Maj z Batmanem – Artykuł: Rycerstwo Mrocznego Rycerza

Istnieje komiks z serii Elseworlds, w którym Batman jest rycerzem nie tylko w przenośni, ale i dosłownie. W tymże komiksie – Batman: The Dark Knight of The Round Table – Thomas Waynemoor, wraz z żoną, synem i kilkumiesięczną córeczką zostaje wygnany z Camelotu z dekretu króla Artura, któremu przepowiedziano, że niedawno urodziło się dziecko, będące jego zgubą (chodzi o tak zwane May Day; w oryginalnej legendzie arturiańskiej król kazał wysłać wszystkie niemowlęta na chybotliwe łodzie, aby dzieci się potopiły). Tymczasem czarownica Morgana le Fey miała sen, w którym przepowiedziano jej, że ród Waynemoor i nietoperze będą jej zgubą. Postanowiła więc – w ramach bycia ironiczną – wysłać za łodzią Waynemoorów demony-nietoperze, aby doprowadziły do tego, że cała rodzina zginie. Wydaje się, że tak też się stało, ale z pomocą Merlina z masakry ocalał syn Thomasa – Bruce. Chłopiec zostaje przeniesiony na wyspę Avalon, gdzie nie zaznaje choroby ani głodu, jednak wciąż ma przed oczami demony zabijające jego rodzinę. Dorasta więc ucząc się sztuki rycerskiej i niecierpliwie wyczekując zemsty na Morganie i królu Arturze – dwóch sprawcach swojego nieszczęścia. Z pomocą Merlina Bruce wyrasta na wspaniałego wojownika i przywdziewa zbroję z hełmem i peleryną przywodzącym na myśl skrzydła i głowę nietoperza. Walczy przeciwko siłom Morgany, ale jednocześnie odmawia uznania Artura swoim królem. A w międzyczasie zyskuje sługę, Alfreda, oraz giermka – Dicka Graysona.
Batman: The Dark Knight of the Round Table nie jest może najlepszą opowieścią z Elseworlds, jaką kiedykolwiek napisano, ale swego czasu bardzo mi się podobała. A kiedy niedawno ją sobie powtórzyłam, zaczęłam się zastanawiać nad tym najsłynniejszym homeryckim epitetem Batmana – „Mroczny Rycerz”. Potem przypomniałam sobie, że innym takim jego przydomkiem jest „Zamaskowany Krzyżowiec” i że jego misja oczyszczenia Gotham nazywana jest często krucjatą. Zaczęłam się więc zastanawiać ile Bruce Wayne ma z rycerza i jakie ideały sobą reprezentuje, zwłaszcza w kontraście do Supermana.
Wydaje mi się, że do pewnego stopnia Batman jest współczesnym rycerzem; i że tak jak Superman przypomina bardziej mitycznych herosów, tak Batman przypomina bohaterów legend arturiańskich i baśni.

Wspominałam już kiedyś o tym, że mam w swojej bibliotece książkę pod tytułem Batman i filozofia. Jest to zbiór artykułów na temat Mrocznego Rycerza i wszystkiego, co z nim związane, a każdy z nich egzaminuje Batmana w kontekście poglądów sławnych filozofów – od Arystotelesa po Sartre’a. Ja sama, kiedy wielokrotnie rozmyślałam o Batmanie, miałam wrażenie, że na komiksach o nim i jego wszelakich adaptacjach najlepiej można wyeksponować dwie filozofie: teorię państwa u Hobbesa oraz egzystencjalizm.
Ten drugi zakłada, że z obiektywnego punktu widzenia życie nie mam sensu – jest absurdalne i pełne zła i cierpienia, którego nigdy nie można tak do końca pokonać. „Egzystencja poprzedza esencję.” jak powiedział Heidegger, a więc to człowiek musi nadać swojemu życiu sens; to człowiek musi zadecydować, jakimi prawdami będzie się kierował i czym wypełni czas, jaki pozostał mu do nieuniknionej śmierci.
