że choć były kliszowe elementy, Zaginiona siostra nie była znowu taka zła.
A tymczasem zostały nam już dwa odcinki do końca. Ciekawe jak przebiegnie spotkanie Jedenastki z jej bliskimi.

Meg i Miryoku oglądają Stranger Things – Rozdział 6: Szpieg

Witajcie, przyjaciele!
Tym razem obsuwa ma związek ze świętami i różnymi naszymi zawirowaniami życiowymi. Przepraszamy.
W tym odcinku ludzie Owensa zabierają, zarówno Hoppera, jak i Willa, do laboratorium, aby ich zbadać. Podczas gdy szeryf wymiotuje, Will (który zaczął krzyczeć i zwijać się z bólu, kiedy naukowcy podpalili tunele) dziwnie się zachowuje. W laboratorium obecni są również Mike, Bob i Joyce. Tymczasem Lucas wreszcie dowiaduje się, że Dustin chciał się z nim skontaktować, i postanawia, że przekona Max o prawdziwości swojej historii, pokazując jej Darta. Steve postanawia zastawić na nowe zwierzątko Dustina pułapkę, przy okazji dając młodemu kilka rad, a z Jonathanem i Nancy też się coś dzieje, ale to nie jest nic ważnego.
Rozwaliłaś mnie końcówką ostatniego zdania. Ale popieram, bo im mniej Jonathana i Nancy, tym lepiej. Zwłaszcza jak zaczynają swoją grę pt: udajemy, że wcale nie chcemy się ze sobą ryćkać (a i tak jak przychodzi co do czego, to przegrywają w tym udawaniu).
Po raz kolejny, zanim przejdziemy do omawiania odcinka, mam do Ciebie, droga Miryoku, pytanie. Jak myślisz: czy zachowanie Billy’ego względem Lucasa można uznać za rasistowskie, czy też może chłopak jest dla niego szczególnie wredny, bo z nim najczęściej widzi swoją przybraną siostrę?
Powiem Ci, że do tej pory nie doszukiwałam się w tym rasizmu i zakładałam raczej ten drugi powód. Ale jak teraz o tym myślę – postawa rasistowska byłaby uzasadnieniem tej niechęci wobec nowych kolegów Max, dla których do tej pory uzasadnienia nie znajdowałam.
W scenie w samochodzie z drugiego odcinka Billy mówi, że są ludzie, z którym Max nie powinna się zadawać i jest niejako zasugerowane, że chodzi o Mike’a, Lucasa, Dustina i Willa. Ja też nie do końca byłam pewna, co on mógłby mieć przeciwko chłopakom i jedyne wytłumaczenie jakie znalazłam to fakt, że są nerdowaci. Ale mogło też chodzić o Lucasa w szczególności.
Dalej – doktor Owens udowadnia raz na zawsze, że jest całkowitym przeciwieństwem Brennera. W ogóle w tym sezonie laboratorium w Hawkins co rusz pokazuje, że zmieniła się warta i że tym razem pracują tam porządni ludzie.
Może w następnym sezonie będziemy mieć jakiegoś bardzo ważnego pozytywnego bohatera-naukowca i dlatego twórcy chcą ocieplić wizerunek laboratorium?
Ja jestem za tym, aby Owens dołączył do Drużyny. Chociażby jako konsultant.
Ach, scena w radiowozie, kiedy Hopper próbuje porozumieć się z Nastką… On jeszcze nie wie o tym, że ona uciekła znowu z domu i jest u matki. Od kiedy się ostatni raz widzieli, minęły tak mniej więcej dwa dni. Przez ten cały czas szeryf nie był w chatce, a w związku z tym – na ile mu wiadomo – Jedenastka była całkiem sama i mogła sobie pomyśleć różne rzeczy (zwłaszcza po tej pamiętnej kłótni).
Cała ta scena jest wspaniała, bo wszystko w Hopperze – od słów, które wypowiada, poprzez mowę ciała, a na ekspresji skończywszy – wskazuje jak bardzo mu przykro. On w tej scenie Nastkę przeprasza za swoje zachowanie i są to przeprosiny, na które niewątpliwie wielu ludzi czekało. Ja, jak ją obejrzałam, to pomyślałam sobie: „Oby Jedenastka to usłyszała. Nie wiem jak, ale niech to usłyszy.”
