Meg ogląda Star Trek: TOS – 2×10 "Babel"

Czekałam na ten odcinek.

W Babel pojawiają się po raz pierwszy rodzice Spocka – Sarek i Amanda – oraz dowiadujemy się po raz pierwszy o konflikcie między Spockiem a jego ojcem. Sarek zresztą będzie pełnił ważną rolę, nie tylko w Oryginalnej Serii, ale i w seriach późniejszych, a także w filmach.

Przy okazji poznajemy też Tellarytów i Andorianów – dwie rasy, które będą pojawiać się tu i tam.
 
Widzicie więc, że mam o tym odcinku sporo do powiedzenia.
 

Opis Fabuły:
Enterprise wiezie ambasadorów z różnych miejsc w galaktyce na konferencję na planecie Babel. Konferencja ma rozstrzygnąć czy mała planetka Coridan ma zostać objęta ochroną przez Federację czy nie. Tak się składa, że ambasadorem Wulkana jest ojciec Spocka, Sarek, z którym oficer naukowy ma napięte stosunki. Sarekowi towarzyszy również jego żona oraz matka Spocka, Amanda Grayson. Podczas podróży do Babel, Enterprise jest śledzony przez tajemniczy statek, którego pochodzenie trudno jest ustalić. Podczas uroczystego bankietu Sarek i tellarycki ambasador Gav zaczynają się kłócić i niemalże dochodzi do rękoczynów (ze strony Gava). Wkrótce ambasador Gav zostaje odnaleziony martwy w swojej kajucie, a sposób jego śmierci świadczy o tym, że mordercą jest Wulkanin. Sarek jest więc głównym podejrzanym, a na domiar złego cierpi na chorobę degeneracyjną serca, potrzebna mu jest więc operacja.
 
Co Z Tego Pamiętam:
Głównie to, że w tym odcinku pojawiają się Sarek i Amanda; że Sarek jest chory i że potrzebuje transfuzji krwi od Spocka i że w pewnym momencie Amanda przemawia do syna, wspominając jego smutne dzieciństwo na Wulkanie. No i pamiętałam opowieść Amandy o tym, że Spock miał misia, która to opowieść bardzo się podobała doktorowi McCoyowi.
 
Wnioski Ogólne:
Zacznijmy może od tego, że jest to jeden z wielu – ale to naprawdę wielu – odcinków, w których główni bohaterowie Star Treków będą gościć na pokładzie (tudzież stacji kosmicznej) ambasadorów, którzy albo są wiezieni na jakąś konferencję, albo ta konferencja ma miejsce na statku/stacji. A skoro są ambasadorowie, to są też różne protokoły, którymi kapitan i jego załoga muszą się podporządkować; i jest też jakiś zbir, który chce zakłócić rozmowy pokojowe, aby coś ugrać. Tak czy inaczej, każda następna seria Star Treka będzie miała przynajmniej jeden taki odcinek na sezon.

No więc na Enterprise są ambasadorowie, a jednym z nich jest przedstawiciel Wulkana, ambasador Sarek.

Ambasador Sarek jest dość specyficzną postacią. Z jednej strony typowy, logiczny do bólu Wulkanin, a z drugiej – ktoś, kto stworzył wcale udany związek z ziemską kobietą i miał z nią syna. Na przestrzeni tych ponad sześćdziesięciu lat tu i tam dawano nam do zrozumienia, że Sarek jest bardziej uczuciowy niż się z początku wydaje – a to w jednej z książek nazywa żonę „ukochaną” i tłumaczy to synowi, mówiąc: „Jak to? Nie wiesz jak się dosłownie tłumaczy imię Amanda?”; a to po wydarzeniach z Gniewu Khana wydaje się wstrząśnięty tym, że Spock zginął, i prosi Kirka o odnalezienie jego ciała; a to bierze pod swoje skrzydła ludzką dziewczynkę, Michael Burnham (do niej jeszcze wrócimy). Do pewnego stopnia jest to wyjaśnione w taki sposób, że przodkiem Spocka i Sareka był Wulkanin, który podał rękę Zeframowi Cochrane’owi podczas Pierwszego Kontaktu i w ten sposób nawiązał z nim więź, która potem zaowocowała u jego potomków graniczącą z obsesją fascynacją ludzkością.

