[FF: Powrót do przyszłości] Bicie zegara – część 6 (ostatnia)

Wnet wybije godzina

Ból stał się tak silny, że Emmett wypuścił z rąk strzelbę i skulił się wpół. A potem poczuł, jak Saturnin podcina mu nogi, i padł na kolana, wciąż trzymając się za serce. Podniósł wzrok na Saturnina, który stał przed nim i spoglądał na swoją ofiarę z góry. Po chwili jednak przykucnął i podparł dwoma palcami podbródek doktora. Kontakt fizyczny z dłońmi zamaskowanego mężczyzny nie był przyjemny, albowiem ręka Saturnina była zimna i szorstka. Sama jego bliskość przyprawiała doktora Browna o dreszcze.

– Ta chwila wymaga odpowiedniej oprawy, nieprawdaż? Mam akurat w zanadrzu wiersz, który pasuje idealnie do tej sytuacji. – Podniósł się na równe nogi i stanął z lewej, tuż przy ofierze. Emmett zaś wciąż mu się przyglądał. –Zegar Baudelaire’a. Być może go znasz. Nie! Na pewno go znasz. Jesteś przecież oczytany. – Nagle znów kucnął i zasyczał: – Nic nie będzie pasować lepiej do podróżnika w czasie, jak wiersz poety przeklętego o nieuchronnym przemijaniu.

Czytaj dalej „[FF: Powrót do przyszłości] Bicie zegara – część 6 (ostatnia)”

[FF: Powrót do przyszłości] Bicie zegara – część 5

Wciąż głodna jest otchłań

Jules przyglądał się jeszcze przez chwilę swojemu nieprzytomnemu ojcu, czekając, aż znów coś powie, ale Emmett Brown był tak samo nieruchomy i milczący, co na początku. Chłopak zastanawiał się, co mógłby jeszcze odpowiedzieć, ale jego zmęczone kolana zaczęły dygotać na zimnej podłodze, aż w końcu poczuł na swoim ramieniu czyjąś rękę. To Adelina stała przy nim i uśmiechała się do niego z góry.

– Muszę sprawdzić puls – powiedziała.

On tylko przytaknął powoli głową, podniósł się na równe nogi i podszedł znów do okna. Adelina pochyliła się nad pacjentem i zaczęła go w skupieniu badać. Chwyciła go za przegub i położyła kciuk na żyle. Znów zapadła cisza. A Jules nagle zdał sobie z czegoś dziwnego: Dlaczego wykwalifikowana pielęgniarka sprawdzała jego ojcu puls ręcznie, zamiast zerknąć na aparaturę?

Znużony Verne przetarł twarz ręką i zaczął masować zamknięte powieki. Tymczasem Marty przeniósł wzrok na wiszący nad drzwiami pokoju zegar, który wskazywał dziesiątą cztery.

Czytaj dalej „[FF: Powrót do przyszłości] Bicie zegara – część 5”

[FF: Powrót do przyszłości] Bicie zegara – część 4

Minuty są to złoża kruszcu, rozrzutniku

Od razu, kiedy Klara zadzwoniła do niego ze szpitala i poinformowała łamiącym się głosem, że doktor Brown właśnie miał zawał, Marty wziął swój samochód i pojechał na miejsce. Przez całą drogę próbował zachować spokój. Doktor na pewno wyjdzie z tego, tylko będzie musiał na siebie bardziej uważać. Z drugiej strony Marty obawiał się, że ta historia może jednak skończyć się w o wiele bardziej tragiczny sposób; że jego długoletni przyjaciel może umrzeć.

Tak po prawdzie to wiadomość o jego zawale była dla Marty’ego sporym zaskoczeniem. Zaskoczeniem, które uświadomiło mu, że doktor Emmett Brown ma już swoje lata. Chłopak nigdy wcześniej nie myślał o tym, że ten energiczny mężczyzna, który podróżował w czasie, miał dwóch nastoletnich synów i zdobywał się na jakiś wysiłek fizyczny, jeśli wymagała tego sytuacja, jest już starcem. Po prostu doktor nigdy dotąd nie zdradzał oznak starości. Nie miał problemów z pamięcią, ze słuchem ani ze wzrokiem, nie łamało go w krzyżu, nie tracił włosów… Fakt, był siwy i pomarszczony, ale poza tym wydawał się być zawsze w pełni sił. Kiedy jednak Marty jechał wieczorową porą przez ulice Hill Valley i rozmyślał, w zasadzie wszystko zaczynało mieć dla niego sens. Doktor Brown często przesiadywał w garażu i raczej nie miał okazji, aby się poruszać. Miał również mnóstwo powodów do stresu, poczynając od spraw zwyczajnych (jak wychowanie dwóch nastolatków i rachunki), a na nadzwyczajnych (jak postaranie się, żeby nie zginąć z czyjejś ręki kilka dekad przed własnym narodzeniem) skończywszy. Poza tym kto wie, czy przez te dziesięć lat po ślubie z Klarą, nie żywił się głównie mięsem, nabawiając się wysokiego cholesterolu. Zawał był w zasadzie tylko kwestią czasu.