Zgadzam się, ta scena była super. Widać też po niej, jak Hopper troszczy się o Nastkę, ale tak naprawdę jak o własną córkę.
Trochę mi zaspoilerowano plot twista do tego odcinka, ale w sumie myślę, że nawet gdybym się na ten spoiler nie natknęła, domyśliłabym się, co zaszło. W końcu wszyscy byliśmy świadomi, że coś siedzi w Willu i właściwie naturalne byłoby założenie, że prędzej czy później to coś zechce przejąć nad chłopcem kontrolę. Trzeba jednak przyznać, że sposób, w jaki to opętanie rozegrano, jest interesujący. Szczególnie ta scena, kiedy Will budzi się i na pytania ludzi dookoła, czy ich poznaje, odpowiada albo zdawkowo („Mama”, „kolega”), albo: „Nie wiem”. No i jest jeszcze ten element, który kojarzy mi się z oklumencją w Harry’m Potterze – tak, Will może używać telepatycznej więzi z potworem w sobie, aby go szpiegować, ale to też działa w drugą stronę.
Podróż Steve’a ku zajebistości trwa nadal. W sumie facet nie ma czasu myśleć o swoim zawodzie miłosnym, skoro Dustin zwierza się z własnych rozterek. Muszę jednak przyznać, że rady Steve’a w kwestii podrywu mogą się sprawdzić u niektórych dziewczyn, ale nieraz są też nietrafione. Idąc za radą nastolatka, Dustin zachowuje się wobec Max jak buc.
E tam, od razu jak buc. W sumie dobrze jej powiedział, że jak im nie wierzy, to niech se idzie.
Przejdźmy do Lucasa i Max. Mamy tę scenę, jak siedzą na dachu i dziewczyna zwierza się ze swoich obaw. Właściwie w tym momencie mamy Max pozbawioną swoich zwykłych osłon i otwierającą się przed Lucasem. Już wcześniej pokazała, że nie jest taka twarda, jak się wydaje, ale tutaj mamy coś innego – nie lęk, tylko dobrowolne okazanie słabości, świadczące o tym, że Max ufa Lucasowi.
Na początku tego sezonu obawiałam się trochę, że chłopaki będą między sobą tak strasznie rywalizować o względy Max. Ale wyszło to całkiem spoko i naturalnie. Lucas się zaangażował bardziej, złapał z dziewczyną więź. Dustin był zajęty zwierzaczkiem i innymi rzeczami, więc w sumie odpuścił. Ten wątek pokazuje też, że twórcy bardzo ładnie i wiarygodnie budują relacje między postaciami.
No, prawda. Nic nie jest wymuszone w tej relacji.
To na razie tyle. Następny odcinek nosi tytuł Zaginiona siostra. Ciekawe o czym będzie?

Meg i Miryoku oglądają Stranger Things – Rozdział 5: Dig Dug

Witajcie ponownie!
Uwaga! Mały spoiler w następnym akapicie!
Poprzednim razem nie wspomniałyśmy o tym, że Will zaczął rysować dziwne czarne rzeczy, które widzi dzięki stworowi, który w nim obecnie rezyduje. Otóż pod koniec odcinka czwartego Hopper odkrył, że to, co widnieje na rysunkach Willa, to pnącza i wyruszył na pole dyń z łopatą. Odcinek skończył się tym, że szeryf zapadł się pod ziemię.
Przechodząc do Dig Duga – Will informuje matkę i Mike’a o tym, że Hopper ma kłopoty i tak oto cała trójka próbuje dociec – w oparciu o rysunki Willa – gdzie dokładnie znajduje się szeryf. Nie idzie im to za dobrze, ale nagle przybywa Bob, który przyniósł kilka łamigłówek dla “chorego” Willa. Joyce już zaczyna go spławiać, kiedy Bob rzuca mimochodem, że jest dobry w łamigłówkach, i pani Byers postanawia zaangażować go do pomocy. Tymczasem Nastka odnajduje swoją ciotkę i matkę i dowiaduje się prawdy na temat tego, co wydarzyło się przed laty; Lucas wyjawia przed Max prawdę o wydarzeniach z pierwszego sezonu; Dustin (który w poprzednim odcinku odkrył, że Dart zjadł jego kota… o tym też zapomniałyśmy wspomnieć, sorki), po nieudanych próbach kontaktu z Lucasem, postanawia zaangażować do pomocy Steve’a; a Nancy i Jonathan spotykają się ze zwolennikiem teorii spiskowych z pierwszego odcinka tego sezonu, Baumanem.