Generalnie konflikt pomiędzy Spockiem i Sarekiem jest stary jak świat: Sarek, który przez lata był naukowcem, chciał, aby jego syn poszedł w jego ślady. Jednakże Spock odrzucił miejsce w Wulkańskiej Radzie Naukowej i przystąpił do Gwiezdnej Floty. To jest właśnie powód, dla którego Sarek jest na początku Babel chłodno nastawiony do Spocka, a i Spock podobno nie odwiedzał rodziców od czterech lat.

W piątym startrekowym filmie zaś widzimy scenę narodzin Spocka i kiedy Sarek bierze syna na ręce, mówi, prawie że z wyrzutem: „Taki ludzki…” Również jeden z odcinków animowanego Star Treka, gdzie mamy Spocka cofającego się w czasie, aby uratować samego siebie przed niechybną śmiercią, mamy młodszego Sareka, który jest raczej surowym i wymagającym ojcem, oczekującym, że jego syn z powodzeniem przejdzie wulkański rytuał przejścia. A trzeba tutaj zaznaczyć, że Sarek miał jeszcze dwójkę dzieci – Syboka, pochodzącego z pierwszego małżeństwa, który odrzucił wulkańską filozofię; oraz adoptowaną dawno temu ludzką dziewczynkę, Michael Burnham, która próbowała zaimponować Sarekowi i sprawić, że byłby z niej dumny. Wprawdzie zarówno Michael jak i Sybok zostali dodani o wiele, wiele później, toteż, na przykład, kiedy Sarek zaczyna cierpieć na wulkanskiego Alzheimara, objawiającego się niepohamowanymi falami emocji, ambasador żałuje głównie tego, że nie wyrażał swoich uczuć Amandzie i Spockowi; niemniej jednak we wszystkich trzech przykładach można przyjąć, że Sarek próbował wychować dzieci na sposób wulkański i był przez to szorstki i surowy, nie zważając na to, że jego dzieci nie są tak do końca Wulkanami.

W dzisiejszym odcinku znajduje się scena, w której Sarek gani Amandę za opowiadanie przy załodze Enterprise o dzieciństwie Spocka, ponieważ to mogłoby podkopać autorytet ich syna. Pani ambasadorowa pyta: „Dlaczego nie przyznasz, że jesteś dumny ze Spocka?”, a jej mąż odpowiada, że duma to ludzkie uczucie, on zaś tylko stwierdza, że logiczne jest, że Spock, jako żołnierz, musi być darzony respektem przez podwładnych, jeśli ma dobrze wykonywać swoje obowiązki. Właściwie w dużej mierze problem Sareka polega na tym, że w jego rodzinie są osoby emocjonalne; osoby, dla których rozwój emocjonalny i relacje na płaszczyźnie emocjonalnej są bardzo ważne; on zaś – jako Wulkanin – nie za bardzo jest w stanie okazywać im jak bardzo mu na nich zależy. Amanda ma o tyle łatwo, że przez lata nauczyła się odczytywać mowy męża o logice, jako swoisty wyraz miłości Sareka do niej, ale przy Spocku nawet to jest ledwo widoczne.

Niemniej jednak – jak to bywa z opowieściami o skłóconych ze sobą rodzicach i dzieciach – Babel dodaje nieco dramatyzmu, aby pokazać, że Sarek i Spock jednak się kochają. W tym przypadku mamy nie tylko Sareka podejrzanego o morderstwo, ale też ciężko chorującego na serce. Potrzebna jest operacja, ale i transfuzja, a tak się składa, że ambasador ma niezwykle rzadką grupę krwi, T minus. Na szczęście Spock również ma tę grupę krwi, ale McCoy oszacował, że operacja będzie wymagała całkiem sporo krwi. Spock jest jednak zdeterminowany, bo uważa, że podjęcie ryzyka w tym wypadku jest logiczne. Co prawda, w pewnym momencie obowiązki każą mu jednak nie przystępować do operacji, bo Enterprise grozi niebezpieczeństwo (a wiecie, „potrzeby wielu…” i te sprawy…), ale udaje się w końcu przekonać go do tego, żeby wrócił do ambulatorium i uczestniczył w operacji.