Kiedy Marty dotarł wreszcie na miejsce, okazało się, że na doktorze Brownie przeprowadzany jest właśnie jakiś zabieg (Jules wyjaśnił, że chodziło o angioplastykę wieńcową, która miała na celu udrożnienie i rozszerzenie żył) i wszyscy czworo spędzili więcej jak godzinę na korytarzu, martwiąc się o to, czy zabieg się uda. Potem Emmett został przetransportowany do pokoju szpitalnego, a lekarz poprosił Klarę na stronę.

Czytaj dalej „[FF: Powrót do przyszłości] Bicie zegara – część 4”

[FF: Powrót do przyszłości] Bicie zegara – część 3

Mówi Teraz: „Oto jestem Przedtem…”

– Po co tu jesteśmy? – spytał doktor, spoglądając na Saturnina.

Emmett Brown z przeszłości zapukał właśnie do drzwi i oznajmił swoje przybycie:

– To ja, Emmett.

– Czemu mi to pokazujesz? – zapytał znów doktor Brown z przyszłości, tym razem przez zęby. Saturnin jednak nie zwracał na niego uwagi.

Po chwili Klara otworzyła drzwi i przywitała gościa szerokim uśmiechem. Stanęła z boku, otwierając drzwi w zapraszającym geście.

– Nie wejdziesz? – powiedziała, wciąż się uśmiechając. Stojący przed nią mężczyzna zaś pozostał poważny.

– Raczej nie – odparł cicho i wydał z siebie westchnienie.

Klara rzuciła krótkie spojrzenie na to, co było za nim, zapewne szukając Marty’ego, ale zaraz znów popatrzyła na ukochanego. Nawet patrząc na tę scenę z boku, Emmett czuł smutek na widok jej uśmiechu, kiedy spytała:

– Co się stało?

Stojący przed nią doktor Brown przez chwilę nic nie mówił, ale potem przemówił:

– Przyszedłem się pożegnać.

Czytaj dalej „[FF: Powrót do przyszłości] Bicie zegara – część 3”

[FF: Powrót do przyszłości] Bicie zegara – część 2

[Uwaga! Nawiązania do gry Back To The Future: The Game.]

Ulotna zniknie rozkosz za horyzontami

Doktor Brown odwrócił się gwałtownie i zdziwił tym, co zobaczył. Jakiś metr od niego stał wysoki mężczyzna, ubrany w długą, czarną pelerynę. Na głowie nosił czarny kapelusz z szerokim rondem, a na twarzy – białą, beznamiętną maskę. Emmett powstał na równe nogi, podparłszy się strzelbą, i przyjrzał się tajemniczemu osobnikowi. Starał się zachować pokerową twarz, ale w tym dziwnym mężczyźnie było coś niepokojącego, wręcz przerażającego.

– Erazm z Rotterdamu napisał w swojej Pochwale Głupoty, że psy to dowód na to, że pochlebstwo i przywiązanie mogą iść w parze – odezwał się znów nieznajomy. Miał syczący, przyprawiający o dreszcze głos.

Przez chwilę Emmett zastanawiał się, czy ten dziwny człowiek wiedział, co się stało z Klarą i dziećmi, ale jego obecność w lesie była tak dziwna, tak nienaturalna, że doktor Brown doszedł do wniosku, że śni jakiś dziwny sen.

– To nie sen, doktorze Brown – oświadczył nieznajomy. – To koszmar. Co gorsza, nie możesz się z niego obudzić. – Zrobił dwa kroki do przodu i zaczął powoli okrążać Emmetta, szepcząc: – To dość żałosne, że jedynym kompanem, który cię nigdy nie zdradził, jest ta bezrozumna kupa sierści. Tymczasem człowiek, którego uważasz za najlepszego przyjaciela, Marty McFly, porzucił twoje martwe ciało z nie do końca szlachetnych pobudek.

Czytaj dalej „[FF: Powrót do przyszłości] Bicie zegara – część 2”