Oto więc mamy Bruce’a Wayne’a, który w bardzo młodym wieku zostaje dotknięty tragedią i po raz pierwszy w życiu spotyka się ze złem, które toczy Gotham. Śmierć rodziców musiała być dla niego czymś niepojętym – przecież Thomas i Martha Wayne byli dobrymi ludźmi, oddanymi pomocy potrzebującym w ich rodzinnym mieście. A mimo to zginęli dla portfela i kilku pereł, albowiem dla Joe Chilla byli po prostu kolejnymi bogaczami, których mógłby okraść. Tak czy inaczej, to wydarzenie sprawia, że Bruce składa podczas wieczornej modlitwy przysięgę, że odtąd poświęci życie na walkę z przestępcami. Bruce zaczyna więc hartować ciało i umysł, poświęca lata podróżując z jednego miejsca na drugie, aby zyskać cenne umiejętności i być gotowym na każdą ewentualność podczas swojej krucjaty przeciwko przestępcom.
Ale jego krucjata skazana jest na niepowodzenie… a przynajmniej nigdy nie zostanie doprowadzona do końca. Teoretycznie źródeł problemów Gotham jest cztery – pochodząca z problemów społecznych i ekonomicznych przestępczość, braki Azylu Arkham, drzemiące w podziemiach miasta Pradawne Zło oraz tajne stowarzyszenia, którym zależy na utrzymaniu status quo. Jeden człowiek – nieważnie jak bardzo bogaty i uzdolniony – nie jest w stanie pokonać tego całego zła sam – nie, jeśli chce pokonać je raz na zawsze. To jednak nie znaczy, że Bruce Wayne nie próbuje – wszak istnieje coś takiego jak Fundacja Wayne’ów, która pomaga Gothamitom na różne sposoby: buduje im lepsze domy, funduje stypendia, utrzymuje szpitale i kliniki w co gorszych dzielnicach. Samo Wayne Enterprises zapewnia swoim pracownikom stawkę, z której mogą spokojnie wyżyć, i naprawdę rzadko zdarza się, aby potem stawali się superzłoczyńcami.
Bruce Wayne jest Mrocznym Rycerzem, a Gotham to jego królestwo – królestwo pogrążone w chaosie i bezprawiu, w którym rodzice giną na oczach ośmiolatków. Gotham potrzebuje obrońcy, potrzebuje kogoś, kto będzie bronił prostych ludzi przed złoczyńcami i wzbudzi w tychże złoczyńcach bojaźń wobec prawa. Jednakże rycerze (o ile nie byli też wędrowni) byli także wasalami – musieli dbać o swoje lenno i o to, aby dobrze prosperowało. Bruce Wayne nazywany jest Koronowanym Księciem Gotham, bo z jednej strony symbolizuje lepsze czasy – czasy, kiedy Martha i Thomas Wayne jeszcze żyli i działali; a z drugiej strony dba o swoje miasto poprzez Fundację Wayne’ów i różne inwestycje.
Zajęło mi to trochę czasu, ale wiem jaka jest zasadnicza różnica między cnotami reprezentowanymi przez Supermana a tymi reprezentowanymi przez Batmana. Superman uosabia wszystkie najlepsze cechy ludzkości… ale są to cechy, że tak powiem, samoistne, idealistyczne: odwaga, siła, chęć pomagania innym, samopoświęcenie, mądrość… Tymczasem cnoty Batmana – siła woli, spryt, współczucie, samodyscyplina, hart ducha, intelekt – są wynikiem zetknięcia z przeciwnościami, które Batman, jako człowiek i obrońca Gotham, spotkał na swojej drodze. (Co wcale nie znaczy, że jednemu z tych bohaterów brakuje zestawu cnót drugiego. Po prostu u jednego pewne cechy są bardziej wyraźne, a u drugiego inne.)