Powróćmy teraz do Michael Burnham, adoptowanej córki Sareka i Amandy oraz głównej bohaterki Star Trek: Discovery. W pierwszym sezonie dowiadujemy się, że do Wulkańskiej Rady Naukowej startowali zarówno Spock, jak i Michael, a uprzedzona do ludzi Rada postanowiła, że może zgodzić się albo tylko na pół-Wulkanina, albo na człowieka; nie mogą przyjąć obojga. To Sarek miał zdecydować o tym, które z jego dzieci miałoby tę szansę. Zdecydował, że Spock, ale jego syn wkrótce potem odmówił przyjęcia miejsca w Radzie i wstąpił do Floty, tak więc Michael została pozbawiona wielkiej szansy na próżno.

Pozwólcie mi na chwilę osobistej refleksji. W Star Trek: Discovery nie było ani jednej postaci, którą pokochałabym tak jak Datę w TNG, Ferengich w Deep Space Nine, Doktora w Voyagerze czy Archera i Shrana w Star Trek: Enterprise. Jednakże Discovery miał kilka postaci i relacji, które uważałam za dość interesujące i całkiem nieźle rozwiązane. Między innymi ten serial sprawił, że zaczęłam bardziej doceniać Sareka, bo nie tylko pokazywał się tam o wiele częściej i miał o wiele więcej do roboty (ba – nawet pokuszono się o to, aby pokazać nam jego odpowiednika z Lustrzanego Uniwersum), ale też kilka razy pokazano, że on sam – jako mąż ludzkiej kobiety i ojciec dwójki ludzkich dzieci – jest przez wielu uważany za pariasa. Jesteśmy, między innymi, świadkami tego, jak kilka razy członkowie jego rodziny i on sam są obiektem ataków terrorystycznych wymierzonych przez frakcje Wulkanów, uważających poczynania Sareka za gorszące.

Okej, odejdźmy od kwestii ojca Spocka i pomówmy sobie może troszkę o innych elementach tego odcinka.

No bo tak się składa, że Amanda Grayson również jest całkiem interesującą postacią. Niewątpliwie trudno było jej się przystosować do życia wśród Wulkanów, ale po jej sposobie bycia widać, że udało jej się osiągnąć równowagę pomiędzy ludzką emocjonalnością i wulkańską logiką. Z jednej strony Amanda broni wulkańskiego stylu życia, z drugiej mówi synowi, że „ludzkie” to nie jest brzydkie słowo. Nic więc dziwnego, że to częściej ona daje Spockowi rady i to ona, a nie Sarek, próbuje do niego przemówić. Z całą pewnością Spock miał w niej większe oparcie, niż w ojcu. Obojętnie kto gra Amandę – czy Jane Wyatt z Oryginalnej Serii, czy Winona Ryder w rebootach czy Mia Kirshner – z tej kobiety bije siła i ciepło. W Discovery nawet działa w tajemnicy przed mężem, aby pomóc Spockowi oskarżonemu o morderstwo oczyścić się z zarzutów. Amanda Grayson jest na swój sposób niesamowita.

Wspominałam o tym, że pojawili się w Babel po raz pierwszy Tellaryci i Andorianie. Andorianie są tam bardzo spokojni i nawet dyplomatyczni (chociaż jeden z nich  zaatakował Kirka… ale też potem okazało się, że był kimś zupełnie innym), i nie przypominają za bardzo Shrana i spółki; za to ciekawie przestawiają się Tellaryci – kosmici o świńskich ryjkach i upodobaniu do konfliktów. Informuje się nas, że lubią się kłócić dla samej kłótni, ale w późniejszych seriach nadano ich kulturze pewien specyficzny element – otóż Tellaryci lubią obrażać siebie nawzajem i obcych; i obraźliwe odzywki uważają za bardziej honorowe niż bardziej pokojowe postawy. Dlatego zamiast ich przepraszać, najlepiej obrazić ich matkę, dzieci i psa, i w ten sposób zyska się ich szacunek.

W tym odcinku też dowiadujemy się, że Oriończycy prowadzą jakieś ciemne interesy w galaktyce. Nie jest to jednak jeszcze Syndykat Orioński, ale już coś więcej niż tylko oriońskie niewolnice.

Za tydzień znów pojawiają się Klingoni. No i tam gdzieś jest jeszcze jakieś dziecko.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.