Zacznijmy od Terry Ives. W poprzednim sezonie widzieliśmy matkę Jedenastki w stanie katatonii, ale nie było do końca jasne co ten stan spowodowało. W tym sezonie Nastka używa swoich mocy, aby się porozumieć z Terry i odkrywa prawdę. Co więcej – okazuje się, że kobieta od lat wciąż przeżywa w kółko najgorsze momenty swojego życia. Jej stan jest tragiczny nie tylko dlatego, że jest on wynikiem elektrowstrząsów zaaplikowanych przez ludzi Brennera, aby zamknąć Terry Ives usta; ale też dlatego, że kobieta była już tak blisko – odnalazła córeczkę i już miała ją zabrać z laboratorium, kiedy nagle została pochwycona przez ochronę. I przez cały czas przeżywa te chwile w kółko.
Ta scena była przerażająca. Mnie zostawiła w poczuciu, że matka Nastki żyje teraz w strasznym koszmarze i miałam cichą nadzieję, że może Nastce uda się ją z tego stanu wyciągnąć. Ale chyba zbyt cukierkowe i proste by to było.
Ja też tak trochę na to liczyłam. Ale cię pocieszę, że jest fik, w którym Nastka (z małą pomocą) to robi.
Cieszę się, że Lucas wtajemniczył Max w całą aferę. To, że mu nie uwierzyła, właściwie było do przewidzenia, ale to przynajmniej jakiś początek.
W sumie mnie się podobało w Max to, że tak trudno było jej uwierzyć w tę, przyznajmy, nieprawdopodobną historię. Wyszłaby na naiwną, gdyby uwierzyła od razu.
Nie wiem jak ty, Miryoku, ale ja zanim wzięłam się za oglądanie tego sezonu, widziałam mnóstwo postów na temat tego, jak fantastyczną opiekunką jest Steve Harrington. Tutaj mamy właśnie ten zaczątek relacji Steve’a z Dustinem, nad którą fani się rozpływają. Dustin właściwie zmusza nastolatka do pomocy przy poszukiwaniach Darta, kiedy Steve właśnie szedł z kwiatami do Nancy. Dodajmy, że Steve przez pierwsze dwa odcinki starał się jakoś pomóc Nancy w radzeniu sobie z sytuacją z Barb, po czym usłyszał od swojej dziewczyny, że ona go nie kocha. Dodajmy do tego Billy’ego i pozostałych kpiących z niedawnego króla liceum, a rysuje nam się obraz Steve’a, który jest trochę zagubiony i nie wie, co ze sobą zrobić. I nagle ni z tego, ni z owego, Dustin zaciąga go w szukanie Darta.
Ja te memy ze Steve’em będącym opiekunką widziałam już po obejrzeniu odcinków (staram się zwykle unikać spoilerów do rzeczy, które chcę obejrzeć), ale przyznaję, że też zakochałam się w tym motywie. Dustin jest super, ale dodajmy do tego jego “nianię” (choć w sumie to zachowuje się bardziej jak starszy brat) i mamy genialny duet. Ogólnie postać Steve’a była jedną z lepszych w tym sezonie, zwłaszcza że zaszła nam tutaj ładna ewolucja bohatera. Zresztą nie bardzo rozumiem hejty na niego w pierwszym sezonie – no dobra, nie zachował się kilka razy ładnie, ale kto by się nie zirytował, gdyby się dowiedział, że jego dziewczyna ma stalkera? Szczególnie jeśli jest się jeszcze głupim nastolatkiem.
Tzn. w pierwszym sezonie Steve miał kilka bucowatych momentów, chociażby na tym swoim przyjęciu, po zaginięciu Barb i po tym jak zobaczył, że Jonathan i Nancy się obściskują. W ogóle jak ktoś z Was przeczyta moje wrażenia z poprzedniego sezonu, to mówię tam, że Steve miał być typowym chłopakiem-palantem.
Z tym, że tak pod koniec tego sezonu Steve się zreflektował, odciął się od toksycznych kumpli, poszedł pogadać z Nancy i nawet się o nią martwił.
Właściwie ze Steve’m jest jak z Andersonem z Sherlocka. Anderson przez pierwsze dwa sezony był raczej mało lubiany, a potem przyszły Many Happy Returns i The Empty Hearse i ludzie się w nim zakochali. I tutaj też Steve jest pokazany w lepszym świetle, ma więcej momentów, kiedy można go polubić już od pierwszego odcinka.