W wielu opowieściach o rycerzach bohaterowie poddawani są próbom, które mają udowodnić siłę ich charakteru i samodyscyplinę. Z kolei w baśniach sprytni młodzieńcy pokonują przeszkody nieszablonowym myśleniem. Batman jest uważany za niesamowitego, ponieważ jest człowiekiem bez żadnych mocy, a pokazuje, że dzięki ciężkiej pracy i pomyślunkowi, ludzki duch potrafi pokonać każdą przeszkodę. Wszak nawet w serialu z Adamem Westem widzieliśmy, że Batman i Robin byli w stanie wydostać się z każdej opresji, w jakiej zostawiali ich przestępcy, mając do dyspozycji spryt i urządzenia własnej konstrukcji.
Znamienne jest to, że kiedy Bruce zostaje przeniesiony w czasie w Batman: The Return of Bruce Wayne i nic nie pamięta, z jednej strony inni superbohaterowie są przeświadczeni o tym, że jeśli ktoś miałby przeżyć to, co zrobił Batmanowi Darkseid, to z całą pewnością byłby to właśnie Batman; z drugiej zaś każdy okres historyczny, do którego zostaje przeniesiony Bruce Wayne z amnezją budzi w nim inny aspekt jego zamaskowanego alter ego. Tak więc jako jaskiniowiec, Batman objawia zdolności przetrwania i determinację. Jako śledczy w siedemnastowiecznym Gotham, korzysta ze swoich umiejętności dedukcji, przeciwstawiając je ludziom wierzącym w czary. Jako pirat badający tajemnice przyszłej Bat-Jaskini, umie wykryć i ominąć każdą pułapkę, demonstrując przy tym zdolności skradania się. Jako kowboj, jest zaciekłym nemezis przestępców – duchem zemsty, niepowstrzymanym i przerażającym. Jako dwudziestowieczny detektyw badający sprawę śmierci Wayne’ów, w iście batmanowym stylu udaremnia misterny plan pewnej sekty. Najciekawsze jest jednak to, że do każdego z okresów historycznych Batman zostaje wezwany przez kogoś, kto potrzebuje pomocy; i że zawsze w końcu przywdziewa strój z motywem nietoperzy.
Jest jednak pewna rzecz, którą trzeba zrozumieć na temat Batmana. Tak jak Superman wzorowany był na Herkulesie, Samsonie, czy Mojżeszu, tak Batman wzorowany był na Zorro, Sherlocku Holmesie oraz licznych bohaterach pulpowych magazynów. Wśród nich najbardziej prominentni są Cień i Doc Savage. Ten pierwszy był zamaskowanym mścicielem, którego Modus Operandi w dużej mierze opierało się na wzbudzaniu strachu w przestępcach i używaniu różnych sztuczek do tego, aby wyprowadzić ich w pole. Ten drugi zaś poświęcił całe życie na to, aby stać się ekspertem w wielu różnych dziedzinach, a także hartować swoje ciało. Jest wiele postaci, bez których nie mielibyśmy Batmana – a przynajmniej nie byłby to Batman, którego znamy. Warto też zaznaczyć, że na długo, długo przed Zorro (z którego Batman czerpał bodajże najwięcej) był Szkarłatny Kwiat (Scarlet Pumpernel) napisany przez Baronową Orczy i będący protoplastą wszystkich ludzi w maskach walczących z przestępcami.
