Artykuły popkulturowe · Superbohaterowie

Artykuł: Flash kontra Arrow

Uwaga! Artykuł zawiera spoilery do Arrow (The Scientist, Three Ghosts i Corto Maltese) i The Flash (Pilot, Fastest Man Alive, Things You Can’t Outrun, Flash vs. Arrow).

Wspominałam już Wam, że pojawienie się Barry’ego Allena w ósmym odcinku Arrow było wielkim wydarzeniem. Wspominałam Wam, że Barry odegrał w tym i w następnych odcinkach dość istotną rolę (nawet, kiedy był tylko wzmianką w dialogu). W końcu wspominałam Wam, że scena rozmowy Barry’ego i Olivera w pilocie The Flash jest jedną z najlepszych w całym epizodzie. The Flash miał premierę 7 października, a trzeci sezon Arrow – dzień później. Od tego czasu obaj bohaterowie zajęci byli swoimi sprawami (tak zawodowymi, jak i osobistymi) i raczej nie wchodzili sobie w drogę. Jednakże ósmy odcinek The Flash miał być crossoverem obu seriali (kontynuowanym niejako w ósmym odcinku trzeciego sezonu Arrow) i nosił tytuł Flash vs. Arrow. No cóż, ten tytuł sam w sobie obiecuje jakiś konflikt między naszymi bohaterami, a i materiał promocyjny obiecał fanom wiele rzeczy – Olivera i Barry’ego trenujących razem, pracujących nad jedną sprawą, a w końcu stających do pojedynku, który ma zdecydować kto z nich jest lepszy.

Jednak jeszcze przed owym ósmym odcinkiem oba seriale nawiązywały do siebie, nie mówiąc już o tym, że dwa razy zdarzyło się, że postaci z Arrow pojawiały się w The Flash. W zasadzie wydarzenia w trzecim sezonie Arrow dają pewien szerszy kontekst występom gościnnym ich bohaterów w The Flash, nie mówiąc już o tym, że pierwsze kroki Barry’ego jako Flasha pokazują nam, nie tylko jakie ma możliwości, ale i ograniczenia, zwłaszcza jeśli chodzi o otwartą walkę. Dlatego postanowiłam porównać obu panów – Barry’ego Allena i Olivera Queena – ich relacje i drużyny, zanim przejdę do omawiania samego wielkiego wydarzenia.

Pierwotnie chciałam wziąć pod uwagę cały crossover Arrow i The Flash, ale postanowiłam skupić się na owym pojedynku między Strzałą i Flashem i na tym, co do niego prowadziło, toteż ósmy odcinek trzeciego sezonu Arrow nie będzie omawiany.

Continue reading „Artykuł: Flash kontra Arrow” →
Artykuły popkulturowe · Superbohaterowie

Artykuł: Biały Orzeł nie tylko w godle

Wszystkie ilustracje pochodzą ze strony wydawnictwa Wizuale.

Biały Orzeł ma wielkie wejście.

Jest pewne stwierdzenie, które powtarza się często na temat superbohaterów, a mianowicie – że są oni mitologią Stanów Zjednoczonych. W rzeczy samej, opowieści o superbohaterach są czymś związanym ściśle z kulturą amerykańską. Oczywiście – można doszukać się pewnych podobieństw superbohaterów do niektórych postaci z literatury europejskiej, jednak ostatecznie ukształtowała ich amerykańska historia (nie mówiąc już o tym, że każdy superbohater ma wiele różnych wersji, istniejących jednocześnie i przeżył wiele bardzo dziwnych przygód).

Inne kraje, owszem, czasem tworzyły swoich superbohaterów, z lepszym lub gorszym skutkiem, jednak Polska przez dłuższy czas nie była jednym z tych krajów. Jeśli już powstawały w Polsce jakieś komiksy czy filmy o superbohaterach, były one właściwie parodią tych amerykańskich. Ba – pełna absurdów Hydrozagadka, która była jawną parodią Supermana, do dzisiaj jest jednym z klasyków polskiej kinematografii.