A skoro już jesteśmy przy nastolatkach ze Stranger Things – co sądzisz o wątku Jonathana i Nancy, Miryoku? I jak ci pasuje Bauman, kiedy już zyskał trochę kolorytu?
Mam mieszane uczucia. Bo w sumie mieli się ku sobie już w pierwszym sezonie, więc nie jest to żadne zaskoczenie. Z drugiej strony podobało mi się, że na końcu bohaterka nie postąpiła schematycznie i nie wybrała “good guy’a” zamiast “bad boya”, tylko dlatego, że ten pierwszy był miły i dobry i w ogóle należy mu się za to dziewczyna w nagrodę. A z trzeciej strony w tym sezonie i Nancy, i Jonathan mnie drażnią, i w sumie uważam, że ona nie zasługuje na Steve’a, więc niech se już będą razem i dadzą Steve’owi spokój (ale niech Steve pozna jakąś fajną dziewuchę, która nie będzie kręcić na boku z innym facetem).
Większość fandomu podziela twoje odczucia XD.
Trzeba przyznać, że Hopper się całkiem nieźle trzyma w tych podziemiach. Wiele z rzeczy, które robi, świadczy o tym, że ma jakieś pojęcie o survivalu. I nie wiem, czy to jest coś, czego uczyli go w akademii policyjnej, czy może fani mają rację i facet rzeczywiście był w wojsku i walczył w Wietnamie.
Niemniej jednak, wybranie się samemu na tę eskapadę to kolejna z wielu złych decyzji szeryfa.
To był ten moment, kiedy miałam ochotę drzeć się do ekranu: “Jezu, po co tam włazisz, idioto?”
Od kiedy zaczął brać podejrzenia Joyce bardziej poważnie w poprzednim sezonie, Hopcio ma tendencję do włażenia w podejrzane i prawdopodobnie niebezpieczne miejsca. Raz jest to tajne laboratorium rządowe, a raz dziura z demonami z innego wymiaru. Jedyne, co mogę powiedzieć na temat tej konkretnej złej decyzji, to to, że pewnie szeryf chciał te pnącza zbadać jak najszybciej, biorąc pod uwagę, że miały jakiś związek z Willem… Co jest dość interesujące, kiedy weźmie się pod uwagę to, że na początku sezonu pierwszego był raczej leniwy.
(Po prostu teraz jest zakochany w Joyce – tylko jeszcze o tym nie wie – i troszczy się bardziej o nią i jej syna 😛 )
(Ja mam pewne spostrzeżenia, ale zachowam je na później.)
Bob poradził sobie całkiem dobrze, biorąc pod uwagę, że nie wiedział tak dokładnie o co kaman. I w sumie ja rozumiem, czemu Joyce i Mike mu nie powiedzieli, że Bob szuka Hoppera wewnątrz nie wiadomo czego, zrobionego przez stwory z innego wymiaru. Za dużo byłoby tłumaczenia, a im zależało na czasie.
Po tej całej akcji pokochałam Boba wielką miłością. Da się go nie kochać?
Nie, to jest fizycznie niemożliwe. Bob Newby to wcielenie wszystkiego, co dobre.
I na Bobie skończymy. Do zobaczenia w następnym odcinku!

Meg i Miryoku oglądają Stranger Things – Rozdział 4: Will Roztropny

Na wstępie chciałabym przeprosić za obsuwę.
To tyle. Nie mam usprawiedliwienia.
No więc w tym odcinku Joyce, Max i chłopcy docierają do Willa, który zachowuje się dziwnie. Pani Byers zabiera syna do domu, a tam Will nie chce powiedzieć, co zaszło, mimo usilnych błagań matki. Z kolei Jedenastka powraca do chatki i zastaje tam Hoppera. Dochodzi między nimi do ostrej, nieprzyjemnej kłótni i szeryf, próbując zdyscyplinować Nastkę, psuje telewizor, ona z kolei krzykiem rozbija wszystkie okna. Następnego dnia Nancy i Jonathan wyruszają na własną tajną misję. Tymczasem Will nadal zaczyna się dziwnie zachowywać, między innymi stara się, aby w jego pokoju panowała niska temperatura, bo „On lubi jak jest zimno.”, co oczywiście wzbudza zaniepokojenie Joyce. W szkole Max, Lucas i Mike nadal szukają Darta, zaś Hopper mówi Jedenastce, że jeśli chce, aby naprawił telewizor, ona powinna posprzątać chatkę. Dziewczynka to robi i przypadkiem znajduje akta ze śledztwa w sprawie Laboratorium w Hawkins. Billy zaczepia Steve’a, Jonathan i Nancy zostają zgarnięci przez ludzi z laboratorium, a Hopper i Mike odwiedzają Byersów i rozmawiają z Willem.