Mówię o tym dlatego, że aby być współczesnym rycerzem walczącym o sprawiedliwość i porządek, Batman musiał przyswoić sobie nowe sposoby działania. Rycerze króla Artura walczyli z przeciwnikami za pomocą mieczy, a ich przeciwnikami byli wojownicy, magowie i istoty nie z tego świata. Współcześni rycerze musieli zaadaptować nowe metody; musieli walczyć o sprawiedliwość w nowy sposób i przy użyciu innej broni. Zorro pokazał, że kiedy rządy nie są sprawiedliwe, a zło się panoszy, potrzebny jest symbol porządku, który zwykłym ludziom da nadzieję, a podłym – powód, aby się strzegli. Z kolei Sherlock Holmes udowodnił, że aby skutecznie walczyć ze złem, potrzeba również trenować umysł, nie tylko sztuki walki. Nic więc dziwnego, że kiedy wreszcie Batman się pojawił, czerpał właśnie z tych wzorców. Mroczny Rycerz jest przydomkiem, który nadano mu dużo, dużo później, ale jakże mu pasuje! Jakże oddaje to, czym Batman jest!
A skoro Batman jest rycerzem, to czym są Robini? Cóż, pierwszy Robin, Dick Grayson, przez bardzo długi czas pomagał Batmanowi w walce z przestępcami, ale jednocześnie się od niego uczył. W swoim debiucie zaś złożył podobną przysięgę, co swego czasu Batman – że poświęci życie walce z przestępcami. Co jednak jest szczególnie istotne to to, że Dick Grayson stał się potem pełnoprawnym superbohaterem, Nightwingiem.
W dawnych czasach, aby zostać rycerzem trzeba było przez siedem lat pracować jako paź, a przez kolejne siedem – aż do ewentualnego wykazania się w boju albo pojedynku – giermkiem. Kimże więc jest Robin jak nie giermkiem wspomagającym Mrocznego Rycerza i zdobywającym niezbędne do pracy superbohatera doświadczenie? Każdy Robin (poza, być może, obecnym, Damianem Wayne’m) z czasem przyjmował nową tożsamość, aby pokazać, że jego okres treningu pod okiem Batmana się skończył. Obojętnie czy odszedł sam, jak Nightwing, czy narodził się na nowo jak Red Hood, giermek Batmana zawsze w końcu zostaje rycerzem.
Nie inaczej jest też z samym Bruce’m Wayne’m. Albowiem w latach czterdziestych istniała historia o tym jak Batman był w swej młodości Robinem. Jego rycerzem zaś był Harvey Harris – detektyw, który w dzieciństwie Bruce’a odnosił spektakularne sukcesy w rozwiązywaniu zbrodni. Młody Bruce postanowił, że poprosi Harrisa o to, aby został jego mentorem, ale ponieważ chłopak był osobą znaną, ukrył swoją tożsamość za strojem Robina. Już pierwszego dnia, śledząc Harrisa, uratował mu życie, ostrzegając go przed zagrożeniem. Detektyw, w ramach wdzięczności, zgodził się uczyć Bruce’a kryminalistyki i walki wręcz. Prawdopodobnie też wydedukował, kim był jego tajemniczy pomocnik i że po latach stał się Batmanem (ale nigdy nie wyjawił tej tajemnicy, aby nie narażać chłopca na niebezpieczeństwo).
Batman nie jest jednak jedynym rycerzem Gotham. Pomijając Robinów, wszystkie Batgirl i Batwoman, w krucjacie Zamaskowanego Krzyżowca przeciwko przestępczości uczestniczy też komisarz Gordon – człowiek, który przez lata był jednym z najbardziej uczciwych i moralnych policjantów w GCPD. Właśnie dlatego był on pierwszym sprzymierzeńcem Batmana; kimś, komu Batman ufa, ponieważ wie, że Gordon ma na względzie dobro miasta. Gordon zaś ufa Batmanowi, bo choć Mroczny Rycerz działa w cieniu, nigdy nie idzie zbyt daleko i zawsze stara się, aby sprawiedliwości stało się zadość.
Batman ma swój rycerski kodeks. Dwa najbardziej znane elementy tego kodeksu to nie używanie broni palnej i niezabijanie. Ta pierwsza zasada jest spowodowana tym, jak zginęli jego rodzice, ale o ile denerwuje się, kiedy Robini mają przy sobie pistolety, o tyle pozwala korzystać z broni palnej Alfredowi (co świadczy o głębokim zaufaniu do swojego lokaja). O wiele ciekawsza – i do pewnego stopnia również kontrowersyjna – jest jednak ta druga zasada.
