Kiedy trzej Daltonowie znaleźli się następnego ranka w Sacramento i dotarli na stację kolejową, zdali sobie sprawę z tego, że było tam dosyć pustawo i cicho. Można by się było spodziewać, że na stacji będzie się kręcić mnóstwo pasażerów, ale nie – Daltonowie byli jedynymi, którzy przechadzali się koło czekającego już na torach pociągu z dwoma wagonami pasażerskimi i jednym na bydło. Było w tym coś niepokojącego. I irytującego.
– Co tu się dzieje? – zapytał nieco już podenerwowany Joe. – Dlaczego nikogo tutaj nie ma?!
– Dzisiaj odbędzie się przejazd techniczny – odpowiedział z mocnym południowym akcentem jakiś głos, który zdawał się pochodzić z lokomotywy. Daltonowie ruszyli w tamtą stronę, a tymczasem ktoś inny dodał:
– Jakieś cuda niewidy wymyślają ci na górze. W każdym razie dzisiaj pociąg nie przyjmuje pasażerów. Strasznie to zaburzy działanie kolei, ale hej, to oni rządzą.
Joe, William i Jack dotarli do lokomotywy, gdzie siedziało dwóch ludzi w strojach maszynisty. Jeden był gruby i łysy, ale przez sadzę na twarzy i cień trudno było zobaczyć, jak wyglądał drugi. Jedynie jego szczupła sylwetka wyróżniała go od kolegi.
Na widok bandytów nagle zamarli obaj. Joe uśmiechnął się szeroko.
– To się nawet dobrze składa – powiedział i wyciągnął wraz z braćmi pistolety z kabur. – Zawieziecie nas prosto do Wyoming.
Continue reading „Lipiec z Lucky Lukiem – [FF] Daltonowie rozdzieleni, cz. 6”