Zanim przejdziemy dalej, powiedz mi taką rzecz, Miryoku: Co na razie sądzisz o doktorze Owensie, zastępcy Brennera? Zwłaszcza po tej scenie, kiedy rozmawia z Nancy i Jonathanem?
Wydaje się sympatyczny i gada z sensem. Ale to serial, więc w takich momentach zwykle zakładam, że się okaże, że bohater nie jest w porządku i tylko udawał dobrego gościa. Nawiasem mówiąc, Nancy trochę zyskała w moich oczach, bo po poprzednim odcinku myślałam, że faktycznie jest taka durna, żeby dzwonić na telefon, który ewidentnie musi być na podsłuchu, i opowiadać o rzeczach, które miała zachować w tajemnicy, bo inaczej jej i jej bliskim mogą zrobić kuku. Dobrze, że to wszystko było częścią większego planu.
Owens jest kreowany na takiego niejednoznacznego. Nie wiadomo tak dokładnie, czy jego jowialność wobec bohaterów jest szczera, czy też może to tylko gra. Jeszcze pewnie do niego potem wrócimy.
Dalej – och, Hopper… Niełatwo się ogląda scenę kłótni między nim a Nastką. On mówi wiele okropnych rzeczy, ona jest na niego wściekła i nawet mówi mu, że „jest jak Papa”, i ogólnie jest to moment, w którym wiele ze złych decyzji szeryfa powraca do niego. Coś, co jednak świadczy na jego korzyść, to to, że następnego dnia widać, że żałuje pewnych swoich słów, tylko jak już zamierza Nastkę przeprosić, ostatecznie decyduje się być twardy.
Może i Hopper się stara, ale popełnia masę karygodnych błędów. Wrzeszczenie na nastolatkę będącą na granicy wytrzymałości psychicznej to nie jest dobry pomysł. Zwłaszcza że Nastka ma rację, że Hopper ją ciągle okłamuje, a on nie potrafi się do tego przyznać. Poza tym z jednej strony oczekuje od niej, że będzie mu całkowicie posłuszna jak małe dziecko, a z drugiej wymaga od niej odpowiedzialności na poziomie dorosłej osoby o stabilnej psychice. Ale w sumie kiedy miał się nauczyć być ojcem, skoro nagle dostał pod opiekę nastolatkę w fazie buntu i po ciężkich przejściach?
Masz rację, zwłaszcza z tym ostatnim. Pamiętajmy, że Sara zmarła na raka jako siedmiolatka, więc Hopper nie miał okazji być ojcem nastoletniego dziecka.
W tym odcinku Max już ma po dziurki w nosie tego, że chłopaki nic jej nie mówią i wygarnia to Lucasowi. I właściwie trudno nie czuć jej frustracji, zwłaszcza, kiedy z jednej strony Lucas i Dustin ciągle zapraszają ją do grupy, a z drugiej ukrywają przed nią informacje, a Mike nie kryje swojej niechęci wobec niej. Tak więc zrozumiałe, że nie chce mieć z nimi nic wspólnego. Na szczęście całe zajście daje potem Lucasowi do myślenia.
A ja się zastanawiam, czemu chłopaki pozwalają Mike’owi tak sobą rządzić.
Nie wiesz? Jest paladynem, więc dowodzi drużyną XD. Czasami tak jest, że najbardziej heroiczni bohaterowie są liderami w Five-Man Bandzie.
Ej, faktycznie XD Teraz mi to uświadomiłaś.
A jak ci się podobała scena między nim a Willem? Bo tutaj widać jakąś jego starą, bardziej sympatyczną stronę.
Mnie się podobają wszystkie przejawy opiekuńczości Mike’a wobec Willa, bo uważam je za bardzo urocze. Zresztą ja dalej bardzo lubię Mike’a, choć niektóre jego zachowania mnie irytują. Nawet tę niechęć do Max rozumiem (choć nie popieram, bo Max jest super!).