Oczywiście, są historie, w których Batman zabija (od pierwszej historii z Człowiekiem-Nietoperzem w ogóle, po filmy Burtona i Nolana), jednakże w większości komiksów i adaptacji Batmana, postawiony jest silny nacisk na to, że Bruce Wayne nie jest zabójcą; a przynajmniej stara się nim nie być i tylko w sytuacji silnego rozchwiania emocjonalnego mógłby chcieć odebrać życie złoczyńcom, z którymi walczy. Na pewno w wielu komiksach i na pewno w Batman: The Animated Series Mroczny Rycerz jest orędownikiem dawania drugiej szansy i pomagania ludziom, którzy są chorzy psychicznie. Problem polega na tym, że są tacy ludzie (jak chociażby Joker), którzy uwielbiają swoje szaleństwo i nigdy się nie zmienią.
Joker jest przeciwieństwem Batmana – o tym wszyscy wiedzą. Batman jest poważny, Joker ciągle rzuca żartami. Batman nosi ubrania zachowane w ciemnej kolorystyce, Joker nosi jaskrawe barwy. Batman próbuje wprowadzić w Gotham porządek, tymczasem Joker chce, aby miasto opanował chaos. Sam klaun postrzega ich relację jak wieczną walkę między przeciwieństwami, które się nawzajem potrzebują. Joker na pewno ma przeświadczenie o tym, że potrzebuje Batmana, bo bez godnego siebie nemezis jego życie nie miałoby sensu. Jednocześnie Joker jest tym, który bodajże był źródłem największych cierpień Batmana – zabił Jasona Todda, okaleczył Barbarę Gordon, raz po raz próbował doprowadzić do tego, że Gotham zostanie pochłonięte przez chaos.
A mimo to wciąż żyje.
W Batman: W cieniu Czerwonego Kaptura Jason Todd pyta Mrocznego Rycerza o to, dlaczego pozwala Jokerowi żyć. Batman odpowiada, że codziennie marzy o zabiciu Jokera, a wcześniej poddaniu go tym samym torturom, którym Joker poddawał innych… ale zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli zabije swojego największego wroga, zabijanie stanie się dla niego łatwe. To motyw stary jak świat: bohater, którego zasada niezabijania wynika z lęku przed tym, co przekroczenie pewnej granicy może oznaczać dla jego duszy. I Joker doskonale o tym wie. Jest w pełni świadomy lęków Mrocznego Rycerza, toteż prowokuje go do tego, aby przekroczył granicę; aby złamał swój kodeks moralny i nie tylko zbił Klauniego Księcia Zbrodni na papkę, ale też go zabił. Z jednej strony wie, że Człowiek-Nietoperz nigdy tego nie zrobi, z drugiej – gdyby jednak to zrobił, oznaczałoby to wygraną Jokera.
Właśnie dlatego ludzie nie chcą Batmana, który zabija. Właśnie dlatego odrzucają Batmana Zacka Snydera i Batmana w ujęciu późnego Franka Millera – pełnego okrucieństwa i nie przebierającego w środkach, byle tylko dojść do celu. Okrutny Mroczny Rycerz byłby Mrocznym Rycerzem, który zatracił swoją duszę i pozwolił na to, aby Joker – i każdy inny przestępca, który kiedykolwiek próbował zmanipulować Batmana do zabijania – wygrał.
Batman reprezentuje sobą te cnoty ludzkości, które pojawiają się w obliczu przeciwności. Przeciwnością są również podszepty Złego, których odparcie wymaga samozaparcia, wierności ideałom i hartu ducha.