Jednakże od grudnia 2011 roku publikowany jest komiks z superbohaterem, który nie jest parodią, tylko poważnym, polskim superbohaterem, mierzącym się z superzłoczyńcami i zagrożeniami nie z tego świata. Jest nim Aleks Poniatowski, czyli Biały Orzeł. Stworzony i wydawany przez dwóch braci – Macieja i Adama Kmiołków – Biały Orzeł jeszcze kilka miesięcy przed publikacją był sporym wydarzeniem. Świętej pamięci Widelec.pl był jednym z pierwszych serwisów, który zamieścił jego zapowiedź, Wiadomości Polsatu zrobiły o Białym Orle reportaż, a bracia Kmiołkowie wystąpili w Pytaniu na Śniadanie. Koniec końców, wkrótce wielu ludzi było zainteresowanych przeczytaniem komiksu o pierwszym polskim superbohaterze. Jedną z tych osób byłam ja i dzisiaj – z okazji Dnia Niepodległości – postanowiłam go omówić.

Continue reading „Artykuł: Biały Orzeł nie tylko w godle” →
Artykuły popkulturowe · Superbohaterowie · Superpaździernik

Artykuł: O fenomenie "Arrow"

Ogólnie zgadzamy się wszyscy, że obecnie przy ekranizacjach komiksowych uniwersów króluje Marvel. To Marvel w każdej swojej produkcji nawiązuje tu i tam nie tylko do faktów z komiksu, ale również do przeszłych i przyszłych filmów. To Marvel najpierw poświęcił Hulkowi, Iron Manowi, Thorowi i Kapitanowi Ameryce oddzielne filmy, aby potem doprowadzić do spotkania wszystkich czterech panów wraz z Hawkeyem i Czarną Wdową w wielkim kinowym crossoverze, którym było Avengers. To Marvel wypuszcza co roku film, wprowadzając nową postać ze swojej bogatej galerii, nie wstydząc się wcale tego, co owa postać ma do zaoferowania. Tymczasem biedne, małe DC, które dało nam dwóch ikonicznych superbohaterów – Supermana i Batmana – poprzestaje od lat na kinowych ekranizacjach właśnie tych dwóch superbohaterów i nagminnie pozostaje w tyle.

Jednakże od października 2012 roku stacja CW Television Network produkuje serial osadzony w uniwersum DC, w którym protagonistą nie jest ani Superman, ani Batman, a superbohater znany jako Zielona Strzała. Co więcej, ów serial w drugim sezonie wprowadził postać Barry’ego Allena (czyli przyszłego Flasha), której spin-off został już dawno potwierdzony, tym samym tworząc coś na kształt DC TV Universe. Mowa oczywiście o Arrow, który obecnie stanowi głównego rywala dla Agentów T.A.R.C.Z.Y. i który doczekał się wielu pochwał… jak również słów krytyki. A że ostatnimi czasy często słyszę od ludzi zdanie, że nie rozumieją fenomenu Arrow, doszłam do wniosku, że czas wreszcie opowiedzieć o tym, dlaczego mi się ten serial podoba.

Continue reading „Artykuł: O fenomenie "Arrow"” →
Artykuły popkulturowe · Superbohaterowie

Artykuł: Howard Stark, Brian Banner i inni, czyli o ojcach

Jednym z moich ulubionych motywów w fikcji są relacje ojciec-syn, których znaczenie obejmuje nie tylko rodzonych ojców i synów, ale też tak zwane „father figures” – wszelkiego rodzaju mentorów, ojców zastępczych, tymczasowych opiekunów, którzy zaczynają przejawiać ojcowskie uczucia wobec młodych ludzi, których biorą pod swoje skrzydła. Z tego względu właśnie do moich ulubionych postaci zaliczają się mistrz Splinter z Wojowniczych Żółwi Ninja, czy Rudowłosy Shanks z One Piece, a moim ulubionym odcinkiem animowanego Powrotu do przyszłości jest Puszczanie latawca. Ponieważ ostatnio zaczęłam znów interesować się Marvel Cinematic Universe i piszę (już drugiego) fanfika o ojcu Iron Mana, Howardzie Starku, przyszło mi do głowy kilka refleksji na temat relacji ojciec-syn w fikcji, którymi to refleksjami zamierzam się podzielić w tym artykule. Pozwolę sobie przy tym na kilka odniesień do MCU.

Continue reading „Artykuł: Howard Stark, Brian Banner i inni, czyli o ojcach” →
Artykuły popkulturowe · Superbohaterowie

Artykuł: W obronie Kapitana Ameryki, czyli dlaczego nie lubimy postaci praworządnych

[UWAGA! SPOILERY!]