Ja, choć uwielbiałam Mike’a w pierwszym sezonie, tak w drugim traktuję go trochę z rezerwą. Są momenty, w których mnie irytuje. Ale sceny z Willem są wspaniałe.
Biedny, biedny Will. Teraz ma w sobie ciało obce i widać, że nie jest do dobre uczucie. Czy ta kawalkada traum się kiedykolwiek skończy?
Na początku drugiego sezonu napalałam na to, że tym razem uda nam się poznać Willa bardziej – tak od strony zwykłego dzieciaka, co ma tam jakieś swoje zainteresowania, jakiś charakter… A tu niestety znowu taki umęczony, wplątany w tragiczną sytuację dzieciak, o którym niewiele wiemy. Nie żebym uważała to za zły motyw, bo takie jego zachowanie w obecnej sytuacji jak najbardziej ma sens, ale trochę mi żal, bo cały serial opiera się na tym, że biednemu Willowi przydarzyło się coś złego, a mnie w sumie tak średnio na tym dzieciaku zależy, bo właściwie dalej go nie znam. Inna sprawa, że scena, w której Will opowiada mamie o momencie, w którym “to coś” w niego wniknęło jest bardzo przejmująca, zwłaszcza że to przecież opowieść o gwałcie.
Też miałam takie skojarzenia. Raczej było to zamierzone.
A co sądzisz o scenie z matką Nastki?
Na pewno w tej scenie zostało nam tak zasugerowane, że albo Terry Ives ma również jakieś zdolności ESP, albo jest między nią a córką parapsychiczna więź. Niemniej jednak na pewno Nastka teraz wybierze się w podróż, aby poznać matkę, co właściwie jest prawidłową koleją rzeczy.
I tym pozytywnym akcentem mówimy Wam: do widzenia w Dig Dugu!

Meg i Miryoku oglądają "Stranger Things" – Rozdział 3: Kijanka

Uwaga! Spoiler do poprzedniego odcinka!

Powracamy z uroczą historią o chłopcu i jego… czymś.
Tak, proszę państwa, tym, co Dustin znajduje w śmieciach na końcu poprzedniego odcinka to dziwnie duża kijanka. Dustin szybko przygarnia stworka, karmi batonikami i nadaje mu imię D’Artanian (w skrócie Dart). Przy okazji odkrywa też, że jego nowe zwierzątko nie lubi światła i ciepła, a po zapoznaniu się z książkami o płazach i pokazaniu stworka kolegom, zostaje ustalone, że Dart musi pochodzić z Odwróconego Świata…
A tak poza tym chłopaki mają sekrety przed Max, Will ciągle się zbiera po wizji z Halloween, Jonathan nie lubi Boba, Bob zaś próbuje być ojcowski wobec Willa. No i moja ulubiona część – wyjawiono nam wreszcie całą historię o tym jak Nastka trafiła pod opiekę Hoppera. Z kolei w teraźniejszości dziewczynka postanawia wybrać się na mały spacer i spotkać się z Mikiem.
Oto nasze wrażenia z tego odcinka.
Poprzednio niejako zostało ustanowione, że Dustin i jego matka lubią zwierzęta. Tzn. mają kota, ale odniosłam takie wrażenie, że ta rodzina ma doświadczenie z zajmowaniem się zwierzętami różnego rodzaju. To zostało potem potwierdzone w samej Kijance tym, że Dustin ma żółwia.
Oczywiście od razu wiadomo, że Dart to jakiś stwór z Odwróconego Świata, ale ja akurat podzielałam opinię Dustina, że może być dobry.
Ja się w sumie nie łudziłam, choć malutki Dart był przesłodki, no i opiekuńczość Dustina wobec Darta była po prostu rozbrajająca od pierwszych scen.
Przejdźmy do Mike’a. Ta scena, kiedy dochodzi do konfrontacji między nim a Max a propos tego, że Mike nie kryje swojej niechęci do dziewczyny, przypomniało mi ten vlog Horror Guru i Count Jackuli, z którego dowiedziałam się o Stranger Things. To dlatego, że panowie wysunęli przypuszczenie, że chłopcy i Nastka odpowiadają konkretnym rolom w D&D, z kolei w tej scenie Mike stwierdza wprost, że on jest paladynem, Dustin bardem, Lucas łowczym, Will klerykiem, a Nastka magiem. Z tym, że Horror Guru i Count Jackula rozłożyli role nieco inaczej (ale weźmy pod uwagę to, że mówili wtedy o pierwszym sezonie) – Nastka była magiem, który wszedł w miejsce Willa, tymczasowo będącego poza drużyną; Mike nadal pozostał paladynem, a Lucas – łowczym, ale klerykiem był Dustin.