Tak jak każdy bohater, Mroczny Rycerz wodzony jest na pokuszenie; na to, aby złamał swój rycerski kodeks. Jednakże Batman kuszony jest również w bardziej przyziemny sposób – przez kobiety. Selina Kyle na pewno chce sprawić, że jej wybranek będzie bardziej niegrzeczny niż zazwyczaj, Bruce z kolei chce sprawić, aby jego wybranka była bardziej praworządna. Z drugiej strony Talia al Ghul działa na początku z woli swojego ojca, Ra’sa, aby Bruce dołączył do Ligi Cieni; dopiero z czasem sama zaczyna darzyć go uczuciem. W pewnym sensie jest też kwestia kuszenia zupełnie innego rodzaju; kuszenia Mrocznego Rycerza wizją szczęśliwego, spokojnego życia w gronie rodziny i z dala od pełnego przemocy życia Batmana. Wielokrotnie Bruce Wayne był bliski odłożenia peleryny na wieszak i przejścia do cywila (ba – w Batmanie Przyszłości nawet do tego doszło!), ale w ostateczności to właśnie Selina albo Talia postanowiły, że o wiele lepiej byłoby, gdyby jednak kontynuował swoją krucjatę. Wszak Batman jest tak wielką częścią jego życia, że pewnie po przejściu na emeryturę Bruce słyszałby jak jego alter ego woła go do dalszej walki z przestępcami. A przecież wiemy, że ta walka tak naprawdę nie ma końca.
Batman jest rycerzem. Rycerz – nawet kiedy założy rodzinę i się zestarzeje – nadal pozostaje wierny swoim ideałom i w razie czego musi stanąć w ich obronie. W Batmanie Przyszłości Bruce Wayne odszedł na emeryturę i przez lata tkwił zamknięty w swoim domu, ale kiedy pojawił się Terry McGinnis i przywdział strój Batmana, Bruce ostatecznie postanowił mu pomóc, trenując nowe pokolenie i ponownie wykorzystując swój umysł i wyposażenie do walki z przestępcami.
W recenzji ostatniego numeru All-Star Batman and Robin Linkara pokusił się o podsumowanie tego jak postrzega Mrocznego Rycerza:

(…) ja postrzegam Batmana jako wzór tego jak ostatecznie można podnieść się ponad tragedię, aby czynić na świecie dobro i stać się lepszym. Prawda, jest szorstki, ale nie jest bez serca; jest agresywny, ale etyczny. Doprowadza się do skrajności, poświęca siebie, a czasem nawet swoje szczęście, dla jednego celu: aby żadne inne ośmioletnie dziecko nie musiało przechodzić przez to samo, co on. Czasami idzie za daleko i czasami popełnia błędy, ale to dlatego, że nie jest bogiem. I nie powinien być. On jest człowiekiem.
Jeśli Superman reprezentuje nadzieję i współczucie, do których zdolna jest ludzkość, Batman reprezentuje determinację i intelekt, do których również jesteśmy zdolni. Największym wrogiem Supermana jest Lex Luthor – bogaty geniusz, który używa swojej mocy do złego… ale najlepszym przyjacielem Supermana jest Batman – bogaty geniusz, który używa swojej mocy do czynienia dobra.

Oto współczesny rycerz, proszę państwa. Obrońca niewinnych i zmora winnych. Walczący tak z zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi demonami. Wierny swoim ideałom i przysiędze, którą złożył wiele lat temu na grobie swoich rodziców. Wykorzystujący wszystkie swoje zasoby do tego, aby czynić dobro.
Oto rycerz Gotham; rycerz na miarę naszych czasów – oto Batman, Mroczny Rycerz.

3 myśli na temat “Maj z Batmanem – Artykuł: Rycerstwo Mrocznego Rycerza

  1. Przyczepię się jednego: jeśli ktoś zna miał styczność ze Szkarłatnym Kwiatem, to szybciej będzie kojarzył \”Baronową Orczy\” niż \”hrabinę de Orczy\”. Błędu nie ma, ale Emma Orczy (sześciorga imion swoją drogą) tak podpisywała swoje powieści.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.