Jakiś czas temu przeczytałam polskie tłumaczenie pewnego fanfika do Avengers, który mnie zdenerwował. Fabuła tego fanfika wyglądała tak: Kapitan Ameryka i Bruce Banner siedzą sobie w jednym pokoju, wyczerpani po walce z Chituari i w pewnym momencie doktor Banner wygarnia Steve’owi, że źle ocenił Tony’ego Starka, bo Iron Man zaakceptował Bannera całego, razem z Hulkiem, którego inni ludzie (łącznie z Kapitanem) się bali. Następnie Bruce wykrzykuje Steve’owi w twarz, że on nie wie, jak to jest wzbudzać strach w innych ludziach, i nawiązuje do wcześniejszej wypowiedzi Kapitana o Starku („Znałem prostych szeregowców, wartych więcej niż ty.”) i stwierdza: „Stark jest wart dziesięciu takich, jak ty.” Kapitan Ameryka zaś reaguje na jego tyradę najpierw jakby myślał sobie: „O, pięknie. Banner robi z siebie divę.”, a potem, po stwierdzeniu doktora, wytrzeszcza oczy zszokowany, że ktoś mógłby coś takiego o nim powiedzieć.

Po przeczytaniu tego tłumaczenia byłam bardzo wzburzona. Captain America: The First Avanger jest jednym z moich ulubionych filmów, a sam Steve Rogers w wykonaniu Chrisa Evansa jest jednym z moich ulubionych bohaterów Marvela. A w tym fiku nie tylko był OOC, ale również został potraktowany bardzo niesprawiedliwie, szczególnie, jeśli chodzi o zdanie: „Stark jest wart dziesięciu takich, jak ty.”

Oczywiście, nie twierdzę, że Tony Stark jest nic niewart (prawdę mówiąc, też uważam, że to jak rozmawiał z Bannerem, było wspaniałe, zwłaszcza, że doktor jest drugą z moich ulubionych postaci Marvelowskich), jednak mimo wszystko odniosłam wrażenie, że autor tego fanfika nie oglądał Kapitana Ameryki, bo wtedy pomyślałby dwa razy, zanim napisałby to zdanie. Cała pierwsza połowa filmu polega na tym, że mamy tego chuderlawego mężczyznę, który chce iść do wojska i walczyć na frontach drugiej wojny światowej, ale ze względu na astmę nie może; i na tym, że przekonuje się nas, że jest to człowiek posiadający odpowiednie moralne predyspozycje do otrzymania Serum Superżółnierza – że jest skłonny do poświęceń i że nie chce walczyć, aby zabijać nazistów, tylko aby bronić słabszych. Jest również skromny. Jest to szczególnie ważne, bo serum Erskine’a ma tendencję nie tylko do zwiększania szybkości, zręczności, siły i samoregeneracji, ale również pewnych cech charakteru (tak więc człowiek zły staje się jeszcze gorszy, a człowiek dobry – jeszcze lepszy). Poza tym w samych Avengersach Kapitan Ameryka nie traktował Bannera z wrogością czy lękiem, wręcz przeciwnie – był dla niego miły, zarówno na początku znajomości, jak i w trakcie pamiętnej sceny, kiedy Stark razi doktora prądem, aby wywołać Hulka. A stwierdzenie fanfikowego Bannera, że Kapitan Ameryka ma dobrze, bo wszyscy mają go za bohatera jest z jego strony wypowiedzią nieczułą, biorąc pod uwagę to, że Steve został zahibernowany na siedemdziesiąt lat i nie tylko obudził się w świecie, którego nie poznawał, ale jeszcze większość jego przyjaciół i znajomych już dawno nie żyła. No tak, super jest być Kapitanem Ameryką.

Tak więc łatwo zrozumieć, dlaczego ten fanfik mnie zdenerwował. Jednakże po jakimś czasie zauważyłam (szczególnie przy mojej tendencji do tworzenia bohaterów szlachetnych do bólu), że postacie praworządne dobre (użyjmy tego określenia z D&D, bo najlepiej oddaje typ charakterologiczny, o który mi chodzi) nie są specjalnie lubiane przez ludzi. Sama na liście postaci, których nie lubię, mam Supermana i Leonarda z Wojowniczych Żółwi Ninja. Zaczęłam się więc zastanawiać, skąd to się bierze i po dłuższym namyśle doszłam do pięciu wniosków, które zamierzam tu przedstawić. Pozwolę sobie również odnieść każdy punkt do Kapitana Ameryki i Avengersw ogóle.

Continue reading „Artykuł: W obronie Kapitana Ameryki, czyli dlaczego nie lubimy postaci praworządnych” →