Wracając jednak do samej sceny – Mike, lubię cię stary, ale nie bądź wredny. W sumie w trzecim odcinku poprzedniego sezonu też miał taki moment, że był oschły względem Nastki, ale wtedy miał ważny powód i mu w końcu przeszło. No ale…
A co sądzisz o scenie zazdrości Nastki? Ten jej odruch mówi dużo o tym, jak ważna jest dla niej relacja z Mikiem nie tylko pod kątem przyjacielskim, co mi się podoba, bo lubię ten pairing. Ale ta skłonność do bezrefleksyjnego ranienia innych jest niepokojąca.
Mnie się ta scena nie podobała. Poza tym, że mamy ten wytarty motyw: “bohater myśli, że jego love interest go zdradza więc jest zazdrosny i zachowuje się wrednie”, to jest ta sprawa, którą poruszyłaś – bezrefleksyjne ranienie ludzi. Jeszcze w zeszłym sezonie było to podyktowane tym, że albo Brenner ją zmuszał do różnych rzeczy, albo ona broniła siebie i innych. Tutaj mamy Nastkę, która używa swoich mocy, bo chce wyładować złość. Miejmy nadzieję, że z tego wyrośnie.
Ach, Bob Newbe… Próbowałeś i kochamy cię za to, jednak twoja rada nie była całkiem trafiona. W ogóle Bob się w tym odcinku stara, ale mu nie wychodzi. W pewnym momencie Joyce nawet odkłada słuchawkę, kiedy nie potrzebuje już jego pomocy z wideo odtwarzaczem, a on akurat chciał coś jej zaproponować.
No nie do końca. Jego rada była bardzo trafiona, tylko że facet nie zdawał sobie sprawy, że ma do czynienia z jakimiś Slendermenami z kosmosu/piekła/nie wiadomo czego 😉 W normalnym konflikcie dzieciaka z prześladującymi innymi dzieciakami postawienie się oprawcom to dobry pomysł. Mnie te sceny z Samem (tak, będę go dalej nazywać Sam!) urzekły i uważam, że taka w stu procentach pozytywna postać w tym serialu to całkiem fajna rzecz. Zwłaszcza że świetnie się dogaduje z Willem.
No, scena w samochodzie sama w sobie jest przeurocza i Bob jest cudowną postacią. I też wydaje mi się, że gdyby nie kaliber przeciwnika, rada byłaby do rzeczy.
Przejdźmy do mojej ulubionej części, czyli Hoppera i Nastki – z jednej strony fajnie się ogląda jak szeryf ją przygarnia i tworzy jej miejsce, gdzie mogłaby mieszkać, z drugiej strony w niektórych scenach oglądało mi się go z mieszanymi uczuciami, bo wiedziałam, że nie przemyślał pewnych rzeczy. Na przykład ta retrospekcja, kiedy czyta Nastce książkę i ona nagle pyta, czy ma matkę. On przez chwilę milczy, po czym odpowiada, że już nie. I wtedy pomyślałam, że to kłamstwo do niego wróci. I ja rozumiem, czemu to powiedział, naprawdę. Gdyby odparł, że tak i opowiedział o swojej wizycie u Terry Ives, zapewne Nastka zechciałaby natychmiast tam pojechać. O wiele łatwiej było skłamać. Jednakże Hopper powinien pamiętać, że ta dziewczynka była okłamywana całe życie i to przez ludzi, którzy również trzymali ją w zamknięciu. Nic więc dziwnego, że w końcu łamie zasady “Nie Bądź Głupi” i wychodzi z chaty.
Kłamanie dzieciom w serialach zawsze ma takie mega ogromne konsekwencje. W ogóle Hopper jakoś wyjątkowo zirytował mnie tym kłamstwem, bo nie dość, że traktuje Nastkę jak idiotkę, która nie umie odkryć prawdy, to jeszcze to kłamstwo wcale nie było specjalnie potrzebne.
Tzn. ja widzę jako taki sens – facet chce zminimalizować ryzyko, że chłopaki z laboratorium zobaczą Nastkę i coś jej zrobią. W sumie potrafię sobie wyobrazić jego tok myślenia: “Już chce się spotkać z Mikiem. Jeśli jej opowiem o matce, będzie chciała się również z nią spotkać.”
Poza tym w pewnym sensie można odczytać jego wypowiedź jako półprawdę – Nastka nie ma już matki, bo jej matka jest teraz w stanie katatonii. Nie bronię gościa, ale próbuję zrozumieć (no, dobra, trochę bronię… tak, wiem, mój faworyt jest problematyczny XD).
Z tą półprawdą to racja, też o tym myślałam. Ale znając możliwości Nastki, powinien był przewidzieć, że odkrycie prawdy nie będzie dla niej takie trudne… Mam wrażenie, że wiele ich problemów wynika z tego, że Hopper chciałby jej czegoś zakazać/coś nakazać i już, bez zbytniego wyjaśniania. Tak jak wcześniej napisałaś “o wiele łatwiej skłamać”, a on powinien już wiedzieć, że w przypadku Nastki nie ma łatwych rozwiązań, bo to nie jest zwykła nastolatka.
No, próbuje stosować standardowe metody wychowawcze i nie bierze poprawki na to, z kim ma do czynienia.
Jeszcze tak dodam a propos sceny, w której Hopper tańczy do “You Don’t Mess Around with Jim” – jakiś czas po tym jak obejrzałam ten odcinek, wsłuchałam się bardziej w tekst tej piosenki, bo zastanawiałam się, czy ma ona jakiś ukryty sens w kontekście postaci szeryfa. Utwór jest właściwie o głupim, ale cholernie silnym gościu, Jimie Walkerze, z którym zadzieranie jest równie głupie jak “ciągnięcie za pelerynę Supermana”, “plucie pod wiatr”, czy “ściąganie maski Samotnego Jeźdźca”. Jednakże potem Jim zostaje zabity przez niejakiego Williego “Slima” McCoya. Wypracowałam więc taką teorię, że to taki zwiastun tego, że albo Hopper napotka przeciwnika, który go pokona i zabije; albo do pewnego wydarzenia, które ma swoją kulminację w finale drugiego sezonu.
Potem jednak ktoś mi powiedział, że to aktor grający szeryfa – David Harbour – wybrał “You Don’t Mess Around with Jim” do tej sceny, ponieważ piosenka mu się podobała i uważał, że Jim Hopper też by ją bardzo lubił. Toteż moja teoria padła.
A ja się zastanawiam, czy jestem jedyną osobą, którą denerwuje Nancy i te jej pomysły w stylu “powiedzmy rodzicom Barb, że ich córka nie żyje, chociaż jak im powiemy, to wszystkich nas mogą pozabijać”. W ogóle mam już poważnie dość jej udręczonej miny. Ale może to dlatego, że ja niezbyt rozumiem ten fenomen Barb.
Generalnie “fenomen Barb” polega na tym, że z jednej strony nie poświęcono jej zniknięciu tyle czasu i energii, co Willowi (Willa szukali: jego matka, kumple, brat i szeryf, zaś Barb – tylko Jonathan i Nancy), więc wiesz – #JusticeForBarb; a z drugiej strony niektórzy fani uważali, że jest ona lesbijką. Ja sama jakoś nie szalałam za nią, ale uważam, że była sympatyczną postacią.
To znaczy ja wiem, skąd ten fenomen się bierze, ale sama go nie rozumiem, bo mojego serca Barb nie skradła, a jak słyszę “każdy z nas to Barb, bo ona jest takim wyrzutkiem”, to tym bardziej jej nie lubię. I sama nie miałam wrażenia, że jej zniknięcie zostało olane, bo jednak wydarzenia były przedstawione z perspektywy osób bliższych Willowi.
Coś w tym jest.
Wracając jednak do Nancy – nie można powiedzieć, aby jej “udręczona mina” była nie na miejscu. Wszystkie jej zachowania biorą się stąd, że czuje się winna, bo porzuciła przyjaciółkę, aby zabawić się ze Steve’m, a potem Barb została porwana przez potwora. Nancy myśli, że wszystko, co spotkało Hollandów, jest jej winą.
Na dzisiaj to już wszystko. Do widzenia za tydzień!